Zarabiał na kolędzie, wyjechał do Włoch z 50 euro. Rafał Majka opublikował wspomnienia
Rafał Majka błyszczał na Tour de France, a pod koniec kariery tworzył duet z Tadejem Pogačarem, jednym z najwybitniejszych kolarzy w historii. Już to wystarczyłoby na ciekawą książkę. Wszystko przebija jednak opowieść o Małopolsce z początku wieku – świecie, w którym wciąż zdarzało się pić wodę prosto ze studni.
Fot. Grzegorz Momot/PAP
Z tego artykułu dowiesz się…
- Na jaką kwotę opiewał pierwszy zawodowy kontrakt kolarski Rafała Majki.
- W jaki sposób Rafał Majka zarabiał jako ministrant.
- Jak Tadej Pogačar pożegnał Rafała Majkę kończącego zawodową karierę.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Nie był „Zawsze z przodu”, jak głosi tytuł książki wydanej przez Znak, bo też trasy wyścigów kolarskich nie składają się wyłącznie z morderczych podjazdów. A właśnie na nich Rafał Majka bywał najlepszy. Jest pierwszym i dotąd jedynym Polakiem, który wygrał klasyfikację górską Tour de France. Na płaskim radził sobie gorzej, m.in. dlatego, że przy wadze około 60 kg brakowało mu masy potrzebnej do rozwijania większej prędkości.
Kolarstwo to sport ekstremalny na dwa sposoby – ze względu na osiągane prędkości, ale też na wysiłek, do którego zawodnicy doprowadzają własne organizmy.
Jeden na kierownicy, drugi na siodełku
Majka wspomina, że po zdobyciu brązowego medalu na igrzyskach olimpijskich w 2016 r. zaczął podczas rozmowy z polskim dziennikarzem – sam nie wiedząc, dlaczego – odpowiadać po angielsku. Podczas Vuelta a España ścigał się w temperaturze sięgającej w słońcu niemal 50 st. C. Bywało też odwrotnie – zawodnicy zmagali się z hipotermią. Po jednym z wyścigów kolarzy przed wejściem pod prysznic obmywano myjkami ciśnieniowymi. Tak dużo błota mieli na sobie.
Opowieści Rafała Majki przypominają przy tym o gorzkiej prawdzie: jeśli ktoś chce odnieść sukces w zawodowym kolarstwie, sam trening nie wystarczy. Trzeba jeszcze urodzić się z ponadprzeciętnymi parametrami wydolnościowymi i siłowymi, a do tego mieć równie nietypową odporność psychiczną.
Niedawno Czesław Lang opowiadał w magazynie „GQ” o swoich początkach: „To były trudne testy. Siłownia i sprawdzanie, ile razy wypchniesz nogami ciężar. Moi koledzy wypychali po 50 razy, jeden wypchnął 60, no a wtedy, kurde, ja usiadłem do tej maszyny i dojechałem do 240”.
Rafał Majka również wyróżniał się pod tym względem – i to nie tylko podczas treningów. Jako 12-latek wybrał się z bratem i kolegą na rowerową wyprawę pełną podjazdów. Bratu zerwał się łańcuch, koledze pękła opona. Mały Rafał, który dopiero zaczynał trenować kolarstwo, przez kilkanaście kilometrów pedałował więc na stojąco, wioząc jednego z kompanów na siodełku, a drugiego na kierownicy. Dał radę. Kilka lat później, już jako początkujący zawodowiec, potrafił swoją siłą zaskakiwać nawet Alberto Contadora, wówczas jedną z największych gwiazd światowego kolarstwa.

Fot. Grzegorz Momot/PAP
Zegartowice na przełomie wieków
Rafał Majka wychował się w Zegartowicach, niewielkiej miejscowości położonej kilkadziesiąt kilometrów na południe od Krakowa. Prowadzący rozmowę dziennikarz Tomasz Kalemba – również pochodzący z tych stron – pyta go w pewnym momencie: „W czasach twojego dzieciństwa nie w każdym domu na wsi była bieżąca woda. Jak u was wyglądało życie codzienne?”.
To pytanie robi wrażenie, bo mówimy przecież o całkiem niedawnych czasach. Dzieciństwo Majki przypadło na lata 90. i początek XXI wieku. Urodził się 12 września 1989 r. – niemal dokładnie na starcie „nowej Polski”, w dniu, w którym Tadeusz Mazowiecki wygłaszał exposé. Kiedy więc Majka opowiada o dzieciństwie w Małopolsce, dostajemy również obraz punktu, z którego część Polski zaczynała transformację, oraz drogi, którą trzeba było później pokonać.
Majka wspomina gospodarstwo, ojca tracącego pracę i matkę, która zaczynała dzień o godz. 4.30. – Nie wiem, skąd ta kobieta miała tyle siły – mówi. Jest też historia pierwszych zarobionych pieniędzy. Tę warto przytoczyć w całości.
