ValuBall zagląda do finansów klubów piłkarskich. Czy na danych o futbolu da się zbudować biznes?
ValuBall łączy dane finansowe klubów, kwoty transferów, szacunki wynagrodzeń i własne modele analityczne. Pozwala szerzej spojrzeć na ekonomię futbolu, ale poszczególne dane mają zróżnicowany poziom wiarygodności, a wyzwaniem pozostaje skalowanie produktu na kolejne rynki.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Skąd ValuBall bierze dane i które liczby są faktami ze sprawozdań finansowych, a które są estymacjami lub wynikami własnego modelu.
- Dlaczego net spend coraz słabiej opisuje rzeczywisty koszt budowy drużyny i dlaczego rośnie znaczenie squad cost, no i czym są obydwa te wskaźniki.
- Czy ValuBall rzeczywiście może zostać „finansowym Transfermarktem”, skoro na rynku działają już inne platformy analizujące finanse futbolu.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Transfermarkt nauczył kibiców, że można wejść na jedną stronę i w kilkanaście sekund sprawdzić wartość kadry, historię transferów czy długość kontraktu zawodnika. ValuBall próbuje stworzyć podobny punkt odniesienia dla finansów piłkarskich. W jednym miejscu zestawiono przychody, płace, opłaty transferowe, amortyzację, wartość księgową i koszt drużyny.
Za projektem stoją Jason Sayegh, twórca profilu Blue City Brain, oraz Kieran Maguire, od lat zajmujący się analizą finansów futbolu. ValuBall chce skrócić drogę od pytania „ile klub wydał?” do znacznie trudniejszego: „ile naprawdę kosztuje kadra zespołu?”. Sprawdziliśmy, na czym dokładnie polega ten projekt, skąd pochodzą jego dane i czy rzeczywiście może stać się finansowym odpowiednikiem Transfermarktu.
Jason Sayegh zbudował technologię, a Kieran Maguire wniósł dane i doświadczenie
Premier League jest jedną z najlepiej opisanych finansowo lig świata, ale dane o klubach pozostają rozproszone. Trzeba szukać ich między sprawozdaniami finansowymi, notami dotyczącymi rejestracji zawodników, komunikatami transferowymi i informacjami publikowanymi przez media. Porównania utrudniają dodatkowo różne okresy sprawozdawcze klubów, odmienny zakres raportowania poszczególnych spółek i różne definicje podobnych pozycji.
ValuBall próbuje zebrać te rozproszone dane w jednym miejscu. Platforma deklaruje dane dotyczące ponad 150 klubów, historię finansową sięgającą ponad 30 lat oraz ponad 9 tys. ręcznie zweryfikowanych transferów. Obejmuje cztery najwyższe poziomy rozgrywkowe w Anglii i dwa w Szkocji. Francja, Niemcy, Hiszpania i Włochy są wskazywane jako kolejne kierunki rozwoju.
Kieran Maguire, z którym rozmawiałem o ValuBall podczas pracy nad tym tekstem, wskazuje na Jasona Sayegha z Blue City Brain jako inicjatora projektu i osobę odpowiedzialną za jego warstwę technologiczną. Swój wkład opisuje przede wszystkim jako dostarczenie historycznych danych o finansach klubów oraz wieloletniej wiedzy na temat ekonomii futbolu. Z publicznych materiałów wynika również, że Maguire ogłaszał stworzenie ValuBall wspólnie z Sayeghem. Sama platforma podaje, że jest rozwijana przez Valusport Group.
