Ważne, by porażki nie wpędzały w asekuranctwo. Natalia Partyka o tajnikach tenisa stołowego
Na sześć złotych medali paraolimpijskich pracowała latami, trenując przez sześć dni w tygodniu po pięć, sześć lub osiem godzin dziennie. – W tenisie stołowym mamy chyba milion technik – mówi Natalia Partyka. Rozmawiamy także o psychologii, pojawia się też, rzecz jasna, Timothée Chalamet.
Fot. Tasos Katopodis/Getty Images
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak trenują tenisiści stołowi.
- Jaki film o tenisie stołowym trafił do kin pod koniec ubiegłego roku.
- Jak Natalia Partyka radziła sobie ze stresem w kluczowych momentach meczów.
Pierwsze złoto paraolimpijskie Natalia Partyka zdobyła w wieku 15 lat – w Atenach w 2004 r. Później wygrywała wszystkie finały zawodów tej rangi aż do igrzysk w Paryżu w 2024 r., które zakończyła na drugim stopniu podium.
Urodzona bez prawego przedramienia zawodniczka rywalizowała także na igrzyskach olimpijskich – i tam potrafiła napsuć sporo krwi rywalkom, którym znacznie łatwiej podrzucać piłeczkę podczas serwisu. Gdy Polki zdobywały srebrny medal mistrzostw Europy w 2009 r., w pierwszym składzie drużyny występowały Partyka i dwie naturalizowane Chinki – Li Qian i Xu Jie.

Fot. Kimmasa Mayama EPA/PAP
Tenis stołowy na małym i dużym ekranie
Natalia Partyka nadal jest oczywiście czynną zawodniczką, chociaż nie trenuje już tak ciężko jak dawniej. W ubiegłym roku weszła do zarządu Polskiego Związku Tenisa Stołowego i została jedną z bohaterek filmu dokumentalnego „Mistrzynie”. Niedawno mogli ją zobaczyć też widzowie programu „Mam talent!”, w którym wystąpiła jako gość specjalny. Do swojego talentu nie musi nikogo przekonywać.
– To najlepszy sposób na promowanie tenisa stołowego – zabieranie go do mainstreamu – mówi Natalia Partyka.
Wspomina w tym kontekście o filmie „Wielki Marty” z końca ubiegłego roku. Głównego bohatera – tenisistę stołowego Marty’ego Mausera – zagrał Timothée Chalamet, gwiazdor kina znany m.in. z „Diuny”. A także – nie da się ukryć – ze związku z celebrytką Kylie Jenner. Trudno więc o bardziej efektowne przypomnienie o tenisie stołowym w mainstreamie.
Natalia Partyka i nieskończenie wiele technik
– Tenis stołowy to fascynujący sport. Dobry dla ciała i umysłu. Chyba że zaczynamy mówić o jego profesjonalnym uprawianiu… Wtedy jest już ciężej, chociaż radość po wygranych meczach bywa niezwykła – uśmiecha się Natalia Partyka.
Tenis stołowy uprawiany amatorsko jest idealną formą aktywności – mięśnie nie są tak obciążone jak podczas gry w tenisa ziemnego, a dyscyplina ta jest również znacznie tańsza niż jej popularniejszy odpowiednik.
– W wydaniu profesjonalnym ten sport jest jednak arcytrudny i bardzo wymagający. Wiele osób, słysząc o tenisie stołowym, mówi: „Grałem w szkole!”. Często też dodaje: „Byłam lub byłem dobry”. Ale to nieprawda. Tenis stołowy na wysokim poziomie jest niezwykle techniczny. Mamy mnóstwo różnych uderzeń, a niemal każdemu z nich towarzyszy rotacja. Sztuką jest szybko zauważyć, w jaki sposób rywal „podkręca” piłeczkę, i właściwie na to zareagować, m.in. odpowiednio ustawić rakietkę. Technik jest chyba milion, a czasem mam wrażenie, że ich liczba jest nieskończona… – mówi Natalia Partyka.
Przez wiele lat trenowała sześć dni w tygodniu po pięć, sześć, siedem lub nawet osiem godzin dziennie.
Nasz sport jest bardzo precyzyjny, wręcz „chirurgiczny”… Do tego dochodzi teoria związana z rotacją – są pewne schematy, według których należy odpowiadać na poszczególne zagrania.
– W moim przypadku najdłuższą część treningu odbywałam rano. Trwała ona np. trzy godziny. Po południu i wieczorem dokładałam po dwie. Bywało ciężko, zwłaszcza gdy musiałam pogodzić treningi z nauką. Czasem trening polegał na szlifowaniu danego uderzenia z bekhendu i powtarzaniu go kilkaset razy, a czasem obejmował coś mniej monotonnego – trening tzw. czucia. Nasz sport jest bardzo precyzyjny, wręcz „chirurgiczny”… Do tego dochodzi teoria związana z rotacją – są pewne schematy, według których należy odpowiadać na poszczególne zagrania – wyjaśnia Natalia Partyka.
