Kategoria artykułu: Społeczeństwo

Jak dostać zawału na służbie i nie otrzymać odszkodowania? Witamy w PSP Olecko

Strażak z Olecka po zawale, do którego doszło w czasie służby, musiał odejść z formacji. Walczy o odszkodowanie, wskazując, że kłopoty ze zdrowiem to wynik mobbingu. Ani jego macierzysta komenda, ani komenda wojewódzka nie stwierdziły jednak uchybień. Z kilkudziesięciu spraw wszczętych w Polsce ani jednak nie potwierdziła nieodpowiednich zachowań w PSP.

Strażacy na tle samochodu
Jak dostać zawału na służbie i nie otrzymać odszkodowania? Witamy w PSP Olecko. Na zdjęciu Komendant Wojewódzki PSP Michał Kamieniecki (w środku) podczas powodzi na Dolnym Śląsku w 2024 r. Fot. PAP/Maciej Kulczyñski

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Co wydarzyło się strażakowi z komendy PSP w Olecku i o co spiera się z komendą.
  2. Jakie działania może podjąć funkcjonariusz publiczny w razie wypadku podczas służby.
  3. Ile przypadków mobbingu czy nierównego traktowania stwierdzono w Państwowej Straży Pożarnej w ostatnich latach.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Niespełna 16-tysięczne Olecko to miasteczko na pograniczu Suwalszczyzny i Mazur. Działa tu Komenda Powiatowa Państwowej Straży Pożarnej. W ubiegłym roku doszło w niej do zdarzenia, które dziś stało się przedmiotem sporu sądowego.

Starszy ogniomistrz Rafał Domel służył w PSP przez 20 lat. Do formacji trafił w 2006 r. Ze służby odszedł ostatniego dnia stycznia bieżącego roku. Dziś walczy zarówno o zdrowie, jak i – jak twierdzi – należne mu pieniądze. Po dwóch dekadach służby został, jego zdaniem, potraktowany przez przełożonych jak ktoś zbędny.

W rozmowie z XYZ były strażak opowiada swoją historię. Musiał zrezygnować ze służby z powodów zdrowotnych. Podczas służby doznał bowiem zawału. Dziś jest na etapie sporu z przełożonymi, którzy – jak twierdzi – nie chcą uznać tego zdarzenia za wypadek w pracy. Sprawa trafiła już do sądu.

Zawał, skarga, pisma do komendy wojewódzkiej

Cofnijmy się do 28 stycznia ubiegłego roku. Tego dnia funkcjonariusz odbywał ćwiczenia na siłowni – zgodne z harmonogramem zajęć służbowych. Nagle źle się poczuł. Jego stan był na tyle poważny, że wezwano karetkę, która przewiozła go do szpitala w Ełku. Tam lekarze stwierdzili zawał. Po wyjściu ze szpitala okazało się, że strażak musi odejść ze służby. Taką decyzję wydała komisja lekarska powołana przez komendanta powiatowego PSP w Olecku, starszego brygadiera Sławomira Litwinko. Z uwagi na to, że funkcjonariusz miał już pełne uprawnienia emerytalne, odszedł ze służby. Postanowił jednak walczyć o odszkodowanie. I wtedy – jak twierdzi – zaczęły się problemy.

– Powołana została komisja orzekająca, która miała zadecydować w mojej sprawie. Uznała jednak, że to nie było zdarzenie nagłe. Odwołałem się od tej decyzji do komendanta powiatowego, który utrzymał ją w mocy. Poszedłem więc wyżej, do komendanta wojewódzkiego – mówi Rafał Domel.

Na tym jednak sprawa się nie zakończyła. Zawiadomienie, które trafiło do Komendy Wojewódzkiej PSP w Olsztynie, nie dotyczyło wyłącznie skargi na decyzję komisji. Z odpowiedzi udzielonej redakcji XYZ przez Komendę Powiatową PSP w Olecku wynika, że komisja nie uznała zdarzenia z 28 stycznia 2025 r. za wypadek nagły pozostający w związku ze służbą, ponieważ – w jej ocenie – nie zostały spełnione ustawowe przesłanki definicyjne wypadku. Chodziło przede wszystkim o brak stwierdzenia przyczyny zewnętrznej.

„W realiach niniejszej sprawy brak było podstaw do przyjęcia wystąpienia czynnika zewnętrznego inicjującego zdarzenie, co wyklucza możliwość uznania zdarzenia za wypadek w rozumieniu przepisów prawa” – czytamy w odpowiedzi komendy.

