Czy zabraknie nam prądu? Operator sieci pokazał nowe wyliczenia
Polskie Sieci Elektroenergetyczne przeanalizowały rozpoczęte inwestycje w elektrownie i pokazały, jak wiele mocy brakuje nam, aby zapewnić bezpieczeństwo dostaw energii do polskich odbiorców. W optymistycznym scenariuszu istotne problemy z dostępnością mocy pojawią się dopiero za dziesięć lat. W pesymistycznym – już za rok. Jest jednak plan wypełnienia luki wytwórczej.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak duża jest luka wytwórcza w polskim systemie energetycznym.
- Jakie inwestycje są potrzebne, aby zabezpieczyć dostawy prądu do 2040 r.
- Jakie inwestycje w rozwój sieci planują PSE.
Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) przedstawiły nowy plan rozwoju w zakresie zaspokojenia zapotrzebowania na energię elektryczną do 2040 r. Najwięcej emocji budzą wyniki analizy wystarczalności zasobów wytwórczych w energetyce. Dokument ten pokazuje, czy Polska ma wystarczająco dużo elektrowni, by zaspokoić krajowe zapotrzebowanie na prąd. W porównaniu z poprzednim planem przewidywana luka wytwórcza zmniejszyła się, ale i tak potrzebować będziemy nowych inwestycji w energetyce.
Luka wytwórcza mniej straszna
Analiza PSE bazuje na ankietach pozyskanych od inwestorów. Uwzględnia ona tylko te jednostki wytwórcze, które już istnieją lub ich powstanie jest wysoce prawdopodobne – tzn. wygrały aukcje rynku mocy (dzięki temu otrzymają wynagrodzenie za samą gotowość do pracy, co pozwoli im osiągnąć rentowność) lub ich budowa już się rozpoczęła. W wyliczeniach zabrakło więc np. planowanej elektrowni jądrowej na Pomorzu (moc około 3,5 GW). Analiza nie uwzględnia też importu energii z zagranicy ani usług redukcji zapotrzebowania na energię, które za wynagrodzeniem oferują m.in. zakłady przemysłowe.
W najnowszym planie PSE pokazały aż trzy scenariusze dotyczące pracy polskich elektrowni do 2040 r. Najbardziej optymistyczny zakłada działanie istniejących bloków węglowych do końca ich zdolności technicznych, uwzględniając potrzebne remonty. Natomiast najbardziej pesymistyczny przewiduje, że nie będzie nowych aukcji rynku mocy dla bloków węglowych i będą one szybko likwidowane.
Ten pierwszy scenariusz wskazuje, że problemy z dostępnością mocy mogą pojawić się dopiero po 2035 r. Wcześniej luka wytwórcza albo w ogóle nie występuje, albo jest na tyle mała, że można ją wypełnić np. importem energii. W 2036 r. w systemie może zabraknąć 6 GW mocy, a w 2040 r. już 11 GW.
Z kolei ostatni scenariusz przewiduje, że już w 2027 r. luka wytwórcza sięgnie 7,6 GW. To tyle, ile wynosi moc siedmiu-ośmiu dużych bloków węglowych. W kolejnych latach luka nieco się skurczy, bo do systemu wejdą budowane właśnie bloki gazowe i morskie farmy wiatrowe. Natomiast w 2036 r. brakująca moc sięgnie 12 GW, a w roku 2040 aż 14 GW.
W poprzednim planie operator narysował tylko jeden scenariusz, w którym luka wytwórcza w 2026 r. wynosiła 4,2 GW, a później rosła do 15,4 GW w 2036 r. i 18 GW w 2040 r. Sytuacja poprawiła się z uwagi na wydłużenie wsparcia dla elektrowni węglowych i rozpoczęcie projektów gazowych.
Potrzebne nowe elektrownie
Do wypełnienia luki w najbliższych latach wystarczy ogłoszenie aukcji uzupełniających rynku mocy, aby wydłużyć pracę najstarszych bloków węglowych. W dalszej perspektywie rząd planuje wprowadzić nową odsłonę tego mechanizmu wsparcia, co da impuls do inwestycji w nowe źródła wytwórcze. Rozmowy z Komisją Europejską na temat rynku mocy już trwają.
Ratunkiem dla systemu z pewnością będzie budowa elektrowni jądrowej. W tym roku Polskie Elektrownie Jądrowe mają podpisać kontrakt na budowę siłowni z amerykańskim konsorcjum Westinghouse-Bechtel. Pierwszy z trzech bloków ruszy najwcześniej pod koniec 2036 r. W rządowych planach jest też budowa kolejnego takiego obiektu – w Bełchatowie lub Koninie. Plany inwestycyjne mają też spółki energetyczne. Analizują one budowę kolejnych bloków gazowych, a także małych reaktorów jądrowych.
– Najnowsza analiza wystarczalności zasobów wytwórczych pokazuje, że sytuacja w polskim systemie energetycznym poprawiła się w stosunku do sytuacji sprzed paru lat. W najbliższych latach system da sobie radę, w kryzysowym scenariuszu wspomagając się importem energii albo korzystając z usług redukcji zapotrzebowania na energię. Jednocześnie niezbędny jest nowy mechanizm mocowy. Umożliwi on budowę kolejnych źródeł wytwórczych, które rozpoczną pracę po 2033 r. Mogą to być np. jednostki gazowe, wodorowe albo jądrowe – wskazuje Marek Duk, dyrektor Departamentu Rozwoju Systemu w PSE.
