Kategorie artykułu: Polityka Świat

Wybory prezydenckie w Brazylii: weteran Lula kontra młody Bolsonaro. Starcie dwóch światów

Centrolewicowy prezydent Luiz Inácio „Lula” da Silva ubiega się o czwartą kadencję. Jego główny rywal, senator Flávio Bolsonaro, walczy o powrót swojej rodziny do władzy. Wynik tego starcia przesądzi o kierunku, w którym podąży największa gospodarka Ameryki Łacińskiej.

Luiz Inácio Lula da Silva, prezydent Brazylii
Na zdjęciu Luiz Inácio Lula da Silva, prezydent Brazylii, wita zwolenników podczas uroczystości upamiętniającej trzy lata od próby zamachu stanu Jaira Bolsonaro. Syn tego ostatniego – Flávio Bolsonaro – walczy z nim teraz o fotel prezydenta największej gospodarki Ameryki Łacińskiej. Fot. Ton Molina/ Bloomberg via Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Kim są główni kandydaci w wyścigu o urząd prezydenta Brazylii.
  2. Dlaczego sama wygrana w wyborach prezydenckich to za mało, by móc sprawnie rządzić tym krajem.
  3. Jakie kwestie najbardziej interesują Brazylijczyków w tej kampanii wyborczej.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Odbywające się w niedzielę 4 października w Brazylii wybory prezydenckie są jednymi z najważniejszych w tym roku na świecie.

W wieku 80 lat Luiz Inácio „Lula” da Silva ubiega się o czwartą kadencję prezydencką. Ma za sobą długą karierę, ukształtowaną w dużej mierze przez zacięte protesty robotnicze, śmiałe reformy społeczne i liczne batalie sądowe. Były tokarz, który w czasach dyktatury wojskowej na fali protestów wokół São Paulo wyrósł na charyzmatycznego przywódcę związkowego, został w 1980 roku jednym ze współtwórców centrolewicowej Partii Pracujących. To jedna z wiodących sił politycznych w kraju. Podczas swojej pierwszej prezydentury w latach 2003–2010 z powodzeniem wykorzystał dobrą koniunkturę. Napędzało ją ożywienie na globalnych rynkach surowców. „Lula” rozbudował programy społeczne. Inicjatywy te, szerzej znane jako Bolsa Família (z portugalskiego „zasiłek rodzinny”), pomogły milionom Brazylijczyków wyrwać się z ubóstwa. To właśnie ten dorobek pozostaje głównym filarem jego politycznej siły.

Trudne sprawy

Później na jego karierze cieniem położyły się sprawy korupcyjne związane z głośnym śledztwem Lava Jato (z portugalskiego „myjnia samochodowa”). Wyroki te zamknęły mu drogę do startu w wyborach prezydenckich w 2018 roku, choć wcześniej uważany był za ich faworyta. On sam spędził w więzieniu 580 dni. W 2021 roku Sąd Najwyższy ostatecznie unieważnił te decyzje, uznając, że sąd wydający orzeczenia nie był właściwy do rozpoznania tych spraw. Z kolei w odrębnym orzeczeniu uznano, że Sergio Moro, sędzia prowadzący sprawę dotyczącą nadmorskiego apartamentu, nie zachował w trakcie procesu należytej bezstronności. Choć uchylenie wyroków przywróciło Luli prawo startu w wyborach, samo w sobie nie przesądzało o jego niewinności. Ostatecznie powrócił do władzy w 2022 roku, pokonując w drugiej turze Jaira Bolsonaro.

Nie do końca planowana sukcesja

Głównym rywalem obecnego prezydenta jest 45-letni Flávio Bolsonaro. To senator ze stanu Rio de Janeiro, lider prawicowo-populistycznej Partii Liberalnej i najstarszy syn byłego prezydenta Jaira. Kandyduje z poparciem ojca, kreując się na bardziej umiarkowanego kontynuatora jego polityki. W czasie swojej prezydentury w latach 2019–2022 Jair Bolsonaro zasłynął m.in. znaczącą liberalizacją dostępu do broni palnej i sprzeciwem wobec restrykcji pandemicznych. Za jego rządów przyspieszyło również wylesianie Amazonii, której roślinność odpowiada za 30 proc. naturalnej absorpcji dwutlenku węgla.

