Kategoria artykułu: Świat

Ukraińcy zawstydzili NATO walką z pomocą dronów? „Rzeczywistość jest inna niż clickbaitowe tytuły”

Ukraińscy żołnierze uchodzą za mistrzów wykorzystywania dronów. W ubiegłym tygodniu pojawiła się informacja, że w znaczący sposób przewyższyli sprawnością żołnierzy wojsk NATO, czego dowiodły ćwiczenia w Estonii. Czy to prawda?

Ćwiczenia wojskowe z użyciem drona
10 pilotów dronów z Ukrainy na ćwiczeniach pod kryptonimem Jeż-2025 wspierało kilkudziesięciu operatorów z Estonii. Fot. Peter Kollanyi/Bloomberg via Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Co wydarzyło się podczas NATO-wskich ćwiczeń wojskowych w Estonii.
  2. Jak zmienia się pole walki i jakie są największe problemy NATO.
  3. Jakie wnioski powinna wyciągnąć z tych ćwiczeń polska armia.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Dziennik „The Wall Street Journal” („WSJ”) opisał epizod z ubiegłorocznych ćwiczeń wojskowych w Estonii. Ćwiczenia pod kryptonimem Jeż-2025 zaangażowały kilkanaście tysięcy żołnierzy z różnych krajów NATO. Brali w nich udział także wojskowi z Ukrainy.

Według tego, co opisuje „WSJ”, Ukraińcy odgrywali rolę agresorów. Mieli być operatorami jednostek dronowych, wykorzystując do działań system Delta. Delta to zaawansowany system zarządzania polem walki (bms – battlefiled management system). Pozwala na koordynację i łączność między własnymi oddziałami.

Wojskowych z Ukrainy miało być, jak podaje dziennik, 10. Naprzeciwko nich stanąć miały siły NATO. Jakie? W artykule „WSJ” pojawiły się rozbieżności. Początkowe informacje mówiły o batalionie, czyli ok. tysiącu osób. Kolejne mówiły o dwóch batalionach. Zdaniem cytowanych przez dziennik źródeł, Ukraińcy dysponujący ponad trzydziestoma bezzałogowcami byli w stanie „w pół dnia” przeprowadzić kilkadziesiąt uderzeń. Z walki wyeliminowali m.in. 17 pojazdów NATO.

Wniosek? NATO nie jest gotowe do działań w nowych realiach pola walki. Od dawna zresztą eksperci sygnalizowali – także na łamach XYZ – że działania dronowe będą rewolucją na polu walki. Czy jednak tak wielką, jak opisano w materiale „WSJ”? Czy 30 dronów faktycznie zatrzyma batalion? Można mieć wątpliwości.

Płk Piotr Lewandowski: Rzeczywistość jest inna niż clickbaitowe tytuły

O to, by na epizod z estońskich ćwiczeń patrzeć co najmniej wstrzemięźliwie, apeluje pułkownik Piotr Lewandowski.

– Rzeczywistość jest inna niż clickbaitowe tytuły – mówi oficer.

Wyjaśnia, na czym polegały ćwiczenia Jeż-2025. Były ćwiczeniem estońskich możliwości mobilizacyjnych państwa. Także sprawdzeniem zakresu zdolności do współdziałania z wojskami sojuszniczymi. Z kolei państwa NATO ćwiczyły właśnie wysłanie takiego wsparcia.

– Skądinąd niskie zainteresowanie Polski tymi ćwiczeniami jest zastanawiające. Co prawda wcześniej polska kompania czołgów uczestniczyła w ćwiczeniach Bold Panzer, natomiast nie było to ćwiczenie wielodomenowe, a dotyczyło głównie wojsk pancerno-zmechanizowanych i brało w nim udział 10 razy mniej żołnierzy. Polską obecność sygnalizował komponent powietrzny „Orlik”. Podczas gdy np. Brytyjczycy wysłali tam pełen batalion swoich wojsk – mówi płk Lewandowski.

Ukraińcy i Estończycy współdziałali. A wojska przeciwnika szły bez osłony

Mówi, dlaczego wyniki ćwiczenia mogą budzić wątpliwości.

– Należy zaznaczyć, że incydent z dronami był jednym z epizodów ćwiczenia. Prawdopodobnie nie wzięły w nim udziału dwa pełne bataliony, a jedynie wydzielone z nich komponenty – mówi płk Lewandowski.

Piloci dronów podgrywający stronę przeciwną zadali ugrupowaniu znaczące straty. Tyle że nie było tylko 10 pilotów z Ukrainy, ale wspierało ich kilkudziesięciu operatorów z Estonii. Ponadto siły NATO przemieszczały się bez szerokiego zabezpieczenia sił własnych. Bez wsparcia WRE, wsparcia lotniczego, bez osłony powietrznej i przeciwlotniczej.

Rozjemcy (czyli obserwatorzy ćwiczeń) uznali za skuteczne zniszczenie 17 pojazdów i zaatakowanie innych. Przy czym trzeba mieć na uwadze, że każde uderzenie dronem było zaliczane jako skuteczne.