– Razem z bratem chodziliśmy jako ministranci do kościoła na Górę Świętego Jana. W czasie kolędy robiliśmy wszystko, żeby dostać najlepsze lokalizacje w parafii, bo można było wtedy zbić kokosy. Ale był jeden warunek: trzeba było mieć solidną frekwencję w kościele. Dlatego chodziliśmy na piechotę codziennie na szóstą rano – 2,5 km w jedną stronę. A potem jeszcze wieczorem. Sporadycznie zawoził nas tata. I tak przez miesiąc ładowaliśmy. Dzięki temu dostawaliśmy potem najlepsze tereny, gdzie można było dobrze zarobić. Mogliśmy sobie kupić porządne buty. Ale nam było jeszcze mało. Razem chodziliśmy też z szopką. Złoty czas. Aż do gimnazjum byłem ministrantem – opowiada Majka.
„Jak to nic nie jest, jak tu kość widać!”
Majka zarabiał jako ministrant, a równocześnie coraz poważniej trenował kolarstwo. Także tutaj nie brakowało mu odwagi, choć czasem graniczącej z brawurą. Na trening z chłopakami starszymi o prawie 10 lat nie zabrał żadnego jedzenia, mimo że do pokonania było 150 km.
– Zrobiłem to, ale uwierz, że zaraz po treningu piłem wodę prosto z wiadra ze studni. Taki byłem spragniony. Po drodze z głodu zrywałem jabłka z drzew – opowiada Kalembie Majka.
Studnia i jabłka wracają również we wspomnieniach z powrotów z boiska po godz. 22. Majka od dzieciństwa przyzwyczajał się też do bólu. Po jednej z kraks trener uspokajał jego matkę, że Rafałowi nic poważnego się nie stało. Ta spojrzała na rękę syna i odpowiedziała: „Jak to nic nie jest, jak tu kość widać!”.
Wielki skok
Do Włoch wyjechał jako 18-latek z 50 euro w kieszeni i telefonem doładowanym za 30 zł. Miało wystarczyć – chodziło przede wszystkim o to, by przetrwać do chwili, gdy trenerzy zobaczą, jak młody Polak radzi sobie na podjazdach.
Później przyszedł pierwszy zawodowy kontrakt – 50 tys. euro rocznie. Następne były już znacznie lepsze, z czasem zaczęły przekraczać milion euro (za rok). Majka odnosił sukcesy we wszystkich trzech Wielkich Tourach – Tour de France, Giro d’Italia i Vuelta a España. Żadnego z nich jednak nie wygrał. Sam przyznaje, że gdy występował jako lider zespołu, presja związana z oczekiwaniami drużyny potrafiła mu ciążyć.
Hołd od Pogačara
Nową rolę odnalazł w UAE Team Emirates, gdzie został jednym z najważniejszych pomocników Tadeja Pogačara. Pomagał Słoweńcowi zwyciężać w największych wyścigach świata i z bliska obserwował rozwój zawodnika, który wyrósł na największą gwiazdę współczesnego kolarstwa i bardzo mocnego kandydata do miana najwybitniejszego kolarza w historii.
– Fizjologiczne cudo – mówi o nim Rafał Majka.
On tak daleko nie zajechał, ale drogę pokonał na pewno nie mniejszą. Kiedy kończył zawodową karierę, Pogačar pożegnał go wyjątkowym gestem. Podczas ostatniego wyścigu zasalutował Majce, a później nazwał go w internecie „starszym bratem i mentorem”.
– Do wszystkich młodych: to ten, którego powinniście podpatrywać – napisał Pogačar.
Majka skończył karierę, bo obiecał to rodzinie. Skończył, choć władze zespołu z Emiratów oferowały podobno prawie milion euro za zmianę decyzji.
Główne wnioski
- W książce „Zawsze z przodu” Rafał Majka opowiada o swojej drodze na szczyt zawodowego kolarstwa. Jest jednym z najwybitniejszych polskich zawodników w historii – dwukrotnie wygrał klasyfikację górską Tour de France. Pokazuje również kulisy sportu wymagającego od zawodników ekstremalnej wydolności i odporności.
- Majka opisuje także świat, w którym dorastał – małopolską wieś lat 90. i początku XXI wieku. Do Włoch, gdzie rozpoczął międzynarodową karierę, wyjechał z 50 euro w kieszeni. Jego pierwszy zawodowy kontrakt opiewał już na 50 tys. euro rocznie.
- W ostatnich latach kariery Majka był jednym z najważniejszych pomocników Tadeja Pogačara. Gdy Polak kończył zawodowe ściganie, Słoweniec nazwał go „starszym bratem i mentorem” i wskazał go młodym kolarzom jako zawodnika, którego warto naśladować.



