Gen. Marek Boroń: nie biczujmy ciągle Policji (WYWIAD)
Powstanie Narodowego Biura Śledczego Policji, wyzwania związane z wojną w Ukrainie, braki kadrowe i system szkoleń – lista problemów, z którymi mierzy się Policja, jest długa. O kierunkach zmian mówi w rozmowie z XYZ Komendant Główny Policji, generalny inspektor Marek Boroń.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Po co powstaje Narodowe Biuro Śledcze Policji i jakie będzie miało zadania.
- Dlaczego Policja chce połączyć kompetencje operacyjne i cyber.
- Jakie są dziś największe wyzwania dla formacji.
Łukasz Maziewski: W Policji dużo się dzieje, ale zacznijmy od najnowszej sprawy – pomysłu stworzenia Narodowego Biura Śledczego Policji. Nie sposób nie zapytać też o odwołanie szefa Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości, nadinsp. Adama Cieślaka.
Marek Boroń, Komendant Główny Policji: Nie mam problemu z tym, że ktoś ma odmienne zdanie. Krytyka jest jak najbardziej wskazana, pod warunkiem, że jest konstruktywna. Jeżeli natomiast dąży wyłącznie do utrzymania status quo, to się na to nie godzę. Przed Policją stoją nowe zagrożenia, dlatego formacja musi się zmieniać i pracować tak, aby społeczeństwo czuło się bezpieczne na każdym poziomie – nie tylko centralnym. Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości zajmuje się najpoważniejszymi zagrożeniami w sieci, ale nie możemy zapominać o obywatelach na poziomie gminy, powiatu czy miasta.
I tu pojawił się zgrzyt z nadinspektorem Cieślakiem?
Moją rolą jest zapewnienie bezpieczeństwa każdemu obywatelowi i zbudowanie przestrzeni do zwalczania przestępczości także tam, gdzie dziś każdy z nas prowadzi swoją aktywność – czyli w sieci. Dziś pieniądze są dostępne w cyberprzestrzeni, a oszustw i przestępstw w tym zakresie jest niestety sporo. Nie widziałem tu żadnego progresu ze strony kierownictwa CBZC. Miałem odmienne zdanie na temat tego, czym biuro się zajmuje i w jaki sposób powinno zostać połączone z CBŚP w jedną strukturę, czyli Narodowe Biuro Śledcze Policji. Dziś rozpoznanie w sieci to tylko pewna technika służąca zwalczaniu każdego rodzaju przestępczości.
Narodowe Biuro Śledcze Policji będzie zatem formacją bardziej kompleksową?
Przestępczość zorganizowana jest złożona. Nie ma dziś zorganizowanej grupy przestępczej, która nie funkcjonowałaby w sieci. Nie ma też skutecznej walki z przestępczością bez rozpoznania w cyberprzestrzeni. Funkcjonuje tam zarówno przestępczość pospolita, jak i zorganizowana – narkotykowa, ekonomiczna czy kryminalna. Dlatego utrzymywanie odrębnego biura, które powiela kompetencje już istniejące w Policji, uważam za marnowanie możliwości specjalistów CBZC. Możemy ich umiejętności wykorzystać bardziej efektywnie, by jeszcze skuteczniej dbać o bezpieczeństwo obywateli – także w sieci.
I stąd połączenie CBZC z Centralnym Biurem Śledczym Policji?
To nie tylko „połączenie” dwóch biur, ale budowa struktury dostosowanej do nowych wyzwań i realiów świata przestępczego. Celem jest integracja komponentu cyber z tym, który od lat zajmuje się zwalczaniem przestępczości zorganizowanej – tak, aby powstała sprawna jednostka zdolna odpowiadać na zagrożenia i sprostać wymaganiom nie tylko dziś, ale i w przyszłości.
Kompleksowo.
Nie możemy stworzyć czegoś, co sprosta wyłącznie dzisiejszym wyzwaniom. Nowa jednostka ma być odpowiedzią na nowe zagrożenia i zapewniać możliwość profesjonalnego dbania o bezpieczeństwo także w przyszłości. Od 1 marca tego roku w komendach wojewódzkich funkcjonują wydziały zajmujące się zwalczaniem przestępczości cyfrowej. Chcemy takie komórki tworzyć również w komendach miejskich i powiatowych. Świat się zmienia – coraz więcej obszarów aktywności przenosi się do sieci, co nie umyka uwadze przestępców. Policja musi więc intensyfikować działania w świecie cyfrowym i dostosowywać się do tych zmian. To proces, który powinien być budowany równolegle – NBŚP oraz piony cyber w pozostałych jednostkach.
A nie jest tak, panie generale, że lepsze jest wrogiem dobrego?
Nie. Moją ideą jest zbudowanie biura, którego zadaniem będzie kompleksowe zwalczanie najpoważniejszej kategorii przestępczości. Po to w przeszłości powstało najpierw Centralne Biuro Śledcze, później Centralne Biuro Śledcze Policji. Teraz chcemy je doposażyć w nowe narzędzia, bo wymaga tego odpowiedzialność za bezpieczeństwo obywateli.
To pański autorski pomysł?