Strażak idzie na wojnę. Dwa sądy, trzy komendy

Do komendanta wojewódzkiego trafiła obszerna skarga, a właściwie wniosek o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec komendanta powiatowego w Olecku. W uzasadnieniu Rafał Domel sformułował wobec przełożonego kilka poważnych zarzutów:

– mobbing i nękanie funkcjonariuszy,
– zmuszanie strażaków do prac niezgodnych z ich zakresem obowiązków i ustawą o PSP.

Zarzuty poparł przykładami. Według niego komendant miał wywierać presję na podwładnych – m.in. przez nieuzasadnione przenoszenie funkcjonariuszy między zmianami, utrudnianie realizacji szkoleń, blokowanie awansów, zniechęcanie do zgłaszania nieprawidłowości czy publiczne dyskredytowanie strażaków. W skardze pojawił się także zarzut, że funkcjonariusze mieli wykonywać prace remontowo-budowlane w czasie przeznaczonym na ćwiczenia.

Komenda w Olecku: zgłoszeń nie było

Zwróciliśmy się więc do komendy w Olecku z pytaniami – m.in. o przypadki zgłoszeń mobbingu. Jak wynika z odpowiedzi, formalnie takich zgłoszeń nie było. Domel wskazuje jednak, że przeciwko komendantowi toczy się postępowanie prokuratorskie w sprawie fałszowania dokumentacji służbowej, w tym ewidencji czasu służby strażaków.

To nie koniec sporów. Domel wytoczył komendantowi sprawę przed sądem pracy w Ełku – o mobbing oraz uznanie uszczerbku na zdrowiu. Według relacji strażaka sąd w Ełku uznał jednak, że zajmuje się sprawami związanymi z zatrudnieniem, a nie kwestiami mobbingu. Druga sprawa – dotycząca uznania zawału za wypadek podczas służby – toczy się obecnie przed sądem okręgowym w Suwałkach.

Solidarność strażacka: Wyczerpaliśmy drogę służbową

O zdarzenie z Olecka pytamy również stronę społeczną. Przewodniczący Regionalnej Sekcji Pożarnictwa NSZZ „Solidarność" Jarosław Rejner mówi, iż o całej historii i pracach zespołu kontrolnego z KW dowiedzieli się po fakcie, od strażaków, którzy w tym uczestniczyli.

– Na informacje o możliwości zastraszania i nękania komendant wojewódzki stwierdził, że kontrola ich nie stwierdziła. Uczestniczyłem w sprawie pana Rafała jako przedstawiciel międzyzakładowej organizacji związkowej. W sprawie Olecka mogę dodać, że toczy się jeszcze jedno postępowanie, dyscyplinarne, w sprawie innego strażaka, który zeznawał w sprawie pana Rafała w sądzie i to w kontrze do komendanta Litwinki – mówi Jarosław Rejner.

Dodaje, że związkowcy wyczerpali drogę służbową. Komendant wojewódzki przekonuje, że nie ma problemu i potwierdza to, co mówił i robił komendant powiatowy z Olecka.

– Wracamy do epoki PZPR, kiedy sekretarz wojewódzki mówił, że „żadnej sprawy nie ma" i nie było się do kogo odwołać. Czekamy na dokumenty od innego strażaka, z Gołdapi. Tam sytuacja może być podobna, również mamy do czynienia z nękaniem, prawdopodobnie z polecenia komendanta i myślę, że to również skończy się w sądzie – twierdzi przedstawiciel związkowców.

Komendant od powodzi wszczyna kontrolę

Do Olecka skierowano kontrolę z Komendy Wojewódzkiej PSP. Jednak dla starszego ogniomistrza jej wynik okazał się rozczarowujący. Komendant wojewódzki w Olsztynie, nadbrygadier Michał Kamieniecki, nie uznał skargi. W piśmie udostępnionym redakcji piśmie skierowanym do strażaka, oddalił zarzuty. Komendant wojewódzki z Olsztyna to dla obecnych władz strażak szczególnie zasłużony. W 2024 r. przejął dowodzenie w czasie powodzi w najbardziej zagrożonych miejscowościach – Stroniu Śląskim i Lądku-Zdroju.

Była to osobista decyzja premiera Donalda Tuska. Michał Kamieniecki uporządkował wówczas sytuację i nie dopuścił do jeszcze większych zniszczeń. Tym samym oszczędził rządowi wielu problemów. To zresztą doświadczony specjalista, który dowodził wieloma dużymi akcjami ratowniczymi – zarówno przeciwpożarowymi, jak i przeciwpowodziowymi.

