Zwrot w sprawie reformy PIP. Decyzja premiera podzieliła koalicję i wcale nie „zamknęła” sprawy
To miała być prawdopodobnie największa rewolucja w prawie w 2026 r. Reformy Państwowej Inspekcji Pracy nie będzie, a już na pewno nie w takiej formie, jaką przewidywał projekt noweli. Premier zdecydował o zakończeniu prac. Projekt formalnie trafi do kosza, ale w praktyce decyzja szefa rządu sporu nie kończy.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego po ponad sześciu miesiącach prac projekt reformy PIP trafi teraz do kosza.
- Jaką wizję zmian na rynku pracy mają politycy, a jaką strona pracodawców i związkowcy reprezentujący pracowników.
- Jakie są możliwe scenariusze dotyczące (nie)wywiązania się polskiego rządu obietnic odnośnie walki z tzw. śmieciówkami.
Już w kwietniu 2025 r. w resorcie pracy powołany został zespół ds. reformy Państwowej Inspekcji Pracy (PIP). Efektem była ustawa, która po wakacjach ujrzała światło dzienne. Ustawodawca założył, że nowe kompetencje PIP wpiszą się w realizację kamieni milowych Krajowego Planu Odbudowy (KPO) zastępując oskładkowanie wszystkich umów cywilnoprawnych. Zamiast tzw. oskładkowania śmieciówek miała być możliwość przekształcenia ich w etaty.
Dla pracowników oznaczałoby to większą ochronę przed zwolnieniem, gwarancję prawa do urlopu i bezpieczeństwo socjalne w zakresie składek na ZUS. Dla pracodawców? Jak sami zauważają: głównie niepewność, ingerencję w prawo swobodnego kształtowania umów i ryzyko kontroli nawet pięć lat wstecz. Projekt zakładał bowiem w dużym uproszczeniu przyznanie inspektorom PIP możliwości przekształcenia umowy cywilnoprawnej w etat na drodze decyzji administracyjnej.
Plany reformy Państwowej Inspekcji Pracy
Na ponad 100 stronach zgłoszonych uwag i propozycji poprawek do ustawy główne pozycje zajmowała kwestia konstytucyjności zaproponowanych rozwiązań. Tu najczęściej przywoływano zasadę swobody kształtowania umów.
„Przeniesienie na poziom decyzji administracyjnej kwestii związanych z kształtowaniem treści umowy o pracę w ocenie Rządowego Centrum Legislacji może zostać uznane za naruszające konstytucyjne zasady: swobody prowadzenia działalności gospodarczej, wolności wyboru i wykonywania zawodu i wyboru miejsca pracy” – podało Rządowe Centrum Legislacji.
Strona pracodawców podzieliła te uwagi, pisząc także o niepewności związanej ze skutkami przekształcenia umów w ten sposób. Te bowiem wiążą się z dodatkowymi kosztami po stronie przedsiębiorców i zobowiązaniami względem ZUS-u czy organów podatkowych. Mało tego – wówczas pracodawca zobowiązany byłby do niezwłocznego przeszkolenia pracownika w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy przed dopuszczeniem go do pracy, skierowania na wstępne badania lekarskie czy udzielenia zaległego urlopu wypoczynkowego.
Kolejne organizacje reprezentujące biznes przedstawiały podobne uwagi. Choć resort wprowadzał poprawki, to były to zmiany kosmetyczne.
Premier o „przesadnej władzy w rękach urzędników”
Jeszcze 4 grudnia Stały Komitet Rady Ministrów przyjął projekt ustawy o reformie PIP. Dzień później Maciej Berek – przewodniczący Komitetu oraz minister ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu – przypominał w TVP Info, że projekt ma wypełnić kamień milowy KPO.
We wtorek 6 stycznia, przy okazji spotkania koalicji chętnych w Paryżu, premier Donald Tusk poinformował, że podjął decyzję o rezygnacji z prac nad tą reformą.
Przesadna władza dla urzędników, którzy będą decydowali o tym, jak się kto zatrudnia byłaby bardzo destrukcyjna dla bardzo wielu firm i mogłaby także oznaczać utratę pracy dla wielu ludzi. Tak wynika z mojej analizy.