Rozwiązania zaproponowane przy tworzeniu Narodowego Biura Śledczego Policji opieram na tym, jak budowane są formacje w wielu innych krajach. Weźmy na przykład USA, gdzie Federalne Biuro Śledcze (FBI) ma komponent cyber w swoich strukturach. Podobnie jest z niemiecką BKA czy centralnym biurem śledczym Finlandii. Wiele innych służb posiada komponenty rozpoznania przestępstw w cyberprzestrzeni – po to, aby skutecznie wzmacniać proces rozpracowywania grup przestępczych prowadzących złożone operacje w sieci.
To dla porządku i kończymy wątek: czy NBŚP będzie miało niezależną strukturę zarządczą i jak duża będzie to formacja – większa niż obecne CBŚP i CBZC?
Zespół pod kierownictwem mojego zastępcy, nadinsp. dr. Tomasza Michułki, od kilku miesięcy pracuje nad stworzeniem najlepszych rozwiązań, ale pozwoli pan, że najpierw zapoznam się z efektami tych działań i przedłożę ostateczną propozycję panu ministrowi. Utworzenie biura wymaga bowiem zmian legislacyjnych oraz przekonania wielu środowisk, że nowe struktury pomogą jeszcze skuteczniej dbać o bezpieczeństwo wszystkich mieszkańców kraju.
Skoro jesteśmy przy NBŚP i działaniu w cyberprzestrzeni, nie mogę nie zadać pytania o to, co dzieje się w kwestii śledztwa dotyczącego wykorzystania Pegasusa przez Policję.
Sprawa dotycząca zakupu i wykorzystania Pegasusa jest na etapie prokuratury i komisji śledczej. My, jako Policja, udostępniliśmy wszystkie materiały, które zostały w Policji wytworzone. Uważam jednak, że pytanie, które pan zadaje, powinno być kierowane przede wszystkim do CBA, ponieważ to dla tej służby narzędzie zostało zakupione i przez nią było w największym stopniu wykorzystywane. Policja, podobnie jak inne służby, została do tego procesu dołączona, ale w znacznie mniejszym zakresie.
Na jakich zasadach?
Nie mam tu jasnych odpowiedzi na to i wiele innych pytań, ponieważ całym materiałem dowodowym dysponuje prokuratura. Policja, jako jeden z wielu podmiotów korzystających z tego narzędzia, ma jedynie fragment wiedzy o całym procesie jego wykorzystania.
I jest nadzieja, że to będzie jednak rzeczywiście rozliczone?
Też na to liczę. Chciałbym, abyśmy jako formacja posiadali narzędzia zgodne z prawem. Nie może być tak, że korzystamy z rozwiązań, które mają wadę prawną. Legalność ich użycia jest absolutną podstawą. Po pierwsze, obywatele nie mogą mieć wątpliwości, że podejmowane wobec nich działania są zgodne z prawem, a po drugie – nie może dochodzić do sytuacji, w której zgromadzony materiał dowodowy upada w sądzie. Z tego powodu jestem żywo zainteresowany zakończeniem i rzetelnym rozliczeniem postępowania w sprawie Pegasusa.
Żeby ten wątek zakończyć: odwołanie szefa CBZC nie miało nic wspólnego z tym postępowaniem?
Pan nadinspektor Cieślak uczestniczył w pracach zespołu i był przesłuchiwany przez prokuraturę. Nie mam informacji, jaka jest ostateczna jego rola. Będę chciał uzyskać pełną wiedzę o etapie postępowania i jego ustaleniach.
Ukraina budzi niepokój Komendanta Głównego
Przeskoczmy zatem, panie generale, o jedną granicę dalej, czyli do Ukrainy. Bardzo często porusza pan publicznie kwestię, że musimy być gotowi na to, co wydarzy się po wojnie. Jesteśmy gotowi?
Przygotowujemy się. Gdybym powiedział, że jesteśmy gotowi, to pewnie sam czułbym niedosyt i dyskomfort. Dlatego mówię wprost: przygotowujemy się. Od dawna podkreślam, że ten trudny czas – dla naszego kraju i dla Policji – jest jeszcze przed nami. Kiedy, obejmując funkcję komendanta, mówiłem, że będziemy mierzyć się z wyzwaniami, których w Polsce jeszcze nie było, widziałem sceptyczne spojrzenia, jakby to była przesada. A potem pojawiły się akty sabotażu i dywersji.
Słowo ciałem się stało.
To wejście na zupełnie inny poziom zagrożenia. Nie możemy dziś spoczywać na laurach ani udawać, że problemów nie będzie przybywać. Musimy wyciągać wnioski z analiz zagrożeń wynikających z wcześniejszych wojen – na Bałkanach czy w Afganistanie – i pamiętać, co działo się po ich zakończeniu. Mając tę świadomość, przygotowujemy się na różne scenariusze. Rozmawiamy z naszymi partnerami zagranicznymi, także z komendantem ukraińskiej policji.
Trudna jest ta współpraca?
Wymieniamy się informacjami i widzę w tym wyraźne korzyści. Wielu obywateli Ukrainy już dziś przebywa w Polsce. Dołączą do nich rodziny, często także osoby, które walczyły na froncie. To jednak tylko jeden aspekt. Drugi to najemnicy – zarówno po stronie ukraińskiej, jak i rosyjskiej. Na to również musimy być przygotowani. Policja już dziś podejmuje działania w tym kierunku.
Na co musimy być zatem gotowi?
