Węgrzy decydują. Byliśmy na finale kampanii opozycji [RELACJA Z WĘGIER]
Węgrzy ruszyli do urn w historycznych wyborach parlamentarnych, w których spodziewana jest rekordowa frekwencja. Lider opozycji Péter Magyar w końcówce kampanii ubiegał się o głosy wyborców na wschodnich Węgrzech, które od zawsze były bastionem Fideszu, czemu przysłuchiwaliśmy się na miejscu.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakiej frekwencji możemy spodziewać się na Węgrzech.
- Gdzie polityczni liderzy zabiegali o ostatnie głosy wyborców.
- Co zdaniem ekspertki sprawiło, że opozycja była skuteczna w kampanii wyborczej.
W niedzielę o 6 rano otworzyły się lokale wyborcze na Węgrzech. Głosowanie potrwa do godziny 19. Wiadomo, że o godzinie 9 frekwencja wyniosła 16,89 proc. – o 6 punktów procentowych więcej niż cztery lata temu o tej samej porze. Węgierska Komisja Wyborcza spodziewa się rekordu. Szacuje się, że do urn może pójść nawet do 80 proc. uprawnionych do głosowania. Na Węgrzech nie przeprowadza się sondaży exit poll, nie poznamy zatem szacunkowych wyników głosowania tuż po zamknięciu lokali wyborczych. Należy się jednak spodziewać, że o godzinie 20 poznamy wyniki po przeliczeniu ok. 30 proc. głosów, a do północy powinniśmy znać już wyniki z ponad 90 proc. lokali wyborczych.
Orbán porównuje się do Schwarzeneggera i prosi o głosy
Na Węgrzech nie obowiązuje także cisza wyborcza. W dzień wyborczy zabroniona jest agitacja jedynie w odległości 150 metrów od lokali wyborczych. Kandydaci najpewniej przez cały dzień będą zachęcać swoich zwolenników do udziału w wyborach.
Jednak ostatnim dniem wiecowym była sobota. Premier Węgier Viktor Orbán finał kampanii zorganizował przez Zamkiem Królewskim w Budapeszcie. Dziękował swoim zwolennikom, za to, że „nigdy go nie zdradzili”. Apelował także o mobilizację wyborczą.
– Nie wierzcie tym, którzy mówią, że wszystko jest już zdecydowane. Kampania jeszcze się nie skończyła. Zapytałem kiedyś Arnolda Schwarzeneggera, ile robi pompek. Odpowiedział mi, że liczy dopiero od momentu, gdy zaczyna odczuwać ból – zabawiał publiczność Orbán.
Na wydarzeniu byli obecni także polscy politycy, m.in. Przemysław Wipler czy Witold Tumanowicz z Konfederacji.
Magyar objeżdża bastiony Fideszu
O mobilizację apelował także Peter Magyar, lider opozycyjnej partii TISZA. Przedostatni kampanijny wiec Magyara obserwowaliśmy w 15-tysięcznej miejscowości Püspökladány na wschodzie Węgier, w której od lat dominował Fidesz, a wcześniej również skrajnie prawicowy Jobbik.
Magyar końcówkę kampanii poświęcił na objeżdżanie miejscowości, w których wynik jest jeszcze niepewny. I rzeczywiście, w Püspökladány także lider opozycji apelował o mobilizację w niedzielę, przedstawiając obecne wybory jako najważniejsze od upadku żelaznej kurtyny.
– Miliony Węgrów zdecydują, czy zostaniemy w państwie mafijnym, czy będziemy zmierzać w kierunku rosyjskiego państwa marionetkowego, czy też wybierzemy inną drogę: funkcjonujące, ludzkie Węgry, europejskie, prawdziwie wolne, niezależne i suwerenne Węgry – podkreślał znaczenie wyborów Peter Magyar.
Magyar w swoim wystąpieniu wielokrotnie atakował Orbána za ścisłą współpracę jego gabinetu z Kremlem.
– Czarno na białym okazało się, że minister spraw zagranicznych Orbána reprezentuje rosyjskie interesy. Upadł tak nisko, że 37 lat później [po swoich postulatach z 1989 r. – red.] zaprasza Rosjan, 70 lat po rewolucji 1956 roku. Są tu agenci i wysłannicy GRU, rosyjskiego wywiadu wojskowego, pod przykrywką dyplomatyczną. Mają zadanie i misję siania zamętu czy prowadzenia operacji dezinformacyjnej z użyciem materiałów kompromitujących i sfabrykowanych wideo – mówił Magyar.
Lider opozycji: Nie chcemy „Huxitu", chcemy zdrowej gospodarki
Nawiązywał zarazem do próby skompromitowania go rzekomymi taśmami z hotelowego pokoju. Kilka tygodni temu opublikowano witrynę, na której widnieje stopklatka z pokoju hotelowego oraz odliczanie. Brudna kampania miała uderzyć w Magyara, jednak lider opozycji „rozbroił” rzekomą bombę, opowiadając, co się miało na niej znaleźć. Ostatecznie rzekomych taśm nie opublikowano.
