Miliardy płyną do robotów, które… wciąż niewiele robią. „To ładnie wygląda marketingowo"
Wyglądają jak zapowiedź technologicznej rewolucji. Chodzą, podają przedmioty, a czasem nawet ścielą łóżka. Problem w tym, że poza efektownymi nagraniami wciąż trudno znaleźć dowody na ich realną przydatność w przemyśle. Choć do firm rozwijających humanoidalne roboty płyną dziś miliardy dolarów, ich faktyczne zastosowania pozostają ograniczone – przekonuje Marcin Gwóźdź, ekspert świata robotyki.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego humanoidalne roboty w fabrykach wciąż bardziej przyciągają inwestorów i uwagę mediów niż realnie zmieniają sposób produkcji, oraz co stoi za tym rozdźwiękiem między pokazami a rzeczywistością
- Jakie są ekonomiczne i technologiczne argumenty przeciwko wykorzystywaniu robotów przypominających ludzi w przemyśle, mimo że na pierwszy rzut oka wydają się najbardziej intuicyjnym rozwiązaniem
- Co naprawdę hamuje rozwój robotyzacji w Polsce i Europie oraz dlaczego problem nie sprowadza się wyłącznie do kosztów, ale sięga głębiej w obszar edukacji, świadomości i struktury rynku
Pierwsze roboty humanoidalne już pojawiają się w fabrykach. Czy mają one sens efektywnościowy, czy to tylko fajnie wyglądają na zdjęciach PR-owych?
Dla mnie to nie jest tylko prasówka, ale sposób na pozyskiwanie inwestorów. Do producentów robotów humanoidalnych idą obecnie ogromne kwoty, pieniądze. W robotyce – jak wcześniej w AI – kapitał często wyprzedza realne wdrożenia, ponieważ są firmy, które nigdy nic nie wdrożyły, a mają wyceny na poziomie kilku miliardów dolarów. Mniej więcej tyle, co chociażby KUKA, jedna z największych na świecie firm budujących roboty przemysłowe.
Ale ta pierwsza ma fajnego, chodzącego robota…
Te firmy zaczynały od pokazywania humanoidów w fabryce. Później zaczęły pokazywać filmy z gospodarstw domowych. Robot sprząta, ścieli łóżko, prasuje i tak dalej. Brakuje mi jednak tego, żeby zobaczyć filmy z prawdziwego użycia takich robotów w fabryce. Pod koniec 2024 r. Figure pokazał swojego robota w fabryce BMW i wtedy to było imponujące. Ale od tego momentu nie zobaczyliśmy żadnych konkretnych i nowych zastosowań.
Roboty spacerują, ale niewiele z tego wynika
Za to zobaczyliśmy spacerującego robota w Białym Domu!
Tak, tylko to jest coś, do czego faktycznie możemy robota przygotować i zaprogramować. Widzieliśmy też dużo humanoidów na rynku, które robiły bardzo fajne rzeczy, a później okazywało się, że były zdalnie sterowane przez człowieka. To pokazuje raczej, jak daleko jesteśmy od pełnej autonomii. W robotyce często stosuje się podejście „human-in-the-loop”, żeby przyspieszyć rozwój i testowanie. Oczywiście, marketingowo to świetnie wygląda: robot szykuje drinki i różne tego typu rzeczy. Dlatego wydaje mi się, że przed humanoidami jeszcze bardzo daleka droga. Zwłaszcza, że np. w Europie mamy bardzo wysokie wymagania co do analizy ryzyka. Widzimy to na przykładzie cobotów, czyli sześcioosiowych robotów, które mogą pracować z ludźmi. Cały czas czekamy na normy, które finalnie zdefiniują, czym taki robot jest i jak go używać. To spowalnia wdrożenia, ale jednocześnie zwiększa bezpieczeństwo i zaufanie do technologii. Roboty humanoidalne są o wiele trudniejsze. Abstrahując zupełnie od tego, dlaczego w ogóle robimy takie roboty.
Dlaczego?
