Kategorie artykułu: Biznes Newsy

Wózek kolejowy do przewozu czołgów może powstać w Polsce. Szansa dla polskich producentów?

Łukasiewicz – Poznański Instytut Technologiczny opracował projekt wózka kolejowego, który mógłby przewozić ładunki ponadnormatywne, w tym także czołgi, wykorzystywane przez NATO. To szansa dla polskich producentów taboru, którzy do tej pory nie budowali podobnych pojazdów. Państwo bazowało na niemieckich wózkach. Projekt ma strategiczne znaczenie w kontekście toczącej się za granicami Polski wojny w Ukrainie.

Czołgi na lawetach pociągowych
Kolej na wojnę. Polski instytut opracował rozwiązanie dla armii. Na zdj. pociąg wojskowy z transportem niemieckich czołgów. Fot. Sean Gallup/Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Na czym opiera się prototyp trzyosiowego wózka kolejowego, opracowany przez Łukasiewicz – Poznański Instytut Technologiczny.
  2. Na jakim etapie jest konstrukcja i dlaczego mogłaby przysłużyć się wojsku.
  3. Kto potencjalnie byłby zainteresowany budową podobnego pojazdu.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Konstruktorzy Łukasiewicz – Poznańskiego Instytutu Technologicznego (PIT) opracowali projekt trzyosiowego wózka kolejowego (typ 37TN), przeznaczonego do transportu ładunków ponadnormatywnych, rzędu 60-70 ton. Pozwoliłoby to na przewożenie najcięższych czołgów, wykorzystywanych przez armie państw NATO.

Pojazdy mogłyby również służyć sektorowi cywilnemu np. do wożenia magazynów energii czy maszyn przemysłowych. Wózek umożliwia jazdę z prędkością do 100 km/h przy maksymalnym załadunku, opróżniony – do 120 km/h.

Prace nad wózkiem trzyosiowym były prowadzone w Łukasiewicz – PIT od 2023 r. Projekt był finansowany z państwowej subwencji. Jest już gotowy do wdrożenia.

Po co Polsce wózki do wożenia czołgów

– W obecnej sytuacji geopolitycznej rośnie znaczenie sprawnego i bezpiecznego transportu bardzo ciężkiego sprzętu wojskowego. Kolej jest w tym obszarze kluczowa, najlepiej nadaje się do przewozu ładunków ponadnormatywnych. Ważne jest również to, aby Polska była w tym zakresie niezależna, czyli stawiała na krajową naukę i przemysł, które wspólnie są w stanie wygenerować potrzebne rozwiązania do przewozu ciężkiego sprzętu o masie powyżej 60 ton – komentuje dr Mateusz Domagała z Poznańskiego Instytutu Technologicznego.

Dotychczas czołgi i ciężki sprzęt w Polsce przewożono głównie na platformach opartych na standardowych, dwuosiowych wózkach – czyli układach biegowych, na których osadzone są wagony, lokomotywy czy platformy. Obciążenie na jeden zestaw kołowy nie przekracza 22,5 ton.

Innowacyjność projektu konstruktorów z Łukasiewicz – PIT polega przede wszystkim na zastosowaniu trzech osi w wózku przy zachowaniu lekkiej, ale wytrzymałej konstrukcji. Zastosowany w specjalnym wagonie może umożliwić przewóz każdego czołgu znajdującego się w NATO. Nacisk byłby optymalnie rozłożony na tor, przy zachowaniu limitu 22,5 ton na oś, co pozwoliłoby przewieźć ładunki cięższe niż 60-70 ton.

Przed wjazdem na polskie tory, wózek, jak każdy pojazd, musiałby przejść procedurę homologacji. Jak wyjaśnia dr Mateusz Domagała, projekt 37TN przygotowano zgodnie z wymaganiami TSI, co ułatwia certyfikację i dopuszczenie do ruchu. Oznacza to, że procedury homologacyjne mogłyby ruszyć równolegle z budową prototypu.

Najpierw polscy producenci

Projekt jest już w pełni gotowy, spełnia wymagania najnowszych Technicznych Specyfikacji Interoperacyjności (TSI) i ma kompletną dokumentację konstrukcyjną oraz utrzymaniową. Instytut prowadzi rozmowy z potencjalnymi partnerami biznesowymi.

Badacze z Łukasiewicz – PIT chcieliby, aby pierwszeństwo w wyprodukowaniu pojazdu mieli polscy producenci taboru.

– Po pierwsze, polska produkcja wagonów sześcioosiowych i wózków trzyosiowych byłaby wzmocnieniem krajowych kompetencji przemysłowych. Po drugie, rozwiązanie zostało opracowane ze środków publicznych, dlatego zależy nam, aby w pierwszej kolejności skorzystał na nim polski przemysł. I po trzecie, produkt ma potencjał eksportowy i może pozwolić polskim firmom konkurować z zachodnimi producentami w segmencie specjalistycznych wagonów do ładunków ponadnormatywnych – tłumaczy dr Mateusz Domagała.

