Kategoria artykułu: Newsy

Rosyjski pocisk spadł na Lubelszczyźnie. Oto co wydarzyło się od rana

Nad ranem rosyjski pocisk CH-10 spadł na Lubelszczyźnie. Wojsko zapewnia, że gdyby rakieta leciała w stronę terenów zamieszkanych, zostałaby strącona. Podsumowaliśmy najważniejsze informacje związane z tym incydentem.

Wojsko w miejscu upadku rakiety w okolicach miejscowości Tarnawa-Kolonia
Oto co dokładnie zdarzyło się przed i po uderzeniu rosyjskiej rakiety na Lubelszczyźnie. Fot. Wojtek Jargiło

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Co dokładnie stało się na Lubelszczyźnie.
  2. Jak zareagowały polskie władze.
  3. Co wojsko zrobiło ws. rosyjskiej rakiety.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Jeszcze przed zmasowanymi atakami Rosji na Ukrainę – jak tłumaczy gen. Ireneusz Nowak, Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych – czyli przed północą w nocy ze środy na czwartek, w pogotowiu postawiono myśliwce z Łaska i Malborka. Były one w 15-minutowej gotowości startowej. W 30-minutowej gotowości startowej był też samolot zwiadu powietrznego. Do tego zaalarmowano też naziemne systemy obrony powietrznej.

Co wydarzyło się nocą na Ukrainie?

W nocy Rosjanie przeprowadzili potężny atak przy użyciu rakiet i dronów. „Kijów i obwód kijowski, a także nasze obwody dniepropietrowski, lwowski, połtawski, charkowski, mikołajowski, sumski, winnicki, czerkaski oraz iwanofrankiwski, znalazły się pod atakiem w nocy. Zniszczono i uszkodzono dziesiątki zwykłych domów, cywilnych przedsiębiorstw i obiektów infrastruktury. W tym ataku użyto ponad 70 rakiet, z czego znaczna część to rakiety balistyczne. Wykorzystano też ponad 280 dronów uderzeniowych. Zestrzelono ponad 260 dronów” – podsumował naloty w sieci prezydent Wołodymyr Zełenski. W nocnych atakach zginęło sześć osób, w tym dzieci.

„We wsi na przedmieściach Krzywego Rogu w wyniku bezpośredniego trafienia rakiety balistycznej Iskander-M, wystrzelonej z obwodu woroneskiego w Rosji, zginęły dwie dziewczynki w wieku 5 i 12 lat oraz czworo dorosłych. W domu mieszkała wielodzietna rodzina” – napisał na Telegramie szef Rady Obrony Krzywego Rogu Ołeksandr Wiłkuł. Dodał, że rannych zostało osiem osób, w tym dwoje dzieci – chłopcy w wieku 6 i 15 lat.

„Około godziny 4.45 (3.45 w Polsce) Lwów został zaatakowany rakietami. Największe zniszczenia odnotowano w dwóch budynkach mieszkalnych przy ulicach Patona i Wyhowskiego. Obecnie wiadomo o około 20 osobach poszkodowanych” – napisał na Telegramie mer Lwowa Andrij Sadowy.

Rosyjski pocisk przekroczył granicę Polski

Podczas tych ataków radary polskiej obrony powietrznej obserwowały kilkanaście pocisków rosyjskich nad zachodnią Ukrainą. O 3:29 polskiego czasu, jeden z nich zbliżył się do polskiej granicy na 5 km, ale zawrócił na wschód.

O 3:40 w przestrzeni powietrznej wojsko wykryło niezidentyfikowany obiekt lecący na zachód. W jego stronę skierowano dyżurny F-16. Zanim jednak pilot zdążył zweryfikować i potwierdzić, co to za obiekt, cel zniknął z radarów. Jak dodał gen. Nowak, podczas próby rozpoznania, DORSZ był gotowy do wydania rozkazu zestrzelenia.

Gdy obiekt zniknął z radarów, w ostatnie miejsce, w którym był widoczny, skierowano śmigłowiec szturmowy Mi-24. Jego załoga znalazła krater około 2 km od Tarnawy-Kolonii w woj. lubelskim. Jednocześnie policja i straż pożarna dostały zawiadomienia od mieszkańców o wybuchu niedaleko tej miejscowości.

Uruchomiono syreny alarmowe

O 3:50 w Krasnymstawie, Lublinie i kilku innych rejonach woj. lubelskiego uruchomiono syreny wczesnego ostrzegania. Jak tłumaczy szef MSWiA Marcin Kierwiński, syreny były najszybszym sposobem informowania o zagrożeniu.

Z kolei wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski tłumaczył, że nie da się w czasie rzeczywistym ostrzec mieszkańców. – Trudno wyobrazić sobie, żeby w czasie rzeczywistym podać miejsce, które może być celem ataku bądź pomyłki, bo nie wiemy, czy to jest skoordynowany atak, czy mamy do czynienia z czymś, co wleciało, bo np. ktoś się pomylił – mówił na antenie Polsat News.

