Rośnie eksport do Azji. Polskie firmy stoją przed szansą
Zmiany geopolityczne i dywersyfikacja rynków zbytu sprawiają, że Azja zyskuje na znaczeniu w strukturze polskiego eksportu. Największe sukcesy odnoszą branże przemysłowe i spożywcze, ale potencjał jest znacznie większy. Jak firmy i administracja powinny wykorzystać tę szansę i jakie są wyzwania?
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak geopolityka przekształca polski eksport i dlaczego kraje azjatyckie stają się coraz ważniejszymi partnerami polskich firm.
- Które polskie branże odnoszą największe sukcesy w Azji i jakie produkty cieszą się tam rosnącym zainteresowaniem konsumentów.
- Jakie kroki powinny podjąć firmy i administracja, aby skutecznie zwiększyć obecność na dalekowschodnich rynkach.
Pandemia COVID-19, wojna w Ukrainie i zachodnie sankcje przeciwko Rosji, rywalizacja Chin z USA i polityka handlowa amerykańskiego prezydenta. Wszystko to skłoniło polskich eksporterów do dywersyfikacji rynków zbytu. Wojna w Ukrainie spowodowała spadek eksportu Polski do Rosji z 5,3 proc. w 2013 r. do zaledwie 0,8 proc. w 2024 r. Wymusiło to na przedsiębiorcach poszukiwanie alternatywnych rynków, w tym azjatyckich.
Na ubiegłorocznej mapie polskiego eksportu po prawej stronie widać wyraźny spadek w Rosji i krajach byłego Związku Radzieckiego. Ale zielonym kolorem wyróżnia się kilka krajów azjatyckich (oraz Nowa Zelandia).
Dynamiczny wzrost
Od stycznia do listopada 2025 r. znacznie wzrósł eksport polskich towarów do kilku kluczowych krajów Azji – wynika z danych GUS. A gdy przyjrzeć się ogólniejszym trendom, widać, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat powiększył się on wielokrotnie.
Podczas gdy sprzedaż towarów do Rosji maleje, stale rośnie eksport na Daleki Wschód.
Dla przykładu wartość towarów sprzedanych do Indii w 2024 r. była ponad dwukrotnie wyższa niż cztery lata wcześniej. Wyniosła 1,44 mld dolarów. Od 2014 r. prawie się potroiła.
Jeszcze ciekawiej robi się, gdy spojrzymy na bardziej długoterminowe trendy. Okaże się wtedy, że polski eksport do Azji zwiększył się w ciągu dwóch dekad ponad trzykrotnie. Według Obserwatora Finansowego w ciągu ostatnich 20 lat udział Polski w światowym eksporcie wzrósł z 0,6 proc. w 2001 r. do około 1,4-1,5 proc. w latach 2018-2025. Świadczy to o systematycznym umacnianiu pozycji Polski w globalnym handlu.
Szczególnie dynamiczny wzrost odnotowano na rynkach azjatyckich. Z danych GUS wynika, że od stycznia do października 2025 r. eksport do niektórych krajów Azji rósł w tempie dwucyfrowym. Najszybciej do Malezji (+47,5 proc. rok do roku), na Filipiny (+36,9 proc.) i do Wietnamu (+26,2 proc.). Jeszcze szybciej rosła sprzedaż produktów rolno-spożywczych, zwłaszcza na Tajwan.
Bruksela otwiera rynki
Wchodzenie na rynki kolejnych krajów Azji ułatwiają polskim przedsiębiorcom umowy o wolnym handlu zawierane przez Unię Europejską. Od 2015 r. obowiązuje taki traktat z Koreą Południową. W 2019 r. dołączyły do niego umowy z Japonią i Singapurem, a rok później – z Wietnamem. Na ratyfikacje czekają układy handlowe z Indiami i Indonezją. Bruksela negocjuje też szerszy dostęp do rynku Filipin, Malezji i Tajlandii. Może to oznaczać początek złotej ery w relacjach biznesowych z tymi krajami. Jeśli tylko dobrze się do tego przygotujemy.
– Azja nie jest łatwą destynacją do eksportu. Mamy tu do czynienia ze skomplikowaną logistyką, dodatkowymi cłami oraz innymi kosztami i preferencjami konsumentów odbiegającymi od europejskich. Ale mimo tych dużych ograniczeń widzimy silny, utrzymujący się wzrost. Wyobraźmy sobie, jak mógłby on wyglądać, jeśli część utrudnień zniknie właśnie poprzez kolejne umowy o wolnym handlu. To się właśnie teraz dzieje – mówi Norbert Bąk, kierownik biura Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu (PAIH) w Bangkoku.