Przyjadą do nas ludzie, którzy – jeśli wojna się skończy – często nie będą mieli do czego wracać. Jednocześnie mogą doświadczać hejtu także ze strony obywateli naszego kraju. Powstaje więc pytanie, jak odnajdą się w społeczeństwie po doświadczeniach frontowych. To wszystko rodzi frustrację.
Frontowcy też?
Będą także osoby z zaburzeniami. Każdy żołnierz, który codziennie doświadcza przemocy i śmierci – albo sam jest jej sprawcą – może zmagać się z traumą. Dlatego sytuacja, która na pierwszy rzut oka wygląda jak standardowa interwencja, może przerodzić się w zdarzenie wysokiego ryzyka, zagrażające życiu i zdrowiu wielu osób.
Także policjantów.
Zwykły nóż może stać się groźną bronią, a zaburzenia osoby po doświadczeniach frontowych mogą sprawić, że rutynowa interwencja wymusi zaangażowanie jednostek kontrterrorystycznych. Musimy też zakładać rozwój przestępczości zorganizowanej, co jest naturalne w sytuacji destabilizacji i utraty dotychczasowych wpływów.
O jakich przestępstwach mówimy?
Handel bronią, ludźmi, narkotykami. W ubiegłym roku Policja zabezpieczyła blisko 50 ton narkotyków syntetycznych – takich, które są wykorzystywane na froncie i powodują agresję, brak snu czy obniżone odczuwanie bólu. Grupy przestępcze produkujące i dystrybuujące narkotyki z pewnością będą zmieniać profil działalności. Mamy świadomość tego, co działo się w latach 90., gdy powstawały grupy przestępcze ze Wschodu, ale także tego, co wydarzyło się po wojnach na Bałkanach i w Afganistanie.
Miało być i nie ma. Policja potrzebuje 20 mld zł
Wyczuwam, że to dobry moment na pytanie o środki SAFE – te, które po prezydenckim wecie przepadną.
Oczywiście, również po to był program SAFE. Pamiętajmy jednak, że równolegle obowiązuje ustawa modernizacyjna, szacowana na ponad 7 mld zł. To środki na inwestycje – ochronę policjantów, systemy informatyczne, łączność, wsparcie ośrodków szkolenia, szkół, budowę systemów antydronowych i rozpoznawczych.
Do tego miało dojść 3,5 mld zł z SAFE. Łącznie niemal 10,5 mld zł – znaczące środki. Ale SAFE nie będzie, co już wiemy.
Bardzo tego żałuję, bo te pieniądze mogły realnie wzmocnić wyposażenie Policji i policjantów, a to bezpośrednio przekłada się na bezpieczeństwo.
Z całym szacunkiem – SAFE to kwestia ostatnich miesięcy. Pan jest komendantem głównym od dwóch i pół roku. Co zrobiono w tym czasie?
SAFE miał być uzupełnieniem ustawy modernizacyjnej. Trzeba jasno powiedzieć: 10,5 mld zł to nie jest całość potrzeb Policji. Już na początku kadencji mówiłem, że formacja jest niedoszacowana i wymaga kompleksowej analizy potrzeb. Rozmawiałem o tym także ze związkowcami. Policja potrzebuje ponad 20 mld zł, aby wyjść na tzw. prostą i stać się nowoczesną formacją zdolną sprostać współczesnym wyzwaniom.
Są też inne formacje – być może bardziej potrzebujące.
Nie neguję tego. W sytuacji konfliktu kluczowe są systemy militarne – rakiety, czołgi, samoloty. Ale w czasie pokoju filarem bezpieczeństwa państwa jest Policja. To ona powinna otrzymywać środki pozwalające działać skutecznie i budować poczucie bezpieczeństwa obywateli.
Ale 7 mld zł, które możecie stracić, to dużo.
Jeśli dysponuję 7 mld zł, a potrzeby są większe, muszę w tej kwocie zmieścić inwestycje i remonty około 3 tys. budynków, z których wiele ma ponad 30 lat. To nie tylko kwestia komfortu służby, ale także warunków, w jakich przyjmowani są obywatele. Przykładowo, Biuro Logistyki i Finansów KGP funkcjonowało przy ul. Domaniewskiej w budynku pokrytym azbestem, który powinien zostać natychmiast zamknięty. Przez lata nie podejmowano decyzji z uwagi na koszty. Do tego dochodzi rozwój łączności oraz technologii związanych ze sztuczną inteligencją. Bezpieczeństwo kosztuje – i nie ma tu prostych oszczędności.
A wyzwań przybywa.
Nieustannie. Jeszcze rok temu nie rozmawialiśmy o zagrożeniach z Bliskiego Wschodu. Dlatego, budując NBŚP, myślimy nie tylko o integracji komponentu cyber i zwalczania przestępczości zorganizowanej, ale także o tworzeniu wyspecjalizowanych wydziałów do zwalczania terroryzmu. Dziś zagrożenia te przyjmują formę sabotażu czy dywersji, ale po zakończeniu wojny w Ukrainie konieczne będzie rozpoznanie środowisk zajmujących się handlem bronią, narkotykami czy materiałami wybuchowymi – i ich skuteczne zwalczanie. Podobnie w przypadku zagrożeń z Bliskiego Wschodu. Wzmocniliśmy już ochronę warszawskich placówek dyplomatycznych państw zaangażowanych w konflikty. Musimy zakładać, że te ryzyka mogą pojawić się także u nas – i być na to przygotowani.
