UOKiK poprawił projekt ustawy o kredycie konsumenckim. Sektor finansowy wciąż alarmuje
UOKiK przedstawił nową wersję projektu ustawy o kredycie konsumenckim, która ma odpowiedzieć na krytykę ze strony sektora finansowego. Choć w dokumencie pojawiły się korekty, wiele kluczowych postulatów rynku nadal nie zostało uwzględnionych. Spór dotyczy m.in. sankcji kredytu darmowego oraz limitów kosztów pozaodsetkowych.
Z tego artykułu dowiesz się…
- jakie zmiany w stosunku do pierwotnej wersji wprowadza nowy projekt autorstwa UOKiK,
- które postulaty banków, pożyczkodawców i ubezpieczycieli zostały wysłuchane, a które nie,
- jakie - według rozmówców - mogą być konsekwencje wprowadzenia projektu w obecnym kształcie.
Na początku marca Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) przedstawił nową wersję projektu ustawy o kredycie konsumenckim. To kompleksowa regulacja wdrażająca unijną dyrektywę CCD2, która już na etapie wpisu do wykazu prac legislacyjnych budziła dużo emocji wśród instytucji finansowych. Ich efektem było wysłanie łącznie 1500 stron uwag do projektu, a następnie szerokie uczestnictwo rynku w konferencji uzgodnieniowej w siedzibie urzędu. Mimo pokazania nowego projektu, uwzględniającego część zgłoszonych uwag, rynek znów zabiera głos.
Nowa wersja projektu rozrosła się o dwie strony
Dokument datowany na 25 lutego liczy 96 stron. Jest zatem o dwie strony dłuższy niż pierwotny projekt z lipca 2025 r., który trafił do konsultacji publicznych. To niewielki rozrost biorąc pod uwagę liczbę uwag jakie napłynęły z izb reprezentujących sektor finansowy, czy choćby z administracji. Warto przypomnieć, że mocno krytyczne stanowisko wobec projektu zabrała np. Komisja Nadzoru Finansowego (KNF). Jej uwagi miały łącznie aż 102 strony.
Zmiany w nowym projekcie są dość niepozorne. Z artykułu 9 mówiącego o reklamie kredytu konsumenckiego wykreślono np. konieczność wskazywania firmy kredytodawcy i pośrednika. Zamiast tego skupiono się na danych o finansowaniu, m.in. stopie oprocentowania, całkowitej kwocie kredytu oraz wysokości rat. Urząd wykreślił także pierwotny zapis o konieczności gromadzenia przez kredytodawcę lub pośrednika danych pozwalających ustalić reprezentatywny przykład podawany w reklamie.
Regulator zdecydował się określić maksymalną wysokość kosztów pozaodsetkowych (MPKK) w relacji rocznej, a nie miesięcznej. Doprecyzował kwestię limitu zadłużenia, tak aby zmiana limitu po okresie roku od zawarcia umowy o kartę kredytową oznaczała też podwyżkę limitu od którego wyliczana jest MPKK. Inne przykłady? UOKiK dodał wymóg przechowywania umów o kredyt konsumencki przez co najmniej trzy lata po zakończeniu umowy. Usunął też zapis, aby konsument przy zawarciu umowy otrzymywał na trwałym nośniku wzór oświadczenia o odstąpieniu od niej.
Rynek: Większości naszych zmian nie uwzględniono
Redakcja XYZ poprosiła o komentarze izby reprezentujące sektor finansowy. Te, które zgłaszały najwięcej uwag w toku prac, czyli Związek Przedsiębiorstw Finansowych (ZPF) oraz Związek Banków Polskich (ZBP) nie ukrywają, że większość ich uwag została zignorowana.
– Wiele oczekiwano po kolejnej wersji projektu. Widzimy, że projekt i uzasadnienie zostały w wielu miejscach zmienione. Z naszej jednak perspektywy nie odnajdujemy tu modyfikacji w kluczowych kwestiach – komentuje Agnieszka Wachnicka, wiceprezes ZBP.
– Potrzeba nam dalszej merytorycznej dyskusji z projektodawcą, w szczególności w zakresie tych elementów, które wykraczają poza zakres dyrektywy CCD2. Nadregulacja nikomu nie służy i nie rozwiązuje żadnego problemu, a stanowi tylko dodatkowe obciążenie podmiotów sektora kredytowego. Inne kraje UE nie poszły w tym kierunku, co automatycznie czyni nasze podmioty słabsze konkurencyjnie niż kredytodawcy spoza Polski – dodaje Marcin Czugan, prezes ZPF.