Magyar przestrzegał także zgromadzonych przed widmem wyjścia Węgier z Unii Europejskiej. Mimo że Fidesz żyje z UE w bardzo złych stosunkach, partia formalnie nie forsuje postulatu „Huxitu”. Ten jednak jest sztandarowym hasłem skrajnie prawicowej „Mi Hazánk”, która ma szansę na przekroczenie progu wyborczego.
– Byliby zdolni sprzymierzyć się nawet z partią Mi Hazánk. Doskonale wiemy, co by to oznaczało: wyprowadzenie naszej ojczyzny z Unii Europejskiej. Huxit oznaczałby, że stracimy unijne fundusze, a przedsiębiorcy i rolnicy z komitatu Hajdú-Bihar również. Stracilibyśmy pieniądze, za które moglibyśmy odnowić nasze szpitale – mówił Magyar.
Lider TISZY obiecał również uzdrowienie węgierskiej gospodarki i ochrony zdrowia, uruchomienie śledztw w sprawie nadużyć Fideszu. Magyar apelował również do mieszkańców Püspökladány i innych mniejszych ośrodków, aby nie bali się lokalnych włodarzy i „lokalnych kacyków”, którzy szantażują ich utratą pracy czy przydziału drewna na opał.
Zastraszeni obywatele
Te słowa Petera Magyara polskiemu czytelnikowi mogą wydawać się mimo wszystko zaskakujące. Jednak już chwila spędzona na poszukiwaniu rozmówców wśród mieszkańców Püspökladány obecnych na wiecu ilustruje, że strach jest realny.
Po bardzo długim szukaniu rozmówców na rozmowę zgodził się przy zachowaniu anonimowości około dwudziestoletni mężczyzna.
– Ludzie boją się udzielać wywiadów, komukolwiek. Strach przed utratą pracy jest realny. To małe miasto, gdzie wszyscy się znają i nietrudno byłoby zidentyfikować, kto przeciwstawia się władzy – mówił rozmówca.
Dodał również, że klimat polityczny wokół premiera Węgier kieruje ludzi do poszukiwania alternatywy.
– Węgrzy są bardzo zdeterminowani. Na tyle, że apeluje się, aby do urn wyborczych przynieśli ze sobą swoje długopisy, bo nigdy nie wiadomo – komentował uczestnik wiecu.
Dlaczego Peter Magyar jest bardziej wiarygodny niż dawna opozycja?
Inny, dwudziestokilkuletni uczestnik wiecu tłumaczył, dlaczego Magyar jawi się jako pierwsza realna alternatywa od lat.
– Przez ostatnie cztery lata mieliśmy tu chyba jedną z największych inflacji w całej Europie i to naprawdę zmieniło standard życia na Węgrzech. Poza tym był tu bardzo niepopularny lider opozycji, Ferenc Gyurcsány, który ustąpił niedawno, może rok temu. Zniknął więc z polityki, a Magyar, lider tej partii, nie połączył z nim swoich sił. To różnica w stosunku do poprzednich wyborów, ponieważ wcześniej Ferenc Gyurcsány zawsze był częścią opozycyjnej siły, która miała pokonać Orbána. Był on głównym czynnikiem dla wielu opozycyjnych wyborców, którzy właśnie z jego powodu nie głosowali na opozycję, na przykład w 2022 roku – tłumaczy uczestnik.
Gyurcsány to były premier, który w 2006 roku zasłynął niesławnym powiedzeniem o okłamywaniu wyborców o każdej porze dnia i nocy. Po jego kadencji władzę objął Orbán i nie oddał jej aż do dziś.
– Magyar podróżuje po wioskach i miastach. Przez ostatnie dwa lata organizował wiece w całym kraju. Myślę, że to już drugi czy trzeci raz, kiedy jeździ po kraju i odwiedza setki miast oraz wiosek. Poprzednia opozycja nie robiła żadnej z tych rzeczy. Jest też bardzo popularny, ponieważ uważam, że ludzie nie postrzegają go jako członka establishmentu. Był prominentnym członkiem partii Fidesz, ale ludzie aż tak wiele o nim nie słyszeli. Nie był aż tak obecny w społecznej świadomości – tłumaczy popularność Magyara mój rozmówca.
Na koniec dodaje, że wierzy w wygraną Magyara, ale jest świadomy, że nie będzie cudotwórcą.
