Kategorie artykułu: Polityka Świat

Witajcie w alternatywnej rzeczywistości, czyli jak prorządowe media opisały zwycięstwo Pétera Magyara

Péter Magyar jako sługus Brukseli i Kijowa, usmażone psy w mikrofalówce czy strajk głodowy po zmianie władzy. To nie opis politycznego horroru i thrillera, a narracji prorządowych węgierskich mediów. Opisujemy, w jakich warunkach medialnych Tisza pokonała Fidesz i jak zmianę władzy przedstawiły prorządowe tytuły.

W środę 15 kwietnia Péter Magyar spotkał się z prezydentem Węgier w sprawie utworzenia rządu po wyborach. Wcześniej po raz pierwszy od półtora roku udzielił wywiadu prorządowym mediom publicznym. Fot. Janos Kummer/Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. W jaki sposób Viktor Orbán podporządkował sobie niemal cały krajobraz medialny na Węgrzech.
  2. Jak na wygraną Tiszy zareagowały węgierskie prorządowe media.
  3. Jakie zarzuty stawiał Péter Magyar mediom publicznym w trakcie pierwszej wizyty u rządowego nadawcy po wygranej.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Spektakularne zwycięstwo Pétera Magyara i partii Tisza w węgierskich wyborach wywołało polityczne trzęsienie ziemi nad Dunajem. Zmiana władzy w Budapeszcie wpłynie także znacząco na cały węgierski rynek medialny. Dlaczego? Około 90 proc. wszystkich tytułów medialnych na Węgrzech podlega bezpośredniej lub pośredniej kontroli rządu. Orbán przez lata albo zamykał prywatne tytuły, albo rękoma swoich biznesowych sojuszników przejmował prasowe konglomeraty, jak np. Blikk czy Index.hu.

Zawłaszczenie mediów głównym narzędziem politycznym Orbána

Szczególnie symptomatyczny i porażający przykład zawłaszczania sceny medialnej przez Fidesz miał miejsce w 2016 roku. Dziennik „Népszabadság” opublikował serię tekstów o tym, że Antal Rogán (minister odpowiedzialny za komunikację) latał helikopterem jednego z zaprzyjaźnionych oligarchów. I to w trakcie imprezy weselnej. Jak rząd stłumił aferę? Przyjaciel premiera i najbogatszy Węgier Lőrinc Mészáros po prostu kupił 100 proc. akcji gazety i ją natychmiast zamknął.

W 2018 roku Orbán powołał fundację KESMA (Środkowoeuropejska Fundacja Prasy i Mediów). Fundacja sprawowała kontrolę nad ponad 470 tytułami w prasie, radiu, telewizji i sieci. Reporterzy bez Granic przez lata alarmowali o stopniowym, ale konsekwentnym uzależnianiu kolejnych tytułów od Fideszu. W organach zajmujących się nadzorem medialnym na Węgrzech zasiadać mogli wyłącznie kandydaci zaproponowani przez Fidesz.

To tylko wybrane przykłady, a Orbán przez lata stworzył gigantyczny medialny ekosystem, w ramach którego sprawował całkowitą kontrolę nad narracją. Początkowo, w 2010 roku, Orbán chciał poddawać kontroli nawet bloki internetowe i zobowiązać dziennikarzy do podawania źródeł. Takie zakusy zablokowała Komisja Europejska. Bruksela nie była jednak w stanie postawić tamy przejmowaniu mediów przez kapitał mniej lub bardziej bezpośrednio związany z Orbánem.

Efekty? Systemowe szczucie na opozycję wobec Fideszu, podkręcone w ciągu ostatnich dwóch lat, kiedy rękawicę podjął Magyar i jego ruch Tisza. W przekazach mediów związanych z rządem Magyar był ukraińskim agentem, pachołkiem Brukseli, przemocowcem, narkomanem i następcą George’a Sorosa w roli wroga publicznego numer jeden.

Przemilczane realne skandale...

Być może jednak nawet bardziej symptomatyczne było to, czego w węgierskich mediach widać nie było. Ujawniane przez niezależnych dziennikarzy z Direkt36.hu czy Telex.hu afery były systemowo przemilczane w proorbánowskich mediach.

