Kategorie artykułu: Biznes Polityka Świat

Wiceszef MSZ: Mocno stawiamy na Azję. Dzięki niej awansujemy wśród największych gospodarek (WYWIAD)

Wzmocnienie relacji z państwami azjatyckimi da nam awans na rozgrywającego w Europie, a częściowo także na świecie – mówi XYZ wiceminister spraw zagranicznych Władysław T. Bartoszewski. Wyjaśnia też, dlaczego Polska nie chwali się swoją strategią wobec Azji.

Władysław Teofil Bartoszewski
Wiceszef MSZ Władysław T. Bartoszewski wyjaśnia, że region Azji i Pacyfiku jest niezbędny do realizacji strategii zakładającej awans gospodarczy Polski z pozycji dwudziestej gospodarki świata. Fot. Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego Polska coraz aktywniej działa na najludniejszym kontynencie świata, jak duży jest jej globalny potencjał i jaką rolę współpraca z Azją może odegrać w dalszym rozwoju naszego kraju.
  2. Jakie jest stanowisko MSZ w sprawie polityki gospodarczej Chin, ich sojuszu z Rosją, rozwoju relacji z Tajwanem, partnerstwa z Indiami i polityki Rosji w krajach Globalnego Południa.
  3. Jaką rolę na arenie międzynarodowej Polska ma pełnić w perspektywie kolejnych dekad i które kraje mogą być wzorem do naśladowania.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

O tym, że XXI wiek ma być „azjatyckim stuleciem”, zaczęło się mówić blisko 40 lat temu. Sformułowanie to spopularyzowali chiński przywódca Deng Xiaoping i premier Indii Rajiv Gandhi. Koniec ubiegłego wieku to okres głębokich reform w Chinach i Indiach oraz czas szybkiego rozwoju „azjatyckich tygrysów”. To wtedy do grona krajów rozwiniętych dołączyły Korea Południowa, Tajwan, Hongkong i Singapur.

Europejski zwrot w stronę Azji przyszedł jednak później i zbiegł się z ujawnieniem mocarstwowych ambicji Pekinu. Od tego czasu na arenie międzynarodowej doszło do tektonicznych zmian. Światowa ekspansja gospodarcza i polityczna Państwa Środka, jego rywalizacja z USA, coraz większe ambicje modernizujących się Indii oraz rosnące bogactwo innych krajów największego z kontynentów zmieniają światowy układ sił.

Polska, zajęta nadrabianiem dystansu do państw wysokorozwiniętych, przez blisko dwadzieścia lat nie miała pomysłu na kontakty z dalekowschodnimi partnerami. Dziś zaczyna patrzeć na kraje Azji i Pacyfiku jako na partnerów, a na ich rynki jak na przestrzeń swojej ekspansji gospodarczej.

Rząd stawia na Azję

Tomasz Augustyniak: Panie ministrze, podobno bardzo pan polubił indyjską herbatę?

Władysław T. Bartoszewski, sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych: W Indiach to rzecz podstawowa – żeby nawiązać dobre znajomości, trzeba wspólnie wypić mnóstwo herbaty. Bywam w Delhi trzy albo cztery razy w roku, więc masala ćai piję regularnie. Już teraz jestem uważany za głównego promotora relacji z Indiami w polskim MSZ, ale kilka dni temu, kiedy indyjski minister spraw zagranicznych wyjeżdżał z pałacu prezydenckiego w Warszawie, powiedział mi na pożegnanie, że powinienem odwiedzać go jeszcze częściej.

Silniejsza obecność w Indiach i gdzie indziej w Azji to część nowej polskiej strategii. Ale umieśćmy ją w szerszym kontekście. Ewidentnie się bogacimy. W ostatniej dekadzie rozwijaliśmy się szybciej niż większość państw europejskich, a także choćby Korea Południowa czy Tajwan. Wyprzedzamy kolejne kraje pod względem wielkości PKB, wartość polskiej gospodarki przekroczyła niedawno bilion dolarów. Ale jeśli spojrzeć na Unię Europejską jako całość, to w ciągu ostatnich dwudziestu lat jej udział w światowym PKB spadł z prawie 26 proc. do 18 proc. Za dziesięć lat ma być jeszcze o kilka punktów procentowych mniejszy, bo kraje Globalnego Południa rosną o wiele szybciej. Jak Polska odnajdzie się na arenie międzynarodowej jako rosnący w siłę kraj w słabnącej Europie?

