Dlaczego pozwy zbiorowe w Polsce nie działają. Jest pomysł na zmianę prawa
Pozwy zbiorowe miały przyspieszyć dochodzenie roszczeń przez tysiące poszkodowanych i odciążyć sądy. W praktyce pozostają marginalnym narzędziem – przez 15 lat złożono ich zaledwie 371, a część spraw ciągnie się ponad dekadę. Posłowie Konfederacji proponują zmianę przepisów, ale eksperci ostrzegają, że projekt wymaga korekt, by nie naruszył prawa do sądu. Czy zyska poparcie rządzącej koalicji?
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego pozwy zbiorowe w Polsce nie cieszą się popularnością i co stoi za przewlekłością takich spraw.
- Jakie zmiany w przepisach dotyczących pozwów zbiorowych proponuje Konfederacja.
- Jak eksperci i politycy oceniają projekt nowelizacji prawa o postępowaniach grupowych oraz czy reforma ma szansę na ponadpartyjne poparcie.
Instytucja postępowania grupowego w ubiegłym roku obchodziła 15. rocznicę funkcjonowania. Statystyki po tym okresie rodzą jednak pytanie, czy rzeczywiście jest co świętować. Ustawa o dochodzeniu roszczeń w postępowaniu grupowym weszła w życie w grudniu 2009 r. W latach 2010–2025 do polskich sądów wniesiono 371 pozwów grupowych w sprawach cywilnych i gospodarczych – podała kancelaria KKG Legal, powołując się na dane Ministerstwa Sprawiedliwości. W poszczególnych latach sądy rozpatrywały zaledwie kilkanaście takich spraw. Nie oznacza to jednak, że sporów między konsumentami a bankami, deweloperami czy innymi dużymi przedsiębiorstwami jest mniej.
„W ostatnich latach w Polsce wyraźnie wzrosła liczba potencjalnych roszczeń, które mogłyby być dochodzone w postępowaniu grupowym. Z uwagi jednak na zbyt skomplikowaną procedurę dla przeciętnego obywatela oraz przewlekłość takich postępowań, wynikającą z niewłaściwej regulacji tej instytucji, obywatele niechętnie korzystają z tej drogi rozwiązywania sporów” – piszą inicjatorzy zmian w ustawie.
Konfederacja chce odkorkować sądy
Konfederacja proponuje zmiany, które – w założeniu – mają usprawnić działanie pozwów zbiorowych i ograniczyć przewlekłość postępowań. Projekt nowelizacji obowiązującej od ponad 15 lat ustawy, choć według rozmówców – polityków i ekspertów – wymaga jeszcze korekt, ma szansę zdobyć poparcie ponad podziałami partyjnymi.
Poselski projekt o zmianie ustawy o dochodzeniu roszczeń w postępowaniach grupowych (druk nr 1148) ma jasny cel: przyspieszenie procesów zbiorowych. W ostatnich latach pojawiło się wiele sporów, które mogłyby być prowadzone w tej formule. Frankowicze pozywali banki, nabywcy mieszkań – deweloperów, a inwestorzy – firmy finansowe, jak w sprawie Amber Gold. Zdaniem autorów projektu poszkodowani częściej decydowaliby się na pozwy zbiorowe, gdyby mieli pewność, że na wyrok nie będą czekać przez wiele lat.
Do dziś toczą się postępowania grupowe dotyczące kilku tysięcy członków grupy w sporach z instytucjami finansowymi zainicjowane w latach 2014 – 2015
– Przepisy w obecnym kształcie są mało efektywne. W praktyce przydzielona sędziemu sprawa grupowa jest traktowana w statystyce i przy ocenie pracy sędziego tak samo jak sprawa indywidualna. Dzieje się tak mimo zupełnie innego nakładu pracy przy obu typach postępowań. W efekcie nie mamy do czynienia z realnym odciążeniem sądów. Co więcej, sądy często niechętnie podejmują się rozpoznawania takich pozwów, co – moim zdaniem – jest nieuzasadnione – wyjaśnia Justyna Karolina Mikołajek-Furmańska z kancelarii Drzewiecki Tomaszek i Wspólnicy.
Jak dodaje prawniczka, w założeniu postępowanie grupowe miało być narzędziem przyspieszającym dochodzenie roszczeń przez większą liczbę poszkodowanych.