– Przesadna władza dla urzędników, którzy będą decydowali o tym, jak się kto zatrudnia byłaby bardzo destrukcyjna dla bardzo wielu firm i mogłaby także oznaczać utratę pracy dla wielu ludzi. Tak wynika z mojej analizy. I dlatego w sposób bardzo twardy i z uzasadnionymi emocjami o tym mówiłem i tłumaczyłem paniom i panom ministrom, dlaczego widzę ryzyka z tym związane i podjąłem decyzję, żeby nie kontynuować pracy nad tego typu reformą. Sprawę uważam z mojego punktu widzenia za zamkniętą – powiedział premier Donald Tusk.
Nagła decyzja premiera
Sprawa jednak zamknięta nie jest, gdyż Polska wciąż zobowiązana jest spełnić kamienie milowe Krajowego Planu Odbudowy. Od tego zależy wypłata Polsce kolejnej transzy europejskich środków. Niezrealizowanie kamienia milowego może oznaczać nie tylko niewypłacenie Polsce części należnych pieniędzy, ale również kary.
3 stycznia 2026 r. marszałek sejmu Włodzimierz Czarzasty (Nowa Lewica) bronił w Polsat News reformy PIP, mówiąc o możliwych 11 mld zł kary za niewdrożenie kamienia milowego.
Jak wskazał ustawodawca reforma PIP stanowi częściową realizację kamienia milowego A71G „Wejście w życie reformy Państwowej Inspekcji Pracy i reformy Kodeksu pracy” oraz kamienia milowego A72G „Działania na rzecz budowania zdolności Państwowej Inspekcji Pracy” w ramach reformy A.4.7 „Ograniczenie segmentacji rynku pracy” zawartej w Krajowym Planie Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO). Wdrożenie całej reformy powinno być zakończone do 30 czerwca 2026 r., a kamień milowy A71G zrealizowany do końca 2025 r.
Zaskakujące było również zrezygnowanie z prac nad ustawą, której projekt został miesiąc wcześniej zaakceptowany przez Stały Komitet Rady Ministrów (SKRM), co potwierdzał minister Maciej Berek, bliski współpracownik premiera Tuska. W ostatnich dniach minionego roku media informowały jednak o sporze na posiedzeniu rządu. Premier miał wyrazić niezadowolenie z kształtu projektu ustawy.
Poseł KO: Nie możemy zaprzeczać samym sobie
Pytamy o powody decyzji premiera. W rozmowie z XYZ Mariusz Witczak, poseł KO, przyznaje, że rozwiązania przedstawione w projekcie ministerstwa rodziny szły za daleko.
– To racjonalna decyzja pana premiera Donalda Tuska. Symbolem tego rządu jest deregulacja, która ma swój określony cel – sprawniejszą działalność polskich firm, które często są obciążane nad wyraz dużą liczbą przepisów. Ma ona służyć rozwojowi gospodarczemu. Jeżeli na tym nam zależy, to nie możemy zaprzeczać samym sobie, czyli z jednej strony deregulować i stwarzać lepsze warunki do rozwoju gospodarczego, a z drugiej powoływać policję pracowniczą. Takie rozwiązania byłyby efektem mrożącym i ołowianą kulą dla przedsiębiorców. Przeczyłoby to deregulacji oraz działaniom na rzecz rozwoju gospodarczego. Rozwiązanie proponowane przez Nową Lewicę może przynieść więcej problemów niż zysków. Paradoksalnie również problemów dla pracowników – twierdzi Mariusz Witczak, poseł KO.
Nie możemy zaprzeczać samym sobie, czyli z jednej strony deregulować i stwarzać lepsze warunki do rozwoju gospodarczego, a z drugiej powoływać policję pracowniczą.
Co z prawami pracowniczymi?
