Kategorie artykułu: Biznes Newsy Technologia

AI to za mało. Nowy fundusz VC chce inwestować w firmy z przychodami

Na polskim rynku venture capital pojawia się Pomerangels – fundusz o kapitalizacji 77 mln zł, który stawia na spółki z realnym biznesem, a nie tylko na modną narrację technologiczną. Twórcy podkreślają, że sztuczna inteligencja może być elementem produktu, ale o inwestycji decydować będą przede wszystkim sprzedaż, potwierdzony popyt i zdolność do skalowania działalności, szczególnie na rynkach międzynarodowych.

Fundusz Pomerangales i jego szefowie: Krzysztof Łukasik, Grzegorz Gawlik i Tomasz Łasecki
Fundusz Pomerangales i jego szefowie: Krzysztof Łukasik, Grzegorz Gawlik i Tomasz Łasecki (od lewej) chce wspomóc finansowo firmy z segmentu przemysłowego. To szansa dla podmiotów, które potrzebują urosnąć. Fot. mat. prasowe

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego nowy fundusz venture capital na polskim rynku świadomie dystansuje się od najbardziej modnego trendu inwestowania w projekty „AI-first”.
  2. Gdzie – zdaniem zarządzających Pomerangels – znajduje się jedna z największych, a jednocześnie najmniej zagospodarowanych luk na rynku finansowania młodych firm w Polsce oraz z jakimi problemami mierzą się przedsiębiorstwa na tym etapie rozwoju.
  3. Jaką strategię inwestycyjną przyjmie fundusz i dlaczego zamierza inwestować w niewielką liczbę spółek.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Na polskim rynku venture capital startuje nowy fundusz, który chce iść pod prąd części najbardziej modnych trendów inwestycyjnych. Twórcy Pomerangels nie zamierzają ścigać się o udziały w kolejnych spółkach budujących produkty „AI-first”.

– Naszym celem jest koncentracja kapitału na najbardziej perspektywicznych firmach, które mają już gotowy produkt, potrafią go komercjalizować i chcą walczyć o pozycję lidera w swojej kategorii – przekonuje Tomasz Łasecki, partner zarządzający funduszu Pomerangels.

Jak zaznacza, nie oznacza to rezygnacji z nowych technologii.

– Od AI oczywiście nie da się uciec i oczekujemy, by w naszych inwestycjach sztuczna inteligencja wspomagała wewnętrzne procesy oraz była wykorzystywana w samej technologii, ale nie powinna być jedynym elementem decydującym o przewadze – dodaje Tomasz Łasecki.

Fundusz startuje z kapitalizacją 77 mln zł, zgromadzoną przy udziale kapitału prywatnego oraz środków z programu Otwarte Innowacje Polskiego Funduszu Rozwoju. To jednak dopiero początek.

Pomerangels i pomysł na inwestycje

Zespół czeka obecnie na zakończenie procedur formalnych w Komisji Nadzoru Finansowego. Po uzyskaniu zgód rozpoczną się pierwsze inwestycje.

– Pierwsze transakcje możemy zrealizować już w kwietniu, a w pierwszym roku planujemy 2–3 inwestycje – zapowiada Tomasz Łasecki.

Już dziś przekaz ze strony zarządzających jest jasny. Celem jest inwestowanie w firmy mające twarde fundamenty biznesowe i realny potencjał skalowania produktu na rynkach międzynarodowych.

Nowy Pomerangels różni się od poprzedniego funduszu przede wszystkim konstrukcją. Ma charakter „commitmentowy”, czyli taki, w którym inwestorzy deklarują i powierzają kapitał z góry.

– Dla rynku może to brzmieć technicznie, ale w praktyce ma ogromne znaczenie. W wielu wcześniejszych strukturach działających w podobnych programach inwestycyjnych dominował model koinwestycyjny, wymagający każdorazowego poszukiwania partnerów do kolejnych transakcji. To oznaczało czas, niepewność i konieczność ciągłego domykania rund w ruchu. Teraz będzie inaczej – deklaruje Tomasz Łasecki.

W gronie inwestorów znalazło się 10 polskich przedsiębiorców. Zespół nie ujawnia ich nazwisk. Jak zapewnia Łasecki, większość z nich współpracowała już z Pomerangels przy inwestycjach realizowanych w ramach poprzedniego wehikułu działającego w formule koinwestycyjnej.