W podobnym tonie wypowiada się Michał Nowakowski, prezes Polskiej Organizacji Niebankowych Instytucji Płatniczych (PONIP). Organizacja analizuje właśnie ostatnią propozycję i przygotowuje kolejną serię komentarzy do ustawy.
– Już teraz widzimy, że większość naszych propozycji, sygnalizowanych w trakcie konferencji uzgodnieniowej, nie została uwzględniona. Przykładem są koszty pozaodsetkowe czy też wyłączenia niektórych kategorii dostawców usług płatniczych i produktów z obowiązków wskazanych w ustawie – wskazuje nasz rozmówca.
Pożyczkodawcy straszą rozrostem szarej strefy
Instytucje pożyczkowe podkreślają, że urząd nie pochylił się nad limitem kosztów pozaodsetkowych, czyli prowizji, ubezpieczeń oraz opłat przygotowawczych. Od grudnia 2022 r. MPKK wynosi 10 proc. za każdy rok okresu spłaty zobowiązania, ale nie więcej niż 45 proc. całkowitej kwoty kredytu. To poziom wprowadzony przez tzw. ustawę antylichwiarską, nad którą pracował jeszcze resort sprawiedliwości ze Zbigniewem Ziobrą na czele.
Według think tanku Warsaw Enterprise Institute (WEI) w pierwszej połowie 2025 r. aż 77 proc. wniosków składanych do instytucji pożyczkowych zostało odrzuconych, a 59 proc. wnioskodawców nie dostało finansowania w żadnej legalnie działającej firmie pożyczkowej. Czytamy, że w efekcie szara strefa osiągnęła poziom 15 proc. całego sektora pożyczkowego.
– W nowym projekcie UOKiK nie wziął pod uwagę ryzyka jeszcze większego rozrastania się szarej strefy pożyczek. Urząd oddaje klientów w ręce lichwiarzy. Państwo tworzy iluzję bezpieczeństwa, a obywatel zostaje z pustym portfelem, bo pod obecną jurysdykcją legalne firmy muszą mu odmówić pożyczki. Niezrozumiałe jest to, że nikt przy tworzeniu projektu ustawy nie wziął pod uwagę twardych danych o sektorze. Są one dostępne w KNF, raportach WEI i Federacji Konsumentów – dodaje przedstawiciel branży pożyczkowej.
Jakiego poziomu MPKK oczekują? Związek Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP) w toku konsultacji publicznych proponował podniesienie limitu z 10 do 20 proc. rocznie, a całkowitych kosztów finansowania z 45 do 75 proc. Bardziej ostrożne są Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) i Pracodawcy RP, które zakładają 15-procentowy MPKK za każdy rok spłaty i 75-procentowy całkowity limit kosztów. Wszystkie te organizacje argumentowały wtedy konieczność podwyżki wzrostem inflacji oraz średniego wynagrodzenia.
Biura informacji gospodarczej boją się monopolizacji
Dużo wątpliwości budzi temat raportowania danych do Biura Informacji Kredytowej (BIK). Jeszcze w styczniu ZPF i Krajowy Rejestr Długów BIG (KRD BIG) pytały na łamach XYZ: „kiedy jeśli nie teraz”, wysuwając propozycję demonopolizacji informacji kredytowej. Obecnie jedynym podmiotem, do którego instytucje finansowe przesyłają dane o udzielonych kredytach, jest właśnie BIK, będący własnością ZBP oraz dziewięciu banków komercyjnych, na czele z Bankiem Pekao.
Teraz okazuje się że zamiast demonopolizacji informacji kredytowej, pojawia się ryzyko umocnienia monopolu informacyjnego BIK. Temat poruszył 12 marca "Business Insider", pisząc o możliwości powstania super BIG-u, którego działalność uderzyłaby w trzy obecnie funkcjonujące tzw. biura informacji gospodarczej (KRD, CRIF, KBIG), a umocniła pozycję BIK-u, do którego należy też biuro BIG InfoMonitor.