Jego zdaniem zwielokrotnienie obrotów jest jedynie kwestią czasu.
Azja nie jest łatwą destynacją do eksportu, ale mimo dużych ograniczeń widzimy silny, utrzymujący się wzrost.
Według internetowego badania brytyjskiej firmy Mortar Research podobnie widzą to firmy z innych krajów. 87 proc. europejskich firm, które handlują z państwami Azji i Pacyfiku, deklaruje, że w tym roku spodziewa się zwiększenia eksportu albo przynajmniej utrzymania jego obecnego poziomu.
– W ciągu dziesięciu lat skumulowany roczny wzrost eksportu towarów do Tajlandii wyniósł prawie 15 procent. Zaczynaliśmy z wartościami na poziomie 190 mln dolarów, teraz mamy już prawie 400 mln dolarów. W innych krajach regionu sprawy mają się podobnie. Nie ma jeszcze wielkiej skali, ale jest duża dynamika – dodaje Norbert Bąk.
Tę dynamikę do pewnego stopnia napędzają także napięcia geopolityczne.
Rosja w dół, a co z Azją?
– Przed zajęciem przez Rosję Krymu w 2014 r. kraj ten odpowiadał za ok. 4 proc. eksportu państw Europy Środkowej. W miarę rozwoju konfliktu i wybuchu pełnoskalowej wojny udział Rosji w środkowoeuropejskim eksporcie spadł do 0,5 proc. w 2024 r. – mówi Gary Ng, hongkoński analityk w Środkowoeuropejskim Instytucie Studiów Azjatyckich (CEIAS).
W przypadku Polski udział eksportu do Rosji spadł z 5,3 proc. w 2013 r. do 0,8 proc. w 2024 r. Ale udział Azji, mimo coraz większego zaangażowania eksporterów, także się zmniejszył: z 6,5 proc. do 5,8 proc.
– Azja stała się co prawda jednym z buforów zastępujących Rosję, ale nie nastąpił znaczący wzrost jej udziału w rynku. W Grupie Wyszehradzkiej średni udział eksportu do Azji wzrósł jedynie nieznacznie, z 6,9 proc. w 2013 r. do 7 proc. w 2024 roku – dodaje ekonomista.
Pozostaje pytanie, czy to naturalna sytuacja, czy niewykorzystana szansa.
Azja stała się jednym z buforów zastępujących Rosję, ale nie nastąpił znaczący wzrost jej udziału w rynku. To niewykorzystany potencjał.
– Tendencja ta nie oznacza, że Azja nie ma znaczenia. Polska odnotowuje większy popyt wewnątrzunijny, ponieważ staje się coraz ważniejsza w łańcuchu wartości wśród innych krajów UE. Jednocześnie prawie nie eksportuje bezpośrednio do Azji. Potencjał do poprawy i zacieśnienia relacji wyraźnie widać w sektorach dóbr inwestycyjnych, choćby maszyn i elektroniki, oraz rolno-spożywczym – uważa Gary Ng.
Globalne umowy handlowe
Wojna handlowa między USA a Chinami rozpoczęła się w 2018 r. Prezydent Donald Trump wprowadził wówczas pierwsze cła na chińskie produkty. Najpierw na panele fotowoltaiczne i pralki, później na stal i aluminium. Konflikt eskalował. Rosnące napięcia doprowadziły do pojawienia się w Europie i Azji trendu „deriskingu" (redukcji ryzyka) i koncepcji modelu biznesowego „Chiny plus jeden".
Model ten polega na dywersyfikowaniu produkcji i łańcuchów dostaw przez przenoszenie części inwestycji z Państwa Środka do innych krajów rozwijających się. Należą do nich takie państwa jak Wietnam, Tajlandia i Indie. Celem jest zmniejszenie uzależnienia od chińskich dostaw. Zmiana strategii wstrząsnęła globalnym handlem. Europejskie i amerykańskie firmy zaczęły szukać alternatywnych lokalizacji produkcji. Otworzyło to nowe możliwości dla krajów Azji Południowo-Wschodniej i Europy. Decydenci w Brukseli i wielu azjatyckich stolicach stali się skłonni do zawierania kompromisów, aby powiększać przestrzeń wolnego handlu.