– To pokazuje, że mamy zaufanie ze strony naszych inwestorów – dodaje Tomasz Łasecki.

Jednocześnie w perspektywie tego roku planowane jest drugie zamknięcie funduszu. Pozwoli ono zwiększyć jego kapitalizację do co najmniej 100 mln zł. Rozmowy w tej sprawie toczą się z dużym inwestorem strategicznym.

Strategia Pomerangels

Fundusz Pomerangels chce inwestować w firmy, które mają już za sobą etap poszukiwania product-market fit. Chodzi o moment, w którym produkt tak dobrze odpowiada na realną potrzebę rynku, że klienci zaczynają go kupować i używać w sposób powtarzalny. Napędzają w ten sposób naturalny wzrost firmy. Co więcej, generują co najmniej kilka milionów złotych przychodów rocznie i udowodniły, że na ich rozwiązania istnieje realny popyt.

– Optymalny poziom przychodów to ok. 5 mln zł rocznie, ale pozostawiamy sobie pewną elastyczność, jeśli projekt będzie szczególnie interesujący – dodaje szef funduszu.

Jak zaznacza, w projektach powinny być prowadzone prace badawczo-rozwojowe, a sama inwestycja powinna być powiązana z zakupem lub wdrożeniem nowych rozwiązań technologicznych.

Zdaniem Tomasza Łaseckiego, w tym segmencie polskiego rynku istnieje jedna z najciekawszych, a jednocześnie najmniej zagospodarowanych luk kapitałowych. Wiele firm potrafi dojść do poziomu 5–10 mln zł rocznego przychodu bez wsparcia inwestorów. Na tym etapie założyciel lub zespół założycielski często pozostaje centralną figurą całego biznesu. Odpowiada za sprzedaż, podejmuje najważniejsze decyzje, utrzymuje relacje z kluczowymi klientami, a nierzadko także nadzoruje operacje.

– Taki model działa, dopóki firma jest relatywnie mała. Problem pojawia się w momencie, gdy biznes powinien wejść na wyższy poziom. Wtedy okazuje się, że dalszy wzrost jest trudny, jeśli wszystkie decyzje przechodzą przez założycieli, a firma nie ma jeszcze struktur organizacyjnych i uporządkowanych procesów zarządczych – dodaje Tomasz Łasecki.

Firmy produkcyjne potrzebują wsparcia

Zdaniem eksperta

Brakuje kapitału dla firm produkcyjnych

W Polsce wyraźnie obserwujemy niedobór kapitału dla ambitnych firm technologicznych i produkcyjnych na wczesnym etapie rozwoju. Nie jest przypadkiem, że Polska znajduje się na końcu europejskich rankingów innowacyjności oraz finansowania startupów technologicznych. W krajach o wysokiej dynamice technologicznej nowe technologie powstające na uniwersytetach i w instytutach badawczych są komercjalizowane przede wszystkim przez prywatne firmy i przedsiębiorców, a nie przez administracyjnie tworzone spółki celowe czy formalne spin-offy.

Dla startupu brak kapitału oznacza w praktyce brak szans na rynku, niezależnie od jakości technologii. Komercjalizacja innowacji wymaga nie tylko badań i rozwoju. Wymaga także budowy sprzedaży, obecności na dużych rynkach oraz finansowania kilkuletniego okresu skalowania. Niewiele polskich firm technologicznych jest w stanie „wykarmić się” na relatywnie małym rynku krajowym na tyle długo, aby sfinansować ekspansję zagraniczną. W efekcie wiele obiecujących projektów nigdy nie osiąga skali globalnej.

Rozwój funduszy venture capital może znacząco pomóc. Głównym problemem polskiej gospodarki technologicznej nie jest brak pomysłów, przedsiębiorców czy technologii. Problemem jest brak paliwa, którym jest kapitał. Co więcej, w Polsce dzięki funduszom unijnym nie brakuje finansowania na badania i rozwój. Brakuje ich jednak na skalowanie.

Najbardziej znane sukcesy polskich firm technologicznych pokazują ten mechanizm bardzo wyraźnie. Spółki takie jak ElevenLabs czy ICEYE mogły się dynamicznie rozwinąć dlatego, że wyszły z Polski i sięgnęły po kapitał na rynkach zagranicznych. Dostęp do globalnych inwestorów pozwolił im finansować szybkie skalowanie technologii oraz budowę obecności na dużych rynkach.