Jason Sayegh stoi za Blue City Brain, projektem znanym z wizualizacji i analiz danych finansowych angielskich klubów. Jego rolą w ValuBall jest przede wszystkim przekonwertowanie rozproszonych danych na produkt, który można łatwo przeszukiwać i porównywać. Kieran Maguire wnosi inny rodzaj doświadczenia. Jest wykładowcą University of Liverpool, autorem książki „The Price of Football” i jednym z najbardziej rozpoznawalnych brytyjskich ekspertów zajmujących się finansami futbolu. Od lat analizuje sprawozdania klubów, transfery, wynagrodzenia i regulacje finansowe, a przy ValuBall udostępnił również dotychczasowe zbiory danych. Projekt łączy więc archiwum i wiedzę finansową Maguire'a z technologią Sayegha, która ma zamienić je w łatwe do przeszukiwania narzędzie.
Rynek finansowych danych już istnieje
Zanim powstał ValuBall, kibice, media i ludzie pracujący w klubach mieli już kilka źródeł, które pomagały im analizować biznes futbolu. Capology publikuje szacunki wynagrodzeń i dane finansowe klubów. Football Benchmark oferuje profesjonalną platformę obejmującą około 400 klubów. Wreszcie Off The Pitch łączy analizy biznesowe z informacjami i wywiadami z ludźmi zarządzającymi piłką nożną. Ten ostatni regularnie zajmuje się również Polską – rozmawiał m.in. Z Dariuszem Mioduskim o Legii Warszawa czy z Tanem Keslerem o Pogoni Szczecin.
Takie informacje mają również wartość dla samych klubów. Przy transferze rozłożonym na raty sprzedający staje się wierzycielem kupującego, więc jego kondycja finansowa przestaje być abstrakcyjnym wskaźnikiem. Lech Poznań przekonał się o tym po sprzedaży Kamila Jóźwiaka do Derby County za około 4,3 mln euro. Angielski klub wpadł w poważne problemy finansowe i nawet przestał regulować kolejne należności. Lech ostatecznie zgodził się zrezygnować z części pieniędzy, aby zwiększyć szanse na odzyskanie pozostałej kwoty. Cena transferu jest więc tylko jednym elementem transakcji. Znaczenie ma również to, czy druga strona będzie w stanie faktycznie zapłacić uzgodnioną kwotę.
Jak stać się punktem odniesienia?
W tym biznesie problemem może być jednak również zbyt długie czekanie na idealne dane. Capology jest regularnie krytykowane za szacunki wynagrodzeń, a sama platforma zaznacza, że nie zna wszystkich umów. Wyceny Transfermarkt także nie powstają za pomocą jednego algorytmu wyliczającego „prawdziwą” wartość piłkarza. Bazują na statystykach, informacjach z rynku oraz ocenach i dyskusjach społeczności. Mimo tych ograniczeń oba serwisy stały się punktami odniesienia. Odpowiadają na realną potrzebę szybciej niż użytkownik byłby w stanie sam zebrać wszystkie informacje.
Skala Transfermarkt dobrze pokazuje wartość takiego nawyku. W 2025 r. wszystkie jego serwisy przekraczały 100 mln użytkowników i 500 mln odsłon miesięcznie. W rekordowym dniu zamknięcia okna transferowego strona zanotowała 12,72 mln wizyt i 72,17 mln odsłon. To już nie tylko baza danych, ale potężny biznes zbudowany wokół miejsca, do którego użytkownicy regularnie wracają.
ValuBall stoi przed podobnym wyborem. Może przez lata próbować usuwać każdą lukę i czekać na idealną bazę, choć w futbolu część pensji, bonusów czy kwot transferowych nigdy nie będzie w pełni publiczna. Albo może budować produkt wokół najlepszych dostępnych danych, jasno oddzielając liczby ze sprawozdań od informacji medialnych, szacunków i własnych modeli. W takim podejściu przewagą nie jest obietnica nieomylności, lecz szybkość, przejrzystość, porównywalność i wygoda.