Do wyeliminowania czołgu potrzeba od 8 do 10 dronów

– A tak nie jest, bo – mówiąc obrazowo – wyeliminowania z pola walki np. czołgu potrzeba średnio od 8 do 10 dronów. Jednak, co ważne, nie można negować doświadczeń płynących z tych ćwiczeń. Należałoby zatem zapytać: co to ćwiczenie miało realnie pokazać? Że czołgi czy pojazdy pozbawione wsparcia i kluczowych systemów osłony nie są najbardziej odporne na działania przeciwnika? To wiedzieliśmy także przed masowym wykorzystaniem dronów – wyjaśnia oficer.

I konkluduje to jasnym przekazem: na rzeczywistym polu walki do osiągnięcia takiej skuteczności potrzeba od 250 do nawet 300 dronów. Dlatego historia o 10 operatorach, niszczących dwa bataliony jest daleka od prawdy.

Jednak, jak mówi, ćwiczenie pokazało dość pobłażliwe podejście NATO do zagrożenia dronami, przy doświadczonym i zdeterminowanym przeciwniku. Takie podejście krytykuje. Docenia fakt zatrudnienia jako przeciwnika Ukraińców. Z tym że obudowanych kilkudziesięcioma Estończykami z ich organizacji proobronnych. Wyćwiczonych i zdeterminowanych.

Drony lekiem na wszystko? Na wojnie – jeszcze nie.

Oddajmy jeszcze raz głos „WSJ”. Medium wskazuje, że liczącą ok. stu osób grupą „napastników” dowodzić miał Aivar Hanniotti. To koordynator programów dronowych w Estońskiej Lidze Obronnej.

Miał przekazać dziennikowi, że dowodząc działaniami, jego grupa w łatwy sposób znalazła wrażliwe i ważne (HVT – high-value target) cele. Np. pojazdy opancerzone. Te zostały szybko i sprawnie unieszkodliwione.

O tym, jak skuteczne są na polu walki systemy dronowe, możemy się przekonać, obserwując Ukrainę. W mediach społecznościowych regularnie publikowane są nagrania dotyczące skuteczności dronów w walce.

Tylko… czy na pewno? Nikt nie podważa skuteczności bezzałogowców w działaniu na szczeblu taktycznym. Zidentyfikowanie i wyeliminowanie z walki kluczowego oficera, zniszczenie kilku lub kilkunastu wozów czy wyrzutni – to wszystko jest w zasięgu. Ale wojny, złożonego systemu gospodarczo-polityczno-dyplomatycznego nie wygrają. Jeszcze.

Na poziomie taktycznym i operacyjnym drony się sprawdzą. Ale…

Mówi o tym były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego gen. Stanisław Koziej.

Wskazuje, że na poziomie strategicznym służyć mogą dzisiaj raczej jako wabiki do przeciwdziałania saturacji pola walki z pomocą np. pocisków rakietowych. Z tym, jak wskazuje jednak zastrzeżeniem, że przyszłość jest przed dronami na poziomie operacyjnym, czy nawet strategicznym.

– Mogą zapewniać choćby dostęp do informacji. Tak jak np. dziś robią to załogowe systemy wczesnego ostrzegania AWACS. Podobnie jest zresztą w kwestii przestrzeni kosmicznej czy na poziomie, gdzie bezzałgowce sprawdzą się jako alternatywa dla kosztownych w użyciu misji i pojazdów załogowych – mówi generał.

Dziś są one powszechne i łatwe do wykorzystania na szczeblu najniższym, taktycznym. Dlaczego? Ponieważ łatwo dostosować je do prowadzenia działań wojskowych nawet w wersji najbardziej prymitywnej.

Dodaje, że jest w stanie wyobrazić sobie, iż drony przenikają w głębię strategiczną przeciwnika i czekają na sygnał do uderzenia. Warto również zwrócić uwagę na tendencję rozwoju dronów-matek – dużych bezzałogowców, dostarczających roje mniejszych dronów w rejon zagrożenia. To jest kierunek umożliwiający zbudowanie przewagi na polu walki. Może jeszcze nie szczebla strategicznego, ale szczebel operacyjny wydaje się być w zasięgu. 

A Estonia? „Nie róbmy z tego wielkiego wydarzenia”

Wróćmy jednak do zdarzenia z ubiegłego roku w Estonii. Generał Koziej, entuzjasta technologii dronowych i nowinek w armii, nie przywiązywałby do tego dużej wagi.

– Nie róbmy z tego wielkiego wydarzenia. Sytuacja jest oczywista: dość słaba obrona przeciwdronowa nie sprostała zaprawionym w boju Ukraińcom. Grunt, abyśmy wyciągnęli z tego wnioski i budowali skuteczną obronę przeciwdronową. Taką, która wymaga pewnego nowatorskiego podejścia w stosunku do tradycyjnej obrony np. przeciwrakietowej czy przeciwlotniczej. Chodzi mi o większe wykorzystani np. antydronów – mówi oficer.

Tłumaczy to następująco: z doniesień wynika, że umiejętności uzyskane przez Ukraińców w realnej wojnie okazały się dużo wyższe, niż umiejętności sztabowców i żołnierzy w zwalczaniu dronów i obronie przeciwdronowej.