Produkt ma potencjał eksportowy i może pozwolić polskim firmom konkurować z zachodnimi producentami w segmencie specjalistycznych wagonów do ładunków ponadnormatywnych.

Obecnie żaden z polskich producentów nie zajmuje się budową wagonów sześcioosiowych, a tym bardziej wózków trzyosiowych.

– Brakuje w Polsce wagonów, którymi można transportować naprawdę ciężkie towary. Zaletą naszego wózka jest to, że jego zastosowanie nie ma charakteru wyłącznie militarnego, a może być stosowany w transporcie cywilnym. Skorzysta na nim polski przemysł, który będzie mógł konkurować z zachodnimi producentami – komentuje Tomasz Antkowiak z Łukasiewicz – PIT, który wraz z zespołem skonstruował wózek.

Którzy producenci chcieliby wdrożyć projekt w życie? Na pewno byłby on mniej interesujący dla producentów taboru pasażerskiego jak Pesa czy Newag. Zupełnie inaczej wygląda jednak sytuacja w przypadku producentów taboru towarowego. Projektem zainteresowane jest, chociażby przedsiębiorstwo Polski Tabor Szynowy-Wagon z Ostrowa Wielkopolskiego. Jak mówi nam przedstawicielka firmy, trwają rozmowy o tym przedsięwzięciu.

Dr Mateusz Domagała nie ukrywa, że dla polskich producentów zachętą do wzięcia udziału w projekcie mógłby być sygnał od Ministerstwa Obrony Narodowej. Czekamy na odpowiedź resortu.

Wojsku z koleją po drodze. A raczej po torze

– Od rozpoczęcia wojny w Ukrainie liczba transportów wojskowych wzrosła prawie dwukrotnie. W zeszłym roku było to 850 pociągów z transportem wojskowym, nie licząc pociągów, które transportowały szeroko pojętą pomoc humanitarną. To jest praktycznie dwa razy tyle, co przed wojną i pandemią – mówił w lutym podczas Kongresu Infrastruktury Obronnej Polski Krzysztof Grünke, dyrektor Centrum Zarządzania Ruchem Kolejowym w PKP PLK.

O transport kolejowy i jego zastosowanie w wojsku zapytaliśmy m.in. byłego Szefa Sztabu Generalnego, gen. Mieczysława Cieniucha.

– Jest ważny, bo pozwala manewrować siłami, zapasami na różnych kierunkach i zasilać wojsko. Z kolei transport kolejowy jest stosunkowo tani w porównaniu z transportem lotniczym, który jest szybszy, ale kosztowny. W okresie konfliktu transport lotniczy jest ponadto niebezpieczny, bo samoloty łatwo zidentyfikować i zniszczyć. A sieć transportowa kolei jest w Polsce rozległa i łatwo odtwarzalna – mówi gen. Mieczysław Cieniuch.

Przy sprawnych służbach czas odtworzenia odcinka kolejowego można liczyć w godzinach, a nie dniach, czy tygodniach.

Jednocześnie pozwala na przemieszczanie materiałów i zapasów i nie wymaga też wielu ludzi do jego obsługi. W przypadku transportu kolejowego potrzeba, jak mówi generał, jednej, dwóch osób na cały skład.

Szybkość i manewrowość – największe atuty kolei

Były Szef Sztabu podkreśla też inne atuty ruchu kolejowego. Łatwo z jego pomocą przechowywać zapasy w wagonach. Ale przede wszystkim manewrować składami, unikając lokalizacji i zniszczenia.  

– Mieliśmy kiedyś dobrze rozbudowane wojska kolejowe. Niewiele z tego zostało, bo nie było takiej potrzeby. Mamy system wojskowego nadzoru nad koleją, ale jest uśpiony w czasie pokoju – mówi oficer.

Apeluje zarazem, by nie porównywać Polski z Rosją, choć w Federacji Rosyjskiej wojska kolejowe są osobnym, niezwykle rozbudowanym rodzajem sił. Czy tak powinno być w Polsce? Zadajmy to pytanie byłemu Szefowi Sztabu Generalnego.

Wojskowy transport
1991 r., wycofanie wojsk radzieckich z Polski. Rosyjski sprzęt wojskowy wyjeżdżał także koleją. Fot. PAP/Jerzy Undro

Wojska kolejowe w Polsce? „Nie malujmy torów na zielono”

– Nie te standardy. Pamiętajmy, że jest coś takiego, jak militaryzacja gospodarki narodowej. Na czas „W” wchodzi w inny tryb, zapewniając w pierwszej kolejności realizację zadań na rzecz obronności państwa. I według mnie to jest właściwe i sensowne – mówi generał.