Cztery źródła danych
Pierwsza warstwa to dane ze sprawozdań finansowych. Można z nich odtworzyć m.in. przychody, koszty wynagrodzeń, wynik finansowy, amortyzację czy zysk ze sprzedaży zawodników. ValuBall jako podstawowe źródło w Wielkiej Brytanii wskazuje Companies House, czyli publiczny rejestr spółek i składanych przez nie dokumentów finansowych. Kontrola kilku największych klubów potwierdziła zgodność podstawowych danych. Nadal trzeba jednak uważać na różnice w zakresie konsolidacji, okresów sprawozdawczych i sposobu prezentowania poszczególnych pozycji.
Druga warstwa to kwoty transferów. Nie ma tu żadnego źródła o randze porównywalnej ze sprawozdaniem finansowym. Kluby często nie podają pełnej wartości transakcji, a media różnie ujmują kwotę podstawową, bonusy czy procent od kolejnej sprzedaży. ValuBall deklaruje, że ręcznie weryfikuje transfery na podstawie publicznych źródeł i zamieszcza do nich odnośniki. Taka kwota ma więc inny poziom pewności niż przychód zapisany w sprawozdaniu finansowym.
Trzecia warstwa to indywidualne wynagrodzenia. ValuBall oznacza je jako szacunki. Model wychodzi od całkowitych kosztów wynagrodzeń klubu. Następnie – powołując się na dane UEFA – zakłada, że około 73 proc. tej kwoty przypada na zawodników. Wreszcie dzieli pulę między nich na podstawie m.in. minut, pozycji w hierarchii zespołu czy niedawnych przedłużeń kontraktów. To nie są dokładne kwoty z umów piłkarzy. Przy niejawnych kontraktach pozostają jednak estymacją opartą na dostępnych danych.
Czwarta warstwa to modelowana wartość księgowa zawodnika. ValuBall do raportowanej kwoty transferu standardowo dodaje 20 proc. na koszty agentów i inne wydatki związane z transakcją. Następnie amortyzuje tę wartość przez okres trwania kontraktu. Przy transferze za 20 mln funtów punktem wyjścia modelu będzie więc 24 mln funtów. Nie jest to ujawniona przez klub wartość księgowa konkretnego piłkarza. Sprawozdania zwykle pokazują łączną wartość rejestracji zawodników, a nie dane dla każdego piłkarza osobno.
Od ceny transferu do kosztu drużyny
Net spend, czyli różnica między kwotami wydanymi na zakup zawodników a wpływami z ich sprzedaży, jest wygodny, bo sprowadza całe okno transferowe do jednej liczby. Jeśli klub kupił piłkarzy za 200 mln funtów, a sprzedał za 80 mln, jego net spend wynosi 120 mln funtów. Tyle że z finansowego punktu widzenia to dopiero początek. Nie wiemy jeszcze, kiedy faktycznie wypłynie gotówka, jak transfer obciąży rachunek wyników ani ile do kosztu zawodnika trzeba doliczyć z tytułu wynagrodzenia, premii czy prowizji agentów. Skala Premier League dobrze pokazuje, dlaczego ma to znaczenie: według Blue City Brain w sezonie 2024/25 kluby osiągnęły około 6,8 mld funtów przychodów, czyli w przybliżeniu 34 mld zł. To około 30 razy więcej niż łączne przychody klubów Ekstraklasy w tym samym sezonie.
Transfer za 60 mln funtów przy pięcioletnim kontrakcie może oznaczać, w prostym ujęciu, około 12 mln funtów amortyzacji rocznie. Nie znaczy to jednak, że klub co roku płaci właśnie 12 mln funtów – sama płatność może być rozłożona na kilka rat według zupełnie innego harmonogramu. Inaczej działa też sprzedaż. Jeśli klub sprzeda wychowanka o bardzo niskiej wartości księgowej, niemal cała kwota może zostać uznana za zysk. Przy zawodniku kupionym wcześniej za dużą sumę od ceny sprzedaży trzeba odjąć jego pozostałą wartość księgową. Dlatego 50 mln funtów uzyskanych ze sprzedaży nie musi oznaczać 50 mln funtów zysku księgowego.