Komenda Główna nieznacznie mniejsza niż osobne garnizony. „Nie odchudzajmy Policji”
Cieszę się, że wywołał pan kwestię bezpieczeństwa Warszawy. Były czasy, kiedy na dużą dzielnicę, taką jak Mokotów, wyjeżdżało co noc 18 załóg. Dziś, kiedy na Mokotów, Ursynów i Wilanów wyjedzie osiem, to już jest nieźle. Co się zmieniło? Bo normy sektorowe raczej nie.
To nie jest tak, że dziś wyjeżdża znacząco mniej załóg. Zdaję sobie sprawę, że stołeczna Policja mierzy się ze sporym wakatem. Dlatego wprowadzono rozwiązania związane z dodatkowym świadczeniem mieszkaniowym. Jest też pomoc lokalowa ze strony miasta, a także duże wsparcie innych województw. Wielu policjantów – liczbę tę można liczyć w tysiącach – trafia do Warszawy na adaptację zawodową. Powiedzmy sobie szczerze: wakat w garnizonie stołecznym zawsze był największy. Tu służba jest najtrudniejsza.
Akurat w Warszawie?
Może Dolny Śląsk, może Pomorze mierzą się z podobną liczbą interwencji i dużą liczbą obcokrajowców. Ale tutaj kumuluje się cała polityka, odbywa się mnóstwo demonstracji i Policja musi działać na najwyższych obrotach. Do tego dochodzi konkurencja na rynku pracy – młodzi ludzie mają wiele alternatyw, zarówno w sektorze państwowym – wojsko, Policja, Straż Graniczna – jak i w sektorze prywatnym.
Chwileczkę. Sama Komenda Główna Policji ma, o ile dobrze pamiętam, ponad 2 tys. etatów. Są garnizony, gdzie mamy niewiele więcej – 2,5–2,8 tys. funkcjonariuszy. Lubuskie, opolskie… Może czas odchudzić Komendę Główną, stołeczną, wojewódzkie?
Wie pan, odchudzanie często kończy się powrotem do wcześniejszych rozwiązań. Pamiętam reformy wprowadzane przez moich poprzedników, które później były odwracane. Komenda Główna Policji ma najwyższy wakat obok Komendy Stołecznej. Oczywiście można mówić o odchudzaniu, ale jeśli chcemy się rozwijać i efektywnie wykorzystywać środki finansowe, potrzebujemy sprawnej logistyki. Żeby policjant był odpowiednio wyposażony, ktoś musi organizować przetargi – na poziomie Komendy Głównej, komend wojewódzkich i niższych. Potrzebna jest koordynacja działań w skali całego kraju oraz dobra współpraca międzynarodowa. Nie widzę tu przeszacowania.
Czyli wszystko jest w najlepszym porządku, tylko ludzi brak.
Dostrzegam problem w dostosowywaniu struktur do zmieniających się warunków w garnizonach. Jeśli ludność migruje z małych miast do większych ośrodków, podobny ruch powinna wykonywać policja. Innymi słowy: jeśli w powiatach przestępczość jest relatywnie niska, a w miastach wyższa, należy wzmacniać komendy miejskie. W tym zakresie komendanci wojewódzcy mają moje pełne wsparcie.
Wróćmy do Warszawy, bo tu luki są po prostu widoczne. Mocno.
W 1999 r. na Mokotowie była komenda przy ul. Malczewskiego i sześć komisariatów. Od tego czasu nie tylko zlikwidowano część jednostek, ale też dzielnica znacząco się rozrosła, a liczba mieszkańców się podwoiła. Liczba policjantów – nie. I to jest sedno problemu. Dlatego oczekuję – i rozmawialiśmy o tym z Komendantem Stołecznym Policji – odbudowy infrastruktury korzystnej dla obywateli. Chcę większego rozproszenia Policji na Mokotowie, Ursynowie i Wilanowie, tak aby służba nie działała jak SOR, skupiona w jednej komendzie rejonowej przy Malczewskiego. Docelowo dzielnice powinny mieć więcej komisariatów bliżej mieszkańców. To jednak proces wymagający czasu i współpracy z samorządem, zwłaszcza że wiele obiektów zostało wcześniej wyłączonych z użytkowania.
Pana poprzednicy otwierali komisariaty w całym kraju.
Budowanie małych posterunków w niewielkich miejscowościach, czynnych od 8 do 15, niewiele zmienia. Realne poczucie bezpieczeństwa daje dostęp do jednostek działających całodobowo. Potrzebujemy odbudowy zaufania do policji.
Trudno ufać policji, jeżeli media ujawniają, że funkcjonariusz znany ze Strajku Kobiet, który używał pałki teleskopowej, a później – już po przeniesieniu – prowadził po alkoholu.
Dostał szansę, z której nie skorzystał. Najpewniej się z nim pożegnamy. Chcę jasno podkreślić, że nie było to przeniesienie w nagrodę, lecz na niższe stanowisko. Czekam na wynik postępowania dyscyplinarnego prowadzonego przez komendanta wojewódzkiego. Nie można zwolnić funkcjonariusza natychmiast, bo sąd może go później przywrócić do służby. Jeśli jednak zarzuty się potwierdzą, rozstanie będzie nieuniknione. Otrzymał szansę na odbudowę, ale jej nie wykorzystał.
