Przemysław Czarnek miał być otwarciem na obie Konfederacje. Zamiast sojuszu – kolejna wojna na prawicy
W minioną sobotę Przemysław Czarnek został kandydatem na premiera Prawo i Sprawiedliwość. Krok ten miał otworzyć drogę do współpracy z Konfederacją oraz pomóc w odzyskaniu części utraconych wyborców. Zamiast oczekiwanego zbliżenia nominacja ujawniła jednak głębokie podziały na prawicy i wywołała otwarty konflikt między PiS a środowiskami konfederacyjnymi.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie reakcje wśród prawicowych konkurentów wywołała nominacja Przemysława Czarnka.
- Jak nominacja jest oceniana w mediach społecznościowych i badaniach opinii publicznej.
- Dlaczego – zdaniem politologa z SWPS – decyzja ta może doprowadzić do głębszych zmian na prawicy.
Wybór Przemysława Czarnka wywołał kontrowersje także wśród polityków prawicy. W naszej relacji z Krakowa wskazywaliśmy, że postawienie na Czarnka miało być próbą odzyskania wyborców, którzy wcześniej odpłynęli do Konfederacji i Korony.
Strategia ta może przynieść Prawu i Sprawiedliwości pewne korzyści. Nominacja jednoznacznie określa kierunek polityczny partii. Sam Czarnek jest politykiem rozpoznawalnym, wyrazistym i sprawnym retorycznie, a także regularnie obecnym w programach telewizyjnych i mediach społecznościowych.
Zwarcia ideowych sojuszników
Istnieje jednak również szereg zagrożeń dla PiS. Czarnek jest silnie związany z poprzednimi rządami partii, których był częścią. Dla części wyborców pozostaje także symbolem kontrowersji wokół programu „Willa Plus”, gdy jako minister edukacji i nauki przyznawał dotacje wybranym organizacjom. Dotychczas zarzuty prokuratorskie postawiono jednak tylko dwóm osobom z organizacji, które otrzymały środki.
Czarnek jest również znany ze zdecydowanego, czasem ostrego języka. W przeszłości mówił m.in. o osobach LGBT+, że „nie są równi ludziom normalnym”, co wywołało szeroką krytykę.
Nasz rozmówca z PiS wskazuje, że wybór Czarnka miał związek z potencjalną przyszłą koalicją z obiema Konfederacjami. W jego ocenie polityk ten miałby być akceptowalny dla ewentualnych partnerów koalicyjnych.
Na razie jednak niewiele na to wskazuje.
Zaledwie dzień po ogłoszeniu decyzji przez Jarosława Kaczyńskiego, Krzysztof Bosak krytycznie odniósł się do kandydatury Przemysława Czarnka na premiera.
– To jest człowiek umoczony we wszystkie rzeczy, które PiS robił, kiedy rządził. (…) Wyborcy Konfederacji nie chcą powrotu patologii rządu PiS i Tuska. Chcą uczciwego, dobrze zorganizowanego państwa i, moim zdaniem, Przemysław Czarnek tego nie gwarantuje – mówił Krzysztof Bosak.
Słowa Krzysztofa Bosaka nie pozostały bez odpowiedzi ze strony polityków PiS. We wtorkowym programie „Tłit” Michała Wróblewskiego w Wirtualnej Polsce Radosław Fogiel krytycznie odniósł się do wypowiedzi wicemarszałka Sejmu. Były rzecznik partii porównał słowa Bosaka do retoryki Koalicji Obywatelskiej.
Fogiel: Czarnek jak harcownik PO
– To słowa jak jednego z harcowników Platformy Obywatelskiej. Muszę powiedzieć, że przyjąłem je z rozczarowaniem. Krzysztof Bosak usłyszał to ode mnie prosto w oczy w niedzielnym programie. Konfederacja zamienia się niestety w Platformę 2.0 – mówił Fogiel w WP.
Dodał także, że jego zdaniem w obozie Konfederacji widać nerwową reakcję po decyzji o wskazaniu Przemysława Czarnka jako kandydata na premiera.
– Rzeczywiście od kilku dni widać po ich stronie bardzo nerwowe ruchy i ataki. Niczym się nie różnią od zarzutów, o których mówią Waldemar Żurek czy Donald Tusk – stwierdził poseł PiS.
