Przychylna Moskwie, bliska premierowi. Pierwsza kobieta w walce o prezydenturę w Bułgarii
Ilijana Jotowa ubiega się o stanowisko prezydenta, a na jej drodze stoi Andrej Gjurow, polityk, którego sama powołała kilka miesięcy temu na premiera. Zwolenniczka łagodniejszego kursu wobec Moskwy mierzy się w tym starciu z kandydatem proeuropejskiej opozycji, zdecydowanie popierającym Ukrainę.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak różnią się programy obojga kandydatów w kwestii wojny w Ukrainie, bezpieczeństwa na Morzu Czarnym oraz walki ze skutkami inflacji.
- W jaki sposób Jotowa została pierwszą kobietą na stanowisku prezydenta Bułgarii.
- Jak wynik tych wyborów wpłynie na możliwość rządzenia krajem przez obóz premiera Radewa.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Ilijana Jotowa została pierwszą prezydentką Bułgarii, gdy jej zwierzchnik Rumen Radew opuścił pałac prezydencki, aby w pełni zaangażować się w politykę partyjną. W niedzielę 1 listopada ubiega się o swój własny pięcioletni mandat. Walczy o niego z premierem Andrejem Gjurowem. Niewielka przewaga Jotowej w pierwszej turze pokazała, że wbrew wcześniejszym prognozom jej zwycięstwo wcale nie jest przesądzone.
Od zawsze na ekranach telewizorów
62-letnia Jotowa jest obecna w bułgarskim życiu publicznym już od ponad trzech dekad. Zaczynała jako dziennikarka i prezenterka wiadomości w Bułgarskiej Telewizji Narodowej, a później została szefową biura prasowego postkomunistycznej Partii Socjalistycznej. Od 2007 do 2017 roku zasiadała w Parlamencie Europejskim. Następnie przez dziewięć lat pełniła funkcję wiceprezydenta u boku Rumena Radewa. 23 stycznia przejęła po nim urząd, gdy zrezygnował ze stanowiska, by w pełni wejść do polityki partyjno-parlamentarnej. Choć formalnie pozostaje niezależna, cieszy się poparciem jego Postępowej Bułgarii oraz postkomunistów.
Jej przychylna wobec Moskwy postawa ma długą historię. Dowodzi tego wyrażone już w 2017 roku poparcie dla stopniowego znoszenia sankcji nałożonych na Rosję po aneksji Krymu. W czerwcu tego roku broniła sprzeciwu Radewa wobec wpisania rosyjskiego patriarchy Cyryla na unijną listę sankcyjną. Argumentowała, że utrudniłoby to działania dyplomatyczne i doprowadziło do podziałów wśród wyznawców prawosławia. Wszelkie rozbieżności z unijnymi partnerami tłumaczy koniecznością ochrony bułgarskich interesów, niezmiennie zapewniając przy tym o proeuropejskiej orientacji kraju.
Sama go powołała na premiera
Wyzwanie Jotowej rzucił były premier rządu tymczasowego, którego powołała w lutym tego roku z wąskiej, określonej w konstytucji listy uprawnionych urzędników. Andrej Gjurow to ekonomista wykształcony w Stanach Zjednoczonych i Austrii. Wcześniej wykładał finanse, kierował klubem parlamentarnym liberalnego ugrupowania Kontynuujemy Zmianę oraz pełnił funkcję wiceprezesa banku centralnego.
Za deklarowanym przez niego wsparciem dla Ukrainy stoją konkretne działania. 30 marca podpisał z Kijowem dziesięcioletnią umowę o współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa, która obejmuje wspólną produkcję uzbrojenia, w tym dronów. Wspiera go proeuropejska, reformatorska opozycja, a on sam przedstawia prezydenturę jako niezbędną przeciwwagę dla rządu Radewa. W pierwszej turze największe poparcie uzyskał wśród młodszych wyborców, osób z wyższym wykształceniem, mieszkańców dużych miast oraz Bułgarów mieszkających za granicą. Jotowa z kolei w większym stopniu zawdzięcza swój wynik starszym wyborcom oraz mieszkańcom mniejszych miast i wsi.
Geopolityka i rosnące koszty życia
Wojna w Ukrainie stała się bezpośrednim wyzwaniem dla bezpieczeństwa kraju po niedawnych atakach dronów na statki handlowe u czarnomorskich wybrzeży Bułgarii. Skłoniło to Sofię do zwrócenia się do sojuszników o wsparcie. Każdy z kandydatów potępił te ataki, jednak proponowane przez nich rozwiązania wyraźnie się różnią.