W jaki sposób? W nowej wersji projektu pojawia się zapis o raportowaniu do BIG danych o kredytach opóźnionych w spłacie. Przy ich przekazywaniu muszą jednak być spełnione trzy przesłanki: instytucja ma wezwać klienta do zapłaty listem poleconym, powinno upłynąć 30 dni od wymagalności zobowiązania, a minimalna kwota długu musiałaby przekroczyć 200 zł.
„Obowiązek przekazania danych do BIK jest bezwzględny. To siedem dni od powstania zaległości, bez żadnych dodatkowych warunków. Raportowanie do BIG-ów wymaga natomiast łącznego spełnienia trzech warunków. Wystarczy, że kredytodawca nie spełni choć jednego z nich i obowiązek znika. W efekcie baza danych BIK będzie stale zasilana nowymi informacjami, a konkurencyjne biura informacji gospodarczej nie dostaną nic” — czytamy we wspólnym stanowisku ZPF, KRD BIG oraz Pracodawców RP.
Windykatorzy alarmują przed koncentracją danych
Wypowiada się w nim także przedstawiciel Kruka, czyli lidera rynku zarządzania wierzytelnościami, głównie kredytami. Jego obecność w tym gronie nie jest przypadkowa. W nowej wersji projektu pojawia się bowiem przymus przekazywania przez nabywców wierzytelności informacji o kupionych długach. Chodzi o dane o zaległościach, całkowitej spłacie, korekcie wysokości zobowiązania i nowo powstałych zobowiązaniach. Ma to następować w ciągu siedmiu dni od daty zakupu portfela. Informacje będzie można przekazywać do BIK albo BIG.
– Przeniesienie obowiązku raportowania wierzycieli wtórnych do BIK uruchamia efekt domina: koncentrację danych w jednej bazie, stopniowe odchodzenie banków od korzystania z BIG-ów i osłabienie narzędzi, z których od lat korzystają przedsiębiorcy, zwłaszcza z sektora MŚP – mówi Piotr Rogowiecki, dyrektor departamentu analiz i legislacji Pracodawców RP.
Podkreśla, że obecny, funkcjonujący od ponad 15 lat, mechanizm raportowania wierzycieli wtórnych do BIG, w pełni realizuje cel informacyjny, którego szuka ustawodawca. Nie ma zatem konieczności, by nabywcy kredytów przekazywali te dane także do BIK. Tym bardziej, że taka ingerencja wykracza poza zakres dyrektywy CCD2.
Instytucje mają opinię prawną prof. Łukasza Błaszczaka z kancelarii Błaszczak, Kopyściański, Żekieć, z której wynika, że przyjęte rozwiązanie stanowi przykład nadregulacji (gold plating), a przez to wprowadza ryzyko stwierdzenia niezgodności z prawem unijnym na etapie kontroli zgodności transpozycji dyrektywy do polskiego porządku prawnego. Przepisy są nieprecyzyjne i mogą powodować wątpliwości interpretacyjne w zakresie obowiązków nabywców kredytów.
BIK ripostuje: problemem brak danych, nie nadmiar
Poprosiliśmy o odniesienie się do tego tematu Biuro Informacji Kredytowej. W stanowisku przesłanym redakcji XYZ instytucja wskazuje, że celem ustawy jest realne wzmocnienie ochrony konsumentów na rynku finansowym. Dotyczy to całego cyklu kredytowego – od udzielenia finansowania, przez spłatę, aż po restrukturyzację kredytu lub zbycie wierzytelności.
„Z perspektywy konsumenta kluczowym problemem obecnego systemu nie jest nadmiar informacji, lecz braki w danych, szczególnie w przypadku kredytów sprzedawanych na rynku wtórnym. Przez lata informacje o spłacie takich zobowiązań często nie były raportowane w sposób ciągły, co prowadziło do sytuacji, w których konsumenci – mimo uregulowania długu – byli oceniani na podstawie niepełnych lub nieaktualnych danych. Projektowane przepisy mają ten problem systemowo wyeliminować” — odpowiada na nasze pytania BIK.
Przedstawiciele biura przypominają, że lepsza jakość danych i funkcjonowanie systemu wymiany informacji kredytowej oznaczają trafniejszą ocenę ryzyka i niższe koszty. To z kolei przekłada się na bardziej adekwatną wycenę finansowania.