O 3:58 alert RCB o treści: „Zagrożenie atakiem z powietrza. Znajdź bezpieczne schronienie. Stosuj się do poleceń lokalnych służb. Oczekuj dalszych komunikatów. Zagrożenie dotyczy: OBSZAR LUBELSKIE: puławski, opolski, Lublin, lubelski, kraśnicki, janowski, włodawski, łęczyński, świdnicki, Chełm, chełmski, krasnostawski, hrubieszowski, Zamość, zamojski, tomaszowski, biłgorajski” trafił do PAP.

W tej samej minucie komunikat odwołano. Przyszła bowiem informacja z RCB do Polskiej Agencji Prasowej o treści: „zagrożenie atakiem z powietrza, o którym informowaliśmy we wcześniejszej korespondencji, zostało odwołane”. „W związku z tym proszę o zaprzestanie publikacji komunikatu o zagrożeniu przekazywanego poprzez dostępne Państwu środki komunikacji, wymienione w procedurze przekazywania komunikatów (...)” – podał PAP.

Śledztwo na miejscu uderzenia pocisku i zebranie zespołu koordynacyjnego

Na miejscu śledztwo prowadzi Wydział ds. Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Eksperci sprawdzili miejsce uderzenia, czyli krater o średnicy 10 m i głębokości 5 m, pod kątem zagrożeń pirotechnicznych i radiacyjnych. Rozpoczęto badania przy pomocy biegłych. Jednocześnie zarówno Amerykanie, jak i Ukraińcy złożyli wnioski z ofertą pomocy w ustaleniu, co dokładnie spadło w okolicy Tarnawy-Kolonii.

Premier na miejscu uderzenia

O 10:15 na Lubelszczyźnie zaczęło się posiedzenie zespołu koordynacyjnego z udziałem szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego, szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza oraz służb. Po posiedzeniu zespołu premier Donald Tusk pojechał na miejsce uderzenia pocisku.

Szef rządu mówił, że Polska była gotowa do zestrzelenia rosyjskiej rakiety Ch-101, gdyby wzięła ona na cel jakikolwiek teren zamieszkany. – Nie ma żadnych powodów sądzić, że celem była Polska, ale dwa z tych obiektów naruszyły przestrzeń powietrzną Polski. Jeden na pewno, bo tutaj mamy jego ślady, a drugi w pobliżu polskiej granicy, ale to był bardzo krótki sygnał, więc z nim nie było związanych żadnych konsekwencji – wyjaśniał.

Zapowiedział też dalszą pomoc dla Ukrainy, łącznie z przekazaniem kolejnych pocisków Patriot. – Po tym zdarzeniu, paradoksalnie, będę wspólnie z panem premierem (wicepremierem, szefem MON Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem) rozważał, jak najszybciej dalszą pomoc dla Ukrainy, także z kolejnymi Patriotami, jeśli będzie taka potrzeba – powiedział.

Jak dodał, „liczy się to, co się stało, a nie co się mogło stać”. – Nie ma takiego nieba ani w Stanach, ani w Izraelu, ani w Ukrainie, ani Rosji, które jest w 100 proc. bezpieczne – powiedział Donald Tusk. – Zadaniem premiera Kosiniaka-Kamysza jako ministra obrony narodowej, moim jako premiera – wiem, że akurat w tej sprawie mamy takie samo zdanie z prezydentem Karolem Nawrockim – jest pełne wsparcie dla wojskowych wtedy, kiedy podejmują decyzje – podsumował.

Szef BBN Bartosz Grodecki powiedział z kolei, że prezydent Karol Nawrocki na bieżąco jest w kontakcie z premierem i szefem MON.

Rakieta stanowiła zagrożenie

Po południu Donald Tusk we wpisie na platformie X zadeklarował, że rakieta, która naruszyła w czwartek polską przestrzeń powietrzną i spadła na Lubelszczyźnie, była uzbrojona i z dużym prawdopodobieństwem rosyjska. O tym, że obiekt był rakietą, prawdopodobnie Ch-101, i zawierał „materiał wybuchowy w znacznej ilości”, poinformowała także Prokuratura Okręgowa w Lublinie.

O aktualnych postępach w śledztwie poinformował podczas popołudniowego briefingu rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie Marcin Kozak.

Wiemy na pewno, że mamy do czynienia z rakietą, nie z dronem, nie z żadnym Geraniem, tylko z rakietą. Najprawdopodobniej jest to rakieta o oznaczeniu Ch-101. Zawierała ona materiał wybuchowy w znacznej ilości – sprecyzował rzecznik.

Na terenie na którym wybuchła rakieta jeszcze wieczorem pracowały służby. Pobrano m.in. próbki ziemi do specjalistycznych badań. W przeczesywaniu terenu pomagają także żołnierze WOT.