– Dla Indii i krajów Azji Południowo-Wschodniej integracja krajów europejskich do łańcuchów dostaw ma strategiczne znaczenie. Pozwala ograniczyć nadmierne uzależnienie od Chin oraz zapewnić dostęp do wysokiej jakości dóbr inwestycyjnych i technologii. Są one niezbędne do rozwoju łańcucha wartości przemysłowej – wyjaśnia Gary Ng.
Traktaty handlowe podpisywane przez Unię Europejską z krajami Azji wzmacniają trend obecny wśród polskich eksporterów od lat.
Jak zauważa hongkoński ekonomista, choć umowy o wolnym handlu redukują cła, to tworzą też ryzyko pogłębienia deficytów. To odwieczna polska bolączka w handlu z Azjatami. Wytwórcy w Polsce mogą nie być w stanie konkurować z napływem konkurencyjnych cenowo dalekowschodnich towarów. Warszawa będzie wówczas zmuszona zastosować dodatkowe zachęty dla wytwórców z Azji, aby stawiali fabryki nad Wisłą.
Zdaniem eksperta
Dywersyfikacja to bezpieczeństwo
Przynajmniej od czasu pandemii COVID-19 utrzymuje się podwyższona niepewność w handlu międzynarodowym i zwiększony poziom protekcjonizmu. Zjawisko to wzmacnia m.in. rywalizacja chińsko-amerykańska i polityka handlowa administracji Donalda Trumpa. Prawdopodobnie z tego powodu polskie przedsiębiorstwa dążyły w ostatnich latach do dywersyfikacji eksportu. Robiły to nie tylko w celu poszukiwania szans biznesowych, ale też zwiększenia bezpieczeństwa działalności na rynkach zagranicznych. Będzie się to przekładało pozytywnie na bezpieczeństwo całej polskiej gospodarki.
Jako atrakcyjne rynki dla polskich przedsiębiorstw mogą być postrzegane dynamicznie rozwijające się państwa Azji, w tym Południowej i Południowo-Wschodniej. Choć często są to stosunkowo trudne miejsca do prowadzenia działalności gospodarczej, m.in. przez istniejące bariery celne i pozataryfowe oraz odmienną kulturę biznesową, oferują też coraz bardziej chłonne rynki dzięki rozrastającej się klasie średniej i wzrostowi siły nabywczej ludności. Ich niewielki udział w polskim eksporcie wskazuje na wciąż niewykorzystany potencjał współpracy z partnerami z tych regionów.
Szanse na zaistnienie na tych rynkach mają m.in. podmioty z sektora elektromaszynowego, chemicznego, rolno-spożywczego czy zielonych technologii. Jednak lista ta jest o wiele dłuższa, bo potrzeby rozwojowe wielu państw Azji są bardzo duże. Warto także zwracać coraz większą uwagę na eksport usług, np. IT, na które zapotrzebowanie w Azji rośnie.
Polskie firmy eksportują też coraz więcej do azjatyckich państw rozwiniętych, w tym Japonii i Korei Południowej, co może wskazywać na ich zdolność do znajdowania miejsca nawet na silnie nasyconych i konkurencyjnych rynkach. Rozpoczęcie eksportu do kolejnych krajów mogą ułatwić umowy handlowe UE.
Istotnym elementem szerszego wejścia polskich przedsiębiorstw na rynki państw azjatyckich jest kompleksowe wsparcie ze strony administracji. Powinno się to dziać m.in. przez dyplomację ekonomiczną, udzielanie informacji i wskazywanie na szanse biznesowe, weryfikację potencjalnych partnerów czy oferowanie rozbudowanego zestawu instrumentów finansowych, które zwiększą konkurencyjność polskiej oferty.
Szlaki zostały przetarte
W Chinach i Korei Południowej sukcesy odnoszą polskie firmy mleczarskie. W tej ostatniej aż 90 proc. rynku importowanego mleka UHT to produkty „Made in Poland". W Azji Południowo-Wschodniej dobrze sobie radzą producenci muesli i słodyczy. Żywność znad Wisły masowo trafia do takich krajów jak Singapur, Wietnam, Filipiny, Tajwan, Malezja i Tajlandia. W Wietnamie w 2024 r. Polska była trzecim co do wielkości dostawcą wieprzowiny i czwartym w dziedzinie drobiu. Na niektórych rynkach wzrost notują także polskie kosmetyki, w tym producenci tacy jak Inglot, Ziaja i Dr Irena Eris. W dziedzinie usług IT przebiły się m.in. Comarch i Billenium.
