Smok wyleczy taniej? Jak Chiny chcą rozwijać turystykę medyczną
Terapia antynowotworowa za ułamek zachodnich cen, przełomowy implant mózgu i medyczny sandbox na tropikalnej wyspie – Chiny chcą napisać nowy rozdział w historii turystyki medycznej.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego pacjenci onkologiczni z Nowej Zelandii, Australii i USA zaczęli latać na terapię do Chin i ile mogą na tym oszczędzić.
- Jak specjalna strefa medyczna na wyspie Hajnan stała się eksperymentalnym centrum terapii, które nie zostały jeszcze zatwierdzone na Zachodzie.
- Jakie bariery logistyczne, regulacyjne i etyczne stoją Chinom na drodze, by zostać jednym z liderów światowej turystyki medycznej.
Gdy zamożni obywatele krajów rozwijających się potrzebowali opieki medycznej najwyższej jakości, przez dekady podróżowali na Zachód. Ten model wciąż działa, ale kierunek – na razie w przypadku wąskiej grupy pacjentów – zaczyna się częściowo odwracać. Kliniki w Niemczech, Szwajcarii i USA coraz częściej mają konkurencję nie tylko w Seulu, Bangkoku czy Bombaju, lecz także w Chinach.
Rząd i regulatorzy w Pekinie, przy wsparciu państwowych mediów, przekonują, że nadszedł czas na turystykę medyczną w chińskim wydaniu. Pytanie brzmi, czy sektor medyczny Państwa Środka ma realną szansę dorównać jakością azjatyckim liderom tego rynku.
Odwrócenie kierunku?
Chiny próbują zmienić swój wizerunek: z globalnego centrum produkcji na dostawcę usług o wysokiej wartości dodanej. Chcą wykorzystać rosnący popyt na turystykę medyczną, dlatego promują „usługi premium” i zachęcają zagraniczne firmy medyczne do inwestowania.
Stawka jest wysoka. Globalna wartość rynku turystyki medycznej szacowana jest na około 34 mld dolarów. Firma badawcza Grand View Research ocenia, że w ciągu niespełna dekady może ona wzrosnąć do 126 mld dolarów. Według Market Research Future chiński sektor turystyki medycznej ma z kolei urosnąć z 1,3 mld dolarów w ubiegłym roku do 3,4 mld dolarów w 2035 r.
Tradycyjne ośrodki turystyki medycznej – Tajlandia, Malezja czy Korea Południowa – koncentrują się przede wszystkim na chirurgii estetycznej i procedurach in vitro. Analitycy wskazują, że przewagą konkurencyjną Chin mogłaby stać się specjalizacja w zaawansowanej onkologii i neurologii.
Dobrym przykładem jest terapia CAR-T, czyli nowoczesna forma immunoterapii. W Stanach Zjednoczonych kosztuje ona co najmniej 370 tys. dolarów, a w Europie Zachodniej nie mniej niż 300 tys. euro. W Szanghaju podobna kuracja jest dostępna za 1-1,29 mln juanów, czyli około 147–190 tys. dolarów. Jeszcze tańsze są terapie eksperymentalne.
Chiny mogą oferować takie ceny nie tylko dzięki niższym kosztom pracy, lecz także dzięki szybszym procedurom. W 2024 r. kraj ten dorównał USA pod względem liczby eksperymentalnych leków wchodzących w fazę badań klinicznych. Tylko badania kliniczne są w Chinach prowadzone od dwóch do pięciu razy szybciej niż w krajach zachodnich.
To, co dla firm jest przewagą konkurencyjną, dla umierającego pacjenta może mieć znaczenie egzystencjalne.
Laboratoria przyszłości…
Centralnym punktem chińskiej strategii medycznej są okolice miasteczka Boao na wyspie Hajnan. Od 2013 r. działa tam specjalna strefa medyczna Boao Lecheng – jedyne w Chinach miejsce, w którym wybrane terapie i urządzenia medyczne można stosować szybciej niż w standardowej procedurze dopuszczenia do rynku.
Chińskie media państwowe podają, że w 2025 r. odnotowano tam 865,3 tys. „wizyt medycznych”. Miało to oznaczać wzrost o ponad 109 proc. rok do r. Rządowa prasa informuje również o ponad 200 tys. pacjentów i pacjentek, którzy – dzięki bardziej liberalnej polityce dostępu – skorzystali tam z setek zaawansowanych leków.
