Kategorie artykułu: Biznes Technologia

Współzałożyciel Liftero: nasz przemysł kosmiczny jest coraz bardziej widoczny (WYWIAD)

Liftero to polska spółka produkująca silniki do satelitów. Jej współzałożyciel Przemysław Drożdż mówi, jak będzie wyglądało IPO firmy, ocenia też sytuację polskiego przemysłu kosmicznego.

Przemysław Drożdż COO i współzałożyciel Liftero
Przemysław Drożdż, COO firmy Liftero, chce, by w pięć lat na orbicie pracowało ponad tysiąc napędów jego firmy. Fot. Liftero

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Czym zajmuje się firma Liftero.
  2. Kiedy może nastąpić IPO firmy.
  3. Jak wygląda sytuacja polskiego przemysłu kosmicznego.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Andrzej Mężyński, XYZ: Firma Liftero zajmuje się produkcją innowacyjnych systemów napędowych nowej generacji. Czy może pan wyjaśnić, czym one są?

Przemysław Drożdż, współzałożyciel i COO Liftero: To chemiczne systemy napędowe wykorzystujące nietoksyczne paliwa. Zakłada się, że wszystkie systemy satelitarne potrzebują napędu, jeśli chcą dostarczać na Ziemię jakościowe dane czy w ogóle realizować założenia misji w kosmosie. Mówimy tu np. o nowych zastosowaniach, jak serwisowaniu w kosmosie czy kapsułach powrotnych, a także licznych konstelacjach satelitarnych np. do obserwacji Ziemi. Nasz produkt ma wiele przewag nad konkurencją – został m.in. zaprojektowany w taki sposób, by można go było łatwo i efektywnie wytwarzać w dużej skali.

Warto wiedzieć

Przemysław Drożdż został wyróżniony w rankingu „Forbesa"

Przemysław Drożdż — współzałożyciel i COO Liftero. Absolwent Mechatroniki na AGH w Krakowie oraz zarządzania na Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. W latach 2016–2019 aktywny członek i prezes koła naukowego AGH Space Systems, odpowiedzialnego m.in. za silniki rakietowe i rakiety. W 2019 roku współzałożył firmę Progresja Space, która świadczyła usługi dla branży kosmicznej, realizując kontrakty dla Europejskiej Agencji Kosmicznej. Natomiast w 2023 roku założył Liftero, firmę produkującą autorskie napędy satelitarne dla klientów z całego świata, jednocześnie kontynuując współpracę projektową z ESA. Wyróżniony w rankingu „Forbesa" 30 under 30 w 2023 roku.

Liftero

Dlaczego to takie ważne?

Do tej pory projekty satelitarne były realizowane w sposób powolny i z reguły powstawały jednostkowe sztuki. Teraz coraz więcej klientów planuje wynieść na orbitę tak zwaną konstelację satelitów. Mówimy więc nawet o kilkuset sztukach. Nasz system od początku projektowaliśmy tak, aby można go było produkować seryjnie dla „klienta konstelacyjnego”.

Do tego coraz więcej firm wybiera satelity z napędem chemicznym, a nie elektrycznym. Głównie ze względu na to, że koszt wynoszenia ładunku w przestrzeń kosmiczną jest coraz niższy, więc satelity znów stają się coraz większe, a im większy satelita, tym bardziej naturalnym wyborem ze względu na większy ciąg jest napęd chemiczny.

Może pan wymienić jakichś klientów? Produkujecie napędy dla dużych producentów czy dla mniejszych firm?

Celujemy z naszym produktem w dość szeroki zakres wielkości satelitów. Od około 30 kg do pół tony, więc wchodzimy już w segment średnich urządzeń. Nie obsługujemy – póki co – segmentu tych największych satelitów, ale też liczbowo nie ma ich zbyt wiele. W marcu zawarliśmy kontrakt z OrbitAID z Indii, do którego dostarczymy w tym roku dwa systemu napędowe składające się z ponad 10 silników. Wartość tej umowy przewyższa nasze przychody za cały ubiegły rok.

Napędy powstają w Polsce?

Tak, w zdecydowanej większości są one produkowane w Polsce. Najważniejsze komponenty robimy u siebie w firmie. Nasz zespół stworzył cały projekt – od mechaniki po software. Jedynie ok. 10-15 procent całego systemu napędowego jest sprowadzane od zewnętrznych dostawców. Nie są one też objęte żadnymi ograniczeniami eksportowymi.

Mamy więc dużą łatwość, by takie systemy produkować w większej skali. Napędy zresztą zostały tak zaprojektowane, by nie było w nich żadnych podsystemów, które są stricte przeznaczone do zastosowań w kosmosie.

Dlaczego?

To nam pozwala działać w dużo szerszym zakresie dostawców, jak choćby komponenty automotive. Komponenty stricte kosmiczne są trudniej dostępne i często przyczyniają się do opóźnień w zamówieniach – my takie ryzyko eliminujemy. Było to możliwe dzięki opracowaniu komory spalania z unikalnym chłodzeniem regeneracyjnym. Nagrzewa się ona maksymalnie do 300 stopni, co w naszej branży jest ewenementem. Dzięki temu nie musimy kupować drogich komponentów przystosowanych do pracy w temperaturach przekraczających 1000 stopni, jak np. nasza konkurencja.

Co jest celem waszego wejścia na giełdę?