Węgrzy chłonący informacje z państwowych mediów nie usłyszeli np. o gigantycznej posiadłości Orbána w miejscowości Hatvanpuszta. To rodzinne strony premiera Węgier, w których wybudował posiadłość o wartości szacowanej na dziesiątki milionów euro. Niezależny portal Átlátszó ujawnił, że znajdują się tam oranżerie, podziemne garaże, a nawet prywatne zoo z antylopami i zebrą. Co istotne, Orbán według oświadczenia żyje skromniej niż przeciętny Węgier. Nie ma samochodu, akcji ani żadnych luksusowych nieruchomości. Informacje wywołały powszechne oburzenie opozycji i jej zwolenników, a na wiecach Tiszy można było nawet spotkać osoby przebrane... za zebrę. Takie symbole miały być wyrazem kpiny i oburzenia z powodu bizantyjskiego bogactwa premiera.

Medialna machina Orbána była oczywiście kluczowym elementem antyopozycyjnej propagandy w niedawnej kampanii. Do tego stopnia, że stworzono… nowy portal, którego jedynym zadaniem miało być szerzenie czarnego PR na temat Pétera Magyara.

...i nagłośnione wymyślone skandale

Sprawę opisali factcheckerzy Demagoga. Na niespełna tydzień przed wyborami w sieci pojawił się portal Magyar Hírek 24. Portal ujawnił rewelacje jakoby była żona Magyara Judit Varga (była minister sprawiedliwości w rządzie Fideszu) miała opisać w swojej książce skandaliczne zachowanie Magyara. Według portalu Varga opisała, że jej ówczesny mąż w „pijackim szale” miał usmażyć psa w kuchence mikrofalowej. Wstrząsające? Z pewnością. Wiarygodne? Ani trochę. Varga nie napisała żadnej książki, co potwierdziła w rozmowie z redakcją AFP. Kłamliwą narrację podchwycili także politycy polskiej prawicy, m.in. Jarosław Kaczyński czy Witold Tumanowicz z Konfederacji.

Co za tym idzie, mikrofalówkowego skandalu oczywiście również nie było. Podobnie jak nie ma już portalu Magyar Hírek 24, który zniknął niedługo po ujawnieniu rzekomych szokujących informacji.

Cały powyższy krajobraz dowodzi bezprecedensowego w Unii Europejskiej stopnia podporządkowania mediów i stosowania czarnego PR-u wobec politycznych przeciwników. Mimo skrajnie nieprzychylnego opozycji krajobrazu medialnego, Tisza uzyskała większość konstytucyjną.

Rozpacz i karykaturalne narracje prorządowych mediów po klęsce Fideszu

Nie da się ukryć, że zawłaszczone przez Fidesz węgierskie media opisują zwycięstwo Magyara w katastroficznych i niekiedy karykaturalnych narracjach.

Spójrzmy choćby na Magyar Nemzet, jeden z największych dzienników. W trakcie wyborczej niedzieli portal „informował” o rzekomej groźbie wzniecenia zamieszek przez Tiszę, jeszcze zanim zostaną opublikowane wyniki wyborów. Ludzie opozycji mieliby okupować państwowe instytucje, a autor porównał hipotetyczną sytuację do kijowskiego majdanu.

Gdy jednak na ulicach Budapesztu zamiast zamieszek zapanował karnawał euforii, dziennik zmienił front z ostrzegawczego na żałobny. Dziennik przytoczył opinię ultraprawicowej influencerki z Holandii Evy Vlaardingerbroek, która gościła na budapesztańskiej konferencji prawicowej międzynarodówki CPAC.

– Węgry pod przywództwem Viktora Orbána były jedynym krajem, który sprzeciwił się rządom Brukseli. Powiedział „nie” imigracji i wysyłaniu pieniędzy na Ukrainę. Zrobił to w obronie europejskich wartości. Broni ich od 16 lat budując instytucje, o których inne kraje mogą tylko pomarzyć. Teraz jest niemal pewne, że Magyar zniszczy wszystko, co Orbán i jego rząd zbudowali ciężką pracą – mówiła Vlaardingerbroek.

Dziennik przytaczał jej słowa jako ostrzeżenie przed nowymi rządami.

Ukraina ciągłą obsesją prorządowych mediów

Inne posłuszne Orbánowi media nie składają broni nawet kilka dni po wyborach. Przykładem jest portal Mandiner.hu, który wydaje także tygodnik Mandiner (wywiadu udzielił w nim niedawno Jarosław Kaczyński).