Flávio Bolsonaro, kandydat na prezydenta Brazylii. To senator ze stanu Rio de Janeiro, lider prawicowo-populistycznej Partii Liberalnej i najstarszy syn byłego prezydenta Jaira.
Flávio Bolsonaro, kandydat na prezydenta Brazylii. To senator ze stanu Rio de Janeiro, lider prawicowo-populistycznej Partii Liberalnej i najstarszy syn byłego prezydenta Jaira. Fot. Getty Images

Rodzinna sukcesja w tych wyborach nie wynika jednak z chęci przekazania dziedzictwa politycznego. To efekt przeszkód prawnych, które uniemożliwiają byłemu prezydentowi ponowny start w wyścigu o prezydenturę. W 2023 roku Bolsonaro senior utracił prawo do kandydowania w związku z nadużywaniem władzy i mediów publicznych. Ostatecznie został skazany na 27 lat i trzy miesiące więzienia za udział w spisku. Jego celem było niedopuszczenie do przekazania władzy po przegranych wyborach prezydenckich. Do wydarzeń tych doszło niemal dokładnie dwa lata po szturmie na waszyngtoński Kapitol przez zwolenników Donalda Trumpa. Rodzina Bolsonaro utrzymuje z prezydentem USA bliskie związki.

Problemy z prawem nie omijają też samego Flávio, wobec którego toczy się osobne śledztwo w sprawie korupcji i prania brudnych pieniędzy. Dochodzenie ma związek ze sfinansowaniem przez bankiera Daniela Vorcaro produkcji filmu o Jairze Bolsonaro. Miało to być elementem nielegalnego finansowania kampanii wyborczej. Flávio zaprzecza stawianym mu zarzutom. 

Sam pałac prezydencki nie wystarczy do rządzenia krajem

Brazylijski ustrój polityczny opiera się na systemie prezydenckim, charakterystycznym dla państw obu Ameryk. Oznacza to, że głowa państwa stoi jednocześnie na czele rządu, a jej mandat nie zależy od większości parlamentarnej. Prezydent i członkowie Kongresu wyłaniani są w odrębnych wyborach. W przeciwieństwie do szefów rządu w systemach parlamentarnych brazylijski przywódca nie potrzebuje wotum zaufania. Natomiast utrata większości w Kongresie nie prowadzi zazwyczaj do rychłej utraty urzędu.

Sam sposób wyboru głowy państwa różni się jednak od modelu amerykańskiego. W Brazylii nie funkcjonuje kolegium elektorów. O zwycięstwie decyduje wynik bezpośredniego głosowania w skali całego kraju. Kandydaci na prezydenta i wiceprezydenta startują w duecie. Głos oddany na pierwszego z nich jest automatycznie głosem na drugiego.

Aby zapewnić sobie zwycięstwo już w pierwszej turze, kandydat musi zdobyć ponad połowę ważnych głosów. Jeśli nikt nie przekroczy tego progu, dwójka polityków z najwyższym poparciem zmierzy się w drugiej turze. W tym roku została zaplanowana na 25 października.

Prezydencka kadencja trwa cztery lata. Konstytucja pozwala na sprawowanie urzędu najwyżej przez dwie kadencje z rzędu, ale nie ogranicza ich łącznej liczby w trakcie całej kariery politycznej. Właśnie dlatego Lula może ubiegać się o czwartą kadencję, która byłaby jego drugą z rzędu. W przypadku zwycięstwa nie będzie mógł jednak wystartować w wyborach w 2030 roku.