No właśnie! Uważa się, że ludzie nie są stworzeni do wykonywania powtarzalnej pracy w fabrykach ze względów anatomicznych, a chcemy odwzorowywać pracę człowieka na robotach. To wydaje mi się trochę dziwne. Trochę rozumiem ich wykorzystanie w domach, bo jednak tu wszystko jest dostosowane pod dwunożnego człowieka. Fabryka? Niekoniecznie. Po co robotowi nogi, skoro mógłby mieć koła i poruszać się szybciej, taniej i sprawniej?
Firmy inwestują, bo to marketing
Więc czemu ten kierunek?
Wydaje mi się, że wygląda to ładnie marketingowo. W wielu branżach, na przykład w logistyce, robot, który będzie poruszał się inaczej niż na nogach, będzie po prostu sprawniejszy, szybszy i tańszy, zatem nogi są niby nieefektywne, ale mogą być uzasadnione w określonych przypadkach.
Dowodem na to są magazyny Amazona.
Amazon wdrożył już ponad milion robotów na świecie w swoich magazynach. Gdyby to było państwo, zajęłoby trzecie miejsce pod względem liczby, za USA i Chinami. Nie słyszymy jednak, żeby stawiali na humanoidy. Wiele mądrych głów siedzi nad ich wykorzystaniem, ale… nie spodziewam się realnych wdrożeń w przemyśle. Przynajmniej na razie.
A w gospodarstwach domowych?
Na dziś jeszcze nie. Automatyka szybko się rozwija, ale mówimy bardziej o rozwiązaniach typu smart home. Weźmy chociażby proste zastosowanie, roboty sprzątające. Są standardem, ale czasem się sprawdzą, czasem nie. Mam dwa i taki robot niewiele pomoże.
Ewentualnie ktoś ma dziecko, które rozrzuca różne rzeczy na ziemi.
Dokładnie. Pojawia się dużo takich rzeczy, których nie przewidzieliśmy na początku, a które odsuwają tego robota gdzieś na bok i z niego nie korzystamy. Plus zostaje pewna ludzka obawa… Mamy takie kraje, jak Chiny, gdzie robotyzacja rozwija się błyskawicznie. Roboty są tam nie tylko w fabrykach, ale też w restauracjach, na lotniskach. Praktycznie wszędzie. Są standardem, więc przestają też budzić obawy. W Polsce i Unii Europejskiej, oprócz ceny, jest jeszcze kwestia bezpieczeństwa.
Chiny i ekspansja w robotyce
Chiński rząd z zadowoleniem przyjąłby takiego robota w każdym domu. Z backdoorem do słuchania, o czym i jak się mówi.
To jest realna obawa. Słyszałem wiele obaw dotyczących samych chińskich samochodów. Dotyczyły np. dopuszczania ich do pewnych przestrzeni, na przykład wojskowych. Czy to prawda, czy nie - pewnie nikt do końca nie wie. Kluczowe jest to, że im więcej robotów w danym kraju, tym obawy ludzi są niższe. Dlatego nic dziwnego, że w Polsce o robotyzacji mówi się mało. Brakuje ich w fabrykach, brakuje informacji w przestrzeni publicznej.
Brak wiedzy to przyczyna niskiej liczby robotów w Polsce?
Tak, szczególnie to widać w mniejszych firmach. Ich właściciele nie mają skąd czerpać wiedzy: dlaczego się robotyzować, co jest nowego w robotyce, jakie są nowe modele finansowania, które się pojawiają.
Tania siła robocza a roboty
Tylko czy realnym problemem nie jest to, że koszty pracy w Polsce są relatywnie niskie, więc nie ma potrzeby inwestować setek tysięcy złotych w takie roboty?