Podczas jedynej debaty telewizyjnej, przeprowadzonej 29 października, Jotowa zaproponowała spotkanie sześciu państw czarnomorskich, w tym Rosji i Ukrainy, aby uzgodnić moratorium na działania wojenne w regionie. Gjurow przekonywał, że taki postulat nie zastąpi polityki obronnej, domagając się aktywniejszego udziału Bułgarii we wspólnych inicjatywach antydronowych.
Jotowa ponadto sprzeciwia się dostawom broni dla Ukrainy oraz wysłaniu do tego kraju bułgarskich żołnierzy w ramach jakiejkolwiek misji pokojowej. Podczas spotkania wyborczego w Pazardżiku oskarżyła oponentów domagających się większych nakładów na zbrojenia o przedłużanie konfliktu. Nazwała ich wręcz podżegaczami wojennymi. Mimo to jednoznacznie przyznała, że to Rosja prowadzi wojnę przeciwko Ukrainie, popierając zarazem pomoc finansową i humanitarną dla Kijowa.
Gjurow z kolei jednoznacznie opowiada się za dalszym wspieraniem Ukrainy. Krytykuje działania rządu w kwestii zapewnienia bezpieczeństwa na Morzu Czarnym. W tym sporze wyraźnie wybrzmiewają również obawy ekonomiczne. Jotowa wiąże wysokie ceny w Europie i problemy na rynku paliw z przedłużającym się konfliktem w Ukrainie. Tymczasem Gjurow przekonuje, że inflację potęgują wysoki deficyt budżetowy oraz wydatki rządowe. Z kolei bank centralny, w którym wcześniej pełnił funkcję wiceprezesa, jako główne czynniki napędzające inflację wskazuje ceny energii i usług, w tym wyższe koszty ropy wynikające z konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Wyczekał moment, by wziąć sprawy w swoje ręce
Bułgarzy idą 1 listopada do urn po sześciu latach głębokich politycznych wstrząsów. Masowe protesty antykorupcyjne z 2020 roku zachwiały rządem wieloletniego premiera Bojko Borisowa. Wkroczenie prokuratury do biur prezydenta Radewa doprowadziło do wybuchu otwartego konfliktu między oboma politykami. Między kwietniem 2021 a kwietniem 2026 roku w kraju aż ośmiokrotnie odbyły się wybory parlamentarne. Krótkotrwałe koalicje przeplatały się z prezydenckimi rządami tymczasowymi.
W grudniu 2025 roku kolejna fala protestów ponownie doprowadziła do upadku rządu. Wówczas Rumen Radew postanowił złożyć urząd prezydenta i przekuć swoją pozycję arbitra, formalnie stojącego ponad partyjnymi sporami, w zdecydowane zwycięstwo wyborcze. W przedterminowych wyborach z 19 kwietnia prowadzona przez niego Postępowa Bułgaria zdobyła 44,6 proc. głosów, co dało jej 131 z 240 mandatów w parlamencie. 8 maja Radew objął stanowisko premiera, zyskując możliwość samodzielnego sprawowania władzy, której żadne ugrupowanie nie miało od ćwierćwiecza. Zwycięstwo Jotowej pozwoliłoby utrzymać sojuszniczą prezydenturę u boku tej samodzielnej większości. Zagwarantowałoby obozowi Radewa możliwość kontynuowania zmiany politycznej, która zaczęła się na początku tego roku.
Topniejąca w oczach przewaga Jotowej
Pierwsza tura z 25 października pokazała, jak ulotna była wcześniejsza przewaga Jotowej. Zdobyła ona 34,76 proc. głosów wobec 31,95 proc. dla Gjurowa przy frekwencji wynoszącej zaledwie 23,16 proc. W rozmowie z portalem nova.bg badacz opinii publicznej Pyrwan Simeonow określił później ich szanse jako wyrównane. Wskazał, że Gjurow nabrał rozpędu, podczas gdy Jotowa musi zmobilizować niegłosujących tydzień temu wyborców obozu rządzącego.
Odnosząc się do niskiej frekwencji w I turze, Borjana Dimitrowa z agencji Alpha Research oceniła na antenie Bułgarskiego Radia Narodowego, że absencja wyborcza była szczególnie widoczna wśród sympatyków rządzącej od maja Postępowej Bułgarii. Powiązała ten odpływ wyborców z zawiedzionymi oczekiwaniami dotyczącymi gospodarki, finansów i bezpieczeństwa. Odczytuje taki wynik jako ostrzeżenie dla rządu. Ocena ta wskazuje także na słabość, którą rządzącym bardzo ciężko zniwelować. Wyborców zmobilizowanych obietnicą politycznej zmiany może być trudniej przekonać, gdy wybrani przez nich liderzy już faktycznie przejęli odpowiedzialność za jej realizację.