W Olecku wszystko jest w najlepszym porządku

W przesłanym piśmie czytamy, że „kontrola nie wykazała stosowania nacisków służbowych wobec funkcjonariuszy”. Przeniesienia pomiędzy zmianami służbowymi miały odbywać się zgodnie z potrzebami organizacyjnymi jednostki i nie nosić znamion działań nieuzasadnionych. Decyzje w tym zakresie – jak wskazano – podejmowano m.in. w związku z odejściami funkcjonariuszy na emeryturę, koniecznością utrzymania na każdej zmianie odpowiedniej liczby dowódców oraz kierowców z wymaganymi uprawnieniami, a także zapewnieniem obecności ratowników medycznych.

Według komendy nie odnotowano również przypadków wstrzymywania lub przesuwania awansów w stopniach służbowych. Nie potwierdzono także „działań mających na celu zniechęcanie funkcjonariuszy do zgłaszania nieprawidłowości”. W odpowiedzi podkreślono również, że nie dochodziło do pomawiania ani dyskredytowania podwładnych w obecności osób trzecich – w tym przedstawicieli innych komend PSP czy instytucji zewnętrznych.

Nie potwierdzono również „uporczywego podważania kompetencji funkcjonariuszy ani stosowania podniesionego głosu jako formy nacisku”. Według ustaleń kontroli nie dochodziło do publicznego ośmieszania ani izolowania poszczególnych osób. Nie stwierdzono także przypadków grożenia konsekwencjami służbowymi za odmowę wykonania poleceń wykraczających poza zakres obowiązków.

71 postępowań od 2020 r. Ile przypadków stwierdzono? Okrągłe zero

Ostatecznie kontrola przeprowadzona w Olecku – podobnie jak w wielu innych przypadkach – nie wykazała nieprawidłowości. Na łamach XYZ opisywaliśmy już wcześniej dramatyczne zdarzenia z Torunia, Bydgoszczy, Mogilna i Rypina.

M.in. po naszym tekście ruszyły kontrole w komendach PSP na Kujawach – w Bydgoszczy, Mogilnie i Rypinie. Co ciekawe, nie objęły Torunia, choć właśnie tam pojawiało się najwięcej opisywanych wcześniej przypadków.

– Do nas pewnie też niedługo przyjadą. Ale co z tego, że przyjadą? Pewnie nic nie ustalą, a raczej ustalą, że wszystko jest w porządku – mówi z wyraźną ironią strażak z Torunia, który opisywał przytoczone zdarzenia.

Zwróciliśmy się do Komendy Głównej PSP z pytaniami dotyczącymi przypadków mobbingu kadry kierowniczej wobec podwładnych. Z odpowiedzi wynika, że od 2020 r. w Państwowej Straży Pożarnej wszczęto 71 postępowań dotyczących podejrzeń mobbingu wobec funkcjonariuszy. Rezultat? Ani jednego potwierdzonego przypadku. Okrągłe zero.

Żaden funkcjonariusz nie został ukarany – nawet rozmową dyscyplinującą. Jak na formację liczącą około 30 tys. osób, pracującą pod dużą presją i narażoną na stres oraz wypalenie zawodowe, to wynik co najmniej zaskakujący. Z 71 zgłoszonych przypadków 70 nie zostało potwierdzonych, a jedno postępowanie – wszczęte w grudniu ubiegłego roku – wciąż jest w toku.

Skarga do Komendy Głównej

Wróćmy jednak do Olecka. Skoro nadbrygadier Kamieniecki oddalił skargę ogniomistrza z Warmii i Mazur, Rafał Domel postanowił pójść krok dalej. W październiku do Komendy Głównej PSP trafiło pismo ze skargami i zastrzeżeniami dotyczącymi działań komendanta wojewódzkiego. Strażak przekonywał w nim, że komenda wojewódzka nie przeprowadziła pełnej i rzetelnej analizy sprawy. Wskazał, że o sytuacji w komendzie byli informowani zarówno przełożeni – m.in. zastępca komendanta wojewódzkiego podczas wizyty w Olecku w grudniu 2024 r. oraz komisja z Komendy Wojewódzkiej PSP podczas wizytacji w styczniu 2025 r. – jak również związki zawodowe oraz psycholog współpracująca ze strażakami.

W piśmie Domel wskazał także kolejne konkretne zarzuty. Komenda Główna PSP… odesłała jednak skargę do wyjaśnienia do Olsztyna. Spór trwał więc dalej. Tymczasem w sierpniu ubiegłego roku komisja lekarska MSWiA orzekła, że strażak jest całkowicie niezdolny do służby i przyznała mu trzecią grupę inwalidzką. Oznaczało to konieczność odejścia z formacji.