– W Tajlandii, gdzie prywatny sektor medyczny jest bardzo silny, coraz chętniej sięga się po polski sprzęt medyczny. Przykładem sukcesu jest firma ProLab z województwa kujawsko-pomorskiego, która historycznie skupiała się na rodzimym rynku. We wrześniu przedsiębiorstwo zawarło kontrakty na dostawę urządzeń do Tajlandii, Wietnamu, Malezji, Australii i Nowej Zelandii. Świetnie radzi sobie też Cormay, producent sprzętu laboratoryjnego – opowiada Norbert Bąk z PAIH.
Przyszłościowe kierunki
Najwięcej zapytań PAIH otrzymuje od firm działających w dziedzinie produktów spożywczych i kosmetyków. Zdaniem Bąka może to wynikać z większej śmiałości przedsiębiorców tych branż, którzy mają pewność, że posiadają dobry produkt. Ale nasze firmy wyrobiły sobie też dobrą ofertę w dziedzinie cyberbezpieczeństwa, w której rozwiązania są coraz częściej poszukiwane. Kolejnym kierunkiem do eksploracji są rozwiązania z dziedziny smart cities. Polska ma tu wiele do zaoferowania.
Piotr Harasimowicz, szef misji PAIH w Sajgonie, zwraca uwagę na rosnący potencjał w wietnamskim sektorze medycznym, farmaceutycznym i kosmetycznym.
- W Wietnamie jest obecnych ponad dwadzieścia polskich marek z tych branż. W dużych aglomeracjach i kluczowych miastach widać wyraźny wzrost popytu na produkty do pielęgnacji zdrowia i urody - mówi.
Wietnam staje się też coraz bardziej atrakcyjną destynacją dla małych i średnich firm oraz startupów technologicznych.
- Przyjazny biznesowi i dynamicznie rozwijający się ekosystem gospodarczy, stosunkowo niskie koszty życia i obsługi firm to niektóre z czynników przyciągających inwestorów z branży IT. Fundamentami dla ich rozwoju są także młoda populacja i rozwijająca się infrastruktura internetowa. Znaczny wzrost notują e-commerce, fintech, technologie medyczne i edukacyjne – wylicza Piotr Harasimowicz.
Stumilionowy kraj, który uniknął pandemicznej recesji, jest wśród najszybciej rozwijających się państw Azji i przechodzi boom inwestycji w infrastrukturę. Stwarza to możliwości inwestowania w przedsięwzięcia takie jak drogi, mosty, porty i lotniska.
- Przyspieszają sektory takie jak energia odnawialna, technologie przemysłu 4.0 i przechodzący modernizację sektor opieki zdrowotnej. Obszary z dużym potencjałem w Wietnamie to szpitale, sprzęt medyczny, farmaceutyki i usługi telemedyczne. Wcześni inwestorzy mogą poszukiwać możliwości w sektorach takich jak elektronika, motoryzacja, tekstylia i produkcja odzieży. Rząd oferuje też zachęty dla inwestorów w projekty solarne, wiatrowe i biomasowe. Niezależnie od tego warto eksplorować możliwości w sieciach supermarketów, sklepach typu convenience, markach odzieżowych i szybko zbywalnych dobrach konsumpcyjnych (FMCG) – doradza Harasimowicz.
Rekomendacje: wartość dodana, obecność i konsekwencja
– Według wszelkiego prawdopodobieństwa Azja pozostanie dla Polski mniejszym rynkiem niż Unia Europejska. Ale szybki rozwój gospodarczy i powiększająca się azjatycka klasa średnia otwierają nowe możliwości dla polskich eksporterów. Jest tak zwłaszcza w sektorze maszynerii, produktów spożywczych i rolnych – mówi Gary Ng z CEIAS.
Jak przekonuje, Polska powinna wykorzystać swoją stabilną pozycję, aby stać się kluczowym ośrodkiem logistycznym i produkcyjnym dla azjatyckich inwestorów zainteresowanych rynkiem UE. Jednocześnie powinna aktywnie przekształcać swoją strategię eksportową. Chodzi zwłaszcza o odchodzenie od surowców na rzecz rozwiązań technologicznych o wyższej wartości.