Co może zaskakiwać, chińscy regulatorzy opierają się przy tym częściowo na pracach zachodnich odpowiedników. W hajnańskiej strefie testowane są terapie i urządzenia wcześniej zatwierdzone przez Europejską Agencję Leków (EMA) oraz amerykańską FDA. Nie są one jednak dostępne na szerokim rynku chińskim.
Także poza prowincją Hajnan chińscy specjaliści z sukcesami testują pionierskie procedury i rozwiązania. W 2025 r. chirurdzy z Xi’an przeszczepili kobiecie z zaawansowaną niewydolnością narządów nerkę genetycznie zmodyfikowanej świni. Był to pierwszy taki zabieg w Azji. W marcu br. Chiny jako pierwszy kraj na świecie zatwierdziły do komercyjnego stosowania implant mózgowy dla osób z urazami rdzenia kręgowego. Urządzenie opracowała szanghajska firma Neuracle Medical Technology we współpracy z badaczami z Uniwersytetu Tsinghua.
Chiny wyraźnie chcą być pierwsze tam, gdzie medycyna spotyka się z przełomowymi technologiami.
… czy niebezpieczna szara strefa?
Entuzjazm studzą jednak kolejne skandale. W 2016 r. głośna stała się śmierć Weia Zexi, 21-letniego studenta chorego na mięsaka maziówkowego, rzadki i złośliwy nowotwór tkanek miękkich. Wei znalazł w sieci szpital wojskowy w Pekinie i zapłacił jednej z klinik ponad 200 tys. juanów za eksperymentalną immunoterapię komórkową o niepotwierdzonej skuteczności. Leczenie się nie powiodło, a Wei zmarł. Afera wybuchła po tym, jak internet obiegły wpisy studenta opisujące nieskuteczność terapii oraz nieuczciwe praktyki reklamowe wyszukiwarki Baidu.
W reakcji na tę sprawę władze na ponad półtora roku zakazały stosowania terapii komórkowych. Zaostrzyły też nadzór nad tą dziedziną i wprowadziły wymóg prowadzenia pełnych badań klinicznych dla wszystkich stosowanych terapii.
Odnotowano również inne przypadki śmierci lub poważnych powikłań związanych z niezarejestrowanymi terapiami komórkowymi i terapiami z wykorzystaniem komórek macierzystych. Według raportu opublikowanego dekadę temu w „JAMA Internal Medicine” blisko tysiąc podmiotów medycznych w Chinach reklamowało niezatwierdzone metody leczenia.
Cytowany przez Bloomberga Jacob Becraft, współzałożyciel i dyrektor generalny bostońskiej firmy biotechnologicznej Strand Therapeutics, podkreślał, że dopuszczanie zdesperowanych pacjentów do płatnych badań klinicznych rodzi obawy, czy szpitale nie będą stawiać zysków ponad bezpieczeństwo.

Specjalny status i miliardy juanów
Rozwój chińskiej turystyki medycznej jest częścią szerszej strategii modernizacji gospodarki. Wysokomarżowe usługi, w tym zdrowotne, mają stopniowo zmniejszać zależność kraju od eksportu taniej produkcji. To kierunek wyznaczony przez rząd centralny jeszcze w 2016 r. Wówczas po raz pierwszy bezpośrednio powiązano ochronę zdrowia z rozwojem turystyki i sektora usług.
Prowincji Hajnan pomaga w tym także status wolnego portu handlowego, przyznany przez Radę Państwa w 2018 r. Oznacza to łatwiejszy dostęp do leków i specjalistów, a także możliwość prowadzenia odrębnej polityki wizowej. Bez zbędnych procedur mogą tam wjeżdżać obywatele 59 państw.
To jedyne miejsce w Państwie Środka, w którym zagraniczni lekarze i badacze rutynowo pracują obok chińskich ekspertów. Według agencji Xinhua strefa Boao Lecheng przyciągnęła około 60 przedsiębiorstw z udziałem kapitału zagranicznego oraz cztery duże zagraniczne instytucje medyczne. Działają tam m.in. filie amerykańskich Mayo Clinic i Cleveland Clinic.