Polityk KO przekonuje, że rząd i jego partia nie traktują praw pracowniczych po macoszemu. Przypomina, że w tej kadencji podjęto decyzje o tzw. ozusowaniu umów zlecenia oraz o wliczaniu takich umów do stażu pracy. Również tych zawieranych wcześniej. Zwraca też uwagę, że koalicja zgodziła się na pomysł Nowej Lewicy o wolnej od pracy Wigilii, choć pomysł budził kontrowersje.
– ZUS i inne instytucje monitorują zatrudnienie. Udało się wyeliminować wiele umów śmieciowych i umów o samozatrudnieniu tam, gdzie nie mają one sensu. Uchwaliliśmy zmiany w Kodeksie pracy. Dzięki nim pracodawca będzie zmuszony podawać wysokość wynagrodzenia w procesie zatrudnienia, by nie było to przedmiotem zaniżania warunków w negocjacjach. Jeżeli chodzi o funkcjonowanie polskich firm i pracowników, to mamy do czynienia z symbiozą. Pracownicy zarabiają najwięcej i mają najbardziej stabilną sytuację pracowniczą w tych firmach, które dobrze się rozwijają. Jeżeli polskie przedsiębiorstwa mają kłopoty, to w pierwszej kolejności cierpią na tym pracownicy. Nie szukałbym konfliktu między przedsiębiorcami a pracownikami. Uważam, że ich interesy są zbieżne i jedno nie wyklucza drugiego – twierdzi poseł Mariusz Witczak.
Nie szukałbym konfliktu między przedsiębiorcami a pracownikami.
Na pytanie o rezygnację z projektu przyjętego w SKRM, poseł KO odpowiada, że skutki regulacji są analizowane.
– Pogłębiona refleksja była częścią analizy. Dopóki projekt nie trafi do sejmu, jest koncepcją, o której się dyskutuje – mówi Mariusz Witczak.
Nowa Lewica zaskoczona decyzją premiera
Najbardziej zaskoczona decyzją premiera była Nowa Lewica. Reforma PIP była jednym z jej politycznych priorytetów. O decyzji premiera politycy Nowej Lewicy dowiedzieli się z mediów, które we wtorek wieczorem cytowały Donalda Tuska.
– Premier nas zaskoczył. Ta sprawa była wcześniej dogadana z ministrem Maciejem Berkiem. To dziwne, że premier chce brać na swoje barki 11 mld zł kary za niezrealizowanie kamienia milowego – słyszymy w Nowej Lewicy.
Dla Nowej Lewicy decyzja premiera może być kosztowna politycznie. Ich konkurenci na lewej stronie sceny politycznej z partii Razem krytykują dawnych sojuszników. Twierdzą, że ruch premiera obnaża sprawczość w rządzie partii Włodzimierza Czarzastego.
Nowa Lewica nie chce odpuszczać sprawy. Włodzimierz Czarzasty zapowiedział w Radiu Zet chęć spotkania z Donaldem Tuskiem. Politycy Nowej Lewicy zapowiadali na platformach społecznościowych, że dojdzie do niego jeszcze w środę.
Warto wiedzieć
Reforma PIP. Nadzieja dla pracowników, postrach dla firm
Ponad 60 proc. osób uważa, że nadanie nowych uprawnień PIP do przekształcania umów cywilnoprawnych w stosunek pracy to dobre rozwiązanie – wynika z badania IBRiS przeprowadzonego na zlecenie „Rzeczpospolitej”.
Eksperci Grant Thornton przyjrzeli się pracodawcom. Ci, jak wynika z badania „Pracodawcy pod lupą kontrolerów” w 44 proc. przypadkach, zetknęli się z kontrolą PIP. Co trzeci przedsiębiorca uznał, że kontrole PIP są najbardziej uciążliwe – obok ZUS-u, fiskusa, sanepidu, czy Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO).
Jednocześnie 42 proc. ankietowanych przedstawicieli dużych i średnich firm w Polsce nie ma nic przeciwko zwiększeniu uprawnień PIP. 35 proc. przedsiębiorców zdecydowanie opowiada się przeciwko propozycjom rządowym.
Reforma PIP odbiła się szerokim echem na rynku. Na marginesie warto dodać, że jej pokłosiem jest kandydatura Państwowej Inspekcji Pracy w plebiscycie „HR-owego Słowa Roku”. PIP znalazła się w finałowej dziesiątce nominowanych pojęć.