Szczegóły oferty i cele emisji przedstawimy w memorandum. Mogę tylko powiedzieć, że w tej ofercie publicznej będzie mogło wziąć udział szerokie grono inwestorów. W naszych planach rozwojowych jest przede wszystkim skalowanie i zwiększanie mocy produkcyjnych, bo widzimy duży popyt na nasze rozwiązanie.

Kiedy można spodziewać się memorandum?

Będziemy informować o tym w oficjalnych komunikatach. Podtrzymujemy natomiast chęć debiutu jeszcze przed wakacjami, więc odpowiednio wcześniej musielibyśmy wyjść do rynku z ofertą.

Wchodzicie na szeroki rynek czy na NewConnect?

Planujemy debiut na NewConnect w najbliższych miesiącach, natomiast docelowo widzimy się pośród spółek notowanych na rynku głównym GPW.

Wracając do polskiego przemysłu kosmicznego: zaskakująco dobrze się rozwija. Jesteście wy, Creotech, ICEYE. Można powiedzieć, że Polska staje się centrum europejskiego podboju kosmosu?

Dynamika wzrostu jest duża. Firm jest o wiele więcej niż te, które pan wymienił. Natomiast – w mojej opinii – mamy jeszcze co gonić. Ewenementem jest to, że polskie spółki kosmiczne coraz częściej wybierają giełdę jako źródło finansowania. Uważam, że to może być nasza przewaga w skali europejskiej. Spółki kosmiczne na świecie, zwłaszcza amerykańskie, z reguły są na giełdzie, a w Europie firmy częściej pozostają w rękach prywatnych.

Można też powiedzieć, że medialnie nasz przemysł jest coraz bardziej widoczny. Firmy w Europie dostrzegają i doceniają tempo, w jakim Polska zdołała przejść z roli dostawcy podsystemów do kraju, który potrafi integrować całe satelity z wykorzystaniem krajowych podmiotów.

Czemu akurat teraz?

Najpierw te spółki musiały powstać, stworzyć struktury, zbudować produkt, trafić z nim do potencjalnego klienta. Teraz wreszcie te kontrakty się realizują. Tak jednak, choć z różną dynamiką, dzieje się w wielu miejscach na całym świecie. O ile więc wiele czynników sprawia, że w Polsce faktycznie możemy myśleć poważnie o kosmosie, to do światowej czołówki jeszcze nam daleko. Tempo wzrostu jest jednak zadowalające. Jeśli będzie tak dalej, to możemy w przyszłości plasować się w czołówce państw, w których gospodarka kosmiczna może generować spory procent PKB. Dziś jesteśmy już krajem, którego składka do Europejskiej Agencji Kosmicznej plasuje nas na 8. miejscu, to wyżej niż np. Holandia, Finlandia czy Portugalia.

A jak pan widzi rozwój przemysłu kosmicznego? Chiny mówią o centrach danych w kosmosie...

Jest to efekt szukania nowych modeli biznesowych, które są oparte na rozwiązaniach kosmicznych. Do tego jest to medialne, ale czy będzie miało sens ekonomiczny, dopiero się okaże. Na pewno pomysł takich orbitalnych instalacji wydaje się idealnym połączeniem dwóch sektorów, które są teraz modne – kosmos i sztuczna inteligencja. Wciąż jednak przed tą technologią stoi wiele wyzwań. Pytanie brzmi jednak, jaka byłaby realna przewaga takich centrów danych nad infrastrukturą naziemną. Cieszy mnie za to jedna rzecz.

Jaka?

Jeżeli takie centra danych będą powstawać, to będzie to napędzać budowę nowych satelitów i zwiększać popyt zarówno na nowe systemy, jak i na ich serwisowanie. A to zwiększy popyt na sprzęt Liftero.

Gdzie pan widzi siebie i firmę za pięć lat?

Mamy zdefiniowany cel, do którego dążymy. Budujemy warstwę transportową nowej gospodarki kosmicznej. Produkujemy systemy napędowe, które są zaprojektowane dla tysięcy satelitów. Naszą miarą sukcesu jest to, by na orbicie pracowało tysiąc naszych napędów. Nie wiążemy tego dziś z konkretną datą, ale to jest kierunek naszego rozwoju, który wpływa na podejmowane decyzje. Chciałbym, żeby za pięć lat Liftero było wiodącą firmą w skali światowej, a nasze produkty stały się standardem napędowym dla satelitów.

Główne wnioski

  1. Liftero rozwija chemiczne systemy napędowe dla satelitów oparte na nietoksycznych paliwach. Projektuje je z myślą o seryjnej produkcji i zastosowaniu w rosnących konstelacjach satelitarnych. Firma stawia na skalowalność oraz przewagi technologiczne, które pozwalają obniżać koszty i upraszczać proces produkcji.
  2. Polski przemysł kosmiczny rozwija się dynamicznie i zyskuje na znaczeniu w Europie, m.in. dzięki rosnącej liczbie firm oraz coraz większej zdolności do integracji całych satelitów. Jednocześnie sektor wciąż ma dystans do światowej czołówki, choć jego tempo wzrostu oraz rosnąca rola giełdy jako źródła finansowania mogą w przyszłości stać się jego przewagą.
  3. Spółka planuje debiut na NewConnect w najbliższych miesiącach, a w dalszej perspektywie chce przenieść się na rynek główny GPW, traktując giełdę jako źródło finansowania rozwoju i skalowania działalności.