Pekin zainwestował w ten eksperyment miliardy juanów. Budowa flagowego międzynarodowego szpitala onkologicznego pochłonęła 5 mld juanów, czyli ponad 700 mln dolarów. Mniejsze placówki prywatne i akademickie, specjalizujące się w medycynie komórkowej, wzniosły obiekty za setki milionów juanów. Z państwowych funduszy celowych sfinansowano także infrastrukturę ponad 30 klinik i szpitali akademickich, które obecnie działają.
Niszowy rynek
– Rząd centralny traktuje prowincję Hajnan bardzo przychylnie. To jedyny region w Chinach zwolniony z podatku. Hajnan może być silnym konkurentem dla innych krajów w dziedzinie turystyki medycznej pod warunkiem, że zostanie to ujęte w wieloletnich planach rozwojowych. W przyszłości strategię można skopiować w innych częściach Chin, na przykład w prowincji Junnan, również znanej z dobrego klimatu. Nie sądzę jednak, żeby to był model dla całego kraju, bo priorytety są inne – mówi prof. Sam Huang, ekspert w dziedzinie turystyki na australijskim Uniwersytecie Edith Cowan.
Choć system opieki zdrowotnej może zostać częściowo skomercjalizowany na potrzeby cudzoziemców, to priorytetem jest wyrównywanie dostępu do opieki medycznej między największymi miastami a resztą kraju.
Jak wyjaśnia, chiński system opieki zdrowotnej jest mocno obciążony z powodu dużej, starzejącej się populacji, która ma w dodatku coraz większe oczekiwania. W pierwszej kolejności władze muszą więc zadbać o to, aby system zaspokajał potrzeby obywateli. Choć może on zostać częściowo skomercjalizowany na potrzeby cudzoziemców, to priorytetem pozostanie wyrównywanie dostępu do opieki medycznej między największymi miastami a resztą kraju.
– W skali całego kraju większe szanse od turystyki medycznej ma turystyka zdrowotna. Pozytywne konotacje wśród Chińczyków ma yangsheng, czyli koncept holistycznej medycyny tradycyjnej, której rolą jest nie leczenie, a utrzymanie dobrego zdrowia. Cenią go także ci chińscy pacjenci, którzy obecnie korzystają z zabiegów estetycznych w Korei Południowej – ocenia prof. Huang.
Warto wiedzieć
Rywale na prowadzeniu
Aby realistycznie ocenić chińskie ambicje, warto zestawić je z wynikami azjatyckich konkurentów. Korea Południowa zanotowała w 2025 r. rekordowe 2 mln zagranicznych pacjentów – niemal dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Jak wynika z danych Koreańskiego Instytutu Ekonomii i Handlu, wizyty te wygenerowały ponad 12 bln wonów przychodów, czyli około 8,1 mld dolarów. Jedną czwartą tej kwoty stanowiły bezpośrednie wydatki na leczenie. Najważniejszymi segmentami pozostają dermatologia, chirurgia plastyczna i stomatologia, ale rośnie również znaczenie onkologii i transplantologii.
Malezja w 2024 r. przyjęła 1,6 mln zagranicznych pacjentów. Tamtejsze kliniki i szpitale specjalizują się m.in. w kardiologii, ortopedii i leczeniu niepłodności, oferując ceny o 30-70 proc. niższe niż w krajach zachodnich.
Indie, które w 2023 r. wydały ponad 635 tys. wiz medycznych, o 40 proc. więcej niż rok wcześniej, wygenerowały z turystyki medycznej około 7 mld dolarów przychodów. Pacjenci przyjeżdżają tam najczęściej z sąsiedniego Bangladeszu, a także z Iraku, Azji Centralnej i Afryki. Korzystają głównie z kardiochirurgii, transplantologii i onkologii.
Tajlandia w 2025 r. uzyskała z turystyki zdrowotnej około 125 mld bahtów, czyli około 3,5 mld dolarów. Według Tajlandzkiej Agencji Turystycznej kraj odwiedziło 580 tys. turystów medycznych sensu stricto.
Prognozy dla całego regionu pozostają optymistyczne. Rynek turystyki medycznej w Azji i Pacyfiku wyceniany w 2024 r. na 14,3 mld dolarów, ma wzrosnąć do 88 mld dolarów w 2033 r., przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 22,4 proc. – prognozuje firma Market Data Forecast. Korea Południowa i Tajlandia rozbudowują ofertę onkologiczną, a Malezja inwestuje w turystykę medyczną opartą na certyfikatach halal i obsłudze pacjentów z krajów muzułmańskich. To nisza demograficzna, do której Chinom będzie znacznie trudniej dotrzeć.
