Kategoria artykułu: Analizy

Świat ma coraz mniej dzieci. Dlaczego miliardy na politykę rodzinną nie wystarczają?

W 2024 r. globalny współczynnik dzietności spadł do 2,19 – najniższego poziomu od 1960 r. Ponad połowa państw jest poniżej progu zastępowalności pokoleń, a Polska osiągnęła w 2025 r. zaledwie 1,07. Dlaczego nawet miliardy wydawane na politykę rodzinną nie odwracają tego trendu?

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak bardzo spadła dzietność na świecie i w Polsce oraz jak wypadamy na tle innych krajów.
  2. Jakie mechanizmy ekonomiczne i kulturowe sprawiają, że rodzi się coraz mniej dzieci.
  3. Które programy wspierające dzietność przynoszą najlepsze efekty.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Spadek dzietności jest zjawiskiem globalnym, obserwowanym od kilku dekad. Według danych Banku Światowego w 2024 r. światowy współczynnik dzietności (total fertility rate – TFR) wyniósł 2,19. To najniższy poziom od 1960 r., czyli początku dostępnej serii danych. Wskaźnik ten określa liczbę dzieci, które statystyczna kobieta urodziłaby w ciągu życia, gdyby przez cały okres rozrodczy utrzymywały się wskaźniki płodności obserwowane w danym roku.

Przyjmuje się, że współczynnik na poziomie około 2,1 zapewnia zastępowalność pokoleń w krajach rozwiniętych. W państwach słabiej rozwiniętych próg ten jest wyższy, m.in. ze względu na większą śmiertelność niemowląt i dzieci.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Szczyt światowej dzietności przypadł na 1963 r., kiedy współczynnik wyniósł 5,31. Później zaczął szybko spadać. Już w 1976 r., zaledwie 13 lat później, znalazł się poniżej poziomu 4 dzieci na kobietę. W latach 80. tempo spadku nieco wyhamowało, ale ponownie przyspieszyło na początku lat 90. Miało to związek m.in. z rozpadem ZSRR i transformacją gospodarczą państw dawnego bloku socjalistycznego. W 1993 r. światowy współczynnik dzietności po raz pierwszy spadł poniżej trzech.

W 27 państwach Unii Europejskiej wskaźnik wyniósł w 2024 r. zaledwie 1,34. To również najniższy poziom w dostępnych unijnych statystykach, choć niewiele niższy od wartości notowanych w poprzednich dekadach. Już w połowie lat 90. współczynnik spadł do 1,41, by później przejściowo wzrosnąć.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

O globalnej skali zjawiska najlepiej świadczy odsetek państw, w których dzietność spadła poniżej określonych poziomów. W 1960 r. współczynnik niższy niż 2,1 notowano w zaledwie 2 proc. krajów. Nie było wówczas państw, w których wynosiłby mniej niż 1,5 czy 1,3. Tymczasem w 2024 r. aż 55 proc. państw miało dzietność poniżej progu 2,1. W niemal jednej trzeciej krajów wskaźnik nie osiągał 1,5, a w 12 proc. spadł poniżej 1,3, czyli poziomu uznawanego za bardzo niski.

Wspólny projekt XYZ i Radia 357

Posłuchaj tego, co ważne

„Demografia jutra” to wspólny redakcyjny projekt XYZ i Radia 357. Dwie platformy, różne formaty i społeczności odbiorców, których łączy ciekawość świata i potrzeba rozumienia zachodzących zmian.

A te widać w danych, przedstawionych w tym artykule. Jak zmieni się nasze życie w społeczeństwie, w którym dominować będą osoby 50+? Co się stanie z rynkiem pracy, miastami, gospodarką? Na te pytania poszukiwać będziemy odpowiedzi i wspólnie przyjrzymy się jednej z największych zmian, jakie czekają polskie społeczeństwo. 

Dlatego naszym publikacjom towarzyszyć będą audycje, których będzie można posłuchać na internetowych falach Radia 357.

Już dziś (piątek, 30 października) od godz. 16.00 zapraszamy na specjalne wydanie „Popołudniówki” Radia 357, która nadawana będzie prosto z warszawskiej PKO Rotundy.