Skoro mówimy o inwestycjach: zainwestowaliśmy duże pieniądze w zakup pięciu śmigłowców Black Hawk, a mamy do nich 1,5 załogi.
Chciałbym mieć w pełni skompletowane załogi, bo te śmigłowce realnie zwiększają nasze możliwości operacyjne. Widzieliśmy to podczas pożarów i powodzi w 2024 r. Docelowo Zarząd Lotnictwa powinien być w pełni obsadzony. Jednak potrzebujemy ludzi z odpowiednimi kwalifikacjami i doświadczeniem. Nie chodzi o komplet „na papierze”, ale o realne zdolności operacyjne. Chcemy mieć lotnictwo policyjne i pilotów, którzy rozumieją specyfikę służby w Policji.
Black Hawki, śnieg i brak załóg. Co z policyjnym lotnictwem?
A policyjny śmigłowiec latał i odśnieżał szlaki kolejowe. To lekkie pomieszanie pojęć…
Obywatela, który czuje zagrożenie, nie interesuje, kto rozwiąże jego problem. Państwo ma być sprawcze i działać na rzecz obywateli, a elementem tego systemu jest także Policja. Zgadzam się z tym podejściem i będę wspierał działania wszędzie tam, gdzie nasze zasoby – sprzęt, umiejętności czy doświadczenie – mogą realnie pomóc. Tego oczekują obywatele.
Zakup Black Hawków to jedna z inwestycji komendanta Szymczyka. Siedzimy w jego gabinecie, który wysadził granatnikiem z Ukrainy. Może to dobry moment, by zapytać, co z rozliczeniami tak głośno zapowiadanymi?
Jeśli chodzi o Policję, został sporządzony raport Komendy Głównej, a wszystkie wcześniejsze postępowania dyscyplinarne zostały przeanalizowane. Te, które mogliśmy wznowić, zostały wznowione. Nie wszędzie jednak było to możliwe, ponieważ część spraw uległa przedawnieniu. Przepisy określają czas, w którym można prowadzić postępowanie dyscyplinarne, a po jego upływie nie ma już takiej możliwości. Tam, gdzie istniało uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa, materiały przekazaliśmy do prokuratury.
A jest w panu wola tych rozliczeń?
Oczywiście, że tak. W Policji wiele się zmieniło. Najprościej pokazać to na liczbach. W 2023 r. funkcjonariusze Biura Kontroli KGP wyjeżdżali na interwencje – np. w związku ze zgonami czy podejrzeniem przekroczenia uprawnień – około 20 razy w ciągu roku. W latach 2024–2025 takich wyjazdów było już 70–80. Różnica jest wyraźna. Kontrolerzy są wysyłani, bo chcę jako komendant główny znać fakty i przebieg zdarzeń. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której jakakolwiek nieprawidłowość mogłaby zostać zamieciona pod dywan.
Inne standardy?
Nie chcemy tylko mówić o transparentności – chcemy ją pokazywać. Jednocześnie podkreślam: nie biczujmy Policji. To formacja, która stoi na straży bezpieczeństwa państwa. Mówmy o tym, co działa dobrze, co wymaga poprawy, ale pamiętajmy, że policja to ponad 102 tys. ludzi i w dużej mierze odzwierciedla społeczeństwo. Policjanci to nie są ludzie „z innej planety”.
Czyli problem jest w materiale ludzkim?
Możemy przygotować i wyszkolić kandydata do realizacji zadań, ale musimy brać pod uwagę ludzką mentalność, specyfikę regionów czy miast. Część wyzwań ma charakter społeczny i wykracza poza samą formację.
Ale kryteria naborów i szkoleń zostały obniżone.
Gdzie obniżyliśmy? Proszę mi pokazać – gdzie? Nie obniżyliśmy żadnych kryteriów doboru. Nie zgadzam się na powielanie nieprawdziwych stwierdzeń.
Egzamin z W-F?
Nie! Zmieniliśmy sposób przeprowadzania testów. Wprowadziliśmy test próbny, który pozwala kandydatowi sprawdzić się jeszcze przed właściwą rekrutacją. To szerszy problem – wystarczy spojrzeć, jak dziś wyglądają zajęcia z W-F w szkołach i jaka jest frekwencja. Kandydat do Policji dostaje jasne wytyczne: jeśli nie zda, wie, co musi poprawić. Ale nie ma mowy o obniżeniu wymagań.
Ale kwestia szkoleń jest problemem i musi pan to widzieć.
Panie redaktorze, nie jestem w stanie sam odbudować systemu, który przez lata funkcjonował w innym kształcie. W ciągu półtora roku przyjęliśmy 15 tys. nowych policjantów – i trzeba ich wyszkolić. Otworzyłem cztery nowe ośrodki szkolenia. Planujemy kolejne. Uruchomiliśmy Szkołę Policji Ruchu Drogowego w Sieradzu. Nie uważam jednak, że sytuacja jest już idealna. Szkolenie to proces, a ja dysponuję infrastrukturą, którą zastałem. Pracujemy nad kolejnymi etapami jego poprawy.
