Kategoria artykułu: Biznes

Cementownie alarmują. „Bez polskiego cementu inwestorzy będą skazani na łaskę producentów zagranicznych”

Import cementu do Polski może w tym roku przekroczyć 2 mln ton, z czego połowa pochodzić będzie z Ukrainy. Jednocześnie spadnie krajowa produkcja – szacuje Stowarzyszenie Producentów Cementu. Branża apeluje o uszczelnienie mechanizmów chroniących unijny rynek. Przedstawia też receptę na obniżenie cen prądu dla przemysłu.

Cementownia Kujawy w Piechcinie
Branża cementowa zatrudnia w Polsce ponad 4 tys. pracowników. Na zdjęciu: cementownia Kujawy w Piechcinie. Fot. PAP/Tytus Żmijewski

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak radzą sobie producenci cementu w Polsce.
  2. Jakie są prognozy dotyczące branży.
  3. Jak poprawić konkurencyjność polskich cementowni.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Według szacunków Stowarzyszenia Producentów Cementu (SPC) w 2026 r. nastąpi kolejny spadek produkcji cementu w Polsce. W 2025 r. produkcja stopniała o 3,2 proc., do 17,1 mln ton. W tym roku może zmniejszyć się o kolejne 2 proc., do poziomu 16,8 mln ton. Przyczyną jest rosnący import tego materiału budowlanego, który w 2025 r. osiągnął rekordowe 1,73 mln ton.

– Tani importowany cement wjeżdża głównie koleją z Ukrainy i zalewa województwa wschodnie, wypychając z rynku lokalnych producentów. Spore ilości produktu pojawiają się też na północy Polski, dokąd płyną statkami z północnej Afryki, np. z Egiptu i Algierii. Jednak najbardziej niepokojący jest przyrost importu z Ukrainy. Jeszcze w 2021 r. było to zaledwie 53 tys. ton, w 2024 r. już 660 tys. ton, a w 2026 r. spodziewamy się ponad 1 mln ton z tego kierunku. Natomiast cały import cementu do Polski według nas przekroczy w tym roku 2 mln ton – szacuje Włodzimierz Chołuj, prezes Cemex Polska.

Polska jest trzecim pod względem wielkości producentem cementu w Europie. Działa u nas 12 zakładów cementowych, które zatrudniają łącznie ponad 4 tys. pracowników. SPC podaje, że wielkość importu z Ukrainy jest równa pracy średniej wielkości cementowni, która mogłaby dać pracę około 300 osobom w naszym kraju.

Kłopotliwe CO2

W konkurencyjność cementowni w Polsce uderzają wysokie koszty emisji dwutlenku węgla, który jest gazem nierozerwalnie związanym z produkcją cementu. W ostatnich latach, dzięki inwestycjom wartym ponad 12 mld zł, branża zwiększyła moce produkcyjne i obniżyła emisje CO2 o ponad 30 proc. Jak przekonuje SPC, dalsza redukcja emisji – bez zastosowania nowych technologii takich jak wychwytywanie i składowanie dwutlenku węgla – jest niemożliwa.

Branża otrzymuje pulę bezpłatnych uprawnień do emisji CO2, a jej wielkość jest obliczana na podstawie tzw. benchmarków. W związku z tym, że są one niższe niż rzeczywista emisja, ma to bezpośrednie przełożenie na spadek konkurencyjności zakładów. Producenci cementu w Polsce postulują dostosowanie wartości benchmarku do faktycznych danych emisyjnych. Poza tym według obecnych regulacji liczba bezpłatnych uprawnień ma się systematycznie zmniejszać i spaść do zera w 2034 r. Branża apeluje więc o utrzymanie darmowych uprawnień dla przemysłu cementowego.

Producenci są także zainteresowani budową instalacji do wychwytywania dwutlenku węgla. Ich składowanie w podziemnych magazynach wymaga jednak zmian w polskim prawie oraz budowy rurociągów. Konieczne też będą dotacje. Branża szacuje, że budowa takiej instalacji przy zakładzie to koszt rzędu 1-1,5 mld zł.