– Aby powiększyć obroty handlowe z Azją, Polska powinna intensywniej promować handel i inwestycje przez fora biznesowe i kulturalne w regionie. Dzięki swojej roli przyczółka w dostępie do rynku UE pozyskała już w ostatnich latach więcej azjatyckiego kapitału. Rząd może teraz wykorzystać ten trend, aby poprawić łączność z Azją. To możliwe na przykład przez wprowadzenie większej liczby bezpośrednich lotów do Warszawy. Pozwoli to obniżyć koszty logistyczne i usprawnić infrastrukturę transportową – mówi Ng.
Aby powiększyć obroty handlowe z Azją, Polska powinna intensywniej promować handel i inwestycje przez fora biznesowe i kulturalne w regionie.
Więcej ekspertów
Przedsiębiorcy, którzy odnieśli na największym kontynencie sukces, często zwracają uwagę na niewystarczającą pomoc ze strony administracji. Brakuje polskich ekspertów z insiderską wiedzą na temat dalekowschodnich rynków, w tym lokalnych uwarunkowań prawnych i kultury biznesowej. PAIH, której ocena wśród firm zauważalnie rośnie, w poszczególnych krajach działa z różną intensywnością. Problemem pozostaje brak jej biura w Indiach, z którymi UE podpisała w tym roku historyczny traktat handlowy. Agencje rządowe w Warszawie niemal nie mają też analityków zajmujących się gospodarczą stroną relacji z Azją.
– W budowie ekspertyzy mogłaby pomóc większa reprezentacja Polski w międzynarodowych forach. Jesteśmy już członkami Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB), co bardzo nam pomaga. Takich organizacji może być więcej, na przykład Azjatycki Bank Rozwoju. Kraje spoza Azji mogą być jego członkami i budować tam wiedzę ekspercką i sieć kontaktów. Jako dwudziesta gospodarka świata potrzebujemy silniejszej obecności w Azji – przekonuje Norbert Bąk.
Jak dodaje, ważne jest inwestowanie przez państwo w kapitał ludzki, w tym poprzez wzmacnianie instytucji w regionie. Podkreśla też konieczność podnoszenia świadomości przedsiębiorców na temat istniejących rozwiązań.
– W ramach Grupy Polskiego Funduszu Rozwoju instytucje takie jak PAIH, PARP, Bank Gospodarstwa Krajowego i KUKE pomagają firmom w internacjonalizacji. Ale biznes nie zawsze jest świadomy możliwości skorzystania z tego wehikułu – mówi Bąk.
Marka narodowa
Ostatnim z elementów, które należałoby dopracować, jest skala i konsekwentna promocja marki narodowej.
– Polskim produktom niczego nie brakuje pod względem ceny i jakości, a znaczek „Made in EU" często pomaga. Ale azjatyccy konsumenci w większym stopniu niż Europejczycy zwracają uwagę na marki i wybierają te pochodzące z krajów, które z czymś im się kojarzą. Daje to przewagę Włochom, Niemcom czy Hiszpanom. Polska nie ma jeszcze takiej silnej marki, chociaż powoli ją wypracowuje. Partnerzy zaczynają dostrzegać naszą żywność wysokiej jakości i innowacyjne produkty, na przykład w dziedzinie IT i gamingu. Do popularyzacji Polski przyczyniła się też niedawna prezydencja w Unii Europejskiej i duży pawilon na targach EXPO w Osace. Percepcja się zmienia, ale warto tę zmianę przyspieszyć – mówi Norbert Bąk.
Główne wnioski
- Polski eksport do Azji rośnie dynamicznie (dwucyfrowe wzrosty na wielu rynkach), ale wciąż stanowi niewielki udział w ogólnym eksporcie. Świadczy to o ogromnym niewykorzystanym potencjale, szczególnie w kontekście zmniejszających się obrotów z Rosją i rosnących klas średnich w krajach azjatyckich.
- Polskie firmy odnoszą sukcesy w Azji głównie w branżach spożywczej, kosmetycznej oraz IT i cyberbezpieczeństwa. Kluczem do dalszego wzrostu jest przejście na produkty o wyższej wartości dodanej, stała obecność i intensywniejsza promocja marki narodowej jako synonim poważnej jakości i innowacji.
- Skuteczna ekspansja na rynki azjatyckie wymaga systematycznego, długoterminowego podejścia obejmującego lepszą łączność transportową, większą obecność instytucjonalną, budowę lokalnej ekspertyzy, konsekwentną promocję oraz wykorzystanie umów o wolnym handlu UE, które eliminują bariery celne i otwierają dostęp do rynków liczących setki milionów konsumentów.