Problem polega na tym, że widzimy przede wszystkim te kilka spektakularnych sukcesów. Znacznie rzadziej zadajemy pytanie, ile polskich technologii nigdy się nie rozwinęło dlatego, że zabrakło im finansowania na etapie skalowania.

Silniejszy ekosystem funduszy venture capital — szczególnie takich, które są w stanie finansować projekty technologiczne i przemysłowe w fazie wzrostu — mógłby znacząco zwiększyć liczbę polskich firm zdolnych do globalnej ekspansji. Bez takiego kapitału nawet najbardziej obiecujące technologie pozostają projektami badawczymi, zamiast stawać się globalnymi przedsiębiorstwami.

Pomoc startupowcom

W ocenie przedstawicieli funduszu wiele spółek wpada w pułapkę wygodnego, ale ograniczonego rozwoju. Założyciel już dobrze zarabia, biznes funkcjonuje, organizacja nie jest duża. Nie pojawia się więc silna presja, by rzeczywiście przebudować strukturę firmy.

Z punktu widzenia przetrwania i długoterminowej wartości przedsiębiorstwa jest to jednak moment krytyczny. Jeśli nie nastąpi profesjonalizacja zarządzania, delegowanie kompetencji, budowa kadry menedżerskiej średniego szczebla, automatyzacja procesów oraz stopniowe uniezależnianie firmy od założycieli, przedsiębiorstwo nie będzie w stanie wykonać skoku z kilku do kilkudziesięciu milionów złotych przychodu.

Nowy fundusz chce być dla takich firm nie tylko źródłem kapitału, ale również partnerem wspierającym transformację organizacyjną. Stąd decyzja, by nie budować portfela złożonego z kilkudziesięciu spółek – jak robi część klasycznych funduszy VC. Zamiast tego planowanych jest około dziesięciu inwestycji, co ma oznaczać większe zaangażowanie i znacznie bliższą współpracę z zarządami spółek.

W praktyce fundusz zamierza wchodzić w spółki głębiej – pomagać w budowie struktur organizacyjnych, rozwijaniu sprzedaży oraz porządkowaniu procesów operacyjnych. W kolejnym kroku celem ma być ekspansja zagraniczna oraz rozwój projektów badawczo-rozwojowych. To podejście bliższe logice private equity niż klasycznego venture capital, choć nadal mówimy o firmach relatywnie młodych.

Zdaniem eksperta

Jest miejsce dla inwestorów w świecie produkcyjnym

Na polskim rynku jest sporo firm produkcyjnych, z których część nadal potrzebuje kapitału na rozwój. Jest to ważne szczególnie, jeśli nie generuje jeszcze zysków.

Te najszybciej rosnące łatwo znajdują kapitał zagranicą. Dla tych rosnących wolniej często pozostaje jedynie ścieżka cięcia kosztów i szybkiego dotarcia do granicy break even, aby pozostać na powierzchni. Dalszy rozwój w takich sytuacjach jest trudny i często wolniejszy niż przy ścieżce VC.

Podsumowując – zapotrzebowanie na taki kapitał na pewno jest spore. Największe pytanie to model biznesowy takiego funduszu. Skoro nie może on liczyć na szybko rosnące spółki z portfolio, nie będzie mógł sobie też pozwolić na wiele odpisów.

To często wymusza agresywne zapisy w umowach (liquidation preference, czyli klauzula gwarantująca inwestorowi wypłatę przynajmniej części kwoty powyżej 1x, czy większa kontrola founderów, miejsce w zarządzie etc.). Sukces takiego funduszu zależeć więc będzie przede wszystkim od tego, czy uda mu się zdobyć zaufanie przedsiębiorców.

Branża produkcyjna może liczyć na wsparcie

Fundusz nie ukrywa, że będzie szczególnie przychylnie patrzył na projekty związane z technologiami sprzętowymi oraz produkcją. To segmenty, które często bywają pomijane przez inwestorów szukających ultraszybkiej skalowalności.

– Dla wielu funduszy spółka z komponentem produkcyjnym oznacza większe obciążenie: wyższe nakłady inwestycyjne, trudniejszą skalę działalności i większą złożoność operacyjną. Dla nas to często atut, bo właśnie tam możemy wykorzystywać nasze kompetencje. Technologia ma być oczywiście fundamentem i źródłem przewagi konkurencyjnej – dodaje Tomasz Łasecki.