Posłuchaj, zainspiruj się i daj się usłyszeć. Transmisja na https://radio357.pl i w aplikacji radia.

Partnerem strategicznym projektu jest PKO Bank Polski, a partnerami: Fundacja Biedronki, T-Mobile i Medicover.

Gdzie rodzą się dzieci?

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

W 2024 r. najwyższą dzietność notowano w Afryce, a także w części państw rozwijających się, m.in. na Bliskim Wschodzie i w Azji Południowo-Wschodniej. Najniższe współczynniki występowały przede wszystkim w Europie i innych gospodarkach rozwiniętych, ale również m.in. w Chinach.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Wśród 25 największych gospodarek świata pod względem nominalnego PKB tylko w dwóch współczynnik dzietności przekraczał w 2024 r. poziom 2,1. Były to Arabia Saudyjska i Indonezja. Stosunkowo blisko tego progu znajdowały się Indie i Meksyk. Na drugim krańcu zestawienia była Korea Południowa, z jednym z najniższych współczynników na świecie – około 0,75. W grupie krajów o szczególnie niskiej dzietności znalazły się również Chiny, Hiszpania, Polska i Japonia.

W Polsce w 2024 r. współczynnik wyniósł 1,14 według danych Banku Światowego, a w 2025 r. – zgodnie z danymi GUS – spadł do 1,068.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Polskie trendy demograficzne są zbieżne z globalnymi. W 1960 r. współczynnik dzietności wynosił u nas niemal 3. Od tamtej pory następowały kolejne fale spadków – w latach 60., 90. oraz w ostatnich kilku latach – przeplatane okresami stabilizacji. Po raz ostatni dzietność przekroczyła w Polsce poziom 2,1 niemal 40 lat temu, w 1988 r.

Od liczby do jakości. Jak rozwój gospodarczy zmienia dzietność

Jednym z klasycznych wyjaśnień spadku dzietności jest model wyboru między liczbą dzieci a ich „jakością” (quantity–quality trade-off), zaproponowany przez laureata Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii Gary'ego Beckera.

Zgodnie z tą koncepcją wzrost zamożności nie musi prowadzić do zwiększenia liczby dzieci. Rodzice mogą zamiast tego przeznaczać coraz więcej zasobów na wychowanie i edukację każdego z nich. Istotne znaczenie ma rosnący zwrot z inwestycji w kapitał ludzki. W gospodarce, w której wykształcenie i umiejętności coraz silniej wpływają na przyszłe dochody, bardziej opłaca się inwestować w rozwój dzieci. Jednocześnie rośnie koszt posiadania kolejnego potomka, ponieważ rodzice chcą zapewnić mu podobny poziom nakładów.

Mechanizm ten zaczął nabierać znaczenia już w drugiej połowie XIX wieku, wraz z industrializacją, rozwojem powszechnej edukacji i rosnącym zapotrzebowaniem na wykwalifikowanych pracowników.

Dobrym przykładem jest Szwecja, dysponująca jednymi z najlepszych historycznych danych demograficznych na świecie. Już od 1749 r. prowadzono tam systematyczne statystyki urodzeń, zgonów i liczby ludności. Przez niemal cały XIX wiek współczynnik dzietności utrzymywał się na stosunkowo stabilnym poziomie 4–5 dzieci na kobietę.

W latach 70. XIX wieku nastąpiło wyraźne przyspieszenie industrializacji, a pod koniec stulecia rozpoczął się długotrwały spadek dzietności. Proces ten szczególnie przyspieszył w pierwszych dekadach XX wieku.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Jeszcze w 1900 r. na kobietę przypadało około czworga dzieci. W 1920 r. było to już niespełna troje, a w połowie lat 30. XX wieku – zaledwie 1,7. Przebieg tych zmian jest zgodny z hipotezą Beckera, choć oczywiście jej nie dowodzi. W pewnym uproszczeniu można zatem powiedzieć, że spadek liczby dzieci jest jednym z następstw nowoczesnego wzrostu gospodarczego i rosnącej produktywności.