„Dzień po wyborach kluczowa postać Kijowa przybywa do Budapesztu pod przykrywką dyplomatyczną. Oczekiwania oficera wsparcia Dmytro Tużańskiego wobec Pétera Magyara są jasne. Przejąć pieniądze Węgrów, przegłosować sankcje wobec Rosji i przyspieszyć członkostwo Ukrainy w UE. Kijów zwiększy liczbę szpiegów w swej ambasadzie, by sterować polityką zagraniczną Węgier i uczynić z nich wasala" – czytamy na łamach Mandinera.

Warto sprostować kłamstwa prorządowego pisma. Na poniedziałkowej konferencji Pétera Magyara, na której byliśmy obecni, premier-elekt zadeklarował, że nie poprze przyspieszonego trybu przyjęcia Ukrainy do UE. O tym na łamach Mandinera z nieznanych powodów przeczytać nie mogliśmy.

Profideszowe media pozwalają także czytelnikom na przeczytanie „informacji” rodem z kosmosu. Na czerwonym pasku na portalu Orgio.hu (przejętym przez oligarchę bliskiemu Orbánowi) czytamy, że „Zełenski otrzymał taki cios, że został wysłany na orbitę wokół Ziemi”. Portal powołuje się na propagandowe rosyjskie źródła wedle których prezydent Ukrainy miał tracić kontrolę nad armią.

Węgierski „Dziki trener" w służbie propagandy

Dzień wcześniej Orgio także powoływał się na doniesienia z Rosji. Przytaczano m.in. wypowiedź rosyjskiego urzędnika o przyspieszeniu rozpadu UE po porażce Viktora Orbána. Źródło? Kirył Dimitriew – człowiek Putina wysyłany do negocjacji z Donaldem Trumpem. Takimi sprawami według pracowników Orgio mieli żyć Węgrzy dzień po przełomowych wyborach.

Wartość dodana z lektury propagandowych mediów węgierskich? Okazuje się, że także i Węgrzy mają swojego „Dzikiego trenera”.

„W ciągu dwóch-trzech miesięcy w kraju wybuchnie strajk głodowy, a Péter Magyar weźmie pieniądze i ucieknie do dalekiego kraju" – czytamy na łamach portalu Blikk.hu.

Taką opinią podzielił się Schobert Norbi, węgierski trener fitnessu i influencer.

Niezależne media podgryzały Orbána, ale bywało, że również Magyara

Oczywiście nie należy tracić z krajobrazu mediów opozycyjnych, choć stanowiących znaczącą mniejszość. Portale tak jak Telex.hu (powstały po przejęciu Indexu, finansowany z crowdfundingu), 444.hu, 24.hu, Átlátszó.hu, Direkt36.hu, czy telewizja Partizán odegrały ważną rolę w kampanii wyborczej.

Media opisywały m.in. głośne taśmy z zapisami rozmów szefa węgierskiego MSZ Pétera Szijjarto z jego rosyjskim odpowiednikiem Siergiejem Ławrowem, próby włamania się do systemów partii TISZA czy skandal związany z uprowadzeniem transportu pieniędzy na Ukrainę.

Choć z oczywistych powodów media te były kojarzone jako sprzyjające Magyarowi, to nie należy mówić o nich jako mediach partyjnych „po drugiej stronie płotu”. Świetne zobrazowanie pewnego dystansu w relacji partia-media widać w filmie „Tavaszi szél - az ébredés” (w wolnym tłumaczeniu „Wiosenny wiatr – przebudzenie”, produkcja niestety niedostępna w Polsce). Obraz dokumentuje powstawanie partii Tisza i walkę z systemem Orbána.

W filmie, który obejrzały miliony Węgrów jeszcze przed wyborami parlamentarnymi, widzimy scenę, w której Péter Magyar wchodzi w zaognioną dyskusję z dziennikarzem niezależnej telewizji Partizán. Widać wyraźnie, że Magyar jest niezadowolony z pytań dziennikarza.