BIK przypomina, że uczestniczy w procesie legislacyjnym od początku i zaleca, by dyskusję o regulacjach opierać na ich rzeczywistym wpływie na bezpieczeństwo finansowe klientów, a nie na uproszczonych hasłach. Jego zdaniem projekt to krok w stronę stabilnego rynku kredytowego.
Bankowcy alarmują ws. sankcji kredytu darmowego
Według Agnieszki Wachnickiej z ZBP niepokojące jest utrzymanie rozbudowanego modelu sankcji kredytu darmowego (SKD). To obejmująca kredyty do 255,55 tys. zł i zapisana w art. 45 ustawy o kredycie konsumenckim kara dla banku, zakładająca zwrot przez klienta kredytu bez odsetek i innych kosztów należnych kredytodawcy. Niepokoi ją pełne stosowanie SKD za naruszenie szerokiego katalogu przepisów oraz sankcja połowy odsetek, czyli zwrotu kredytu z połową odsetek umownych, bez innych kosztów kredytu należnych kredytodawcy.
– Nadal mierzymy się z multiplikacją sankcji za naruszenie obowiązków przy badaniu zdolności kredytowej. Utrzymane bowiem zostały sankcje w postaci ograniczenia wypowiedzenia umowy kredytu, zbycia wierzytelności z tej umowy czy objęcia oceny zdolności sankcją SKD. Jako sektor od początku kwestionowaliśmy objęcie konstrukcją SKD dokonywania tej oceny. Pomimo zmian nowe przepisy nie rozwiewają tych wątpliwości. Może warto zapytać, czy ten typ sankcji jest w ogóle adekwatny do obowiązków przy ocenie zdolności kredytowej – sugeruje Wachnicka.
Jej zdaniem projekt ustawy nie minimalizuje ryzyka związanego z SKD. W sądach jest już ponad 26 tys. pozwów dotyczących zastosowania tej sankcji. Dodaje, że po wejściu w życie ustawy w obecnym kształcie sektor zmierzy się z nową falą kreatywnych zarzutów firm odszkodowawczych dotyczących tej sankcji. Efekt? Prawdopodobnie na rozstrzygnięcie spraw nie dotyczących SKD w sądach rejonowych poczekamy jeszcze dłużej niż obecnie.
Organizacje ZPF i KZBS doceniają korzystne zmiany
Nie wszystkie uwagi są jednak krytyczne. ZPF docenia np. rezygnację przez UOKiK ze stosowania wskaźnika DtI (ang. Debt to Income, rata kredytu do dochodu) przy ocenie zdolności kredytowej, który wychodził poza zakres implementacji CCD2. Chodzi o przepis, zgodnie z którym dochody pomniejszone o wydatki nie mogą być mniejsze niż obciążenie z tytułu zobowiązań. Pożyczkodawcy zarzucali, że przepis nie pasuje do specyfiki działania niebankowych kredytodawców kredytu konsumenckiego, np. udzielających pożyczek na miesiąc.
– Obecne rozwiązanie zakłada konieczność przeprowadzenia i udokumentowania mechanizmu analitycznego, który powinien stanowić ocenę zdolności kredytowej. Brak tego mechanizmu, to narażenie się na sankcję kredytu darmowego. To zdecydowanie lepsze rozwiązanie niż w poprzedniej wersji projektu – ocenia szef ZPF.
Pozytywne spostrzeżenia ma też np. Krajowy Związek Banków Spółdzielczych (KZBS). W stanowisku wysłanym redakcji organizacja oceniła, że nowa wersja projektu jest krokiem w dobrą stronę wobec pierwszej propozycji i uwzględnia część uwag zgłoszonych przez sektor banków spółdzielczych.
„Bardzo pozytywnie oceniamy uwzględnienie w projekcie ustawy niezwykle istotnych dla banków spółdzielczych rozwiązań dotyczących możliwości prezentowania jednolitego reprezentatywnego przykładu w reklamach dotyczących kredytu konsumenckiego. W projekcie nie uwzględniono jednak analogicznych rozwiązań dotyczących możliwości reklamy produktów zrzeszeniowych w zakresie kredytów hipotecznych” – komentuje KZBS.