Komentarz partnera cyklu

Technologia musi iść w parze z kompetencjami

Zmiany demograficzne sprawiają, że o konkurencyjności organizacji będzie decydowała umiejętność wykorzystania potencjału pracowników w każdym wieku. Tymczasem dane GUS pokazują, że podstawowe lub ponadpodstawowe umiejętności cyfrowe ma 49,1 proc. osób w wieku 55–64 lata, podczas gdy w grupie 35–44 lata odsetek ten wynosi 76,9 proc. To sygnał, że transformacja technologiczna musi uwzględniać różne punkty wyjścia pracowników. To ważny sygnał dla pracodawców: rozwój technologii musi iść w parze z rozwojem kompetencji ludzi. Technologia, w tym rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, powinna wspierać ich efektywność i codzienną pracę. Pozwoli to uwolnić czas i koncentrować się na działaniach wymagających analizy, odpowiedzialności i budowania relacji z klientami.

Warunkiem powodzenia tej transformacji jest jednak inkluzywność. Już dziś obserwujemy, że największą wartość tworzą zespoły łączące różne doświadczenia, wiedzę i kompetencje technologiczne. Dlatego równie ważne jak inwestycje w nowe technologie są inwestycje w rozwój kompetencji cyfrowych wszystkich grup wiekowych.

W PKO Banku Polskim mamy obecnie cztery pokolenia. To nasz największy kapitał i szansa na transformację całej organizacji. Dlatego do tej materii podchodzimy wielowymiarowo. Po pierwsze, edukujemy pracowników i menedżerów o wartościach, jakie płyną z różnorodności ich zespołów. Po drugie, budujemy społeczności, które mogą same się organizować i tworzyć przyjazne miejsca pracy. Po trzecie, wspieramy kulturę cyfrową, która zachęca każdego pracownika do nauki, jak korzystać z nowych narzędzi i technologii, w tym AI. Tylko takie podejście pozwoli uniknąć wykluczenia cyfrowego i w pełni wykorzystać potencjał różnorodnych zespołów na coraz bardziej wymagającym rynku pracy.

Ile kosztuje macierzyństwo? Kara za urodzenie dziecka

Drugim istotnym mechanizmem jest wzrost kosztu alternatywnego czasu poświęcanego na wychowanie dzieci, szczególnie w przypadku kobiet. Wraz ze wzrostem ich wykształcenia, aktywności zawodowej i wynagrodzeń przerwa w pracy związana z macierzyństwem staje się coraz bardziej kosztowna.

Nie chodzi wyłącznie o utracone zarobki. Dochodzą do tego wolniejszy rozwój kariery, mniejsze doświadczenie zawodowe i ograniczone możliwości awansu.

Narodziny pierwszego dziecka prowadzą często do trwałego pogłębienia różnic w zarobkach kobiet i mężczyzn. Zjawisko to określa się mianem child penalty, czyli kary za rodzicielstwo, która w praktyce znacznie silniej dotyka matek niż ojców.

Decyzje o posiadaniu dzieci zależą więc nie tylko od bezpośrednich kosztów ich utrzymania, ale również od organizacji rynku pracy, dostępności opieki instytucjonalnej oraz podziału obowiązków między rodzicami.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Zjawisko to występuje także w Polsce. Marcin Pałka, wykorzystując dane administracyjne Ministerstwa Finansów, oszacował, że dziesięć lat po narodzinach pierwszego dziecka dochody kobiet są o 27,8 proc. niższe niż byłyby w scenariuszu, w którym rodzicielstwo nie wpływałoby na ich sytuację zawodową.

Badanie objęło rodziców utrzymujących się z pracy najemnej, których pierwsze dziecko urodziło się w latach 2005–2012. Największy spadek dochodów kobiet następował bezpośrednio po porodzie – w pierwszym roku wynosił ponad 35 proc. W kolejnych latach zarobki częściowo się odbudowywały, ale nawet po dekadzie nie wracały do poziomu, którego można byłoby oczekiwać, gdyby kobiety nie zostały matkami. U mężczyzn nie zaobserwowano podobnego efektu.