To była rosyjska rakieta

O wynikach badaniach poinformował po godz. 19 wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk

– Możemy z pełną odpowiedzialnością potwierdzić, że była to rosyjska rakieta Ch-101 – powiedział w rozmowie na antenie TVN24 o obiekcie, który spadł na Lubelszczyźnie.

Jak zadeklarował, od samego początku Wojsko Polski śledziło cały tor zdarzeń, jeśli chodzi o to, co działo się na Ukrainie.

– Sytuacja była bardzo skomplikowana. To był jeden z największych ataków rakietowych na Ukrainę od początku wojny (…). Zazwyczaj Rosjanie atakują 10-20 rakietami. W tym przypadku mówimy w sumie ok. 70 rakiet, z czego około 3 w nocy 20 rakiet leciało w kierunku Polski – powiedział Cezary Tomczyk.

Eksperci zakończyli prace

Po godz. 21 prokuratorzy zakończyli swoje czynności w Tarnawie-Kolonii. Jak poinformował rzecznik lubelskiej prokuratury Marcin Kozak, lej po pocisku został zasypany, a teren przekazany właścicielowi.

Łącznie żołnierze przeczesali teren o powierzchni 3 km kwadratowych. Marcin Kozak zadeklarował, że znaleziono liczne szczątki rakiety.

Na piątek śledczy zaplanowali oględziny szczątków rakiety w pomieszczeniach Żandarmerii Wojskowej. W pracach uczestniczyć będzie także ekspert z Ukrainy, który ma pomóc polskim służbom w zidentyfikowaniu znalezionego obiektu.

Zagraniczne reakcje na incydent

Od rana przedstawiciele NATO i państw członkowskich, a także strona ukraińska, reagowała na incydent w Polsce. Współpracę przy badaniu szczątków zadeklarowali Ukraińcy.

Szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha zadeklarował, że pocisk naruszył przestrzeń powietrzną Polski podczas ataku na Ukrainę. Jego zdaniem potrzebne jest dalsze wzmocnienie ukraińskiej obrony powietrznej, która zapewni ochronę całej wspólnoty euroatlantyckiej.

Krytycznie o pocisku wypowiedzieli się także przedstawiciele NATO i Komisji Europejskiej. Sekretarz generalny NATO Mark Rutte zapewnił o solidarności z Polską i przypomniał, że w konsekwencji naruszenia przez Rosję polskiej przestrzeni powietrznej zarówno Polska, jak i NATO uruchomiły swoje systemy obrony powietrznej i lądowej. Wcześniej w czwartek rzecznik Naczelnego Dowództwa Sojuszniczych Sił w Europie (SHAPE), pułkownik Martin O'Donnell, zapowiedział, że Sojusz podejmie wszelkie środki w celu obrony terytorium NATO.

Jako „niedopuszczalny” określiła także atak szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, która napisała na platformie X, że Rosja po raz kolejny - w trakcie ostrzałów wymierzonych w Ukrainę - dopuściła się naruszenia przestrzeni powietrznej państwa UE, tym razem Polski. Zwracając się we wpisie do premiera Donalda Tuska, podkreśliła, że „Polacy słyną z tego, że się nie boją”.

Po polskiej stronie stoją także Stany Zjednoczone - zadeklarował ambasador USA w Warszawie Tom Rose. Jak stwierdził, amerykański rząd pozostaje w stałym kontakcie z władzami Polski po naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjski pocisk. Podkreślił, że USA traktują „bardzo poważnie” każde naruszenie terytorium państwa sojuszniczego.

Słowa wsparcia dla Polski przekazali także: kanclerz Niemiec Friedrich Merz, szefowa rządu Danii Mette Frederiksen, premier Szwecji Ulf Kristersson czy szefowa węgierskiej dyplomacji Anita Orban.

Główne wnioski

  1. W wyniku zmasowanego rosyjskiego ostrzału Ukrainy doszło do naruszenia granicy Polski. Rosyjska rakieta (prawdopodobnie Ch-101) spadła w okolicach Tarnawy-Kolonii w woj. lubelskim.
  2. Donald Tusk na miejscu uderzenia potwierdził, że co najmniej jeden obiekt jednoznacznie naruszył polską przestrzeń powietrzną — pozostały po nim krater o średnicy 10 m i głębokości 5 m. Drugi obiekt zbliżył się do granicy na 5 km, ale zawrócił. Premier zaznaczył, że Polska była gotowa zestrzelić rakietę, gdyby wzięła na cel teren zamieszkany, jednocześnie oceniając, że nie ma podstaw, by sądzić, że celem była Polska.
  3. Tusk zapowiedział, że rozważy przekazanie Ukrainie kolejnych systemów Patriot — właśnie w odpowiedzi na to zdarzenie. Jednocześnie podkreślił zgodność stanowisk rządu i prezydenta Nawrockiego w kwestii wspierania decyzji wojskowych, co jest rzadkim sygnałem ponadpartyjnej jedności w sprawie bezpieczeństwa.