Interwencji policji, które stały się internetowymi viralami, było wiele.
Trudnych interwencji jest wiele. Coraz więcej. Położyłem duży nacisk na to, żeby policjanci byli do nich odpowiednio przygotowani. Po to też wysyłamy zespoły kontrolne, żeby weryfikować, czy proces szkolenia z działania podczas trudnych interwencji jest właściwie realizowany. Mamy dziś ponad 102 tys. policjantów. Nigdy od lat 90. nie było takiego stanu kadrowego.
I jest pan zadowolony z poziomu wyszkolenia funkcjonariuszy?
To trudne pytanie. Pełne zadowolenie wciąż jest przed nami. Z jednej strony wprowadziliśmy zmiany – szkolenia podoficerskie i aspiranckie – ale wciąż widzę obszary do poprawy, szczególnie w zakresie kompetencji.
Coś więcej?
Kładę duży nacisk na rozbudowę szkolnictwa, ale też na profesjonalizację uczelni. Czyli mamy Szkołę Policji w Słupsku i w Katowicach jako szkoły prewencji. W styczniu otworzyliśmy Szkołę Policji Ruchu Drogowego w Sieradzu. Piła jest szkołą pionu kryminalnego. Zmieniamy teraz Centrum Szkolenia Policji w Legionowie, gdzie już pod koniec ubiegłego roku rozpoczęliśmy szkolenia oficerskie. Oprócz Akademii Policji w Szczytnie dziś szkolimy oficerów także w Legionowie. Teraz pozostaje kwestia ułożenia odpowiedniego programu nauczania we wszystkich tych uczelniach, przeszkolenia kadry dydaktycznej. Chcemy odtworzyć Ośrodek Współpracy Międzynarodowej w Legionowie, ale też pamiętamy o nowych wyzwaniach: kwestiach używania dronów, cyberprzestępczości i przestępczości zorganizowanej. Szkołę ruchu drogowego musieliśmy przenieść do Sieradza. W żadnym ośrodku policyjnym nie ma płyty poślizgowej, a tam jest. Na wprost ośrodka…
Dziurawe zaplecze. Czego brakuje drugiej pod względem liczebności formacji mundurowej w Polsce, zdaniem jej szefa?
Pan ma, o ile pamiętam, 30 lat służby, tak?
Dokładnie 32.
Czego pana zdaniem brakuje najbardziej w Policji dzisiaj?
Tego, co Policji zostało odebrane w latach dziewięćdziesiątych, m.in. zaplecza, bazy do podnoszenia umiejętności i kompetencji. Dziś chcemy, by każdy policjant był sprawny fizycznie, a przecież zniknęły wojskowe i policyjne kluby sportowe. Chcemy, żeby wszędzie były strzelnice. Odtwarzamy więc i to. Chcemy położyć duży nacisk na to, żeby interwencje były sprawnie prowadzone.
Policjanci giną. Strzelają sami do siebie, jak na Pradze, albo giną zastrzeleni, bo przeszukanie zatrzymanego było niedokładne. Coś jest nie tak.
Rutyna jest wrogiem i może zgubić każdego. Zrobiliśmy tysiąc przeszukań, ale tysiąc pierwsze, które przeprowadzimy źle, może być dla nas ostatnim. To jest właśnie model, który powinien być wdrożony: co jakiś czas powinno się odbywać szkolenie przypominające, uzupełniające. I po to też są ośrodki szkolenia, otwarte w Warszawie, w Lublinie, w Poznaniu z siedzibą w Gnieźnie, w Gdańsku, a także następne ośrodki, które chcę otworzyć. Po to, żeby na poziomie lokalnym cały czas podnosić sprawność, świadomość i szkolić ludzi do działań przy trudnych interwencjach. Ale także uzupełniać wiedzę z zakresu zmieniającego się prawa karnego i nowoczesnych technologii, które są dziś używane przez służby w innych krajach. Szkolić do nowych wyzwań.
Trochę naokoło, ale jednak pan odpowiedział. „Ból” to szkolenie.
Jeżeli policjant nie jest dobrze wyszkolony, to wiadomo, że będzie popełniał błędy. Zagraża sobie, osobom, wobec których podejmuje interwencję, i naraża na odpowiedzialność swoich przełożonych. W ciągu roku odeszło 10 tys. policjantów, w następnym roku odeszło następne 5 tys. To duża kumulacja. Żeby to rozładować, przyjęliśmy w ciągu półtora roku 15 tys. funkcjonariuszy, więc kosztem szkoleń podstawowych wstrzymujemy inne szkolenia. Bo możliwości bazy szkoleniowej są ograniczone.
Została infrastrukturalna dziura?
W nowym programie modernizacji już przewidzieliśmy nakłady na szkolnictwo Policji. Akademia w Szczytnie w ogóle nie była brana pod uwagę w poprzedniej modernizacji. Zatem niektóre narzędzia są potrzebne, żebyśmy w ogóle mogli się rozwijać jako formacja.
Kilka miesięcy temu napisałem duży tekst dotyczący szkoleń. Zwróciłem się do dwóch szkół, do CSP i do APOL, z pytaniem o dwa kursy: zatrzymywanie niebezpiecznych przestępców i posługiwanie się bronią w warunkach podwyższonego stresu. Efekt? Dziesięć tysięcy osób na przestrzeni dziesięciu lat. Ilu z nich jeszcze służy, ilu z tych funkcjonariuszy jest w linii, ilu jest za biurkiem, ilu w ogóle jeszcze jest w służbie?