Co więcej, skala kary za macierzyństwo rośnie wraz z liczbą dzieci – z 19,8 proc. w rodzinach z jednym dzieckiem do 25,8 proc. z dwojgiem i 30,2 proc. z co najmniej trojgiem dzieci. Istotną część tego zjawiska wyjaśnia ograniczenie aktywności zawodowej kobiet. Dziesięć lat po narodzinach pierwszego dziecka kara za macierzyństwo mierzona wpływem na zatrudnienie wynosi 21,1 proc.

Kobiety się zmieniły, mężczyźni nie nadążyli. Hipoteza Goldin

Claudia Goldin, laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, wskazuje na jeszcze jeden mechanizm spadku dzietności – konflikt między szybko zmieniającą się pozycją kobiet a znacznie wolniej ewoluującymi normami społecznymi.

W pracach z 2025 i 2026 r. argumentuje, że szczególnie gwałtowny spadek dzietności nastąpił w krajach, które przeszły szybką modernizację gospodarczą, takich jak Korea Południowa, Japonia, Włochy czy Hiszpania. Kobiety zyskały dostęp do wyższego wykształcenia, lepiej płatnej pracy i większej niezależności ekonomicznej. Tymczasem oczekiwania dotyczące ich roli w rodzinie zmieniały się znacznie wolniej.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Goldin opisuje tę rozbieżność jako konflikt między oczekiwaniami kobiet i mężczyzn. Mężczyźni częściej pozostają przy tradycyjnym modelu rodziny, w którym większość obowiązków opiekuńczych i domowych spoczywa na kobietach. W rezultacie te ostatnie, mimo aktywności zawodowej, nadal wykonują znaczną część nieodpłatnej pracy w gospodarstwie domowym. Zjawisko to określa się mianem „drugiej zmiany” (second shift).

Rosnąca rozbieżność między oczekiwaniami kobiet i mężczyzn dotyczącymi rodzicielstwa może prowadzić do odkładania decyzji o dziecku, a niekiedy do całkowitej rezygnacji z niego.

Zdaniem partnera cyklu

Potrzebne są systemowe rozwiązania

Przez dziesięciolecia opieka nad seniorami w Polsce opierała się na niepisanej umowie: gdy rodzice potrzebowali pomocy, zapewniały ją dzieci. Dziś coraz więcej osób starszych nie ma nikogo, kto zrobi zakupy czy pojedzie z nimi do lekarza.

Biznes odpowiada na te potrzeby, oferując dostawy zakupów i posiłków, teleopiekę czy mieszkania dostosowane do seniorów. Usługi te będą się rozwijać, ale nie zaspokoją wszystkich potrzeb – ze względu na ich złożoność i koszty, na które wielu seniorów nie stać.

Ważną rolę odgrywają organizacje społeczne i pomoc sąsiedzka. Wolontariusze zapewniają obecność, poczucie bezpieczeństwa i drobną pomoc. Rozwój usług umożliwiających seniorom samodzielne życie wymaga jednak zasobów, których organizacjom brakuje. Potrzebne są rozwiązania systemowe i zaangażowanie państwa, by wsparcie skutecznie docierało do osób, które same nie mogą go sobie zapewnić.

Fundacja Biedronki pomaga najuboższym seniorom i rozwija dostawy posiłków dla osób, które nie mogą same gotować. Przede wszystkim wspiera organizacje społeczne, których wolontariusze z empatią i zaangażowaniem docierają do dziesiątek tysięcy seniorów w całej Polsce.

Kultura, związki i media społecznościowe

Przyczyn niskiej dzietności można szukać również w przemianach kulturowych i rozwoju technologii. Badania pokazują, że problem zaczyna się często jeszcze przed narodzinami pierwszego dziecka.

Jednym z najlepiej udokumentowanych zjawisk jest rosnący odsetek osób, które w ogóle nie zostają rodzicami. Amerykańscy ekonomiści Melissa Kearney i Phillip Levine wykazali, że w sześciu rozwiniętych krajach bezdzietność rośnie w kolejnych rocznikach. Nie obserwują natomiast analogicznego spadku prawdopodobieństwa urodzenia drugiego i kolejnych dzieci.