Jako rząd od 2023 r. bardzo mocno postawiliśmy na Azję i Pacyfik. Uznaliśmy, że warto aktywniej działać na kontynencie odpowiadającym za ponad 40 proc. światowego PKB w ujęciu siły nabywczej i na którym żyje ogromna część ludności świata. To kontynent, który nie tylko ma najwyższy wzrost gospodarczy, ale też trzy z pięciu największych gospodarek, a w dodatku kluczowe połączenia handlowe, łańcuchy dostaw i krytyczne surowce. Co więcej, my i nasi azjatyccy partnerzy czujemy się w podobnym stopniu zagrożeni trwającymi zmianami geopolitycznymi i odnajdujemy coraz więcej wspólnych interesów. Dlatego uważamy Azję za przyszłościowy kierunek.

Dobre nastawienie

Nasz rozmówca

Władysław T. Bartoszewski

Sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Doktor antropologii, wykładowca, biznesmen i były menedżer w międzynarodowych instytucjach finansowych. Od 2023 r. nadzoruje prace Departamentu Azji i Pacyfiku oraz Departamentu Współpracy z Polonią i Polakami za Granicą. Doktorat w dziedzinie antropologii kulturowej uzyskał na Uniwersytecie Cambridge, jest też magistrem antropologii i historii na Uniwersytecie Warszawskim.

W latach 1985-1991 był samodzielnym pracownikiem naukowym na Uniwersytecie Oksfordzkim i Uniwersytecie w Warwick. W latach 1997-2000 pracował w amerykańskim banku inwestycyjnym JP Morgan, następnie był m.in. dyrektorem zarządzającym w ING Barings, dyrektorem generalnym Credit Suisse w Polsce oraz prezesem Domu Maklerskiego PGE. Prowadził także działalność doradczą przy transakcjach na rynku kapitałowym, fuzjach i przejęciach oraz restrukturyzacjach w Europie Środkowo-Wschodniej.

XYZ

Nie mamy też kolonialnej przeszłości, która utrudniałaby relacje w tej części świata. Wietnamczycy uważają nas za serdecznych przyjaciół dzięki pomocy, którą dostarczaliśmy im w czasie wojny. Jako jedno z pierwotnie czterech, a dziś trzech państw neutralnych uczestniczymy też w nadzorze nad przestrzeganiem zawieszenia broni na Półwyspie Koreańskim i dziś jako jeden z nielicznych krajów Zachodu mamy ambasadę zarówno w Korei Południowej, jak i Północnej.

Azjaci coraz częściej widzą w nas także wzór do naśladowania. Z kompletnego bankruta z ogromną inflacją i wysokim bezrobociem, którym byliśmy jeszcze w 1991 r., przeistoczyliśmy się w nominalnie dwudziestą gospodarkę świata. W dodatku nie zwalniamy. W drugim kwartale br. nasz wzrost wyniósł 3,9 proc. To cztery razy więcej niż w Niemczech! Zamiast drugą Japonią, w której wzrost jest umiarkowany, staliśmy się minitygrysem.

Odpowiedni moment

Czy nie za późno się zorientowaliśmy, że nasze myślenie było zbyt transatlantyckie, a za mało globalne?

Obudziliśmy się do myślenia globalnego w odpowiednim momencie. Nie mogliśmy działać w ten sposób wcześniej, bo nie dało się tego robić bez wystarczającego kapitału. To prawda, że są mniejsze kraje, które to robią. Singapur od dawna inwestuje na całym świecie, ale może sobie na to pozwolić, bo ma dwa państwowe fundusze majątkowe liczące w sumie półtora biliona dolarów. To więcej niż cała nasza gospodarka, która jest dziś warta 1,1 bln dolarów. Singapurczycy grają globalnie z powodu swojej sytuacji geograficznej, ale przede wszystkim dzięki zasobom nieprawdopodobnej wielkości.

W rankingu gospodarek jesteśmy mniej więcej na dwudziestym miejscu, ale przepaść między nami a szczytem tego zestawienia wciąż jest gigantyczna.

Po okresie nadrabiania zaległości i budowania kapitału teraz wreszcie zaczynamy prowadzić globalne interesy. Ale czy sami siebie uważamy za globalnego gracza, za mocarstwo regionalne? Jak się pozycjonujemy?