– Postępowanie grupowe, jeśli byłoby właściwie stosowane, mogłoby zapewnić szerszej grupie obywateli szybszą i bardziej przystępną drogę dochodzenia roszczeń w sądzie. Tymczasem terminy oczekiwania na kolejne czynności w takich sprawach bywają bez uzasadnienia bardzo długie. Do dziś toczą się postępowania grupowe obejmujące kilka tysięcy członków grupy w sporach z instytucjami finansowymi, zainicjowane jeszcze w latach 2014–2015. To w oczywisty sposób zniechęca konsumentów do korzystania z tej drogi dochodzenia roszczeń – podkreśla Justyna Karolina Mikołajek-Furmańska.
10 lat oczekiwania. Co stoi za przewlekłością w sądach?
Autorzy projektu zmian w ustawie o pozwach zbiorowych również zwracają uwagę na niechęć sądów do prowadzenia spraw grupowych. W uzasadnieniu projektu czytamy, że „polskie sądownictwo nie szkoli sędziów w zakresie postępowań grupowych, co przyczynia się do dodatkowej przewlekłości postępowania wynikającej z niewłaściwych decyzji podejmowanych przez przewodniczącego składu orzekającego”.
– Pozwów grupowych jest relatywnie niewiele w porównaniu z ogólną liczbą spraw trafiających do sądów. Wielu sędziów nie ma więc dużego doświadczenia w prowadzeniu tego typu postępowań. Dodatkowo przedsiębiorcy potrafią wykorzystywać obowiązujące przepisy do wydłużania procesów – wyjaśnia radca prawny Marcin Szołajski z kancelarii Szołajski Legal Group.
Przykład? Nasi rozmówcy wskazują choćby na zmianę składu członków grupy. W postępowaniu grupowym minimalna liczba poszkodowanych wynosi 10 osób. Wystarczy jednak, że jedna z nich przyjmie propozycję ugody z przedsiębiorcą. Wtedy konieczne stają się dodatkowe czynności procesowe, które potrafią znacząco wydłużyć postępowanie.
„Okoliczność taka bywa powoływana przez pozwanego na rozprawie – np. tuż przed wydaniem wyroku – w celu doprowadzenia do jej odroczenia i odsunięcia w czasie rozstrzygnięcia sprawy. Sąd oraz reprezentant grupy muszą wówczas weryfikować przedstawione przez pozwanego dokumenty, ważność zawartych ugód oraz skuteczność oświadczeń o zrzeczeniu się roszczeń. Oznacza to konieczność wyznaczenia kolejnej rozprawy, podczas której mogą zostać przedstawione następne ugody i zrzeczenia roszczeń, co w praktyce prowadzi do niemal nieograniczonego w czasie przedłużania rozpoznania sprawy, nawet jeśli jest ona merytorycznie gotowa do rozstrzygnięcia” – czytamy w uzasadnieniu projektu przygotowanego przez Konfederację.
Pozwani sami przeciągają proces w nieskończoność
Jak wskazuje mec. Marcin Szołajski: w przypadku sporów frankowych banki wykorzystywały różne mechanizmy pozwalające wydłużyć postępowanie.
– Strategia banków polegała m.in. na składaniu zażaleń na postanowienia sądów oraz zawieraniu ugód z pojedynczymi kredytobiorcami. Na początku postępowania grupowego sąd wydaje postanowienie przesądzające o jego dopuszczalności. Banki składają na takie decyzje zażalenia. To znacząco wydłuża czas potrzebny do tego, aby sąd mógł realnie zająć się sprawą i wydać wyrok – wyjaśnia nasz rozmówca.
Podobny mechanizm dotyczy decyzji o ustaleniu składu grupy, której roszczeń dotyczy dana sprawa.
– Banki zaskarżają także postanowienia dotyczące składu grupy. Kolejnym elementem strategii jest zawieranie ugód tylko z częścią członków grupy, która może liczyć nawet kilka tysięcy osób. Takie ugody często obejmują zrzeczenie się roszczeń wobec banku, co wymaga reakcji sądu i dodatkowych czynności procesowych, a w konsekwencji znacząco wydłuża postępowanie – dodaje Marcin Szołajski.
W praktyce zdarza się również, że pozwani przedsiębiorcy próbują negocjować z poszczególnymi członkami grupy z pominięciem jej reprezentanta. Następnie w toku postępowania pojawiają się kolejne czynności proceduralne, które nie zawsze mają znaczenie merytoryczne, ale potrafią znacząco wydłużyć czas trwania procesu.