Istotną rolę odgrywają tu również skład inwestorów i zespół. Znaczna część partnerów oraz osób związanych z funduszem wywodzi się ze środowiska przedsiębiorców, którzy budowali firmy produkcyjne i technologiczne od podstaw. Zarządzający podkreślają, że wielu ich inwestorów to właściciele biznesów mający realne doświadczenie w organizowaniu produkcji, optymalizacji kosztów czy skalowaniu organizacji. Tworzy to silną sieć kontaktów branżowych, która ma być wykorzystywana zarówno przy wyszukiwaniu inwestycji, jak i przy budowaniu ich wartości.

W zespole zarządzającym – oprócz Tomasza Łaseckiego – znajduje się także Grzegorz Gawlik. To już ich trzeci wspólny fundusz. Pierwszym był POMERANUS SEED realizowany w ramach Polskiej Fundacji Przedsiębiorczości; drugi powstał w ramach programu Biznest pod marką Pomerangels.

Do nowego funduszu dołączył również Krzysztof Łukasik. Przez lata rozwijał firmę produkcyjną Kospel w Koszalinie, którą doprowadził do skali międzynarodowej. W 2019 r. sprzedał ją koncernowi Viessmann, a od tego czasu zajmuje się własnymi inwestycjami. Jak podkreślają zarządzający, zespół zna się od wielu lat i wzajemnie uzupełnia swoje kompetencje.

Sektor kosmiczny i jego problemy

Zdaniem eksperta

Jak finansuje się sektor kosmiczny

W Polsce mamy już stosunkowo dużo możliwości na uzyskanie finansowania dla fazy pre-seed, liczonej w kilkuset tysiącach złotych. Cały czas pojawiają się też nowe inicjatywy jak m.in. program Akces NCBR. W przypadku spółek rozwijających zaawansowane technologie, zwłaszcza w obszarze hardware’u i deep techu, potrzeby finansowe są jednak liczone w milionach, a droga do komercjalizacji i osiągnięcia skali zazwyczaj trwa dłużej niż w wielu innych branżach.

Pięć lat temu Scanway nie znalazł akceptacji ze strony funduszy VC i ostatecznie przeprowadziliśmy kilka rund pre-IPO z udziałem inwestorów giełdowych, z planem i horyzontem debiutu na rynku NewConnect. U nas ten schemat sprawdził się bardzo dobrze, pozyskaliśmy blisko 15 mln zł, uzyskaliśmy TRL9 i flight heritage, a następnie komercjalizacja naszych produktów znacząco przyspieszyła z korzyścią dla wszystkich, którzy nam wtedy zaufali.

Łącznie pozyskaliśmy od inwestorów giełdowych już ponad 50 mln zł i to ten kapitał stanowił akcelerator dla naszego rozwoju. W USA na porządku dziennym są pojedyncze rundy dla spółki na wczesnym etapie w wysokości 10 mln USD i więcej, tam fundusze VC mają zarówno głębsze kieszenie i większy poziom akceptacji ryzyka. W Polsce ten etap finansowania w dużej mierze zastąpiła giełda.
 
Natomiast polski ekosystem finansowania ulega poprawie, choć na razie stopniowej, a nie skokowej. Przykładem może być spółka Liftero, w której akcjonariacie są dziś trzy fundusze VC i wkrótce ma plan zadebiutować na rynku NewConnect. Mam wrażenie, że sukcesy polskich spółek kosmicznych pomagają nie tylko sentymentowi giełdowemu, ale też chęci i zrozumieniu po stronie funduszy VC, które dziś przychylniej oceniają perspektywy branży i jej przedstawicieli. To może pomóc w ich rozwoju i przyszłej ekspansji na globalne rynki.

Pomysł na wyjście

Zarządzający funduszem przyznają, że nie oczekują zwrotów rzędu stukrotności zainwestowanego kapitału. Takie historie elektryzują branżę przy okazji najbardziej spektakularnych sukcesów startupowych. W Pomerangels preferowane są scenariusze mniej widowiskowe, ale bardziej prawdopodobne i dające realną szansę na sprzedaż spółki.