Częściowym wyjaśnieniem rosnącej bezdzietności może być brak partnera.

Wskazują na to różne dane, także z Polski. Według badania CBOS z listopada 2024 r. singlami jest 53 proc. Polaków w wieku 18–24 lat, a co trzecia osoba niepozostająca w związku nie szuka partnera.

Inne badania sugerują jednak, że malejąca liczba związków to tylko część wyjaśnienia niskiej dzietności. Znaczenie ma również odkładanie rodzicielstwa przez pary, co ze względu na ograniczenia biologiczne może prowadzić do posiadania mniejszej liczby dzieci.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Zmieniają się także priorytety życiowe. Widać to w badaniach polskiej młodzieży. Według CBOS rodzinę i dzieci jako cel życiowy wskazuje dziś 36 proc. maturzystów. W latach 90. było to 48–57 proc.

A jaki wpływ na dzietność mają smartfony? Najbardziej znane w tym kontekście badanie, autorstwa Myersa i Hoopera z 2026 r., wskazuje na spadek liczby urodzeń wśród nastolatek o 2–9 proc., ale nie wykazuje podobnego efektu w grupie kobiet w wieku 25–29 lat.

Z kolei Hudson i Boedo (2026) szacują, że upowszechnienie internetu odpowiada za 4–5 proc. spadku urodzeń wśród amerykańskich nastolatek. Są też badania wskazujące na odwrotny mechanizm. Billari i współautorzy (2019) wykazali, że rozwój szybkiego internetu w Niemczech sprzyjał wzrostowi dzietności wykształconych kobiet, ponieważ ułatwiał pracę zdalną.

Wpływ smartfonów i mediów społecznościowych na dzietność łatwo więc przecenić. Kilka miesięcy temu „Financial Times” postawił tezę, że upowszechnienie smartfonów obniżyło dzietność nawet o 30 proc. Jak jednak pokazywaliśmy na łamach XYZ, argumentacja ta nie wytrzymała weryfikacji. Gazeta przyjęła zbyt wczesny moment upowszechnienia smartfonów i uwzględniła jedynie krótkoterminowe trendy demograficzne.

Komentarz partnera cyklu

Kultura spotkania pokoleń

Miejsce pracy może być czymś więcej niż przestrzenią realizacji zadań. Może być miejscem, w którym czujemy się zauważeni, potrzebni i włączeni w życie zespołu. Nie zastąpi to bliskich relacji poza pracą, ale może tworzyć warunki do budowania więzi i przeciwdziałania codziennemu poczuciu osamotnienia, z którym coraz częściej mierzą się Polacy.

Duży potencjał do budowania relacji widzę w spotkaniu różnych pokoleń i burzeniu barier komunikacyjnych między nimi. Wymiana wiedzy daje okazję nie tylko do nauki, ale też do rozmowy, poznania innej perspektywy, odkrycia wspólnych zainteresowań.

Tak właśnie dzieje się w T-Mobile, gdzie bez względu na wiek każdy może dzielić się doświadczeniem i korzystać z wiedzy innych. Sama obecność w jednym biurze jednak nie wystarczy. Potrzebujemy kultury, w której jest przestrzeń na pytania, uważność, kontakt niezwiązany wyłącznie z kolejnym projektem. Wspólne inicjatywy, mentoring czy zwykła rozmowa przy kawie mogą być początkiem ciekawej, inspirującej relacji.

Jak pobudzić dzietność?

To pytanie zadają sobie rządy na całym świecie. Wnioski z dotychczasowych programów wspierających dzietność nie napawają jednak optymizmem. Żaden z nich nie zdołał trwale odwrócić spadkowego trendu. Najskuteczniejsze zwiększają liczbę urodzeń o kilka do kilkunastu procent, a wiele przynosi efekty tylko w krótkim okresie. Często nie powodują, że rodzi się więcej dzieci w dłuższej perspektywie, lecz jedynie przyspieszają decyzje o rodzicielstwie, które i tak zostałyby podjęte.