Jesteśmy państwem o średnim potencjale globalnym. Nie możemy porównywać się geopolitycznie z Rosją, Chinami, Stanami Zjednoczonymi czy nawet z Indiami. Pozycjonujemy się jako równorzędni sojusznicy państw takich jak Japonia, Korea Południowa, Australia czy Singapur i chcemy z nimi współdziałać. Trzeba przy tym zaznaczyć, że musimy dobrze rozumieć, w której lidze gramy. W rankingu gospodarek jesteśmy mniej więcej na dwudziestym miejscu, ale przepaść między nami a szczytem tego zestawienia wciąż jest gigantyczna. Kolosalna jest nawet różnica potencjałów między drugą gospodarką świata, czyli Chinami, a Indiami, które za kilka lat mają się znaleźć na trzeciej pozycji. Jesteśmy dziś jednak o tyle globalni, że pogłębiamy relacje z bardzo wieloma państwami na całym świecie. Nawet tymi, które nie bardzo się lubią.

Z każdym rozmawiamy

Na przykład z Indiami i Pakistanem?

Tak. Albo z dwoma państwami w rejonie Cieśniny Ormuz, które de facto prowadzą ze sobą wojnę zastępczą: Arabią Saudyjską i Iranem. Z rządem w Rijadzie utrzymujemy bardzo dobre stosunki, a za cztery lata przypada setna rocznica ich oficjalnego nawiązania. Relacje dyplomatyczne z Iranem mamy od ponad 550 lat. Nie odrzucając kluczowego dla nas sojuszu z USA, zacieśniamy więzy także z innymi państwami średniej wielkości. Oprócz wymienionych wcześniej także np. z Indonezją, Wietnamem czy Filipinami. W tym roku zostaliśmy członkami Traktatu o Przyjaźni i Współpracy w Azji Południowo-Wschodniej. To szybko rozwijający się region liczący ponad 700 mln mieszkańców. Wspólnie będziemy mieli znacznie większą siłę przebicia.

Utrzymujemy i będziemy utrzymywać kontakty z rozmaitymi partnerami, żeby budować w naszej polityce głębię strategiczną. Jednocześnie nie chcemy się angażować w żadne regionalne konflikty. Wyjątkiem jest oczywiście wojna rosyjsko-ukraińska, bo jesteśmy ewidentnie, otwarcie i konsekwentnie po stronie napadniętej Ukrainy.

Strategia tylko niepubliczna

Dywersyfikacja sojuszów na całym świecie jest faktem i brzmi bardzo dobrze, ale jest tu pewien deficyt. Polska nie ma strategii wobec krajów regionu Azji i Pacyfiku czy bardzo starannie ją ukrywa?

Mamy strategię.

Chodzi mi o konkretny dokument. Istnieje pięcioletnia strategia polityki zagranicznej, jest strategia rozwoju Polski do 2035 r., ale dokumentu programowego pokazującego założenia polityki wobec Chin, Indii, Afryki czy Azji i Pacyfiku – nie ma. Takie dokumenty opublikowały Niemcy, Holandia i Francja. Od 2022 r. strategię wobec Pekinu mają także Czechy. Wielka Brytania ogłosiła zwrot ku Indo-Pacyfikowi, Niemcy podkreślają derisking w kontekście relacji z Chinami. Nie sugeruję, że Polska zawsze powinna robić to samo, co jej sojusznicy, ale dlaczego nie mamy podobnego dokumentu?

Niemcy publicznie ogłosili grubą, kilkudziesięciostronicową strategię, podczas gdy Anglicy mają krótką, ale niepubliczną. Skłaniam się raczej ku podejściu angielskiemu. Mamy swoją wewnętrzną politykę w stosunku do Chin, ale nie będziemy jej publikować. Obecnie finalizujemy prace nad wytycznymi polskiej polityki zagranicznej wobec Indo-Pacyfiku do 2030 r. Tego dokumentu też nie planujemy upubliczniać, ale chętnie opowiemy o jego założeniach kierunkowych.

Są priorytety i rozeznanie

Na czym polega w takim razie szersza strategia azjatycka?