– Jeśli nie zdobędą większości konstytucyjnej, to nie jestem pewien, czy rząd TISZA przetrwa do następnych wyborów. A jeśli osiągną większość konstytucyjną w parlamencie, to wiele po tym oczekuję – zmiażdżenia korupcji, oddania kraju z powrotem ludziom, zmiany wielu praw i postawienia gospodarki z powrotem na nogi. Mam bardzo wysokie oczekiwania, ale nie jestem naiwny. więc jeśli zdobędzie superwiększość, istnieje szansa, że jej nadużyje, tak jak robił to w przeszłości Orbán – kwituje mój rozmówca.
Végh: Siłą Magyara była aktywność w terenie i własna agenda
Jeszcze przed finałowymi wiecami rozmawiałem z węgierską ekspertką think-tanku European Council on Foreign Relations Zsuzsanną Végh o scenariuszach na końcówkę kampanii i pierwsze godziny po wyborach.
– Nie liczyłabym na to, że w ostatniej chwili decyzję podejmą niezdecydowani wyborcy, których do tej pory nie udało się przekonać. Wszystkie te ostatnie wydarzenia kampanijne mają dziś już wyłącznie jedno zadanie: wsparcie mobilizacji. Zarówno opozycja, jak i partia rządząca starają się po prostu upewnić, że do urn pójdzie jak największa liczba ich zdeklarowanych zwolenników. Na tym etapie to wyłącznie gra mobilizacyjna, nie ma już przestrzeni na nowe argumenty. Chodzi tylko o to, by fizycznie zmobilizować swoich sympatyków do oddania głosu – nie ma wątpliwości Végh.
Zsuzsanna Végh wskazuje również na kluczowe czynniki, które sprzyjały Magyarowi w kampanii wyborczej.
– Kluczowe okazało się to, że lider opozycji, Péter Magyar, nie wdawał się w jałowe dyskusje z Orbánem. Z jednym czy dwoma wyjątkami po prostu ignorował ataki ze strony premiera i konsekwentnie realizował własną agendę. Bardzo skutecznie omijał narracyjne pułapki rządu, co w ogólnym rozrachunku przyniosło mu świetne efekty. Drugim kluczowym elementem była jego niesamowita aktywność w terenie: Magyar nieustannie jeździł po całym kraju. Ta fizyczna obecność i bezpośrednie zaangażowanie ogromnie wzmocniły jego wiarygodność oraz zdolność do porywania za sobą tłumów – mówi Zsuzsanna Végh.
Ekspertka: Wyniki będą "na żyletki"
Analityczka przewiduje również napięcia w pierwszych godzinach po publikacji wyników.
– Spodziewam się, że w wielu okręgach wyniki będą niezwykle zbliżone, co stworzy przestrzeń do ich podważania i domagania się ponownego przeliczenia głosów. Orbán z pewnością spróbuje przynajmniej przeciągnąć w czasie proces przekazania władzy, aby sprawdzić, czy zdoła odwrócić sytuację na swoją korzyść. Jeśli jednak TISZA zdobędzie zwykłą większość, to Orbán – po wcześniejszym utrudnieniu samego oddania władzy – może ostatecznie ustąpić. Pozwoliłoby mu to zachować wizerunek demokratycznego przywódcy. Zostawiłby jednak w systemie państwowym tyle politycznych „min”, że w krótkim czasie prawdopodobnie byłby w stanie wrócić do władzy – kwituje ekspertka ECFR.
Główne wnioski
- Niedzielne wybory parlamentarne na Węgrzech charakteryzują się wyjątkowo wysokim zainteresowaniem obywateli, a przewidywana frekwencja może sięgnąć nawet osiemdziesięciu procent. Ostateczne wyniki ukształtują się w warunkach braku ciszy wyborczej oraz braku sondaży publikowanych tuż po zamknięciu lokali. Obie główne siły polityczne poświęciły ostatnie dni kampanii wyłącznie na maksymalną mobilizację swoich zdeklarowanych zwolenników.
- Główny rywal obecnego premiera, Péter Magyar z partii TISZA, zbudował poparcie poprzez intensywną kampanię w mniejszych miejscowościach oraz odcięcie się od dawnych liderów opozycji. Jego retoryka opierała się na ostrzeganiu przed zacieśnianiem relacji rządu z Rosją oraz przed wizją ewentualnego wyjścia państwa z Unii Europejskiej. Zdaniem uczestników wiecu, sukces tego polityka wynika w dużej mierze z bezpośredniego kontaktu z wyborcami oraz unikania medialnych starć słownych z obozem władzy.
- Głosowaniu towarzyszy zauważalny strach części obywateli przed politycznymi lub ekonomicznymi represjami ze strony lokalnych władz. Zsuzsanna Végh przewiduje zbliżone wyniki na poziomie okręgów, co może rodzić napięcia oraz potencjalne wnioski o ponowne przeliczanie kart do głosowania. Jej zdaniem nawet w przypadku wygranej opozycji proces przekazania władzy może zostać celowo wydłużony i utrudniony przez ustępujący gabinet.