Jaki i Mentzen w kontrze do parlamentarnej powagi
Oliwy do ognia dolał Patryk Jaki, bliski polityczny sojusznik Przemysława Czarnka z frakcji tzw. maślarzy.
– A wiecie jaki jest najlepszy punkt programu Przemysława Czarnka? ETS-srETS. (…) Wypowiadamy ETS, na czym zyska cała gospodarka – mówił w nagraniu opublikowanym w serwisie X europoseł.
Posłowie związani z dawną Suwerenną Polską jeszcze w trakcie rządów PiS złożyli projekt ustawy mający zawiesić funkcjonowanie systemu ETS. Projekt nie został jednak zrealizowany, ponieważ ówcześni ziobryści pozostawali w sporze z rządem Mateusza Morawieckiego. Dziś retoryka tej frakcji stała się w dużej mierze głównym nurtem polityki PiS, uosabianym przez Przemysława Czarnka.
Z tego powodu stanowisko PiS wobec systemu ETS jest krytykowane również przez… Konfederację, która w przeszłości sama ostro atakowała unijny system handlu uprawnieniami do emisji CO2. Krytyka ta – podobnie jak obecna polemika między ugrupowaniami – rzadko jednak przybiera formę szczególnie wysublimowanej debaty.
Sławomir Mentzen nie opatrzył wątpliwej jakości merytorycznej grafiki komentarzem słownym. Wywołał jednak burzę, do której swoje kolejne trzy grosze dorzucił m.in. Tobiasz Bocheński.
Szef Nowej Nadziei odpowiedział niemal godzinnym nagraniem opublikowanym na swoim kanale w YouTube. Film nosi samodefiniujący się tytuł: „Przemek Czarnek. Posłuchaj, to do ciebie”.
– Jak ty chcesz prowadzić obrady Rady Ministrów, jeśli nie jesteś w stanie samodzielnie podjąć decyzji (…) a potem musisz się z niej wycofywać, bo prezes Kaczyński zmienił zdanie – mówił Mentzen w długiej tyradzie skierowanej do Przemysława Czarnka.
Na prawicy miłości ewidentnie nie ma.
W sporze na prawicy nie chodzi o program
Nowa odsłona zaognionych sporów na prawicy nie dotyczy w istocie kwestii programowych. Wskazuje na to m.in. wtorkowa wypowiedź Przemysława Wiplera, bliskiego sojusznika Sławomira Mentzena. Wipler na antenie Telewizji Republika wyraźnie sprzeciwił się wdrożeniu systemu ETS2 w Polsce.
– Polski i Europy nie stać na to, abyśmy stali się skansenem. Jesteśmy głęboko przekonani, że te ustawy trzeba wyrzucić do kosza – mówił Przemysław Wipler.
Nominacja Przemysława Czarnka sprawiła, że choć partie przyjmują podobną, antyunijną narrację wobec systemu ETS, trudno mówić o spójnym sojuszu. Wraz z wyraźnym skrętem głównego nurtu PiS w prawo ponownie rozgorzała walka o prawicowego wyborcę. Jak widać, w tej rywalizacji wszystkie ruchy są dozwolone.
Potwierdzają to wyniki analiz kolektywu Res Futura, który bada nastroje w internecie. Według tej organizacji dominujący wydźwięk komentarzy dotyczących Czarnka jest wyraźnie negatywny.
Z danych analityków wynika, że tylko w 16 proc. wpisów widać poparcie dla Czarnka. Aż 84 proc. wzmianek zawiera krytykę kandydata PiS na premiera. Co ciekawe, ok. 40 proc. negatywnych wpisów pochodzi z kont identyfikowanych z prawicą.
Z partii Grzegorza Brauna także słychać głosy rytualnej krytyki. Z politykami tzw. „ruchu gaśnicowego” jednak ani politycy PiS, ani ich dawni partyjni koledzy z Konfederacji nie wchodzą w polemikę.
Wyborcy obu Konfederacji bardzo sceptyczni
A jak nominację Przemysława Czarnka oceniają wyborcy obu środowisk konfederacyjnych? Wiadomości nie są dobre dla PiS i samego kandydata.
45 proc. elektoratu obu Konfederacji ocenia nominację zdecydowanie źle, a 38 proc. raczej źle. W sumie ok. czworo na pięciu wyborców tych ugrupowań negatywnie ocenia wybór Czarnka. To bardzo słaby wynik dla polityka, który miał być przynajmniej akceptowalny dla bardziej prawicowego elektoratu.