W regionie Azji i Pacyfiku mamy jasne priorytety i dobre rozeznanie. Koordynujemy nasze działania między resortami. Osobiście omawiam je z ministerstwem aktywów państwowych, ministerstwami rozwoju, obrony narodowej i energii, a w niektórych sprawach także z MSWiA. To ważne, że jesteśmy w stanie myśleć na kilka lat naprzód o naszych celach i potrafimy to harmonizować na poziomie rządu. Dyskutujemy to też z nielicznymi w Polsce think tankami i ośrodkami naukowymi w Azji, ale nie uważam, aby to musiały być publiczne dyskusje. Ogłaszanie paruset stron deklaracji nie ma sensu. Strategię trzeba mieć, ale nie każdy musi ją znać. W przypadku partnerów w Pekinie od 1949 r. Polska konsekwentnie prowadzi politykę jednych Chin. Zwracam przy tym uwagę, że ta zasada nie wyklucza niepolitycznych relacji z Tajwanem, choćby podpisania kontraktu na produkcję w Polsce aut elektrycznych przez firmę Foxconn, która nota bene jest ogromnym inwestorem w ChRL.

Chińska porcelana

Z Pekinem się nie udało, bo chciał zbyt wiele?

Po trzech latach negocjacji na temat budowy fabryk samochodów elektrycznych z firmami z Chin doszliśmy do ściany. Chińczycy nie zgadzali się na żaden transfer technologii ani na to, żeby oprogramowanie tych aut było niechińskie. Dla nas to było nieakceptowalne i w ciągu czterech miesięcy zawarliśmy kontrakt z firmą tajwańską. Na pytanie mojego odpowiednika w Pekinie jak mogliśmy podpisać cokolwiek z Tajpej, odpowiedziałem, że Foxconn ma przecież zakłady produkcyjne zarówno na Tajwanie, jak i w Chinach kontynentalnych. Skoro obecność tajwańskich firm nie jest problemem w ChRL, to nie powinna być nim też w Polsce. Takie stanowisko zostało zaakceptowane.

Nasze stosunki z Chinami muszą być pragmatyczne. To nie jest przyjaźń, miłość ani relacja oparta na emocjach, tylko konkretne interesy.

Ma pan poczucie, że gdybyśmy ogłosili strategię wobec Indo-Pacyfiku, rozdrażniłoby to Chiny, bo musiałyby się w niej znaleźć zapisy, z których wynika, że nie mamy tych samych interesów i nie patrzymy na świat w taki sam sposób?

Chiny doskonale zdają sobie z tego sprawę. Utrzymujemy z nimi dobre stosunki, ale mówimy też jasno na przykład o tym, że Konwencja Narodów Zjednoczonych o prawie morza jest z naszej perspektywy nienaruszalna. Mamy otwarte właściwe kanały komunikacji, które za pośrednictwem MSZ sięgają Xi Jinpinga. Gdy trzeba coś załatwić, skutecznie ich używamy.

Nieustanna praca

Tak jak wtedy, gdy trzeba było rozwiązać sprawę wojny hybrydowej na granicy z Białorusią?

Tak, na przykład tę kwestię. Byłem obecny przy części rozmowy prezydenta Andrzeja Dudy z przewodniczącym Xi w 2024 r. Pan prezydent poprosił Xi Jinpinga o interwencję u Łukaszenki, żeby przestał przepychać ludzi przez białorusko-polską granicę. Xi zapisał to sobie na kartce, a przy okazji mówiąc o prezydencie Dudzie, określił go mianem swojego przyjaciela. Takie gesty mają duże znaczenie w tym systemie kulturowym. Miesiąc później dowiedziałem się od szefa straży granicznej, że liczba prób nielegalnego przekroczenia granicy, których wcześniej było kilkanaście tysięcy miesięcznie, spadła o 90 proc. Ta tendencja nie utrzymała się niestety zbyt długo i nielegalni migranci wrócili na granicę, ale nadal mówimy tylko o kilkudziesięciu próbach miesięcznie. Ten przykład pokazuje, że trzeba nad tą sytuacją nieustannie pracować, używając wielu możliwości, które ma Polska.

Jeśli białoruski reżim ponownie zacznie masowo kierować imigrantów na naszą wschodnią granicę, to znowu zamkniemy terminal przeładunkowy w Małaszewiczach tak jak w ubiegłym roku? Czy z faktu, że do Europy trafiają tamtędy kluczowe chińskie towary, możemy korzystać jako ze środka nacisku na Pekin?