Na pewno w porównaniu z Zachodem mamy tańszą siłę roboczą. Spójrzmy jednak na Czechy. W Polsce wskaźnik robotyzacji za 2024 rok wynosił 81 robotów na 10 tysięcy pracowników produkcyjnych. Czesi mają ponad 100. Wynagrodzenia są podobne. Więc czy samo wynagrodzenie decyduje? Nie. Oczywiście mają tam inną strukturę przemysłu, przykładowo, więcej firm z branży motoryzacyjnej. Węgry jednak mają podobną gęstość robotyzacji, jak Polska, a wynagrodzenia są jednak niższe. Fundamentalnym problemem jest świadomość. Ci, którzy chcą zdobyć wiedzę, zdobędą ją i pozyskają finansowanie z Unii Europejskiej. Nie ma jednak przykładu z góry. Chociażby programu typu „robotyzujmy się na potęgę”.
Pieniądze jednak są?
Tak, jest sporo programów, w tym z funduszy europejskich i one się pojawiają. Mają też spory wpływ na rynek, bo kiedy jeden program się kończy, to nagle spada zainteresowanie robotyzacją.
Ile kosztuje robotyzacja
To ile kosztuje taka robotyzacja?
Weźmy paletyzację. Człowiek przez cały dzień układa kartony albo worki na palecie. Takie rozwiązanie z robotem kosztuje od 60 do 100 tys. euro w wzwyż w zależności od trudności procesu i aplikacji. Oczywiście to uproszczenie, bo sam koszt sprzętu (robot + powiedzmy chwytak) to jedno, trzeba tez dostosować stanowisko pracy czy zmienić procesy w firmie. Niezależnie od tego, jeśli firma pracuje na jedną zmianę, to rzeczywiście trudno uzasadnić inwestycję. Tyle, że przy dwóch lub trzech zmianach, to się zmienia. Mamy jednego robota, który może pracować 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu. Albo kilkoro ludzi. Którzy w dodatku rotują – trzeba cały czas szkolić nowe osoby. A taka praca jest dodatkowo obciążająca fizycznie. Na rynku pracy brakuje więc chętnych. Nie mówiąc już o produktywności, która w przypadku robota zawsze będzie o wiele wyższa, niż przy pracy ręcznej.
Do kosztu robota dochodzą jednak dodatkowe punkty.
Tak, koszt serwisu. Pamiętajmy jednak, że dzięki dofinansowaniom ta kwota, o której mówiłem, może się zmniejszyć nawet o połowę. Oczywiście, pozyskanie takich środków wymaga pewnej pracy, natomiast wciąż to osiągalne, zwłaszcza dla średnich biznesów. Poza tym rozwija się coś takiego, jak subskrypcja. Bez większych nakładów inwestycyjnych, można przetestować takiego robota. To idealna rzecz dla firm, gdzie np. liczba zamówień się waha i trudno ocenić skalę wykorzystania takiego robota.
Ludzka praca. Czy zostanie zastąpiona?
A co z pracą ludzi? Jednym z argumentów przeciwko robotyzacji jest kwestia bezrobocia.
Tylko sytuacja jest skomplikowana. Podam przykład. Kilka lat temu Volkswagen do fabryki w Poznaniu ściągał pracowników z promienia 80 kilometrów. Każdy mały przedsiębiorca z tego obszaru, który coś produkował, miał ogromny problem, skąd brać ludzi, bo Volkswagen dosłownie ich przejął. Lekarstwem na to jest automatyzacja. W Polsce nie ma wysokiego bezrobocia, w wielu miejscach brakuje osób do zatrudnienia. Plus to nie jest tak, że roboty zabierają pracę ludziom. Raczej ją przekształcają niż likwidują. Automatyzacja przesuwa zatrudnienie z prostych prac fizycznych w stronę obsługi, programowania i utrzymania systemów. W krótkim okresie może to powodować napięcia na rynku pracy, ale długofalowo tworzy nowe, bardziej zaawansowane role.
To znaczy?
Do serwisu i nadzoru robota musisz mieć kogoś od automatyki. Zresztą, robotyzacja generuje mnóstwo nowych miejsc pracy. Jeśli spojrzymy na takie gospodarki jak Korea Południowa, czyli kraj o najwyższej gęstości robotyzacji na świecie, to poziom bezrobocia jest tam praktycznie zerowy. Nawet, jeśli robotyzacja zmniejszy zatrudnienie w jednej firmie, to pojawi się potrzeba na pracowników w innej. W tej, która dostarczyła ci rozwiązanie i musi mieć automatyków, programistów robotów, serwisantów. To jest lepsza forma pracy, bo bardziej twórcza, mniej powtarzalna. To jest bliższe temu, do czego człowiek jest stworzony: do myślenia i wykonywania mniej schematycznych zadań.