Zdaniem polityków Konfederacji takie działania największych firm, które najczęściej są stroną postępowań grupowych, mają na celu przede wszystkim przeciąganie spraw w czasie. Właśnie dlatego projekt nowelizacji zakłada uszczelnienie przepisów regulujących pozwy zbiorowe.
Warto wiedzieć
Pozwy grupowe w liczbach
- Od 1 lipca 2010 r. do końca 2024 r. do polskich sądów wniesiono 371 pozwów grupowych w sprawach cywilnych i gospodarczych.
- Łącznie w latach 2011–2024 wszczynano od 4,7 mln do 6,8 mln postępowań rocznie.
- Postępowanie grupowe musi dotyczyć co najmniej 10 poszkodowanych.
- Jedna ze spraw przeciwko Bankowi Millennium obejmowała ponad 5 tys. członków grupy.
- W 2023 r. do polskich sądów wpłynęło co najmniej 12 nowych pozwów grupowych.
- W 2024 r. liczba nowych pozwów grupowych wyniosła 13.
Zmiany w ustawie: indywidualne ugody bez wpływu na pozew grupowy
Konfederacja proponuje, aby próby wydłużania postępowań poprzez zawieranie ugód z pojedynczymi członkami grupy nie wpływały na dalszy bieg procesu wobec pozostałych uczestników.
– Po prawomocnym ustaleniu składu grupy zawarcie przez jednego z jej członków ugody pozasądowej z pozwanym nie powinno mieć wpływu na przebieg postępowania grupowego. Bardzo często pozwani przedsiębiorcy nie działają fair i próbują negocjować z poszczególnymi członkami grupy z pominięciem jej reprezentanta. Następnie mnożą w postępowaniu zbędne czynności, które znacząco wydłużają proces. W ustawie powinien więc znaleźć się zapis, że zawarcie ugody poza postępowaniem grupowym nie wpływa na tok postępowania grupowego. Pozwoliłoby to realnie usprawnić proces bez szkody dla stron takiej ugody – mówi Justyna Karolina Mikołajek-Furmańska.
Bardzo często pozwani przedsiębiorcy nie działają fair i próbują negocjować z poszczególnymi członkami grupy z pominięciem jej reprezentanta. Następnie mnożą w postępowaniu zbędne czynności, które znacząco wydłużają proces.
Eksperci nie mają wątpliwości, że ograniczenie możliwości „grania na czas” przez przedsiębiorców mogłoby usprawnić postępowania grupowe. Ta propozycja nie budzi więc większych kontrowersji. Inaczej jest w przypadku innego pomysłu zawartego w projekcie ustawy – automatycznego zamknięcia grupy poszkodowanych.
Pozew zbiorowy z automatycznie zamkniętą grupą. Co z prawem do sądu?
Wnioskodawcy proponują, aby osoby wnoszące pozew zbiorowy mogły już na początku zdecydować, że grupa ma charakter zamknięty. Obecnie procedura wygląda inaczej.
– Składając pozew grupowy, dołączamy do niego listę członków grupy wraz z ich oświadczeniami. Po formalnym sprawdzeniu pisma sąd doręcza odpis pozwu pozwanemu, który składa odpowiedź na pozew. Następnie sąd bada, czy sprawa może być rozpoznana w trybie postępowania grupowego. Zdarza się, że sąd odmawia rozpoznania sprawy w tym trybie, np. z powodu zbyt dużej różnorodności roszczeń członków grupy lub braku możliwości ich ujednolicenia – wyjaśnia mec. Mikołajek-Furmańska.
Jak dodaje prawniczka, zanim skład grupy zostanie ostatecznie zamknięty, informacja o postępowaniu powinna zostać podana do publicznej wiadomości. Ma to umożliwić dołączenie do sprawy wszystkim potencjalnie zainteresowanym. W ogłoszeniu sąd wyznacza termin na przystąpienie do grupy – maksymalnie trzy miesiące. Zdaniem ekspertki jest to rozwiązanie racjonalne, o ile ogłoszenie zostaje opublikowane bez zbędnej zwłoki.
– Pomysł, aby uczestnicy postępowania mogli już na początku zdecydować o zamknięciu grupy, ma swoje uzasadnienie. Mam jednak wątpliwości, jak taka zmiana zostałaby oceniona w kontekście zgodności z prawem unijnym. Przewlekłość postępowań grupowych nie wynika bowiem z możliwości dołączenia nowych osób po złożeniu pozwu. Mamy na to określony czas. Problemem jest raczej to, że sądy zbyt długo zwlekają z wydaniem ogłoszenia o postępowaniu i wyznaczeniem terminu na zamknięcie grupy. Zdarzało mi się prowadzić sprawę, w której skład grupy zamykano dopiero po pięciu latach od złożenia pozwu, co zdecydowanie nie powinno mieć miejsca – podkreśla ekspertka.