I wracamy do tego, o czym mówiłem przed chwilą. Ale chcę, żeby to też wybrzmiało: model szkolenia powinien być dostosowany do czasów, w jakich funkcjonujemy. Czyli z jednej strony powinniśmy budować kompetencje związane z zajmowanym stanowiskiem, a z drugiej iść w kierunku rozwojowym, czyli wprowadzać takie podstawy programowe, takie narzędzia, które rozbudują kompetencje do walki z nowymi zagrożeniami. Nie było choćby żadnego modelu szkolenia pod kątem zwalczania cyberprzestępczości. A dziś jest ono niebywale potrzebne. Choćby po to, by funkcjonariusz nie opierał się wyłącznie na opinii biegłych, ale również potrafił oprzeć się na własnym doświadczeniu i mieć zespół ludzi, którzy rzeczywiście dokonują analizy.
W czasach pandemii pana poprzednik wprowadził kursy skrócone, trwające około sześciu tygodni. Zrekrutowano tak ok. 2–3 tys. policjantów. Mieli być doszkalani „później”. I tak się stało?
Nie podam panu konkretnych liczb ad hoc; musielibyśmy sprawdzić, ile z tych osób uzupełniło proces szkolenia. Ktoś wówczas znalazł takie rozwiązanie, a nie inne. Nie wiem, czy to było złe, czy dobre, trudno mi to oceniać. Komendant Szymczyk z pewnością starał się dostosować działania do warunków i okoliczności, z jakimi przyszło mu się mierzyć. Covid przyniósł wiele złego, ale też dzięki tym specyficznym czasom przekonaliśmy się, że pewne szkolenia po prostu można przeprowadzić online. I wykorzystujemy to do dziś. My też dzisiaj hybrydowo kształcimy policjantów, wykorzystując do tego platformę, którą cały czas budujemy.
Powroty z emerytur i problematyczna stolica
A będzie pan bronił powrotów policjantów do służby z emerytury? Nawet obecny Komendant Stołeczny Policji, oficer młodszy, wrócił z emerytury po siedmiu latach. Nie było lepszych kandydatów?
Będę bronił. Jeżeli ktoś na to zasługuje, to powinien mieć możliwość powrotu. Ale po pierwsze – musi chcieć, a po drugie – tylko wtedy, gdy jego lub jej powrót jest czymś pożądanym dla formacji. To nie jest tak, że ktoś ma wrócić do Policji tylko po to, żeby podnieść sobie parametry emerytury. Poza tym to nie są jakieś tabuny ludzi. A po drugie: wiele osób wróciło na kontrakt, który wprowadziliśmy, odpowiadając na nasze potrzeby. Bo potrzebujemy ludzi z doświadczeniem, którzy będą opiekunami tych młodych, których dzisiaj przyjmujemy. Wracając do pana pytania: jestem zadowolony z pracy Komendanta Stołecznego Policji.
O tym, jak zarządzana jest przez komendanta Ogrońskiego Warszawa, słyszałem od policjantów. W większości nie były to opinie pozytywne.
Komendant musi spinać wszystko, być liderem, a niekoniecznie przyjacielem. Szef odpowiada za jednostkę i musi narzucić pewne tempo pracy oraz oczekiwania wobec swoich policjantów. I nie może być też tak, że każdy będzie miał tutaj swoje odrębne zdanie. Zadania muszą być realizowane, a tych w Komendzie Stołecznej Policji nie brakuje. Pamiętajmy, że Policja jest formacją działającą w oparciu o rozkaz i zhierarchizowaną. Oczywiście, jeśli ktokolwiek uważa, że jego prawa są naruszane, wie, gdzie należy to zgłosić.
Czyli z funkcjonowania KSP i jej dowódcy jest pan zadowolony?
Tak. Warszawa to dziś ogrom obcokrajowców, mnóstwo wyzwań. Liczy się mobilność, zakres i szybkość rozpoznania. My musimy szybko reagować na to, co nas otacza. I to jest też kwestia przełożonego na każdym poziomie – komisariatu, komendy rejonowej, wojewódzkiej, stołecznej i każdej innej.
Czy należy rozumieć, że komendant Walichnowski tego nie zapewniał?
Był innym typem człowieka. Pewne rzeczy tutaj nie zadziałały tak, jak powinny zadziałać. Mówiłem o tym wielokrotnie: dzisiaj nie potrzebuję administratorów na stanowiskach komendantów wojewódzkich. Jako Komendant Główny potrzebuję przede wszystkim organizatorów i dobrych przywódców, którzy również będą sobie dobierali takich samych dobrych przywódców i organizatorów. Bo dziś nie mamy czasu na to, żeby decyzje podejmować tygodniami. To musi być szybko, sprawnie, kompetentnie i zgodnie z prawem.
Chciałem zapytać o to, jakim pan jest oficerem: tym, który mówi „za mną” czy tym mówiącym „naprzód”. Ale chyba już wiem.