O spór między PiS a środowiskami konfederacyjnymi, kandydaturę Przemysława Czarnka oraz jej historyczny kontekst zapytaliśmy dr. Mateusza Zarembę, politologa z SWPS.
Miniwywiad
Na prawicy dokonuje się potężna zmiana
Krzysztof Figlarz, XYZ: Skąd bierze się to zjawisko, że od niedzieli politycy Konfederacji uderzają w Przemysława Czarnka równie mocno jak w Donalda Tuska?
Dr Mateusz Zaremba: Między tymi środowiskami iskrzy od dawna. Wystarczy przypomnieć wcześniejsze ataki Jarosława Kaczyńskiego na Sławomira Mentzena. Ta brutalna rywalizacja wynika z walki o podobne grupy wyborców. Dziś w badaniach zachowań wyborczych nie dzielimy już ludzi wyłącznie według płci, wieku czy nawet religijności. O preferencjach decydują nowe wartości – stosunek do praw zwierząt, transformacji energetycznej czy motoryzacji, choćby to, czy silnik V8 powinien być dostępny dla każdego. Przemysław Czarnek i liderzy Konfederacji celują w tę samą grupę wyborców, a jego nominacja to dla konfederatów jasny sygnał: PiS nie przesuwa się do centrum, lecz pozostaje twardo na prawicy.
Przy tak ostrej rywalizacji o tego samego wyborcę ewentualna koalicja tych formacji jest w ogóle możliwa? Czy to nie gra wyłącznie na korzyść obozu Donalda Tuska?
To zjawisko niezwykle dynamiczne. Obecna sytuacja przypomina tąpnięcie po upadku SLD, które na nowo zdefiniowało zarówno PiS, jak i PO. Teraz na prawicy dokonuje się podobna zmiana. Przesunięcie Prawa i Sprawiedliwości choćby o pół kroku w prawo lub w kierunku centrum wymusza natychmiastowe roszady u pozostałych ugrupowań, zmuszając np. Platformę Obywatelską do skrętu w lewo. Proszę pamiętać, że scena polityczna nie jest prostą linią – to raczej wielowymiarowa przestrzeń, a preferencje wyborców bada się dziś na co najmniej trzech lub czterech nakładających się osiach.
Biorąc pod uwagę tę dynamikę, partie mają wciąż ogromne pole manewru w przesuwaniu tzw. okna Overtona, a ostateczne decyzje kierunkowe mogą zapaść tuż przed wyborami.
Dokładnie tak. Przypomnijmy wybory z 2005 r. Do samego końca, a nawet jeszcze po głosowaniu, społeczeństwo było przekonane, że powstanie koalicja PO-PiS, z „premierem z Krakowa i prezydentem z Gdańska”. Skończyło się to jednak spektakularnym fiaskiem tego projektu. W tamtej kampanii, aż do przełomu lata i jesieni, realnym kandydatem na prezydenta był także Włodzimierz Cimoszewicz, którego wyeliminowano z wyścigu bardzo nieczystym zagraniem – zasługującym na polityczną czerwoną kartkę. Biorąc pod uwagę naszą historię, nie wykluczam, że w obecnej kampanii również ktoś z głównych graczy zostanie w podobny sposób wyeliminowany – oczywiście politycznie.
Wracając do Przemysława Czarnka – to znana, przez wielu uważana za butną, postać z pierwszego szeregu PiS. Do kogo właściwie ma on trafić?
Jego głównym zadaniem jest utrzymanie bazy Prawa i Sprawiedliwości, zwłaszcza elektoratu z okresu najwyższego poparcia partii w 2015 i 2019 r. Obserwując jego ekspresję, widzę u niego wyraźne cechy wspólne z Beatą Szydło. Charakteryzuje go podobna dosadność, ludyczność i pewność siebie typowa dla ludowego trybuna z poziomu gminy czy powiatu. Potrafi wyjść do tłumu, krzyknąć i huknąć, ale z jedną istotną różnicą – nie krzyczy na ludzi, tylko krzyczy do nich.
Zgadza się.
Beata Szydło opanowała to znakomicie. Jej słynne zdanie „Te pieniądze nam się po prostu należały!” uratowało ją w Sejmie tamtego ranka. Choć po południu funkcję premiera przejął już Mateusz Morawiecki, w pamięci społecznej nie została jej dymisja, lecz właśnie to jedno emocjonalne zdanie.