Centryści mogą potem z każdym

Wyraźny podział na dwa główne obozy w wyścigu prezydenckim nie oznacza, że w Brazylii funkcjonuje system dwupartyjny. Oprócz głowy państwa Brazylijczycy wybierają dzisiaj także wszystkich 513 członków Izby Deputowanych, 54 z 81 senatorów oraz gubernatorów 26 stanów i Dystryktu Federalnego Brasílii.

Proporcjonalna ordynacja w wyborach do izby niższej sprzyja wielopartyjności. Rozdrobnienie Kongresu sprawia natomiast, że prezydent musi najczęściej szukać poparcia także poza własnym ugrupowaniem. Istotną rolę w budowaniu większości odgrywa tzw. Centrão, czyli luźny blok formacji współpracujących z różnymi obozami prezydenckimi. W brazylijskich układankach powyborczych istotną rolę zwyczajowo odgrywa nie tylko zbieżność programowa czy stanowiska w rządzie, ale także podział funduszy na inwestycje lokalne.

Jak wyjaśniał we wrześniowym wywiadzie dla dziennika „Folha de S.Paulo” przewodniczący Izby Deputowanych Hugo Motta, zachowanie przez te partie względnej neutralności w wyborach prezydenckich daje im znacznie większą swobodę przy negocjowaniu ewentualnego udziału w przyszłym gabinecie.

W brazylijskiej polityce szczególne znaczenie ma skład Senatu. To właśnie ta izba zatwierdza między innymi prezydenckie nominacje do Sądu Najwyższego oraz orzeka w procedurze impeachmentu, która może zakończyć się odsunięciem głowy państwa od władzy. Ponieważ mandat senatora trwa aż osiem lat, rezultat głosowania zaważy na losach brazylijskiej polityki także po zakończeniu nadchodzącej kadencji prezydenckiej.

Brazylijczyków interesuje przede wszystkim ich własny portfel

Prezydent Lula regularnie zwraca uwagę w kampanii wyborczej na poprawę sytuacji gospodarczej i na rynku pracy. Najnowsze oficjalne dane z rynku pracy faktycznie pokazują, że stopa bezrobocia w trzymiesięcznym okresie do sierpnia spadła do 5,3 proc. Stanowi to najniższy odczyt dla tego okresu od początku prowadzenia statystyk w 2012 roku. Na dodatek ogólny wskaźnik poziomu zatrudnienia osiągnął za jego trzeciej prezydentury wręcz historyczny rekord. Mimo to ponad jedna trzecia pracujących Brazylijczyków wciąż funkcjonuje w szarej strefie.

To tłumaczy w dużej mierze wyniki badań, z których wynika, że sam wzrost liczby miejsc pracy nie daje Brazylijczykom poczucia finansowej stabilizacji. Jednocześnie odczyt inflacji z połowy września wskazał roczny wzrost cen na poziomie 4,47 proc. W ostatnim czasie przyczyniły się do tego przede wszystkim wyższe rachunki za energię elektryczną. Badania konsekwentnie potwierdzają, że dla brazylijskich wyborców kluczową kwestią nie są ogólne wskaźniki makroekonomiczne. Liczy się to, ile faktycznie zostaje im w portfelu po opłaceniu żywności, mieszkania oraz comiesięcznych rat kredytów.

W odpowiedzi na te nastroje społeczne kandydaci przedstawiają zupełnie odmienne propozycje rozwiązań. Lula stawia na dalsze inwestycje publiczne, wsparcie dla przemysłu i pomoc osobom zadłużonym. Zapowiada również skrócenie tygodnia pracy do 40 godzin oraz odejście od modelu, w którym na sześć dni roboczych przypada zaledwie jeden dzień wolny. W końcowej fazie kampanii jego rząd ogłosił program skupu przeterminowanych długów konsumenckich ze środków publicznych. Państwo ma odkupywać je od wierzycieli po obniżonej cenie, a następnie przenosić tę ulgę na dłużników, redukując ich zobowiązania finansowe.