Rezygnacja z reformy PIP. Co z KPO?
Innego zdania był rzecznik rządu Adam Szłapka, który na konferencji prasowej po posiedzeniu rządu stwierdził, że do spotkania dojdzie innego dnia w tym tygodniu. Zastrzegł jednak, że sytuacja nie powoduje zagrożenia dla trwałości koalicji. Rzecznika rządu pytano o następstwa decyzji premiera.
Adam Szłapka zapowiedział rozmowy z Komisją Europejską na temat kamieni milowych. Przypomniał, że rewizje KPO odbywały się już w przeszłości. Pomysł reformy PIP wynikał właśnie z takiej rewizji i zrealizowany miał być do końca czerwca 2026 r. Zdarzało się jednak, że renegocjowanie kamieni milowych trwało ok. trzech miesięcy. Kolejna renegocjacja oznaczałaby mało czasu na przygotowanie i uchwalenie nowych przepisów realizujących kamień milowy.
„Granicznie trudne” rozmowy
W tej sprawie głos na platformie X zabrał Jan Szyszko, wiceminister funduszy i polityki regionalnej z Polski 2050. W swoim wpisie przypomniał, że reforma PIP po długich negocjacjach decyzją rządu zastąpiła w KPO przymusowe tzw. oskładkowanie każdej umowy zlecenie.
Stwierdził także, że wtorkowa decyzja premiera oznacza potrzebę nowych rozmów z Komisją Europejską. Zastrzegł, że rozmowy o nowym kamieniu milowym „będą tym razem granicznie trudne”. Dodał, że – jak dotąd – Polska unikała jakichkolwiek kar za niezrealizowanie kamieni milowych.
PIP: reforma byłaby korzystna
O decyzję premiera Donalda Tuska pytamy Głównego Inspektora Pracy Marcina Staneckiego. Nasz rozmówca wskazuje, że bez względu na decyzje polityczne jest gotowy do współpracy.
– Jestem gotowy do współpracy przy wyjaśnianiu wątpliwości, które legły u podstaw decyzji pana premiera dotyczącej wstrzymania prac nad projektem nowelizującym nasze przepisy. Bo sama reforma, nawet bez najbardziej kontrowersyjnych zmian, jest bardzo korzystna zarówno dla przedsiębiorców, jak i PIP. Dla przedsiębiorców – bo przewiduje możliwość zdalnego komunikowania się z nimi – a także systemu typowania podmiotów do kontroli w sposób podobny do tego, z którego już od lat korzysta ZUS czy Krajowa Administracja Skarbowa. Dzięki temu uczciwie działający pracodawcy nie będą musieli szykować się na wizytę inspektorki, czy inspektora pracy. Dokładnie z tych samych powodów nowela jest także korzystna dla PIP, bo usprawnia nasze działania i dostosowuje do potrzeb polskiego rynku pracy – wyjaśnia Marcin Stanecki.
Sama reforma, nawet bez najbardziej kontrowersyjnych zmian, jest bardzo korzystna zarówno dla przedsiębiorców, jak i PIP.
Główny Inspektor Pracy wyjaśnia, że w oczekiwaniu na rozwój wydarzeń PIP będzie działała bez zmian. Tu warto nadmienić, że na mocy obecnie obowiązujących przepisów inspektorzy mogą wydać polecenie o zmianie umowy lub wystąpić do sądu pracy o ustalenie stosunku pracy.
Mogą także ukarać pracodawcę właśnie na mocy art.281 Kodeksu pracy. Kara grzywny za zawarcie umowy śmieciowej w miejsce etatu sięga 30 tys. zł. W 2024 r. inspektorzy pracy skontrolowali 38 881 umów cywilnoprawnych – zakwestionowali 1 408 umów zawartych w warunkach wskazujących na istnienie stosunku pracy. Dokładne dane przedstawiamy poniżej.
„Braki komunikacyjne w rządzie”
Decyzję premiera oceniają eksperci. Poza warstwą merytoryczną dotyczącą przepisów zwracają także uwagę na problemy wewnątrz rządu.