Punkt trzeci. Możliwość roszczeń indywidualnych
Projekt przewiduje również wprowadzenie rozwiązania, które pozwoli członkom grupy dochodzić indywidualnych roszczeń przekraczających ujednoliconą wartość roszczenia grupowego – już po prawomocnym zakończeniu postępowania zbiorowego.z pozwu grupowego.
Obecnie w postępowaniu grupowym roszczenia muszą być ujednolicone. Jak tłumaczy mec. Marcin Szołajski: oznacza to, że wszyscy członkowie grupy dochodzą roszczenia w tej samej wysokości.
– Można to zobrazować na przykładzie wadliwego sprzętu o wartości 1 tys. zł. W takim przypadku roszczenie grupowe obejmuje zwrot tej kwoty. Jeżeli jednak sprzęt spowodował dodatkowo np. uszczerbek na zdrowiu, konsument może po zakończeniu postępowania grupowego dochodzić dodatkowego odszkodowania w odrębnym procesie – wyjaśnia prawnik.
W przypadku roszczenia podstawowego obowiązuje fundamentalna zasada prawa procesowego: sprawa prawomocnie rozstrzygnięta nie może być ponownie przedmiotem postępowania o to samo roszczenie (tzw. res iudicata). Sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, Arkadiusz Myrcha, podczas prac sejmowej Komisji Sprawiedliwości wyraził jednak wątpliwości co do skuteczności proponowanego rozwiązania.
– W sytuacji, kiedy na początku postępowania wszyscy umawiają się na określoną wspólną kwotę roszczenia, uruchomienie drogi do kolejnego postępowania nie odciąży sądów. Efekt może być odwrotny – argumentował wiceminister sprawiedliwości.
Komisja ma wątpliwości. Projekt do poprawki
Wiceminister Myrcha krytycznie ocenił także propozycję zamknięcia grupy już na początku postępowania. Wskazał przy tym na stanowisko Rady Ministrów, zgodnie z którym taka zmiana może być sprzeczna z prawem unijnym. Chodzi o art. 9 ust. 2 dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2020/1828 z 25 listopada 2020 r., dotyczącej powództw wytaczanych w celu ochrony zbiorowych interesów konsumentów.
Zgodnie z tym przepisem każde państwo członkowskie musi zapewnić, aby konsumenci, których dotyczy powództwo przedstawicielskie, mieli możliwość wyrażenia woli bycia reprezentowanymi w danym postępowaniu przez upoważniony podmiot.
– W momencie, gdy grupa zostaje de facto zamknięta na samym początku postępowania, zamykamy ją dla kolejnych osób. Pokrzywdzeni nie będą mieli już możliwości ponownego zebrania się i dochodzenia roszczeń w tego typu postępowaniu – mówił Arkadiusz Myrcha.
Podobnie projekt ocenia mec. Marcin Szołajski, który uważa, że proponowana ustawa wymaga istotnych poprawek.
– Trzeba ją usprawnić. To, co proponuje Konfederacja, to za mało. Warto rozważyć np. wprowadzenie zasady, że postanowienie sądu o rozpoznaniu sprawy w postępowaniu grupowym byłoby niezaskarżalne. Dzięki temu proces nie byłby blokowany już na samym początku. Pozwany mógłby ewentualnie podnosić zarzut wadliwości takiego postanowienia dopiero w apelacji – wyjaśnia prawnik.
Jak dodaje, nowelizacja jest zbyt „płytka”, ale może stać się punktem wyjścia do dalszych prac legislacyjnych.
– W wielu krajach postępowania grupowe funkcjonują bardzo dobrze. Największe firmy wiedzą, że taki proces może poważnie zaszkodzić ich wizerunkowi. W Polsce przedsiębiorcy nie obawiają się takich konsekwencji, głównie z powodu przewlekłości sporów. Postępowania potrafią trwać nawet 10 lat – podkreśla mec. Szołajski.
Czy będzie zgoda polityczna? To zależy
Eksperci są zgodni, że projekt ma charakter raczej apolityczny i niekontrowersyjny, choć wymaga dopracowania. Kluczowe pytanie brzmi więc, czy znajdzie ponadpartyjne poparcie.