Rady Natalii Partyki. Dobre nie tylko dla sportowców
Profesjonalny tenis stołowy wymaga olbrzymiego zaangażowania, dlatego tym bardziej uderza fakt, że zawodniczkom grającym w polskiej lidze kobiet niełatwo utrzymać się ze sportu. W lidze mężczyzn sytuacja jest znacznie lepsza. Tego Natalia Partyka zapewne szybko nie zmieni, nawet jako członkini zarządu PZTS. Może natomiast udzielać wielu rad młodszym koleżankom. Zagrała mnóstwo meczów, w których o wyniku decydowało jedno zagranie, np. ustawienie rakietki niewłaściwe o zaledwie kilka milimetrów.
– Pracowałam z psychologiem, jasne. Wizualizacje, ćwiczenia oddechowe… „Trenowanie głowy”, żeby newralgiczne momenty meczu nie były aż tak straszne. Bo one są straszne, tak czy owak. Ale dobrze jest wiedzieć, że są takie dla obu stron – mówi z uśmiechem Natalia Partyka.
Obie strony odczuwają ogromny stres, a jedna z nich zawsze musi przegrać. Czasem zawodnik lub zawodniczka po jednej porażce przegrywa ponownie, a później jeszcze raz.
– Oczywiście, ja także przechodziłam przez duże kryzysy. Wtedy chyba najlepiej wprowadzić jakieś zmiany w swoim trybie treningowym. Zmniejszyć liczbę godzin, zmienić sposób trenowania. Ważne, by po porażkach, w trudnych momentach, nie wybierać drogi asekuracyjnej. Czyli nie przechodzić na grę, w której w decydujących momentach czeka się na błędy rywali. Oczywiście czasem jest to metoda racjonalna – gdy widzimy, że nie mamy najlepszego dnia, dobrze jest dać szansę rywalowi, by się pomylił. Znacznie większą radość dają jednak zwycięstwa odniesione na własnych warunkach – mówi Natalia Partyka.
Nie przegrać z psychiką
Słowa Natalii Partyki o tym, by nie uciekać w asekuranctwo, są pretekstem, by przypomnieć anegdotę, której bohaterem jest Kobe Bryant, jeden z największych koszykarzy w historii. Czy Amerykanin nie przekroczył w tej sytuacji granic rozsądku – pozostawiamy to ocenie czytelników.
Reżyser Gotham Chopra, który pracował nad filmem dokumentalnym o Bryancie, oglądał kiedyś wspólnie z nim mecz koszykówki. Znany rozgrywający Deron Williams miał kiepski dzień, nie trafił żadnego z dziewięciu rzutów. Zakończył spotkanie ze skutecznością 0/9.
– Ja miałbym 0/30. 0/9 oznacza, że przegrałeś, że odpuściłeś, że z gry wyrzuciła cię własna psychika. Że zacząłeś bać się rzucać – mówił Bryant.

Fot. Totalizator Sportowy
Komentarz partnera cyklu
Inspiracja do przełamywania barier
W Totalizatorze Sportowym wierzymy, że sport jest dla każdego – niezależnie od wieku, płci, miejsca zamieszkania czy indywidualnych wyzwań. Równość szans, inkluzywność oraz dostępność to wartości, które od lat wspieramy poprzez nasze działania społeczne i zaangażowanie w rozwój polskiego sportu. Natalia Partyka jest doskonałym przykładem tego, jak pasja, talent i ciężka praca mogą inspirować miliony ludzi do przełamywania własnych barier. Również dyscyplina, w której rywalizuje, czyli tenis stołowy, to sport, który przemawia do każdego, kto chce czerpać radość z ruchu i wspólnie spędzonego czasu.
Jej historia pokazuje też, że sport nie tylko łączy ludzi, lecz także buduje społeczeństwo oparte na szacunku, różnorodności i wzajemnym wsparciu. Natalia Partyka wnosi do grona ambasadorów marki LOTTO wyjątkową wiarygodność. Jesteśmy przekonani, że wspólnie będziemy inspirować Polaków do aktywności, realizowania marzeń i wiary w swoje możliwości.
Główne wnioski
- Natalia Partyka to multimedalistka paraolimpijska i jedna z najlepszych tenisistek stołowych w historii Polski. Chociaż urodziła się bez prawego przedramienia, z sukcesami rywalizowała i nadal rywalizuje z pełnosprawnymi zawodniczkami. Trenowała ekstremalnie ciężko – przez sześć dni w tygodniu, czasami po osiem godzin dziennie. Podkreśla, że profesjonalny tenis stołowy ma niewiele wspólnego z grą znaną ze szkolnych sal.
- Tenis stołowy jest sportem, w którym niewłaściwe o zaledwie kilka milimetrów ustawienie rakietki może zdecydować o wyniku meczu. Zapytana o to, jak radziła sobie w kluczowych momentach rywalizacji, Natalia Partyka mówi, że zawsze warto mieć z tyłu głowy świadomość, że rywal także odczuwa silny stres.
- Tenis stołowy zyskuje ostatnio na popularności także dzięki obecności w kulturze masowej. W ubiegłym roku na ekrany kin trafił film „Wielki Marty”, w którym główną rolę zagrał popularny aktor Timothée Chalamet.