Przełom w robotyzacji, także w Polsce
Co, pana zdaniem, musiałoby się wydarzyć, żeby doszło do realnego przełomu pod względem robotyzacji w Polsce?
To już się dzieje. Wynika to z wzrostu wynagrodzeń. Już teraz wiele firm porównuje, co wychodzi taniej i rzeczywiście robotyzacja nabiera sensu ekonomicznego. Druga kwestia to sztuczna inteligencja. Wiele firm obawiało się automatyzacji, bo nie wiedziało, co będzie jutro. Automatyzacja kojarzyła się z czymś bardzo stałym, mocno powtarzalnym. Przykładowo, mam robota, który może robić konkretne zadanie, np. komponent do samochodu. Jeśli produkuję go przez siedem lat, to łatwo policzyć opłacalność. Jeśli zamówienia trwają pół roku, wtedy pojawia się problem.
Rozwiązaniem jest właśnie sztuczna inteligencja i prostsze koboty, czyli roboty współpracujące. Automatyka staje się elastyczna. Im więcej będzie takiej elastyczności, tym bardziej pomoże to na takim rynku jak polski, gdzie mamy bardzo dużo małych zakładów i małych firm.
Jak to może działać?
Podam przykład firmy, w której aktualnie pracuję – Locus Robotics. Oferujemy roboty autonomiczne w ramach subskrypcji. To są roboty, które nie potrzebują specjalnych znaczników i nie są programowane po sztywnych trasach. Wiedzą, gdzie mają pojechać, ale sposób, w jaki to zrobią, zależy od oprogramowania. Więc jeśli coś zmieni mi się w magazynie - na przykład zmienię układ regałów - to z perspektywy robota nic fundamentalnego się nie zmienia. Oczywiście trasy będą inne, ale roboty autonomicznie się do tego dostosują.
Wyścig na roboty
A co dzieje się po stronie producentów robotów? Mamy Chiny, mamy Stany Zjednoczone. Tylko czy widać większe zaangażowanie Europy?
Jeśli ktoś interesuje się robotyką, to w większości słyszy o tym, co dzieje się w Stanach i w Chinach plus ewentualnie Japonii. Jeśli chodzi o Europę, to wygląda to słabiej. Startupów i producentów robotów jest u nas znacznie mniej. Sama struktura budowania startupów w Stanach jest zupełnie inna, podobnie jak hype, który temu towarzyszy. Niestety, Europa zostaje w tyle. Owszem, powstają fajne inicjatywy, jak budowanie sieci pomiędzy uniwersytetami mającymi działy robotyczne, żeby odzyskiwać pozycję Europy jako ważnego gracza. Ale to nie dotyczy tylko robotów. Widzimy to również w motoryzacji. Jak spojrzysz na europejskiego Volkswagena i porównasz go z chińskim BYD, jeśli chodzi o poziom technologiczny i to, co pokazują światu, to widać, że zaczyna nam brakować pewnych rzeczy.
Co z tym zrobić?
Nie mam pojęcia. Na pewno nie doklejać nakrętki do butelek i traktować to jak wielkie osiągnięcie.
Inwestycje w robotykę są konieczne
Polska ma jakąkolwiek szansę na zaistnienie na tym rynku? Czy pociąg już odjechał?