Co nie jest, w jego ocenie, jakoś szczególnie niezwykle, bo ta obrona dronowa w NATO dopiero raczkuje, a Ukraińcy ćwiczą to od kilku lat na wojnie.

– Tak samo byłoby pewnie z każdym innym państwem NATO, które musiałoby zmierzyć się z tego rodzaju wyzwaniem – wskazuje gen. Koziej.

Ufać, ale sprawdzać. Drony są skuteczne, ale nie wygrają wojny

Można więc podsumować całe to zamieszanie starym powiedzeniem „ufaj, lecz sprawdzaj”. W tym konkretnym przypadku trzeba sprawdzić uwarunkowania i założenia ćwiczenia. Bo nagłówki mówiące o zniszczeniu dwóch batalionów przez 10 ludzi rozminęły się z prawdą.

Nie da się dziś, w piątym za moment roku wojny powiedzieć, że drony to zabawki. Na polu walki stały się pełnoprawnym rodzajem uzbrojenia. Ale same drony wojny nie wygrają. Potrzeba produkującego je przemysłu, obsług i logistyki. Podchodźmy więc do tematu ich wykorzystania z uwagą, ale bez fetyszyzacji.

Zdaniem eksperta

Tomasz Darmoliński: Przygotowujemy się do wojny, która już była

Wnioskiem z estońskiego ćwiczenia jest potwierdzenie doświadczeń płynących z Ukrainy. Trzeba jednak pamiętać, że materiał WSJ jest częściowo publicystyczny i zapewne w pewnym stopniu podrasowany. Wiemy tylko tyle, ile przedostało się do mediów, nie mamy pełnego obrazu sytuacji. Widać jednak wyraźnie, że NATO przez lata przygotowywało się do innego modelu konfliktu i dziś próbuje przyspieszyć adaptację do realiów wojny nasyconej dronami. Tego nie da się zrobić wyłącznie pieniędzmi. Konieczna jest zmiana logiki działania, w tym logistyki zakupów i całego systemu wdrażania nowych zdolności. Oprócz zbrojenia potrzebna jest realna reforma funkcjonowania armii.

W naszej armii drony wciąż w wielu miejscach traktowane są nie jako element podstawowy, lecz jako wsparcie. Problem ma charakter systemowy – dotyczy doktryny, procesu szkolenia i struktury dowodzenia, które powstawały w zupełnie innych realiach technologicznych. Adaptacja do dynamicznych zmian wymaga przebudowy sposobu myślenia o polu walki, nie tylko wprowadzenia nowego sprzętu.

Możliwe, że ujawnienie wniosków z ćwiczenia pełni określoną funkcję – pokazuje skalę wyzwania, przed którym stoją dziś siły NATO w konfrontacji z dobrze wyszkolonymi operatorami, zintegrowanymi z systemem przepływu informacji, logistyką i efektorami. Niezależnie od intencji przekazu, wnioski są czytelne.

Nie ma dwóch takich samych wojen. Konflikt w Ukrainie wchodzi w kolejną fazę – robotyzacji pola walki. Obok dronów powietrznych i morskich coraz powszechniej pojawiają się zautomatyzowane systemy logistyki lądowej. Walka, transport, ewakuacja i rozpoznanie odbywają się dziś pod stałym nadzorem bezzałogowców.

Dla Polski wniosek z estońskiego ćwiczenia powinien być jasny: pancerz bez silnej WRE i ochrony antydronowej staje się celem, a nie przewagą. Problem nie polega na tym, że mamy za mało sprzętu. Przygotowujemy się często do konfliktu według wzorców z poprzedniej epoki. Jeżeli nie wprowadzimy mechanizmu szybkiej adaptacji oraz zmian organizacyjnych, tempo przemian na polu walki będzie nas wyprzedzać. Wymaga to przebudowy systemu – od logistyki i zamówień po sposób myślenia o dronach jako pełnoprawnym środku walki, równorzędnym z karabinem, granatnikiem czy wyrzutnią rakiet.

Dzisiejsze pododdziały, pozbawione organicznego wsparcia dronowego, nie będą w stanie skutecznie prowadzić działań na poziomie plutonu, kompanii ani wyżej. Bezzałogowce, przy pełnym przepływie informacji i właściwym zarządzaniu polem walki, stają się jednym z kluczowych czynników przewagi operacyjnej.

Główne wnioski

  1. Ci, którzy wieszcząc całkowitą dominację bezzałogowców na współczesnym polu walki muszą się jeszcze wstrzymać. Doniesienia z Estonii nie zostały dokładnie opisane. Rzeczywistość, jak wskazuje płk Piotr Lewandowski, różniła się od przekazów medialnych.
  2. Wszystko wskazuje na to, że nagłówki medialne mówiące o zniszczeniu dwóch batalionów przez 10 ludzi rozminęły się z prawdą.
  3. Z ćwiczeń wnioski powinno jednak wyciągnąć całe NATO. A podstawowym jest większa elastyczność w użyciu bezzałogówców oraz konieczność większej ochrony przed dronami przeciwnika sił własnych.