Oczywiście, że „za mną”. Nie mówię ludziom „naprzód” i – mówiąc metaforycznie – nie stoję na wzgórzu, zarządzając. Bo to nie o to chodzi. Dzisiaj nie mamy okoliczności, które umożliwiłyby nam mówić „naprzód”, stojąc na wzgórzu. Trzeba działać, pokazywać i dawać przykład, że się da. Dlatego chcę tak dużo zmienić. I nie chodzi o zmianę dla samej zmiany, ale o działanie adekwatne do okoliczności. Na dziś i na przyszłość. Widzę, w jakim momencie jesteśmy jako Policja i czego potrzebujemy.
Potrzebujemy choćby dronów. A kiedy policja poszukiwała w Małopolsce Tadeusza Dudy, to koniec końców trzeba było wzywać na pomoc wojsko.
Owszem. Ale też stawiam pytanie: czy kiedykolwiek mierzyliśmy się z taką operacją w tak trudnym rejonie, gdzie żadna łączność nie działała? My, jako Policja, musieliśmy sięgać po sieć Starlink, żeby w ogóle komunikować się między sobą. Ściągnęliśmy tam wszystko, co mogliśmy, by móc profesjonalnie i sprawnie działać. Dlatego też poprosiłem o zaangażowanie wojska. To była dla nas cenna lekcja.
I jakie wnioski wyciągnięto?
Takie, że mamy dużo do przepracowania w zakresie np. łączności czy rozpoznania.
Jak się ta historia skończyła – wszyscy wiemy. Duda popełnił samobójstwo, a do poszukiwań jednego człowieka ściągnięto chyba dwa samodzielne pododdziały kontrterrorystyczne, BOA, a na końcu wojsko i drony wojskowe.
Tylko przypomnijmy, z czym mieliśmy do czynienia i co ten człowiek zrobił: zabił dwie osoby, jedną zranił. I nadal stwarzał realne zagrożenie. Nie wiedzieliśmy, jaka jest jego determinacja. Rolą Policji było wtedy przede wszystkim zapewnienie poczucia bezpieczeństwa mieszkańcom i uspokojenie nastrojów, a także szybkie znalezienie sprawcy, który się ukrywał i zagrażał wielu osobom. Skupiliśmy się na tym. Bez względu na koszty, jakie wówczas ponieśliśmy. Ale słyszałem te pytania – ile kosztuje bezpieczeństwo.
Tylko to jest, proszę wybaczyć, populizm. Słyszeliśmy od szefa sztabu generalnego WP, że bezpieczeństwo nie ma ceny, a potem widzieliśmy, jak pociski za miliony dolarów są wystrzeliwane do dronów ze styropianu za 20 tys.
Ale my mieliśmy zapewnić bezpieczeństwo obywatelom i to robiliśmy. Kiedy dotarła do mnie informacja o wlocie dronów na teren kraju, ogłosiłem alarm w czterech garnizonach. Współpracowaliśmy także z innymi służbami, reagowaliśmy i zapewnialiśmy bezpieczeństwo. I uważam, że wszystkie służby stanęły wtedy na wysokości zadania.
Na granicy też.
Jeśli trzeba – też. Chroniliśmy tę granicę, szkoliliśmy wojsko, współpracowaliśmy ze Strażą Graniczną. Robiliśmy to, co trzeba, by zapewnić bezpieczeństwo. I będziemy robić to nadal, bo to powinność naszej służby. I musimy być gotowi na wszystkie wyzwania, jakie mogą stanąć przed państwem i jego organami.
Dużo mówi pan o wyzwaniach. Jakie trzy główne wyzwania stoją dziś przed Policją?
Przede wszystkim zmierzenie się z nowym rodzajem zagrożeń. Takich, jak podpalenia np. sklepów wielkopowierzchniowych czy akty terroru i dywersji. Z tym się nie mierzyliśmy i to wymieniłbym jako pierwsze. Druga kwestia: zagrożenia w sieci, w cyberprzestrzeni, dezinformacja. No i zagrożenia związane z zakończeniem wojny w Ukrainie. To musi wpłynąć na kształt szkolenia. Musimy zbudować formację zdolną do kompleksowego rozpoznania zagrożeń i ich neutralizacji.
I tak robi nam się piękna klamra, bo wracamy do Narodowego Biura Śledczego Policji. To chciałby pan po sobie zostawić jako Komendant Główny Policji?
Chciałbym zostawić po sobie Policję jako formację dbającą o bezpieczeństwo Polaków w pełnym wymiarze. W cyberprzestrzeni, w formule bezpieczeństwa bezpośredniego i państwa w całości. Chciałbym, by każdy obywatel w kraju czuł się zaopiekowany i wiedział, że także po to jest Policja. Po prostu zbudujmy kompetencje, by w kompleksowy sposób chronić obywateli naszego kraju. W każdym wieku – od najmłodszego do najstarszego.
Główne wnioski
- Zdaniem Komendanta Głównego Policji, formacja potrzebuje 20 mld zł na pełną modernizację.
- Duża część zagrożeń dla obywateli koncentruje się dziś w internecie. M.in. ich rozpoznawaniem i zwalczaniem ma się zajmować Narodowe Biuro Śledcze Policji.
- Największą bolączką formacji, zdaniem Komendanta Głównego, jest wyszkolenie. Aby je poprawić, trzeba jednak wzmocnić także bazę infrastrukturalną.