Z kolei Flávio Bolsonaro proponuje obniżkę podatków, wznowienie prywatyzacji oraz likwidację co najmniej dziesięciu ministerstw. Zapowiada jednocześnie utrzymanie dotychczasowych programów socjalnych. W kwestii czasu pracy opowiada się za bezpośrednimi negocjacjami między pracodawcami a pracownikami zamiast odgórnego, ustawowego zniesienia modelu sześciu dni pracy i jednego dnia odpoczynku.

Kandydaci różnią się także w podejściu do bezpieczeństwa publicznego. Bolsonaro junior postuluje uznanie głównych grup przestępczych za organizacje „narkoterrystyczne”. Proponuje też obniżenie z 18 do 16 lat progu pełnej odpowiedzialności karnej. Program Luli kładzie z kolei nacisk na odcięcie zorganizowanej przestępczości od źródeł finansowania. Dodatkowo przewiduje usprawnienie wymiany informacji między służbami i ściślejszą kontrolę dostępu do broni palnej.

Ulotna przewaga urzędującego prezydenta

Przedwyborcze sondaże konsekwentnie wskazują na bardzo wyrównane starcie obu kandydatów z delikatnym wskazaniem na urzędującego prezydenta Lulę. Badanie instytutu AtlasIntel, zrealizowane dla agencji Bloomberg między 23 a 28 września, dawało Luli 45,3 proc., a Flávio 42,2 proc. poparcia w pierwszej turze. W symulacji drugiej tury wyniki okazały się niemal identyczne. Flávio uzyskał 47,7 proc., a Lula 47,6 proc. przy marginesie błędu na poziomie jednego punktu procentowego.

Z kolei sondaż ośrodka Meio/Ideia, opublikowany 30 września i przeprowadzony telefonicznie od 25 do 28 września na grupie 2 tys. wyborców, wskazywał na 39,4 proc. poparcia dla Luli i 38,4 proc. dla Flávio w pierwszej turze. W hipotetycznej dogrywce poparcie dla urzędującego prezydenta wyniosło 48,5 proc., a dla jego konkurenta 48 proc. Margines błędu to 2,2 punktu procentowego. Jednocześnie obaj politycy mierzą się ze znacznym elektoratem negatywnym. W przypadku każdego z nich aż 45 proc. badanych deklarowało, że w żadnych okolicznościach nie oddadzą na niego głosu. Jeśli zatem między pierwszą a drugą turą nie dojdzie do jakichś istotnych wahnięć sondażowych, Brazylijczycy wstrzymają oddech na całe najbliższe trzy tygodnie, czekając na rozstrzygnięcie, kto pokieruje ich krajem przez kolejne cztery lata.

Główne wnioski

  1. Sondaże wskazują bardzo wyrównany wyścig pomiędzy centrolewicowym Lulą, ubiegającym się o czwartą kadencję, a prawicowo-populistycznym Flávio Bolsonaro, synem byłego prezydenta Jaira, skazanego za udział w próbie zamachu stanu. Obaj kandydaci mają ogromny elektorat negatywny (45 proc.) i obciążenia w postaci afer korupcyjnych.
  2. Dużo bardziej niż ogólna poprawa sytuacji gospodarczej w kraju Brazylijczyków interesują ich własne portfele. W odpowiedzi na trudności finansowe obywateli Lula kusi interwencją państwa (państwowym skupem długów, ustawowym 40-godzinnym tygodniem pracy). Tymczasem Bolsonaro proponuje cięcia podatków, prywatyzację i większą swobodę gospodarczą.
  3. Choć prezydent pełni jednocześnie funkcję szefa rządu, samo zdobycie tego urzędu nie gwarantuje skutecznego sprawowania władzy. Zwycięzca wyborów będzie musiał najpewniej szukać porozumienia i podzielić się władzą z tzw. Centrão. To pragmatyczny blok partii centrowych, od których tradycyjnie zależy większość w brazylijskim Kongresie.