Chiny jednak wciąż w ogonie
Pomimo medialnego szumu dane o pacjentach podróżujących na wyspę Hainan każą zachować ostrożność. Wspomniane 865 tys. wizyt w Boao Lecheng to w większości wizyty pacjentów z innych części Chin. Korzystają oni z dostępu do zagranicznych leków, które gdzie indziej w Państwie Środka są niedostępne. Chińskie media państwowe, w tym agencja Xinhua, telewizje CCTV i CGTN oraz dziennik „China Daily”, podają liczby dotyczące specjalnej strefy bez rozróżnienia między pacjentami krajowymi a zagranicznymi. Rząd Hajnanu również nie informuje, jaki odsetek odwiedzających stanowią cudzoziemcy.
Jeśli prywatne szpitale zaoferują medykom wystarczająco wysokie wynagrodzenia, mogą przyciągnąć personel nie tylko z Chin kontynentalnych, ale także z innych krajów Azji.
Zdaniem Cai Qianga, szefa agencji Saint Lucia Consulting, zajmującej się transgranicznymi usługami medycznymi, w 2025 r. do Chin przyjechało w celach leczniczych mniej niż 10 tys. zagranicznych pacjentów. Portal ekonomiczny Caixin podkreśla dla porównania, że rok wcześniej 36-milionowa Malezja przyjęła około 1,6 mln turystów medycznych. Cytowany przez portal konsultant medyczny Wu Ming z agencji Sanjia Medical wskazuje na najważniejsze bariery dla zagranicznych pacjentów. Są to język, ograniczenia chińskiego systemu płatności dla cudzoziemców oraz trudności wizowe.
Czy południowe Chiny mogą realnie konkurować z malezyjską, koreańską i tajską konkurencją? Zdaniem prof. Sama Huanga tak, pod warunkiem zaangażowania władz, ich pomocy w przyciągnięciu inwestycji i wysoko wykwalifikowanego personelu.
– Jeśli prywatne szpitale zaoferują medykom wystarczająco wysokie wynagrodzenia, mogą przyciągnąć lekarzy i inny personel nie tylko z Chin kontynentalnych, ale także z innych krajów Azji. Pomogłoby też uelastycznienie systemu wizowego. Prowincja Hajnan posiada własne biuro do spraw kultury i turystyki. Przyjmowanie pacjentów z zagranicy powinno się stać priorytetem na poziomie centralnym i prowincjonalnym. Wtedy wyspa łatwo może odnieść sukces, zwłaszcza dzięki geograficznej bliskości popularnej wśród turystów Azji Południowo-Wschodniej – ocenia chińsko-australijski ekspert.
Główne wnioski
- Chiny stają się jedną z destynacji dla pacjentów z innych krajów, którym brakuje dostępu do innowacyjnych terapii onkologicznych, przede wszystkim do terapii CAR-T. Problemem pozostają niedostępność i bardzo wysokie koszty takich terapii w krajach zachodnich. Cena leczenia w Szanghaju stanowi od jednej siódmej do jednej dziesiątej kosztu porównywalnej terapii w USA, przy efektach klinicznych zbliżonych do wyników osiąganych na Zachodzie.
- Kluczowym instrumentem chińskiej strategii jest strefa Boao Lecheng na wyspie Hajnan, która ma umieścić Państwo Środka na globalnej mapie turystyki medycznej. Na razie jednak rezultaty rynkowe są skromne. Hajnan przyciąga przede wszystkim chińskich pacjentów, choć struktura specjalnej strefy pozwala szybciej wprowadzać zagraniczne i eksperymentalne technologie oraz ułatwia wjazd cudzoziemcom.
- Bariery językowe, płatnicze i regulacyjne, a także duża szara strefa, nie najlepsza reputacja części rynku oraz niedobór lekarzy w niektórych częściach kraju utrudniają Chinom zdobycie silnej pozycji wśród azjatyckich centrów turystyki medycznej. Zdaniem cytowanego przez XYZ eksperta sama prowincja Hajnan może stać się realną konkurencją dla krajów takich jak Korea Południowa czy Malezja pod warunkiem determinacji władz i ujęcia tego celu w wieloletnich planach.