Rafał Domel nie miał wcześniej problemów kardiologicznych. Z okresowych badań, które przechodził w trakcie służby, nie wynikało, by zmagał się z chorobami serca. „Coś” wydarzyło się w okresie 2023–2025 – i ostatecznie doprowadziło do zawału oraz zakończenia służby, której poświęcił 20 lat życia.

Mobbingu, zastraszania ani nierównego traktowania – jak wynika z ustaleń i oficjalnych odpowiedzi – nie było. Tak jak w całej formacji Państwowej Straży Pożarnej w ostatnich pięciu-sześciu latach.

Zdaniem eksperta

Mec. Elżbieta Niezgódka: Zawały rzadko są uznawane za wypadki przy pracy

Generalnie zawały serca nie są traktowane jako wypadki przy pracy. Z prostej przyczyny – często wynikają ze stanu zdrowia pracownika, który pogarszał się już wcześniej, a nie z jednego zdarzenia, do którego doszło w pracy.

Aby zdarzenie mogło zostać zakwalifikowane jako wypadek przy pracy, musi wystąpić nagły czynnik zewnętrzny – np. gorący piec powodujący oparzenie, rozlana toksyczna substancja czy uderzenie pojazdu.

Istotne jest, aby taki czynnik rzeczywiście był bezpośrednią przyczyną zdarzenia – w tym przypadku zawału serca. Sam fakt, że w pracy panował stres, nie oznacza automatycznie, że mamy do czynienia z wypadkiem przy pracy. Przykładowo stresująca rozmowa o zwolnieniu pracownika nie jest wypadkiem przy pracy, nawet jeśli w jej trakcie pracownik zasłabnie. Takie sytuacje są elementem wykonywania obowiązków zawodowych, nawet jeśli są trudne emocjonalnie.

Jeśli opisany strażak wskazuje mobbing jako przyczynę zawału, powinien dysponować dokumentacją medyczną potwierdzającą taki związek. Najlepiej opinią biegłego – np. psychiatry lub kardiologa. Z opinii powinno wynikać, że toksyczne zachowania w pracy, w połączeniu z nadmiernym stresem, doprowadziły do zawału serca. Należałoby także ustalić, czy rzeczywiście dochodziło do działań mobbingowych lub przemocowych.

Podobnie byłoby w sytuacji, gdyby strażak pracował ponad dopuszczalne normy – bez snu i odpoczynku. Wtedy można byłoby rozważać, czy taki przypadek zawału serca może zostać uznany za wypadek przy pracy.

Kluczowe w takich sprawach jest udowodnienie, że rzeczywiście doszło do określonych zdarzeń Czym innym jest wiedzieć, że coś się wydarzyło, a czym innym – udowodnić to przed sądem. Potrzebni są także świadkowie, którzy będą gotowi potwierdzić daną wersję zdarzeń. Często jednak ludzie nie chcą zeznawać, bo obawiają się utraty pracy. To bywa największym wyzwaniem – skłonić innych do złożenia zeznań.

Jeśli zdarzy się, że pracodawca ukrywa przypadki mobbingu i nie reaguje na zgłoszenia, jedyną drogą do uzyskania odszkodowania pozostaje sąd. Postępowanie sądowe bywa długie i trudne emocjonalnie, ale stanowi również problem dla pracodawcy – niezależnie od tego, czy jest to instytucja publiczna, czy duża korporacja. Nikt nie chce bowiem zyskać reputacji toksycznego miejsca pracy ani angażować pracowników w wieloletnie spory sądowe.

Główne wnioski

  1. W starciu z systemem funkcjonariusz państwowej formacji często pozostaje bezradny. Pokazuje to przykład strażaka z Olecka, który doznał zawału podczas służby i dziś walczy o uznanie zdarzenia za wypadek oraz o należne odszkodowanie.
  2. W Państwowej Straży Pożarnej bardzo rzadko dochodzi nawet do formalnych zgłoszeń dotyczących mobbingu, zastraszania czy nierównego traktowania. Na przestrzeni ostatnich sześciu lat odnotowano 70 takich zgłoszeń – wynika z odpowiedzi Komendy Głównej PSP. Nie potwierdzono jednak ani jednego przypadku.
  3. Rafał Domel z Olecka, walcząc o odszkodowanie za zawał doznany podczas służby, odbił się od komendy powiatowej oraz od komendy wojewódzkiej w Olsztynie. Spór trwa nadal – przed sądem toczy się również postępowanie dotyczące uznania mobbingu ze strony jego przełożonego.