W ubiegłym roku musieliśmy zamknąć Małaszewicze z powodu manewrów ZAPAD 2025, które były zagrożeniem dla Polski, i to właśnie zakomunikowaliśmy stronie chińskiej.

Dyplomacja to nie miłość

Podobno padła z naszej strony deklaracja, że bylibyśmy skłonni otworzyć jeszcze co najmniej jedno przejście, żeby z Syczuanu na Mazowsze trafiało więcej towarów. Czy rozbudowa Małaszewicz albo budowa kolejnych terminali kolejowych na granicy z Białorusią leży w polskim interesie?

To zależy, jakie towary byłyby tamtędy przewożone. Nasze stosunki z Chinami muszą być pragmatyczne. To nie jest przyjaźń, miłość ani relacja oparta na emocjach, tylko konkretne interesy. My coś zyskujemy, oni coś zyskują. Akceptujemy to, że Chiny są drugim najsilniejszym mocarstwem na świecie. Ale ich strategia gospodarcza sprzedaży wszystkiego za każdą cenę po to, żeby przejąć rynek, jest strategią nam nieprzyjazną. W lipcu w Unii Europejskiej zaczęło obowiązywać cło ryczałtowe w wysokości 3 euro za każdy towar w przesyłkach o wartości poniżej 150 euro sprowadzanych spoza UE. Chodzi o powstrzymanie zalewu Europy tanimi i niespełniającymi norm produktami z chińskich platform, które niszczyły naszych przedsiębiorców. To zaczyna przynosić efekty: statystyki pokazują, że liczba małych przesyłek z Azji gwałtownie spada.

Strategia gospodarcza sprzedaży wszystkiego za każdą cenę po to, żeby przejąć rynek, jest strategią nam nieprzyjazną.

Dzieli nas gospodarka...

Z powodu tego zalewu polscy przedsiębiorcy są coraz mniej przychylnie nastawieni do firm zza Wielkiego Muru. Przykładem są producenci AGD, mebli, firmy zajmujące się handlem internetowym i elektromobilnością, które tracą rynek. Dwa lata temu Polska opowiedziała się za podniesieniem unijnych ceł na chińskie auta elektryczne. Co jeszcze można zrobić?

Musimy patrzeć na tę sprawę realistycznie. Chińczycy chcą produkować jak najwięcej towarów, również tych wyrafinowanych technologicznie, i sprzedawać je poza swoimi granicami. Rząd w Pekinie próbuje zwiększyć wewnętrzną konsumpcję u siebie w kraju, ale ma z tym poważny problem. Dlatego eksportuje swoją nadwyżkę produkcyjną na rynki globalne. Amerykanie bronią się przed zalewem dalekowschodnich towarów przy pomocy ceł, więc celem stała się Europa.

Poza tym mamy do czynienia z drastyczną dysproporcją handlową. Nasza produkcja nigdy nie będzie tak tania jak chińska, bo nie stosujemy tych samych metod. Tym bardziej nie sprzedamy nikomu naszych towarów poniżej kosztów, tak jak to w wielu wypadkach robią Chińczycy. Nikt nie ma na to prostej recepty, ale mówimy jasno, że w sektorach wrażliwych Chińczycy do nas nie wejdą ze względów bezpieczeństwa. Chińskie elektryki nie są produkowane w Polsce także dlatego, że ich producenci chcieli mieć możliwość przesyłu danych w czasie rzeczywistym do Chin. Także nie bez przyczyny od tego roku obowiązuje zakaz wjazdu pojazdów chińskich koncernów na teren instalacji wojskowych.

...i polityka

Poza gospodarką z Chinami zaczęła nas też wyraźnie dzielić polityka. Różnimy się przede wszystkim w naszym stosunku do Rosji. Chiny tuż przed kremlowską inwazją na Ukrainę zawarły z Moskwą wszechstronne partnerstwo strategiczne określane jako „przyjaźń bez granic”. Generalnie pozytywny stosunek do niej mają też Indie, które uważają Rosję za sprawdzonego partnera. Oba te kraje stały się największymi nabywcami rosyjskiej ropy i gazu, w praktyce wspierając reżim Putina.