Magyar w publicznej telewizji: zawieszę programy informacyjne w mediach publicznych

Jednak sceny prawdziwego niezadowolenia lidera Tiszy mogliśmy oglądać w środowy poranek. Premier-elekt Węgier po raz pierwszy od półtora roku wystąpił w publicznym radiu i telewizji, które służyły jako tuba propagandowa Orbána. Obie rozmowy przebiegały w konfrontacyjnej, napiętej atmosferze. Już od samego początku Magyar narzucił ton rozmowy i krytykował służalczość oraz skrajną stronniczość publicznego nadawcy.

– Odwiedziłem was w mediach publicznych 26 września 2024 roku i trzeba było głosów oraz całkowicie bezprecedensowego mandatu od ponad 3,3 mln osób w historii współczesnej węgierskiej demokracji, abyście wpuścili mnie tu z powrotem i zechcieli udostępnić czas antenowy liderowi najsilniejszej węgierskiej partii opozycyjnej, a właściwie najsilniejszej węgierskiej partii. Widzę, że w ciągu tych kilku dni od momentu zmiany ustroju, gdy partia państwowa poniosła bezprecedensowo dotkliwą porażkę, niektórzy szefowie i redaktorzy w tym budynku próbują udawać, że nic się nie stało i usiłują funkcjonować jak wolne media. Ale mogę wam powiedzieć, że niezależnie od tego, do czego zobowiązała się Tisza, to co było w naszym programie i na co otrzymaliśmy mandat od narodu węgierskiego – to się wydarzy – zaczął radiowy monolog Magyar.

Następnie premier-elekt zapowiedział, że jednym z pierwszych kroków nowego rządu będzie zawieszenie serwisów informacyjnych w mediach publicznych.

– Na próżno oczernialiście mnie, moją rodzinę, moich bliskich i wielu cywilów na wszelkie możliwe sposoby, rano, w południe i wieczorem. Tu nie chodzi o mnie, ale o to, że Węgrzy – wszyscy, w tym wyborcy Fideszu i wyborcy Tiszy – zasługują na media publiczne, które transmitują rzeczywistość. Będziemy więc potrzebować trochę czasu na nową ustawę medialną, nowy organ nadzoru nad mediami i ustanowienie profesjonalnych warunków, aby media publiczne, operujące setkami miliardów forintów, mogły naprawdę spełniać swoją funkcję – oświadczył lider partii Tisza.

W obu rozmowach Magyar wielokrotnie ścierał się z prowadzącymi audycje, zarzucając publicznym nadawcom północnokoreańskie i goebbelsowskie standardy.

Najważniejsze priorytety Magyara i polskie wątki

– Stworzymy niezależne, obiektywne, bezstronne warunki wraz z innymi partiami parlamentarnymi i organizacjami branżowymi. To, co działo się tutaj od 2010 roku, na widok czego Goebbels lub północnokoreański dyktator zlizaliby wszystkie 10 palców – to, że nie padło tu ani jedno prawdziwe słowo – z pewnością nie może trwać nadal – mocno deklarował Magyar.

Przyszły premier opowiadał także o programie. Deklarował utrzymanie 13. i 14. emerytury, zwolnienia z podatku osób do 25. roku życia, przystąpienie do prokuratury europejskiej i utworzenie krajowego urzędu ds. odzyskiwania i ochrony mienia oraz urzędu antykorupcyjnego dla sektora państwowego. Magyar obiecał także przywrócenie wolności prasy oraz uniwersytetów. W obu rozmowach przytaczał także niewygodne dla Fideszu statystyki o zapaści ochrony zdrowia czy skrócenia oczekiwanego wieku życia Węgrów.

– Ten rząd wydawał 600 mld forintów rocznie na podłą kłamliwą propagandę; tych pieniędzy brakuje w państwowej służbie zdrowia – mówił Magyar.

Magyar deklarował również dywersyfikację źródeł energii oraz obniżenie cen energii dla przedsiębiorstw.

– Obniżki kosztów rachunków działają w taki sposób, że do pewnego limitu Węgrzy kupują gaz i prąd po niższej cenie. Powyżej tego niskiego limitu płacą siedmiokrotnie wyższą cenę za gaz i dwukrotnie wyższą za energię elektryczną, znacznie powyżej cen rynkowych. Węgierskie firmy płacą najwyższe stawki za energię elektryczną w Europie – deklarował premier-elekt.

W rozmowie pojawił się także polski wątek.