Jego zdaniem, utworzenie nowego bytu, np. tzw. brygady kolejowej nic nie zmieni.

– Torów, że tak to ujmę, nie pomaluje się na zielono. Wagony nie będą stały w czasie pokoju w wojskowych garażach, bo byłoby to nieopłacalne i kosztowne. Jaki sens miałoby np. kupienie jakiejś liczby lokomotyw i pomalowanie jej wzorem wojskowego kamuflażu? Dlatego nie robiłbym jakichś szczególnych zakupów, tylko dbał o dobre plany mobilizacyjne gospodarki i przeszkolenie osób, które mają się zajmować wykonaniem tych planów – podkreśla gen. Mieczysław Cieniuch.

I dodaje, że w całej Europie Zachodniej mamy jednolitą i ustandaryzowaną szerokość torów kolejowych. To sprawia, że pociągi z Polski byłyby dostosowane do poruszania się po krajach Europy Zachodniej. Gorzej byłoby z tym na wschodzie.  

Batalion czołgów to 60 przyczep, ciągników siodłowych i kierowców. A pociąg? Jeden

O ekonomice transportu kolejowego mówi były szef Eurokorpusu, gen. broni Jarosław Gromadziński.

– Dam prosty przykład: aby przerzucić np. batalion, czyli 60 czołgów, potrzebowalibyśmy albo 60 wagonów, albo 60 naczep niskopodwoziowych i 60 ciągników siodłowych. Dodajmy do tego niezbędnych ludzi, także do ochrony transportu. Rachunek ekonomiczny jest w tym wypadku prosty – podsumowuje gen. Jarosław Gromadziński.

Twórca i pierwszy dowódca 18 Dywizji zmechanizowanej z Siedlec wskazuje, iż z naszego punktu widzenia, z punktu widzenia państwa frontowego, transport kolejowy jest bardzo ważny. Dlaczego? Bo będzie gwarantował zaopatrzenie wojsk.

Weźmy pod uwagę, że w czasie wojny, jak mówi generał, ukraiński transport kolejowy jest bardziej punktualny i lepiej zorganizowany niż polski w czasie pokoju. Uważa, że najważniejsze teraz, w czasie pokoju, w odpowiedni sposób przygotować infrastrukturę.

– Nasza infrastruktura kolejowe jest dziś w dużym stopniu zelektryfikowana. A Rosjanie zaczynają dziś na Ukrainie razić cele kolejowe, ponieważ wiedzą, że to dobry i efektywny środek transportu w warunkach wojennych – mówi gen. Jarosław Gromadziński.

Generał Gromadziński: Drony na tory!

Dlatego w pierwszej kolejności potrzeba nam dzisiaj lokomotyw niezależnych od zasilania z trakcji elektrycznej. A także, co może wydawać się mniej oczywiste… tzw. udronowienia składów.

– Potrzeba wyposażenia składów, także w czasie pokoju, w drony. Takie, które będą mogły rozpoznawać torowiska i ich stan. W razie potrzeby ostrzec na czas załogę, że np. na torowisku doszło do aktu sabotażu lub dywersji. Z takimi aktami już mieliśmy w Polsce do czynienia. Dlatego uważam, że we flocie kolejowej powinniśmy utrzymywać przede wszystkim zapas lokomotyw spalinowych. W czasie pokoju też jest on istotny – podkreśla oficer.

Główne wnioski

  1. Trzyosiowy wózek kolejowy typu 37TN opracowali konstruktorzy z Łukasiewicz – Poznański Instytut Technologiczny i jest on już gotowy do wdrożenia. Instytut prowadzi rozmowy z polskimi producentami taboru, aby pierwsi mogli wyprodukować wózki i wykorzystać je do transportu czołgów NATO oraz innych ładunków ponadnormatywnych.
  2. Znaczenie transportu wojskowego koleją rośnie. Liczba transportów wojskowych w Polsce niemal się podwoiła, co potwierdzają dane PKP PLK. Sprawny transport kolejowy jest tańszy, trudniejszy do zniszczenia i bardziej efektywny logistycznie niż alternatywy drogowe czy lotnicze.
  3. Sygnał ze strony Ministerstwa Obrony Narodowej mógłby przyspieszyć komercjalizację projektu. Eksperci podkreślają, że równie ważne jak sam tabor jest przygotowanie infrastruktury, w tym utrzymanie lokomotyw spalinowych i zabezpieczenie torów. W warunkach konfliktu elastyczność i możliwość szybkiego odtworzenia sieci kolejowej mają strategiczne znaczenie.