– Nie jestem zaskoczony decyzją premiera. To jednak pokazuje, że mamy braki komunikacyjne w ramach jednostek w rządzie. Już kilka miesięcy temu minister Maciej Berek zgłaszał uwagi do projektu. Resort pracy wprowadzał jedynie kosmetyczne poprawki. Na pierwszy plan wysuwają się zatem problemy z komunikacją – wyjaśnia Kajetan Bartosiak z kancelarii Sawicki i Wspólnicy.
Na pierwszy plan wysuwają się zatem problemy z komunikacją.
Radca prawny dodaje, że sam projekt to „przerost formy nad treścią”. W ramach KPO polski rząd miał bowiem uregulować kwestie tzw. ozusowania umów cywilnoprawnych. Jak dodaje nasz rozmówca, rząd już teraz ma do tego narzędzia.
– Już obecnie ZUS ma możliwość uznania, że dana umowa powinna podlegać tzw. oskładkowaniu. Urząd stwierdza wówczas, z jakiego tytułu dana osoba podlega ubezpieczeniom społecznym. Zarówno pracodawca, jak i ubezpieczony mogą odwołać się od tej decyzji, co jest jednak czasochłonne. Może wystarczyłoby usprawnienie tego procesu? – dodaje Kajetan Bartosiak.
Już obecnie ZUS ma możliwość uznania, że dana umowa powinna podlegać tzw. oskładkowaniu.
Zdaniem eksperta skutki decyzji ZUS-u mogłyby być rozszerzone także na tzw. pozaskładkowe aspekty. Nasz rozmówca dodaje, że w myśl projektu ustawy o PIP urzędy tj. wspomniana PIP, urzędy skarbowe i ZUS powinny ze sobą współpracować. Jak dodaje, warto się zastanowić czy nie powinny mieć możliwości wzięcia udziału w takich postępowaniach, inicjowanych na podstawie obecnych przepisów przez ZUS.
Warto wiedzieć
Kontrole ZUS nie wystarczą? Są skuteczne, ale drogie
W latach 2022-2023 liczba kontroli oscylowała wokół poziomu 27 tys. rocznie. Rok później ZUS kontrolował już prawie 30 tys. razy. W ostatnich pięciu latach średnioroczny wzrost liczby kontroli przeprowadzanych przez inspektorów wynosił 25 proc.
Z każdym rokiem zwiększa się odsetek kontroli zakończonych wykryciem uchybień. Podczas gdy pięć lat temu dotyczyły one około 75 proc. wszystkich inspekcji, w ostatnich dwóch latach odsetek ten przekroczył już 90 proc.
ZUS jest coraz sprawniejszy m.in. dzięki algorytmom, a technologia kosztuje. Grant Thornton wskazuje, że roczny koszt realizacji zadań kontrolnych wzrósł w 2024 r. do blisko 200 mln zł, co oznacza, że niemal się podwoił w stosunku do roku 2021, kiedy wyniósł 108,3 mln zł.
FPP: Poczuliśmy się oszukani
Decyzję premiera z zadowoleniem przyjęła Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP).
„FPP dziękuje premierowi za wsłuchanie się w głos przedsiębiorców. Jesteśmy wdzięczni, że pan Premier Donald Tusk wsłuchał się w merytoryczne argumenty FPP dotyczące projektowanej regulacji, która zakłada przyznanie inspekcji pracy prawa do reklasyfikacji umów” – czytamy w stanowisku Federacji Przedsiębiorców Polskich.
W komunikacie czytamy także, że rząd niesłusznie odszedł od idei pełnego tzw. ozusowania śmieciówek na rzecz nowych kompetencji PIP. Sam proces legislacyjny w opinii FPP także pozostawiał wiele do życzenia.