Gospodarka czeka na dobrą współpracę prezydent – rząd
Niezależnie od ostatecznego wyniku głosowania przed kolejnym tandemem prezydent – premier stoi trudny sprawdzian gospodarczy. 1 stycznia tego roku Bułgaria przyjęła euro. Choć bułgarski bank centralny prognozuje tegoroczny wzrost gospodarczy na poziomie 2,8 proc., to roczna inflacja, liczona według wspólnego unijnego wskaźnika, sięgnęła we wrześniu 5,6 proc. Ponadto Unia Europejska objęła Bułgarię procedurą nadmiernego deficytu, wyznaczając ścieżkę jego ograniczenia do unijnego limitu 3 proc. PKB najpóźniej w 2029 roku.
Do rangi tematu kampanii urosła kwestia samego terminu prezentacji przyszłorocznego budżetu. Premier Radew zapowiedział, że dokument zostanie ujawniony dopiero w tygodniu po drugiej turze głosowania. Z tego powodu Asen Wasilew, lider liberalnej partii opozycyjnej Kontynuujemy Zmianę, zarzucił rządowi celowe ukrywanie przed wyborcami bolesnych założeń projektu.
Skalę społecznej wrażliwości na wzrost kosztów życia najlepiej obrazują dane Eurostatu. Zgodnie z nimi w 2025 roku ubóstwem lub wykluczeniem społecznym zagrożonych było 29 proc. mieszkańców Bułgarii. To najwyższy odsetek w Unii Europejskiej, w której średnia wynosi 20,9 proc.
W bułgarskim systemie parlamentarnym polityka gospodarcza leży co prawda w gestii rządu i władzy ustawodawczej. Prezydent może jednak odsyłać ustawy do ponownego rozpatrzenia. Nawet jeśli obecna większość Radewa dysponuje już liczbą głosów wystarczającą do odrzucenia weta, przychylny rządowi prezydent mógłby ograniczyć tarcia instytucjonalne i ułatwić zachowanie spójnego kierunku polityki.
Bezpiecznik z podciętymi skrzydłami
Prezydent Bułgarii wybierany jest w głosowaniu bezpośrednim na pięcioletnią kadencję. Zapewnia to temu urzędowi odrębny mandat w ramach szerszego systemu parlamentarnego. Co ciekawe, Bułgaria jest jedynym krajem w Europie, w którym funkcjonuje urząd wiceprezydenta wybieranego w głosowaniu wspólnie z głównym kandydatem na prezydenta. Teoretycznie wyjątkiem jest tu Cypr, gdzie jednak stanowisko to pozostaje nieobsadzone od czasu tureckiej inwazji z 1974 roku.
Bułgarska głowa państwa reprezentuje kraj na arenie międzynarodowej, przewodniczy doradczej radzie bezpieczeństwa narodowego i pełni funkcję zwierzchnika sił zbrojnych, choć nominacje na najwyższe stanowiska w armii dokonywane są na wniosek rządu. Rząd z kolei kieruje polityką wewnętrzną i zagraniczną oraz zarządza budżetem.
Oprócz wspomnianego prawa weta prezydent może kierować rządowe ustawy do Sądu Konstytucyjnego, a w ramach stopniowej wymiany sędziów powołuje jedną trzecią jego dwunastoosobowego składu. Ze względu na dziewięcioletnie kadencje skutki tych nominacji pozostają odczuwalne na długo po opuszczeniu przez niego pałacu prezydenckiego.
Polityczne znaczenie bułgarskiej prezydentury wzrosło w latach parlamentarnego impasu. Radew wielokrotnie powoływał prezydenckie rządy tymczasowe, a partie miały trudności ze sformowaniem trwałej większości. Przyjęte w 2023 roku zmiany w konstytucji ograniczyły tę swobodę decyzyjną. Zawęziły wybór premiera rządu tymczasowego do określonej grupy wysokich rangą urzędników państwowych. To właśnie w tych ramach na początku bieżącego roku Jotowa powołała Gjurowa.
Główne wnioski
- Po pierwszej turze przychylna Moskwie prezydentka Ilijana Jotowa miała jedynie minimalną przewagę nad proukraińskim Andrejem Gjurowem (34,76 proc. do 31,95 proc.).
- Niska frekwencja w I turze (23,16 proc.) dowodzi rozczarowania samodzielnymi rządami premiera Rumena Radewa. Wygrana jego bliskiej współpracowniczki Jotowej scementuje jego rządy, a sukces Gjurowa stworzy dla nich instytucjonalną przeciwwagę.
- Niemrawą kampanię wyborczą napędzały głównie obawy o rosnące koszty życia i bezpieczeństwo po ostatnich atakach dronowych na statki u bułgarskich wybrzeży Morza Czarnego.