Podnosiliśmy ten temat. Chińczykom powtarzamy, że jesteśmy w pełni świadomi, że 90 proc. towarów podwójnego zastosowania trafia do Rosji właśnie przez ich kraj. Oni odpowiadają, że nic takiego nie ma miejsca, ale takie są wyniki naszych ustaleń. W przypadku Indii sytuacja jest zupełnie inna. Rozumiemy ich podejście do Rosji i dawnego Związku Radzieckiego. Z drugiej strony widzimy, że zaczynają patrzeć na Moskwę bardziej realistycznie. Dostrzegają, że Rosja traci swój status i nie ochroni ich przed Chinami, które kompletnie ją zwasalizowały.

Znamy Rosję

Moskwa stara się tymczasem zaprezentować jako liderka i rzeczniczka Globalnego Południa. Jak Polska może kontrować rosyjską narrację, będąc częścią „kolektywnego Zachodu”, który nie zawsze kojarzy się pozytywnie w Azji, Afryce czy Ameryce Południowej?

Rosja próbuje przedstawiać się jako rzecznik Globalnego Południa, ale najlepszą odpowiedzią na tę narrację są fakty. Kładziemy duży nacisk na budowanie odporności na dezinformację i manipulację, głównie w środowiskach dziennikarskich państw regionu. Nikt nie lubi być manipulowany i oszukiwany. Wspólnie z państwami partnerskimi – także Unią Europejską – chcemy skuteczniej ujawniać rosyjskie kłamstwa i hipokryzję, blisko współpracując i podejmując skoordynowane wspólne działania.

Jednocześnie opowiadamy własną historię. Polska przez dziesięciolecia doświadczała rosyjskiego imperializmu i kolonializmu. Dopiero odzyskanie pełnej suwerenności pozwoliło nam uwolnić potencjał naszego społeczeństwa i gospodarki. W ciągu zaledwie kilku dekad staliśmy się jedną z dwudziestu największych gospodarek świata między innymi dlatego, że zbudowaliśmy niezależność od Rosji. To doświadczenie jest zrozumiałe także dla wielu państw Globalnego Południa. Nie chcemy nikogo pouczać. Chcemy pokazywać, że suwerenność, odporność na presję zewnętrzną i możliwość samodzielnego wyboru własnej drogi rozwoju są uniwersalnymi wartościami. Polska jest wiarygodnym partnerem właśnie dlatego, że sama przeszła tę drogę.

Inwestycje z Tajwanu, Japonii i Singapuru

Wróćmy do Azji Wschodniej. Z raportu Środkowoeuropejskiego Instytutu Studiów Azjatyckich (CEIAS) wynika, że liczba wizyt dwustronnych państw Unii Europejskiej i Tajwanu w ciągu pięciu lat wzrosła pięciokrotnie. Wartość tajwańskich inwestycji w UE rośnie w podobnym tempie. Będziemy tę współpracę rozwijali?

Prowadząc politykę jednych Chin, nie utrzymujemy oczywiście kontaktów politycznych z Tajwanem. Prowadzimy za to wymianę kulturalną, naukową i gospodarczą i będziemy te pola rozwijali. Przykładem są planowane fabryki Foxconn w Jaworznie i na Dolnym Śląsku. Jeżeli, jak w przypadku wspomnianych samochodów elektrycznych, otrzymujemy nieakceptowalne propozycje z ChRL, a bardzo korzystne od producentów, którzy są na Tajwanie, to nie widzimy powodu, żeby z tego nie korzystać. Pamiętajmy też, że Foxconn to największy prywatny pracodawca w Chinach. Nasi partnerzy z Pekinu to akceptują. Mamy też zresztą przykłady innych polsko-tajwańskich inicjatyw gospodarczych. Rozwijany jest choćby projekt parku technologicznego na Pomorzu z udziałem Polsko-Tajwańskiej Izby Gospodarczej TAIPO, niedawno zapowiedziano też inwestycję firmy LiteOn w fabrykę technologii AI pod Warszawą.

Z którymi jeszcze państwami regionu Azji i Pacyfiku rozmawia pan o inwestycjach, które mogą pomóc nam w dalszym rozwoju?