Od sezonu 2026/27 ten sposób patrzenia stał się jeszcze ważniejszy, bo Premier League wprowadziła Squad Cost Ratio (SCR), który ogranicza wydatki związane z kadrą. W uproszczeniu koszty te nie powinny przekraczać 85 proc. przychodów piłkarskich, z uwzględnieniem wyniku netto ze sprzedaży zawodników. Do kosztu kadry wliczają się przede wszystkim pensje piłkarzy i trenera, prowizje agentów oraz księgowy koszt transferów rozłożony na lata.
Czerwony próg i sankcje
Kluby dostały jednak dodatkowy bufor. Na początku jego wielkość wynosi 30 pkt proc., co oznacza, że początkowy górny próg – tzw. Red Threshold – sięga 115 proc. Nie jest to jednak stały limit. Jeśli klub przekroczy 85 proc., wykorzystana część bufora zmniejsza jego przestrzeń w kolejnym sezonie. Przykładowo, SCR na poziomie 100 proc. oznacza wykorzystanie 15 pkt proc. i obniżenie górnego progu w następnym sezonie do 100 proc. To zatem mechanizm pozwalający czasowo wydać więcej, a nie dodatkowe 30 pkt proc. dostępne co roku od nowa.
Przekroczenie indywidualnego Red Threshold może skutkować sankcją sportową. Z kolei od sezonu 2027/28 przekroczenie 85 proc., nawet jeśli klub pozostanie poniżej swojego górnego progu, może wiązać się z opłatą finansową. Premier League przewiduje przy tym mechanizm pozwalający ograniczyć lub wyeliminować taką opłatę w przypadku klubów, które we wcześniejszych sezonach wykazywały dyscyplinę finansową.
ValuBall może więc pomagać oszacować, jak blisko tych limitów znajduje się klub, choć jego wyliczenia nie stanowią oczywiście oficjalnego stanowiska Premier League. Liga dysponuje danymi i może stosować korekty niedostępne publicznie. Dla kibica najważniejsza zmiana jest prostsza: pytanie „ile klub wydał na transfery?” coraz częściej trzeba uzupełniać o pytanie „ile naprawdę kosztuje zbudowana kadra?”. Właśnie tutaj ValuBall może być znacznie bardziej użyteczny niż kolejna tabela net spend.
ValuBall to dopiero początek analizy
Laws-Maguire Index to wskaźnik stworzony przez Kierana Maguire'a i Jasona Lawsa, który przelicza historyczne kwoty transferów nie na zwykłą inflację, lecz na zmianę łącznych przychodów klubów Premier League. Ma pokazać, jak dużym wydatkiem był dla ligi w swojej epoce dany transfer. Dlatego 15 mln funtów zapłacone za Alana Shearera w 1996 r. odpowiada w tym modelu około 223 mln funtów w dzisiejszej skali ekonomicznej Premier League. Nie oznacza to, że Shearer „był wart 223 mln funtów”, lecz że jego transfer stanowił dla ówczesnego rynku znacznie większy wysiłek finansowy, niż sugeruje sama nominalna kwota. Maguire i Laws zaczynali od danych Transfermarkt, ale przy niepewnych kwotach wracali do ówczesnych mediów, komunikatów klubów i prac naukowych. Agregator był punktem wyjścia, a nie końcem weryfikacji.
Podobnie powinno się korzystać z ValuBall. Platforma może szybko pokazać nietypowo wysokie koszty wynagrodzeń, rosnącą amortyzację czy klub, którego umiarkowany net spend nie oddaje kosztów wcześniej zbudowanej kadry. Potem zaczyna się właściwa analiza: trzeba wrócić do sprawozdania finansowego, przepływów pieniężnych, informacji o transferach oraz zasad obowiązujących w danej lidze. Jeżeli liczba ma być podstawą mocnego wniosku, należy wiedzieć nie tylko, ile wynosi, ale również skąd pochodzi i jak została obliczona.