Mniejsze instytucje zwracają uwagę na brak precyzji
KZBS jest bardziej krytyczny wobec zmian w ocenie zdolności kredytowej. Twierdzi, że zarówno w poprzedniej, jak i obecnej wersji projektu pojawiają się mało precyzyjne sformułowania, jak „wyraźna zgoda” i „odpowiednia weryfikacja”. Dodaje, że choć w obecnej wersji projektu doprecyzowane zostały niektóre zapisy dotyczące stosowania SKD, to jest on nadal daleki od postulatów sektora. Obecna konstrukcja tych przepisów budzi wątpliwości interpretacyjne, stwarzając pole do nadużyć i dalszego zalewu sądów pozwami kancelarii odszkodowawczych.
Głos zabrał też reprezentant Capital Service, właściciela marki pożyczkowej KredytOK. Zwraca uwagę na powiązanie sankcji kredytu darmowego z oceną zdolności kredytowej. Martyna Łokuciejewska, specjalistka ds. PR w Capital Service, podkreśla, że art. 66 wprawdzie doprecyzowuje przypadki stosowania SKD, ale odwołuje się do określenia „odpowiednich i dokładnych” danych o dochodach i wydatkach, co jest zbyt ogólnym zapisem.
– Tak nieprecyzyjne sformułowanie może ułatwić podmiotom wyspecjalizowanym w dochodzeniu SKD kierowanie masowych pozwów przeciwko kredytodawcom – przestrzega Łokuciejewska.
„W praktyce zaostrzenie zasad stosowania SKD będzie za szkodą zarówno dla banków, jak i dla konsumentów, do których instytucje finansowe będą podchodzić z dodatkową ostrożnością. Surowe wymogi mogą odciąć od finansowania osoby o niższych dochodach, co wpłynie na wykluczenie finansowe i pogłębienie szarej strefy, wpychając część klientów do sektora pozabankowego. Po stronie sektora finansowego spotęguje to występujące już obecnie bardzo wysokie ryzyko prawne związane z kredytami konsumenckimi” – komentuje KZBS.
Rzecznik Finansowy zainteresowany tematem poradnictwa oddłużeniowego
Odpowiedzi na nasze pytania udzieliło też biuro Rzecznika Finansowego, Michała Ziemiaka. Oceniono w nich, że kluczowe są przepisy dotyczące sankcji kredytu darmowego, tak aby przepisy możliwie precyzyjnie określały obowiązki kredytodawców i konsekwencje ich naruszenia. Instytucja stwierdza, że obecny projekt odchodzi od jednolitej konstrukcji sankcji i wprowadza wielostopniowy mechanizm miarkowania odpowiedzialności kredytodawcy. Według rzecznika takie rozwiązanie komplikuje system z punktu widzenia przeciętnego konsumenta. Może też prowadzić do wzrostu liczby sporów na tle interpretacji tych przepisów.
Rzecznik jest szczególnie zainteresowany regulacjami systemu wsparcia osób nadmiernie zadłużonych. Jak czytamy w komentarzu, z zadowoleniem przyjmuje zamianę terminu „poradnictwo zadłużeniowe” na „poradnictwo oddłużeniowe”.
„Zmiana ta sugeruje bardziej proaktywne podejście, nastawione na proces wychodzenia z długów, a nie tylko ich analizę. To ważna i korzystna zmiana dla obywateli. Tak zbudowany system ma szansę lepiej ich wspierać w tak trudnej sytuacji. Poradnictwo ma mieć charakter nieodpłatny i obejmować pomoc psychologiczną, techniczną i prawną” — czytamy w komentarzu wysłanym XYZ.
Najnowszy projekt koncentruje zadania poradnictwa oddłużeniowego w biurze Rzecznika Finansowego. Oznacza to odejście od koncepcji, w której rzecznik pełni rolę koordynatora systemu jako prowadzący rejestr podmiotów świadczących usługi doradcze. Według rzecznika, w tych warunkach kluczowe jest ustalenie finansowania dodatkowych zadań. Chodzi o to, żeby Rzecznik Finansowy mógł korzystać ze wsparcia ze strony np. wyspecjalizowanych i niezależnych organizacji pozarządowych. Takie podmioty już w Polsce istnieją, ale skala ich działalności jest ograniczana przez zbyt niski poziom finansowania.
Ubezpieczyciele krytykują krótki dostęp do danych
Polska Izba Ubezpieczeń (PIU) zwraca uwagę na nadmierną regulację w zakresie okresu, po którym informacje o przebytym nowotworze nie mogą być wykorzystywane do oceny ryzyka ubezpieczeniowego. Dyrektywa przewiduje na to 15 lat, polska wersja ustawy tylko 5 lat.