– W przypadku firm produkcyjnych i opartych na technologiach sprzętowych istnieje na polskim i europejskim rynku szeroka grupa potencjalnych nabywców – od funduszy private equity po inwestorów branżowych poszukujących konkretnych aktywów. Jeśli więc spółka zostanie dobrze zbudowana, uporządkowana i osiągnie sensowną skalę działalności, droga do jej sprzedaży może być znacznie bardziej realna – deklaruje Tomasz Łasecki.

Zdaniem eksperta

Wsparcie jest potrzebne

Bardzo wyraźnie widać, że w Polsce wciąż istnieje istotna luka kapitałowa dla ambitnych firm technologicznych na wczesnym etapie rozwoju. Dotyczy to zwłaszcza tych, które potrzebują zbudować zaplecze produkcyjne i pracują nad zaawansowanymi technologiami. Projekty deep tech, w tym technologie kosmiczne, wymagają dużych nakładów inwestycyjnych, długiego horyzontu zwrotu oraz gotowości do finansowania ryzyka technologicznego.

Dlatego rozwój wyspecjalizowanych funduszy venture capital, które rozumieją specyfikę hardware’u, przemysłu i deep techu, może realnie przyspieszyć ekspansję polskich firm. Należy pamiętać, że rolą takich funduszy nie powinno być jedynie dostarczanie kapitału. Powinno to być także wniesienie kompetencji, sieci kontaktów i doświadczenia w skalowaniu biznesów technologicznych na rynkach międzynarodowych.

Choć takich przykładów nadal nie ma w Polsce wiele, widać już pierwsze pozytywne sygnały także w sektorze kosmicznym, np. w przypadku Liftero czy Orbital Matter, które pozyskały finansowanie VC na wczesnym etapie rozwoju. To pokazuje, że taki model może działać. Nadal nie jest jednak jeszcze zjawiskiem powszechnym ani wystarczającym z perspektywy potrzeb całego rynku. 

Jednocześnie kluczowe jest, aby kapitał prywatny był wspierany przez odpowiednio zaprojektowane instrumenty publiczne. Jest to konieczne szczególnie tam, gdzie ryzyko technologiczne jest największe. 

Dopiero połączenie obu tych źródeł finansowania tworzy środowisko, w którym firmy deep tech mogą przejść pełną drogę: od koncepcji, przez prototyp, aż po globalny produkt i własną produkcję. W sektorach takich jak kosmiczny czy zaawansowana elektronika to warunek konieczny, jeśli chcemy, aby polskie firmy konkurowały na najwyższym poziomie.

Główne wnioski

  1. Na polskim rynku venture capital powstaje nowy fundusz Pomerangels z kapitalizacją 77 mln zł. Zespół chce inwestować w spółki posiadające już gotowy produkt i pierwsze znaczące przychody. Twórcy podkreślają, że nie zamierzają ścigać się o udziały w projektach budowanych wyłącznie wokół hasła „AI-first”. Sztuczna inteligencja może być elementem technologii lub wsparciem procesów, jednak kluczowe znaczenie mają realna sprzedaż, potwierdzony popyt oraz potencjał skalowania biznesu – szczególnie na rynkach międzynarodowych.
  2. Strategia funduszu koncentruje się na firmach znajdujących się na etapie po osiągnięciu product-market fit. W idealnym scenariuszu generują one już kilka milionów złotych przychodów rocznie. W opinii zarządzających jest to segment rynku, w którym istnieje duża luka kapitałowa. Wiele spółek dochodzi do poziomu kilku milionów złotych przychodów bez wsparcia inwestorów, a następnie napotyka barierę dalszego wzrostu wynikającą z braku profesjonalnych struktur, delegowania kompetencji i uporządkowanych procesów zarządczych.
  3. Pomerangels planuje stosunkowo niewielki portfel inwestycji i głębokie zaangażowanie w rozwój spółek. Fundusz zamierza zrealizować około dziesięciu inwestycji. Oferować będzie nie tylko kapitał, lecz także wsparcie w budowaniu struktur organizacyjnych, rozwijaniu sprzedaży oraz ekspansji zagranicznej. Szczególną uwagę chce poświęcić firmom z obszaru technologii sprzętowych i produkcji, które – zdaniem twórców funduszu – są często pomijane przez klasyczne fundusze VC ze względu na większą złożoność operacyjną.