W Anglii jest to stosunkowo łatwe, bo Companies House tworzy ogromne publiczne archiwum sprawozdań klubów. Jeszcze więcej danych udostępniają kluby notowane na giełdzie. Przykładowo, Borussia Dortmund publikuje nie tylko raport roczny, ale również raporty półroczne, kwartalne, komunikaty o wynikach i informacje wymagane przez rynek kapitałowy. Dla analityka oznacza to częstszy i bardziej szczegółowy dostęp do informacji niż w przypadku zwykłej spółki prywatnej.
A jak z Polską?
W Ekstraklasie problemem nie jest już całkowity brak sprawozdań. Przepisy licencyjne PZPN wymagają od klubów publikacji na własnych stronach ostatniego zbadanego rocznego sprawozdania finansowego oraz łącznej kwoty zapłaconej agentom. Trudniej natomiast zbudować z tych dokumentów bazę równie szczegółową i porównywalną jak w Anglii. Dokumenty są rozproszone po stronach klubów, różnią się zakresem raportowania i sposobem prezentacji danych, a wiele informacji o konkretnych zawodnikach czy transferach pozostaje tajemnicą.
Część tej luki wypełnia raport „Finansowa Ekstraklasa”, przygotowywany co roku przez Grant Thornton we współpracy ze spółką Ekstraklasa. Zbiera dane wszystkich klubów według jednej metodologii i pozwala porównywać m.in. przychody, koszty czy wynagrodzenia. Kolejna edycja, obejmująca sezon 2025/26, ma ukazać się pod koniec września. Nadal jednak jest to coroczny przekrój ligi, a nie stale aktualizowana baza pozwalająca zejść do poziomu pojedynczego transferu czy pensji zawodnika.
To może być największym wyzwaniem ValuBall przy ekspansji na kolejne ligi. W Anglii ma do dyspozycji wyjątkowo bogaty zestaw publicznych danych, a na innych rynkach sprawozdania są mniej szczegółowe, trudniej dostępne albo gorzej porównywalne. Na razie to produkt przede wszystkim dla pasjonatów finansów futbolu, analityków i osób pracujących w branży, którzy chcą wiedzieć, co naprawdę kryje się za kwotą transferową z nagłówka.
Transfermarkt też jednak nie wygrał wyłącznie jako baza danych. Z czasem stał się jednym z podstawowych punktów odniesienia na rynku piłkarskim. Pomogły mu globalna skala oraz to, że obok transferów pokazuje kadry, kontrakty, statystyki i inne dane sportowe przydatne praktycznie każdemu kibicowi. ValuBall jest dziś znacznie bardziej niszowy, ale jeśli uda mu się podobnie uprościć dostęp do finansów futbolu, może stać się pierwszym miejscem, do którego zagląda się po informacje o przychodach, płacach czy kosztach budowy kadry. Alternatywą jest bardziej zamknięty model biznesowy: płatne narzędzie dla klubów, analityków, doradców i inwestorów, bliższe profesjonalnej bazie danych niż masowemu serwisowi kibicowskiemu.
Główne wnioski
- ValuBall łączy kilka rodzajów danych: liczby ze sprawozdań finansowych, raportowane kwoty transferów, szacunki wynagrodzeń i własne modele. Nie wszystkie mają więc taki sam poziom wiarygodności i pewności.
- Net spend pokazuje tylko różnicę między wydatkami na zakup zawodników a wpływami z ich sprzedaży. Pełny koszt kadry obejmuje również pensje, amortyzację, prowizje agentów oraz księgowy wynik ze sprzedaży piłkarzy.
- Największym wyzwaniem może być zbudowanie wokół ValuBall biznesu o większej skali. To wciąż produkt przede wszystkim dla pasjonatów finansów, analityków i osób pracujących w futbolu, a ekspansja na kolejne rynki będzie zależeć od dostępności, szczegółowości i jakości danych.