– Optymalnym rozwiązaniem byłoby przyjęcie okresu 10 lat od dnia zakończenia leczenia dla pacjentów dorosłych i 5 lat dla pacjentów pediatrycznych (do 21. roku życia). Takie rozwiązanie uwzględnia interes osób poszukujących ochrony ubezpieczeniowej, mających historię choroby nowotworowej – komentuje Piotr Wrzesiński, wiceprezes PIU.
Wskazuje, że rezultatem pięcioletniego okresu przechowywania danych może być konieczność uwzględniania przez ubezpieczycieli większego marginesu niepewności w wyliczaniu składek. Będzie to prowadziło do wzrostu składek z umów ubezpieczenia i ograniczenia oferty. Przyjęcie tak krótkiego okresu dostępu do danych o historii chorób onkologicznych oznaczać będzie przeniesienie kosztów z osób charakteryzujących się wyższym ryzykiem na osoby zdrowe.
PIU krytycznie ocenia też uchylenie przepisu przewidującego wydłużenie do 30 dni terminu, w którym konsument może odstąpić od umowy ubezpieczenia zawartej na odległość. Wrzesiński wskazuje, że co do zasady od umowy na odległość można odstąpić w ciągu 14 dni.
– Po wejściu w życie ustawy konsument zawierający umowę na odległość, który powinien być szczególnie chroniony, znajdzie się w gorszej sytuacji od konsumenta zawierającego umowę w tradycyjnym kanale. Na podstawie przepisów kodeksu cywilnego ten ostatni będzie mógł odstąpić od umowy ubezpieczenia w terminie 30 dni – komentuje Piotr Wrzesiński.
Projekt ma wejść w życie najpóźniej w listopadzie
Co dalej z projektem? UOKiK narzucił sobie dość wymagający harmonogram dalszych prac. Jeszcze w styczniu urząd wskazywał, że w pierwszym kwartale dokument mógłby trafić na komitet do spraw europejskich i komitet stały Rady Ministrów. Na przełomie marca i kwietnia miałaby się zakończyć ścieżka rządowa. Zdaniem branży terminy te wydają się trudne do realizacji.
Unia narzuca wymóg, aby przepisy weszły w życie najpóźniej 20 listopada 2026 r. Tomasz Chróstny w listopadzie w wywiadzie dla XYZ zapewniał, że urząd ma świadomość napiętego kalendarza i czuje odpowiedzialność, by wprowadzić przepisy na czas. Zapytaliśmy urząd o aktualizację harmonogramu, ale do momentu publikacji artykułu nie dostaliśmy odpowiedzi.
Główne wnioski
- Spór między regulatorem a sektorem finansowym pozostaje nierozstrzygnięty. Nowa wersja projektu ustawy wprowadza jedynie punktowe zmiany i nie rozwiązuje kluczowych sporów zgłaszanych przez branżę. Banki, pożyczkodawcy i instytucje zarządzające wierzytelnościami podkreślają, że większość ich uwag nie została uwzględniona. W efekcie rynek zapowiada dalsze próby wpływania na kształt ustawy w kolejnych etapach prac legislacyjnych.
- Regulacja może zmienić strukturę systemu wymiany danych. Nowe obowiązki raportowania informacji o zadłużeniu mogą w praktyce wzmocnić pozycję Biura Informacji Kredytowej kosztem biur informacji gospodarczej. Część uczestników rynku obawia się koncentracji danych w jednej bazie, co uderzy w biznes BIG-ów. Z kolei BIK argumentuje, że zmiany są konieczne, aby poprawić jakość danych i chronić konsumentów przed błędną oceną zdolności kredytowej.
- Największym źródłem ryzyka dla sektora pozostaje sankcja kredytu darmowego. Przedstawiciele banków i pożyczkodawców ostrzegają, że obecna konstrukcja przepisów może zwiększyć liczbę sporów sądowych. Już dziś w sądach toczy się ponad 26 tys. spraw związanych z tą sankcją. Zdaniem branży nieprecyzyjne zapisy dotyczące oceny zdolności kredytowej mogą stać się podstawą kolejnych pozwów. W efekcie instytucje finansowe mogą zaostrzyć kryteria udzielania kredytów, co potencjalnie ograniczy dostęp do finansowania dla części klientów.