Najlepiej udokumentowane efekty przynoszą rozwiązania ułatwiające łączenie rodzicielstwa z pracą zawodową. W Niemczech zwiększenie dostępności żłobków o 10 pkt proc. po reformie z 2005 r. przełożyło się na wzrost liczby urodzeń o 2,8 proc. (Bauernschuster i in., 2016). Z kolei w Austrii wydłużenie w 1990 r. płatnego urlopu rodzicielskiego z roku do dwóch lat zwiększyło prawdopodobieństwo urodzenia kolejnego dziecka o 15 proc. Efekt utrzymywał się nawet po dekadzie (Lalive, Zweimüller, 2009).

Transfery pieniężne przynoszą zazwyczaj słabsze i mniej trwałe rezultaty. Najlepiej widać to na przykładzie państw, które przeznaczają na politykę rodzinną ogromne środki.

Węgry wydają na ten cel około 5 proc. PKB. Współczynnik dzietności wzrósł tam z 1,23 w 2011 r. do 1,61 w 2021 r., ale w 2024 r. ponownie spadł do 1,39 (Calder, 2025). Korea Południowa od 2006 r. przeznaczyła na politykę wspierania dzietności szacunkowo około 300 mld dolarów. Singapur od blisko 40 lat wprowadza kolejne świadczenia dla rodzin. Mimo to w 2025 r. współczynnik dzietności wyniósł tam zaledwie 0,87.

W Polsce postawiono przede wszystkim na transfery pieniężne. Według badania Jana Gromadzkiego z Instytutu Badań Strukturalnych (2024) dziewięć miesięcy po ogłoszeniu programu 500+ w 2016 r. liczba urodzeń wzrosła o 6 proc. Efekt ten szybko jednak wygasł.

Sam rząd przyznał w sprawozdaniu z realizacji programu za 2023 r., że jego wpływ na dzietność był „bardzo ograniczony”. Koszty okazały się za to wysokie. IBS oszacował je na około 1,5 mln zł na każde dodatkowe urodzenie. Na realizację programu 800+ w budżecie na 2024 r. zaplanowano 63,7 mld zł.

Program dobrze sprawdził się jako narzędzie ograniczania ubóstwa dzieci, ale nie przyniósł trwałej poprawy dzietności.

Przegląd 57 badań z różnych krajów (Bergsvik i in., 2021) sugeruje, że lepsze rezultaty mogą przynosić inwestycje w żłobki i inne usługi dla rodzin niż kolejne transfery pieniężne.

Główne wnioski

  1. Spadek dzietności obejmuje niemal cały świat. W 2024 r. globalny współczynnik wyniósł 2,19, najmniej od początku dostępnych pomiarów. W 55 proc. państw dzietność znajduje się poniżej poziomu zapewniającego zastępowalność pokoleń. Polska, ze współczynnikiem 1,07 w 2025 r., należy do krajów o najniższej dzietności.
  2. Za spadkiem dzietności stoi wiele nakładających się na siebie przyczyn. Rodzice inwestują coraz więcej w wychowanie i edukację każdego dziecka, a macierzyństwo wiąże się dla kobiet z trwałymi stratami dochodowymi, sięgającymi w Polsce niemal 28 proc. nawet dekadę po pierwszym porodzie. Coraz więcej osób nie zostaje rodzicami, a rodzina traci na znaczeniu w hierarchii celów życiowych młodych ludzi. Wpływ smartfonów na dzietność pozostaje natomiast słabo rozpoznany.
  3. Żaden program wspierający dzietność nie odwrócił trwale globalnego trendu. Najlepiej udokumentowane efekty przynoszą rozwiązania ułatwiające łączenie rodzicielstwa z pracą, takie jak dostęp do żłobków i urlopy rodzicielskie. Transfery pieniężne działają słabiej i często jedynie przyspieszają decyzję o dziecku. W Polsce 500+ przyniósł krótkotrwały wzrost urodzeń o 6 proc., a koszt każdego dodatkowego urodzenia oszacowano na około 1,5 mln zł.