Z ambasadorem Singapuru rozmawiamy prawie wyłącznie na ten temat. Tłumaczę mu, że właśnie awansujemy do wyższej ligi. To samo mówiłem półtora roku temu prezesowi japońskiego koncernu Hitachi. Kiedy zobaczył, jak zmieniamy państwo, jak rozwijamy infrastrukturę kolejową i drogową łączącą Bałtyk z południem kontynentu, po roku podpisał umowę na produkcję w Polsce pociągów we współpracy z PESA Bydgoszcz. W Indiach rozmawiałem na temat współpracy technologicznej, w tym związanej z bezpieczeństwem i obronnością. Istotnym jej obszarem jest sektor kosmiczny – nasze firmy są już obecne na rynku indyjskim, dostarczają tam elementy układów optycznych, systemów napędowych, a także planują budowę satelitów z partnerami indyjskimi. Z kolei Australia wydobywa metale ziem rzadkich, ale nie jest w stanie wszystkiego przetworzyć. Rozmawiamy o możliwości przerabiania ich przez nasz KGHM, który już teraz zajmuje się przetwórstwem rud miedzi i srebra.

Wyzwania dla Polski

Polska będzie się mierzyła w najbliższych dekadach z trzema wyzwaniami: bezpieczeństwem, nowym modelem rozwoju i demografią. Jak polityka zagraniczna może pomóc w stawieniu czoła tym wyzwaniom?

Bezpieczeństwo to kluczowa sprawa. Oprócz bycia ważnym członkiem NATO zawieramy też sojusze bilateralne, które je wzmacniają. Mamy bardzo bliskie stosunki z Francją, Wielką Brytanią, Rumunią, Czechami, krajami Skandynawii i z państwami bałtyckim. Zawsze będziemy blisko ze Stanami Zjednoczonymi, bo są naszą największą gwarancją bezpieczeństwa. Ale ta gwarancja nie wystarczy bez innych partnerów, nie tylko europejskich, ale również azjatyckich, którzy zapewniają nam głębię strategiczną. Mamy dzięki temu grono przyjaciół, którzy korzystają z podobnych rozwiązań w obronności i z którymi myślimy tak samo o światowym ładzie.

Jedyną obroną przed powstaniem nowych stref wpływów, kontrolowanych przez trzy największe mocarstwa jest akceptacja, że prawo międzynarodowe jest nadrzędne, że granic nie zmienia się siłą oraz to, że państwa średniej wielkości będą to solidarnie popierały.

Jak zatrudniać cudzoziemców

W Polsce podobnie jak we wszystkich innych państwach wysokorozwiniętych, spada dzietność i liczba ludności. Rząd podjął decyzję, że nie będziemy uzupełniali braków na rynku pracy przez masową imigrację. Jak w praktyce zmieniła się polityka imigracyjna od czasów słynnej afery wizowej? Jakie wytyczne dostali konsulowie, którzy wydają cudzoziemcom wizy?

Liczba wydawanych wiz się zmniejszyła, bo jest większa kontrola nad tym, kto je dostaje. Nie ingerujemy w prace konsulów, ale powiększamy ich liczbę, odkąd zrezygnowaliśmy z outsourcingu procesu wydawania pozwoleń wjazdowych. Mamy obecnie najtwardszą politykę imigracyjną w Europie i skutecznie ograniczamy przepływ ludzi niepożądanych do strefy Schengen. Jednocześnie chcemy, żeby przyjeżdżali do nas wysoko wykwalifikowani pracownicy. To nas łączy z partnerami w Azji, bo oni także nie chcą wysyłać tu taniej siły roboczej, tylko ludzi wykształconych, którzy przyczynią się do rozwoju Polski, a później wrócą do swoich krajów i będą szkolili innych.

Jak zostać rozgrywającym

Czy MSZ ma wizję Polski za 10 albo 20 lat? Kim chcemy się stać na arenie międzynarodowej?

Chcemy być rozgrywającym członkiem Unii Europejskiej i głównym punktem kontaktowym dla państw średniej wielkości z Azji i Pacyfiku. Jesteśmy najbardziej dynamiczną gospodarką UE i mam nadzieję, że to się nie zmieni. Zaabsorbowaliśmy wiele nowych technologii szybciej niż nasi sąsiedzi. Polski system finansowo-bankowy jest znacząco lepiej zorganizowany i nowocześniejszy niż niemiecki. Jesteśmy też liderami w dziedzinie cyfryzacji państwa i zaczynamy eksportować nasze własne technologie. Cały czas obstajemy przy tym, żeby w nie inwestować, bo to nam da przewagę gospodarczą w przyszłości.