„Poczuliśmy się oszukani, kiedy zmiany tak kluczowe dla polskiego rynku pracy i gospodarki, nie były uzgadniane z partnerami społecznymi i dyskutowane na forum Rady Dialogu Społecznego z udziałem autorów projektu. Niezrozumiała jest również dla nas próba forsowania przez resort pracy zmian, na które nie ma zgody organizacji pracodawców i które nie zostały zaakceptowane przez Stały Komitet Rady Ministrów. Ze strony Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) nie było otwartości na dialog, a dyskusja o projekcie w ramach Rady Ministrów tylko pokazuje brak transparentności prowadzonych działań oraz brak pełnego poparcia dla proponowanych przez resort rozwiązań” – czytamy w komunikacie.
Zmiany tak kluczowe dla polskiego rynku pracy i gospodarki nie były uzgadniane z partnerami społecznymi.
Zdaniem organizacji przedsiębiorców reforma miałaby wprowadzić „chaos na miarę Polskiego Ładu”, który mógłby odbić się wzrostem szarej strefy i „korkami” w sądach pracy.
„Jednocześnie cały czas apelujemy o pełniejsze tzw. ozusowanie umów cywilnoprawnych, tak jak zostało to pierwotnie wpisane do KPO. W naszej ocenie tylko w ten sposób jest możliwe wyeliminowanie występujących na rynku nieprawidłowości, ograniczenie konkurowania kosztami pracy i zapewnienie zabezpieczenia emerytalnego osobom pracującym” – podsumowało FPP.
Cały czas apelujemy o pełniejsze tzw. ozusowanie umów cywilnoprawnych, tak jak zostało to pierwotnie wpisane do KPO.
Hołd dla „patoprzedsiębiorców”?
Pracodawcy dziękują premierowi, a związkowcy, którzy od początku kibicowali ustawie, nie kryją rozgoryczenia. Związkowa Alternatywa pisze, że premier zablokował rozwiązania, które miały „blokować patologię na rynku”.
„Wstrzymanie możliwości zamieniania przez Państwową Inspekcję Pracy nielegalnych umów zleceń i fikcyjnego B2B na umowy o pracę oznacza polityczną decyzję o ochronie interesów wąskiego lobby patoprzedsiębiorców kosztem ponad dwóch milionów pracowników” – czytamy w stanowisku związkowców.
Związkowcy sprzeciwiają się narracji przedsiębiorców, którzy mówią o kosztach reformy. Ich zdaniem największy koszt ponoszą pracownicy, których prawa, w szczególności tych pracujących na tzw. śmieciówkach, bywają łamane.
„Czas przywrócić szacunek do prawa pracy na wzór tego, jak działa, chociażby system fiskalny czy bankowy. Gdy obywatel zalega z podatkiem lub ratą kredytu – spotyka go aparat państwa, komornik i odsetki. Gdy pracodawca latami łamie prawo pracy – może liczyć na wyrozumiałość i polityczną ochronę (…) Dlatego apelujemy do rządu o natychmiastowe i zdecydowane działania. Wszystkie niezgodne z przepisami umowy cywilno-prawne powinny być administracyjnie zamienione na umowy o pracę, a nieuczciwi pracodawcy powinni płacić wysokie grzywny” – podsumowuje Związkowa Alternatywa.
Wbrew słowom premiera o zamknięciu sprawy temat wciąż pozostaje aktualny. Przed polskim rządem stoją zobowiązania nie tylko wobec Komisji Europejskiej, lecz także polskimi pracownikami i pracodawcami. Jedno jest pewne: obie strony oczekują walki z nadużyciami, które burzą konkurencję rynkową i osłabiają prawa pracownika.
Główne wnioski
- Wielomiesięczne prace nad reformą Państwowej Inspekcji Pracy nieoczekiwanie dobiegły końca. Premier zdecydował o wycofaniu projektu, co ucieszyło pracodawców, lecz sprawy nie zamyka.
- Polski rząd ma zobowiązania wobec Brukseli. Musi wywiązać się z kamieni milowych, a uchybienia w tej sprawie mogą kosztować podatników miliardy złotych.
- Zmian oczekuje także rynek, którego dwie strony: zarówno pracodawcy, jak i pracownicy dostrzegają nadużycia. Problem tzw. śmieciówek nie zostanie rozwiązany bez kompromisów.