– Polska ma 3,5 proc. wzrostu gospodarczego, a między Warszawą a Krakowem jeździ szybka kolej o prędkości 200 km/h zbudowana z pieniędzy unijnych, podczas gdy na Węgrzech Jánosa Lázára pociągi jeżdżą 10 km/h i codziennie się zapalają – porównywał Magyar.

Zadeklarował też, że będzie dążył do utworzenia szybkiej kolei między Warszawą a Budapesztem, o czym ma rozmawiać z premierem Donaldem Tuskiem.

Premier-elekt: prezydent musi odejść

Lider Tiszy atakował także prezydenta Węgier Tamása Sulyoka wywodzącego się z Fideszu.

– Ten człowiek, Tamás Sulyok, patrzył, jak okazywało się, że rząd nie reprezentuje interesów węgierskich, ale otwarcie reprezentuje interesy rosyjskie. Ten człowiek, Tamás Sulyok, patrzył, jak rząd, podobnie jak w latach 50. w erze Rákosiego, chciał użyć tajnych służb, aby zniszczyć najsilniejszą partię, zrujnować i fałszywie oskarżyć cywilów. I to nie tylko moje słowa, przegraliście ponad 100 procesów sądowych – zwracał się do prowadzącego radiowy wywiad. I zarazem nieustannie wzywał prezydenta do dymisji.

Po porannym tournée medialnym Magyar spotkał się z prezydentem Sulyokiem. Prezydent zaprosił Magyara, aby rozmawiać o misji powierzenia rządu. Sulyok miał go zapewnić, że powierzy mu misję, a ma się to wydarzyć do początku maja. Jednak nawet mimo pozytywnej deklaracji prezydenta, Magyar nie zrezygnował z konfronatacyjnej retoryki.

Premier-elekt ewidentnie dobrze czuje się w roli rozdającego karty. Widać to nawet po nagraniu z mediów społecznościowych, na którym Magyar spostrzega z sąsiedniego balkonu Viktora Orbána.

W opisie filmu Magyar zastanawia się co czyta Orbán. „Mowę pożegnalną, gazetę Nemzeti Sport, a może oświadczenie Donalda Trumpa”.

A ostatnie oświadczenie Trumpa musi być dla Orbána bolesne. Prezydent USA wyraził nadzieję, że nowy premier wykona dobrą robotę, o czym nie omieszkał wspomnieć sam Magyar.

Czegokolwiek Magyar nie zrobi, wątpliwe, by zrobił gorszą robotę niż prorządowe media węgierskie w erze Viktora Orbána.

Główne wnioski

  1. Wieloletnia strategia partii Fidesz doprowadziła do niemal całkowitego przejęcia kontroli nad węgierskim rynkiem medialnym poprzez fundację KESMA oraz sieć lojalnych oligarchów. Mechanizm ten pozwalał na systemowe wyciszanie afer korupcyjnych przy jednoczesnym kreowaniu agresywnej narracji wymierzonej w przeciwników politycznych rządu. Skala zjawiska objęła nie tylko tradycyjną prasę i telewizję, ale również dedykowane portale internetowe tworzone wyłącznie na potrzeby szerzenia dezinformacji w okresach kampanii wyborczych.
  2. Po ogłoszeniu wyników wyborów media powiązane z dotychczasową władzą rozpoczęły budowanie katastroficznej wizji przyszłości kraju pod rządami nowej większości. Przekaz oparto na lęku przed utratą suwerenności oraz rzekomymi zagrożeniami ze strony Ukrainy i struktur unijnych przy jednoczesnym wykorzystaniu opinii radykalnych influencerów. W publikacjach tych często pojawiały się narracje zbieżne z rosyjską propagandą, które całkowicie pomijały oficjalne deklaracje programowe lidera partii Tisza.
  3. Péter Magyar zapowiedział podjęcie natychmiastowych kroków prawnych w celu odzyskania niezależności przez media publiczne i zawieszenie ich dotychczasowej działalności informacyjnej. Nowy program polityczny zakłada powołanie niezależnego organu nadzorczego oraz wdrożenie przepisów gwarantujących transparentność i rzetelność przekazu publicznego. Zmiany te mają być częścią szerszego pakietu reform obejmującego przystąpienie do Prokuratury Europejskiej oraz walkę z systemową korupcją w sektorze państwowym