Społeczeństwo zapamiętało właśnie ten jeden, donośny komunikat. Dziś mamy do czynienia z podobną, ostrą retoryką. Jeśli szukamy analogii do pamiętnego przemówienia Beaty Szydło, to do świadomości publicznej bardzo mocno przebiły się wystąpienia Czarnka z hasłami w rodzaju „OZE-srOZE”, choćby z jego konwencji w Krakowie. Takimi zdecydowanymi hasłami i ripostami Czarnek będzie próbował skupiać wokół siebie ludzi rozczarowanych obecną sytuacją – zwłaszcza jeśli polska gospodarka zacznie wyraźniej zwalniać, co dla obecnego rządu nie byłoby dobrą prognozą.
Zresztą w 2015 r. było to fascynujące zjawisko: Platforma Obywatelska przegrała wybory, mimo że Polska znajdowała się wówczas na historycznie wysokim poziomie subiektywnej oceny jakości życia. A jak wiadomo, w takich warunkach rządy zazwyczaj wyborów nie przegrywają.
Znamy badania, z których wynikało, że Polacy bardzo wysoko oceniali swój poziom życia. A jednak rok temu wybory wygrał Karol Nawrocki.
Polska ma tu specyficzną historię. Przez długi czas nie mieliśmy własnej tradycji badań nad zachowaniami wyborczymi i opieraliśmy się głównie na badaniach amerykańskich. W PRL nauki społeczne, zwłaszcza socjologia, były traktowane jako dziedziny zdegenerowane i w praktyce marginalizowane na uniwersytetach. Nie funkcjonował też system demokratyczny, więc badania nowoczesnych zachowań wyborczych zaczęto w Polsce rozwijać dopiero po 1989 r., w silnym kontekście transformacji ustrojowej. W pierwszych latach opieraliśmy się mocno na wzorcach z USA, gdzie dobra sytuacja gospodarcza niemal zawsze przynosiła premię dla rządzących.
No właśnie, a teraz obserwujemy potężne zawirowania: sytuację w Cieśninie Ormuz, problemy z transportem ropy i rosnące ceny paliw, które uderzają w pierwszej kolejności w rząd, choć prowodyrem wzrostów jest Donald Trump, bliski sojusznik Prawa i Sprawiedliwości.
Jest jeszcze jeden ważny wątek dotyczący relacji na prawicy. Niedawno Jarosław Kaczyński zapowiedział, że za gospodarkę w PiS nadal będzie odpowiadał Mateusz Morawiecki. Moim zdaniem był to największy cios wymierzony w Konfederację. Sławomir Mentzen od dawna marzy przecież o stanowisku ministra finansów w randze wicepremiera. Perspektywa, w której w ewentualnej koalicji musiałby zostać bezpośrednim podwładnym Morawieckiego, z pewnością rozsierdziła go bardziej niż jakiekolwiek słowa Przemysława Czarnka. Kaczyński wysłał w ten sposób jasny sygnał: „Powstrzymajcie swoje ambicje”.
Główne wnioski
- Wybór Przemysława Czarnka na kandydata na premiera miał pomóc Prawu i Sprawiedliwości w odzyskaniu części dawnych wyborców. Zamiast tego decyzja wywołała otwarty konflikt z przedstawicielami obu środowisk konfederacyjnych. Liderzy tych ugrupowań ostro krytykują polityka, wskazując m.in. na jego obciążenia z czasów poprzednich rządów.
- Odbiór kandydatury wśród sympatyków prawicy jest w dużej mierze negatywny. Z badań United Surveys wynika wyraźna niechęć elektoratu Konfederacji wobec tej nominacji. Z kolei analitycy z Res Futura wskazują na zdecydowaną przewagę krytycznych komentarzy w internecie pod adresem byłego ministra.
- Dr Mateusz Zaremba ocenia ten spór jako zaciętą rywalizację o tego samego wyborcę o konserwatywnych poglądach. Jego zdaniem Przemysław Czarnek ma utrzymać twardy elektorat partii dzięki wyrazistej i emocjonalnej retoryce. Dodatkowo – jak wskazuje politolog – deklaracja Jarosława Kaczyńskiego, że za gospodarkę w ewentualnym przyszłym rządzie nadal odpowiadać będzie Mateusz Morawiecki, może dodatkowo zaostrzać relacje między politykami PiS i Konfederacji.