Tylko czy nie pokona nas starzenie się społeczeństwa i spadek liczby ludności?

Demografia nie jest domeną MSZ, możemy tylko wskazywać kierunki, z których da się czerpać ludzi do pracy. Ale proszę zwrócić uwagę, że chociaż Tajwan jest małą, dwudziestomilionową wyspą, to w pewnych dziedzinach technologiczny gigant. Podobnie sprawy mają się z jeszcze mniejszym Singapurem, a my nie jesteśmy przecież tacy mali. Będziemy rozwijać się w dziedzinach, w których jesteśmy w stanie zaoferować wartość dodaną i w których możemy być najlepsi na świecie. Jesteśmy uważani za najlepszych w Europie w dziedzinie technologii optycznych, jesteśmy też dobrzy budowie małych satelitów. Mamy gigantyczną liczbę informatyków i to właśnie dzięki ludziom jesteśmy w pierwszej szóstce na świecie w dziedzinie cyberbezpieczeństwa. STEM, czyli nauki ścisłe, przyrodnicze i nowoczesne technologie, stoją u nas na wysokim poziomie. Powinniśmy iść w tym kierunku, zamiast organizować masową imigrację pracowników do zbierania malin.

I w tym pomoże współpraca z Azjatami?

Azja i Pacyfik to region absolutnie niezbędny, abyśmy awansowali z globalnej dwudziestej pozycji na wyższą i żebyśmy byli jednym z rozgrywających w Europie, a częściowo także na świecie.

Główne wnioski

  1. Pogłębianie współpracy z krajami regionu Azji i Pacyfiku ma wzmocnić bezpieczeństwo Polski i pomóc jej w dalszym rozwoju. Azja jest przyszłościowym kierunkiem ze względu na swój potencjał ludnościowy i gospodarczy, zaś nad Wisłę trafia coraz więcej inwestycji z tej części świata. Polska ścieżka rozwoju może być też inspiracją dla azjatyckich partnerów – mówi wiceminister spraw zagranicznych Władysław T. Bartoszewski. Warszawa rozpatruje swoją politykę zagraniczną w kategoriach globalnych i pozycjonuje się jako równorzędny partner państw o średnim potencjale, takich jak Japonia, Korea Południowa, Singapur czy Australia. Chcąc uniknąć powstania na świecie stref wpływów kontrolowanych przez trzy największe mocarstwa, kraje średniej wielkości muszą solidarnie popierać nadrzędność prawa międzynarodowego i nienaruszalność granic – dodaje rozmówca XYZ.
  2. Polska utrzymuje dobre i pragmatyczne stosunki z Chinami, oparte na wzajemnych korzyściach. Warszawa i Pekin różnią się jednak w swoim stosunku do Rosji, z którą Chiny zawarły ścisłe partnerstwo strategiczne i której de facto udzielają pomocy gospodarczej. Wiceszef MSZ podkreśla też nienaruszalność oenzetowskiej konwencji o prawie morza w kontekście roszczeń Pekinu do Morza Południowochińskiego. Jak podkreśla, rząd w Warszawie przestrzega polityki jednych Chin, ale nadal będzie zacieśniał swoje stosunki gospodarcze z Tajwanem. Przykładem tego trendu są planowane fabryki tajwańskich firm Foxconn i LiteOn. Chińska strategia gospodarcza powodująca zalew Europy tanimi produktami jest strategią nam nieprzyjazną, zaś chińskie firmy nie będą mogły inwestować w polskie sektory wrażliwe – deklaruje Władysław T. Bartoszewski. Jak dodaje, Polska nie poda do publicznej wiadomości swojej strategii wobec państw Azji. „Strategię trzeba mieć, ale nie każdy musi ją znać” – mówi wiceszef MSZ.
  3. Mimo kłopotów demograficznych rozwój własnych technologii współpraca technologiczna z krajami Azji oraz sprowadzanie stamtąd wyselekcjonowanej grupy wysoko wykwalifikowanych pracowników ma pomóc Polsce w dalszym awansie gospodarczym. Bartoszewski porównuje Polskę do Tajwanu, który mimo małych rozmiarów jest technologicznym gigantem. „Chcemy być rozgrywającym członkiem Unii Europejskiej i głównym punktem kontaktowym dla państw średniej wielkości z Azji i Pacyfiku” – podkreśla dyplomata.