Zdaniem Przemysława Wiplera z Konfederacji projekt powinien zostać przyjęty niezależnie od barw politycznych. Jak argumentował, sprzeciw wobec rozwiązań prokonsumenckich oznacza w praktyce opowiedzenie się po stronie największych podmiotów rynkowych.
– Zwolennicy obecnego, niedziałającego modelu to podmioty, które wydają ogromne pieniądze na to, by Polacy odpuścili dochodzenie swoich praw. Liczą na to, że roszczenia się przedawnią albo że poszkodowani nie będą mieli pieniędzy na adwokata – mówił polityk.
Niewykluczone, że projekt zyska także wsparcie Prawa i Sprawiedliwości na dalszym etapie prac legislacyjnych.
Poseł Paweł Jabłoński z PiS podczas posiedzenia komisji podkreślał, że prace nad ustawą powinny być kontynuowane.
– Ta ustawa jest próbą rozwiązania jasno zdefiniowanego problemu przewlekłości postępowań sądowych. Wiemy, że nie rozwiąże wszystkich problemów, ale mamy projekt, który te problemy przynajmniej identyfikuje. Wnoszę o to, abyśmy nad nim pracowali i w toku procesu legislacyjnego wprowadzali niezbędne poprawki – mówił parlamentarzysta.
Podobną opinię wyraził Marcin Warchoł z PiS, który uznał, że projekt może usprawnić funkcjonowanie systemu. Jak dodał, „ustawa jest godna tego, by nad nią pracować”.
A co na to przedstawiciele rządu? Po posiedzeniu komisji redakcja skontaktowała się z wiceministrem sprawiedliwości Arkadiuszem Myrchą.
– Projekt jest wadliwy merytorycznie. Jeśli Konfederacja go poprawi, możemy rozmawiać. Kierunek zmian jest dobry, ale liczymy na autopoprawkę. Jesteśmy gotowi do współpracy. Na tym etapie trudno przesądzić o dalszych losach projektu – powiedział wiceminister.
Zdaniem mec. Mikołajek-Furmańskiej gra jest jednak warta wysiłku.
– Postępowania grupowe powinny toczyć się bez zbędnej zwłoki, a nawet być traktowane priorytetowo. Jeśli mamy tysiące osób, których roszczenia rozpatrywane są w jednej sprawie, to warto pamiętać, że jedna taka sprawa zastępuje tysiące indywidualnych procesów. To realna wartość dodana dla całego systemu – podsumowała ekspertka.
Główne wnioski
- Choć postępowanie grupowe miało uprościć dochodzenie roszczeń przez dużą liczbę poszkodowanych i odciążyć sądy, w praktyce jest wykorzystywane rzadko. Długi czas oczekiwania na finał takich spraw dodatkowo zniechęca pokrzywdzonych. Wciąż toczą się postępowania, które rozpoczęły się ponad dekadę temu. W ciągu 15 lat do sądów trafiło zaledwie 371 pozwów grupowych, podczas gdy liczba spraw cywilnych w Polsce sięga kilku milionów rocznie. Oznacza to, że mechanizm, który miał usprawnić system, funkcjonuje marginalnie i nie stanowi realnej alternatywy dla indywidualnych procesów.
- Jedną z głównych przyczyn przewlekłości są zarówno luki w przepisach, jak i strategie procesowe pozwanych. Duże przedsiębiorstwa – zwłaszcza banki czy deweloperzy – wykorzystują dostępne narzędzia proceduralne do wydłużania postępowań, np. zawierając indywidualne ugody z członkami grupy lub składając liczne zażalenia na decyzje sądu. Problemem pozostaje także niewielkie doświadczenie części sędziów w prowadzeniu postępowań grupowych.
- Proponowana reforma może częściowo poprawić sytuację, ale wymaga dopracowania. Projekt zakłada m.in. brak wpływu indywidualnych ugód na tok postępowania grupowego oraz możliwość dochodzenia dodatkowych roszczeń indywidualnie po zakończeniu sprawy. Jednocześnie poszkodowani mogliby już na początku decydować o zamknięciu grupy. Eksperci i politycy zgadzają się co do potrzeby zmian, wskazują jednak na ryzyko naruszenia prawa do sądu oraz potencjalną sprzeczność części rozwiązań z prawem unijnym. Projekt ma więc szansę na dalsze prace legislacyjne, ale należy się spodziewać jego korekt.