W Polsce praktycznie nigdy nie produkowaliśmy robotów na szeroką skalę. W wyścigu AI też nas nie widać. Dużo zostało przegapione. Wydaje mi się, że ten pociąg już odjechał. Powstają inicjatywy, ale jest już za późno. Oczywiście, dobrze, że są, bo do rynku trzeba się dostosować. Nie sądzę, byśmy dogonili Stany czy Chiny. Są jednak obszary, w których nadal mamy potencjał: oprogramowanie i AI, integracja systemów, zastosowania niszowe. Jest jednak wiele do zrobienia, przykładowo, rozwój studiów, które pomogą w dostosowaniu kompetencji do nowego rynku pracy. Albo rozwój szkoleń w firmach, które pomogą w ekspansji sztucznej inteligencji. Dlatego te inicjatywy muszą powstawać. Musimy gonić. Musimy mówić o sukcesach, takich jak ElevenLabs. To powinni być nasi idole, a nie sportowcy czy politycy.
Zróbmy z programistów gwiazdy?
Tak! Na zachodzie o Polakach jest bardzo dobre zdanie. Zwłaszcza, jeśli chodzi oAI, IT i podobne obszary. Tylko jakoś nie słychać o tym tutaj, w Polsce. I to mnie bardzo boli. To jest też coś, co w przyszłości mogłoby nam zdecydowanie pomóc: pokazywanie tego, co udało się zbudować ludziom z tego kraju. Dawałoby to młodym ludziom coś realnego i inspirującego. Ile osób zajęło się programowaniem, bo zagrało w Wiedźmina i chciało dołączyć do CD Projektu? Tak samo może stać się w obszarze robotyki.
Czas na przełom
Czyli trochę rozumiem, że musimy stworzyć jakieś Bydgoszcz Dynamics i to pobudzi rynek robotyki?
Chodzi o to, żeby młodzi ludzie dostrzegali realne sukcesy. Bo to do nich trafia. Czy stworzymy Bydgoszcz Dynamics, Toruń Dynamics czy coś innego, to już wtórne. Ale coś musimy robić. Nawet jeśli nie dogonimy świata - a pewnie nie dogonimy - to samo uczestnictwo w tym wyścigu może sprawić, że ludziom będzie się chciało robić coś nowego.
Nasz patronat
Zapraszamy na Infoshare 2026
Dlatego nie mogło nas tam zabraknąć. Chcemy dołożyć swoją cegiełkę do tego wyjątkowego wydarzenia.
Szczegóły wydarzenia na https://infoshare.pl/
Główne wnioski
- Pierwsze wdrożenia robotów humanoidalnych w przemyśle mają dziś bardziej charakter pokazowy niż praktyczny. Choć pojawiają się pojedyncze przykłady, jak test robota Figure w fabryce BMW, brakuje dowodów na ich szerokie i efektywne zastosowanie w realnych warunkach produkcyjnych. Wiele prezentowanych materiałów ma charakter marketingowy, a część demonstracji opiera się na zdalnym sterowaniu przez człowieka. To pokazuje, że technologia wciąż jest daleka od pełnej autonomii, a jej rozwój wyprzedzany jest przez kapitał i oczekiwania inwestorów.
- Z perspektywy efektywności przemysłowej humanoidy budzą istotne wątpliwości. Ich konstrukcja, wzorowana na ludzkiej anatomii, nie zawsze ma uzasadnienie w środowisku fabrycznym, gdzie liczy się prostota, szybkość i koszt. W wielu przypadkach lepsze rezultaty osiągają roboty o prostszej formie, na przykład mobilne platformy czy ramiona przemysłowe. Przykład magazynów Amazona pokazuje, że skuteczna automatyzacja opiera się na wyspecjalizowanych rozwiązaniach, a nie na uniwersalnych humanoidach.
- Rozwój robotyzacji w Polsce i Europie napotyka na inne bariery niż sama technologia. Kluczowe znaczenie mają niska świadomość przedsiębiorców, brak szerokiej edukacji oraz ograniczona liczba lokalnych liderów technologicznych. Jednocześnie koszty pracy, dostępność finansowania i rozwój sztucznej inteligencji stopniowo zwiększają opłacalność automatyzacji. Robotyzacja nie eliminuje pracy, lecz zmienia jej charakter, tworząc zapotrzebowanie na bardziej zaawansowane kompetencje i nowe role w gospodarce.