Potężne inwestycje w sieci
W tym samym dokumencie PSE prezentują plan inwestycji w rozwój sieci. W tym przypadku brane są pod uwagę wszystkie planowane inwestycje. Operator założył, że do 2040 r. przyłączone do sieci będą m.in.: trzy duże bloki jądrowe (3,4 GW), sześć małych reaktorów jądrowych (1,8 GW), farmy fotowoltaiczne (51,2 GW), farmy wiatrowe na lądzie (35,1 GW) i na morzu (17,9 GW) oraz magazyny energii (24 GW).
Realizacja takich planów wymaga potężnych inwestycji w sieci najwyższych napięć. PSE planują wydać na rozwój 66 mld zł do 2036 r. Do 2040 r. wydatki wzrosną do 73 mld zł.
– Plan rozwoju sieci przesyłowej został tak przygotowany, abyśmy byli gotowi na przyłączenie wszystkich planowanych inwestycji w źródła wytwórcze. Nie oznacza to natomiast, że na pewno wszystkie projekty zostaną zrealizowane. Inwestycje w infrastrukturę sieciową będziemy rozpoczynać wtedy, gdy inwestorzy uzasadnią realność budowy elektrowni. Przygotowujemy się więc na różne scenariusze, ale każda z naszych inwestycji musi mieć uzasadnienie biznesowe, bo przecież ich koszty ponoszą wszyscy odbiorcy – wyjaśnia Włodzimierz Mucha, wiceprezes PSE.
Z północy na południe
Plan PSE przewiduje budowę 5 tys. km torów nowych linii 400 kV, 30 stacji elektroenergetycznych oraz rozbudowę lub modernizację 110 już istniejących stacji. Sieć będzie w pełna gotowa do odbioru energii z nowych źródeł zlokalizowanych na północy Polski – to tam koncentrują się dziś największe inwestycje w energetyce.
Jedną z analizowanych opcji jest budowa energetycznej „autostrady”. To linia prądu stałego, która umożliwi szybki przepływ energii z Pomorza na Górny Śląsk na niespotykaną dotąd skalę. Jej koszt szacuje się na 20 mld zł. Wiele zależy jednak od tego, czy wszystkie planowane inwestycje w morską energetykę wiatrową faktycznie zostaną zrealizowane.
Z Polski na Litwę
Jedynym planowanym transgranicznym mostem energetycznym jest połączenie z Litwą. Jeszcze kilka lat temu zakładano budowę podmorskiego kabla. W nowym programie – z uwagi na wzrost kosztów – zdecydowano się na budowę kabla lądowego, który zostanie poprowadzony wzdłuż drogi Via Baltica. Aby zmniejszyć wpływ inwestycji na środowisko, linia ułożona zostanie pod ziemią. Długość połączenia po polskiej stronie wyniesie około 100 km. Inwestycja pochłonie około 3 mld zł, z czego większość sfinansowana zostanie z unijnych funduszy.
PSE przekonują, że Polska nie potrzebuje obecnie innych nowych transgranicznych połączeń energetycznych.
– Poza nowym połączeniem kablowym z Litwą, nie planujemy innych mostów energetycznych z sąsiednimi krajami. Na razie nie widzimy takiej potrzeby, bo dziś nie wykorzystujemy pełnej zdolności przesyłowej na obecnych połączniach transgranicznych. To może się zmienić, gdy zakończy się wojna w Ukrainie. Ukraina ma dużo mocy jądrowych i potencjalnie mogłaby dostarczać energię Europie. Dziś jednak jest za wcześnie, by rozmawiać o nowych połączeniach z tym krajem. Rozmawiamy natomiast z Czechami o możliwości wydłużenia planowanej linii energetycznej łączącej północ Polski z Górnym Śląskiem. To jednak bardzo wczesny etap negocjacji – podkreśla Grzegorz Onichimowski, prezes PSE.
Główne wnioski
- Polskie Sieci Elektroenergetyczne przedstawiły nowy plan rozwoju w zakresie zaspokojenia zapotrzebowania na energię elektryczną do 2040 r. Elementem tego dokumentu jest analiza, czy mamy wystarczająco dużo elektrowni na pokrycie przewidywanego popytu na prąd. Operator przedstawił trzy scenariusze. W najbardziej optymistycznym problemy z dostępnością mocy mogą pojawić się dopiero po 2035 r. W 2036 r. w systemie może zabraknąć 6 GW mocy, a w 2040 r. 11 GW. Z kolei pesymistyczny scenariusz przewiduje, że już w 2027 r. luka wytwórcza sięgnie 7,6 GW, w 2036 r. wyniesie 12 GW, a w 2040 r. aż 14 GW.
- Do wypełnienia luki wytwórczej w najbliższych latach wystarczy ogłoszenie aukcji uzupełniających rynku mocy, aby wydłużyć pracę najstarszych bloków węglowych. Pomocny będzie też import energii z zagranicy. Natomiast w dalszej perspektywie potrzebujemy nowego mechanizmu wsparcia, który da impuls do budowy nowych źródeł wytwórczych. W planach spółek energetycznych jest budowa kolejnych bloków gazowych i elektrowni jądrowej na Pomorzu.
- PSE zaprezentowały też plan rozwoju sieci, który umożliwi przyłączenie wszystkich planowanych elektrowni, w tym także jądrowych. Operator planuje wydać na inwestycje 66 mld zł do 2036 r. Do 2040 r. wydatki wzrosną do 73 mld zł. Jedną z analizowanych opcji jest budowa za 20 mld zł energetycznej „autostrady”, która umożliwi szybki przesył energii z północy na południe kraju. Z kolei jedyną inwestycją transgraniczną będzie budowa poziemnego kabla do Litwy za około 3 mld zł.