Nieskuteczna ochrona

Polscy producenci domagają się też uszczelnienia mechanizmu CBAM, czyli tzw. podatku węglowego nakładanego na towary importowane w celu wyrównania kosztów emisji CO2.

– Mocno zabiegaliśmy o wprowadzenie mechanizmów chroniących lokalny rynek. CBAM działa od 1 stycznia, ale aby był skuteczny, musi być szczelny. Wysokość tego podatku powinna być uzależniona od faktycznej skali emisji. Tymczasem obecna klasyfikacja cementu w ramach CBAM nie opiera się na zawartości klinkieru, który jest bazą do produkcji cementu i decyduje o jego emisyjności. Mamy też duże wątpliwości dotyczące jakości i parametrów importowanych produktów. Naszym zdaniem wymaga to kontroli – apeluje Maciej Sypek, prezes Holcim Polska.

Wysokie ceny prądu

Droga energia elektryczna to kolejny czynnik, który dobija branżę cementową w Polsce. Według danych Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu średnie ceny energii w Polsce w kontraktach terminowych na lata 2027-2028 wynoszą ok. 100 euro/MWh. To poziom nieznacznie wyższy od cen, jakie mają Włosi (97 euro/MWh na rok 2027 i 99 euro/MWh na rok 2028). Tymczasem w Niemczech stawki są już znacznie niższe i sięgają około 80 euro/MWh, a w Hiszpanii i Francji 50-54 euro/MWh.

Branża apeluje więc o objęcie producentów energii rekompensatami podobnymi do tych, które mają inne sektory energochłonne. Mają też własny pomysł na obniżenie kosztów energii. Proponują m.in. zmianę mechanizmu kształtowania opłaty jakościowej, która jest jednym z elementów rachunków za prąd. Oczekują też zmiany mechanizmu wyceny energii na rynku hurtowym, który dziś odzwierciedla koszty produkcji energii z najdroższego źródła włączonego do systemu.

Spór o obligo giełdowe

Według SPC ceny hurtowe prądu udałoby się też obniżyć dzięki zwiększeniu obrotu energią na Towarowej Giełdzie Energii. W praktyce oznaczałoby to przywrócenie obliga giełdowego, czyli obowiązku sprzedaży energii przez giełdę. Taki ruch nie podoba się jednak wytwórcom energii.

– W polskiej debacie energetycznej powraca jak bumerang temat obliga giełdowego. Przedstawiany jest on jako odpowiedź na rosnące ceny energii, ograniczoną płynność rynku terminowego i wysoki poziom koncentracji pionowej sektora. W uzasadnieniach regulacyjnych w ostatnim konsultowanym projekcie ustawy pojawia się ogólna teza, że większy wolumen skierowany od wytwórców na giełdę poprawi transparentność, odbuduje rynek forward [rynek kontraktów terminowych – red.] i w efekcie ustabilizuje ceny dla odbiorców końcowych. Problem polega na tym, że to rozwiązanie dobrze pasuje do rzeczywistości sprzed dekady. Natomiast coraz słabiej opisuje sposób, w jaki dziś działa europejski rynek energii. Co więcej, stoi w wyraźnej sprzeczności z kierunkiem, jaki w ostatnich miesiącach obrała Unia Europejska – przekonuje Grzegorz Żarski, ekspert rynku energii, w komentarzu przesłanym przez Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej.

Jego zdaniem, zamiast regulować kanał sprzedaży energii, należy się skupić na warunkach jej wytwarzania, kontraktowania i wykorzystania. Oznacza to reformę unijnego systemu handlu emisjami, rozwój kontraktów długoterminowych między wytwórcami i odbiorcami energii, inwestycje w stabilny miks energetyczny i budowę elastyczności systemu przez magazyny energii i zarządzanie popytem.

Strategiczna branża

Cementownie funkcjonujące w Polsce liczą na zamówienia płynące m.in. z zapowiadanych dużych inwestycji energetycznych, infrastrukturalnych, a także z przemysłu obronnego. Rozwój kluczowego dla branży sektora budowlanego jest jednak niepewny.

– Polski rynek budowlany jest zdecydowanie największym rynkiem w Europie Centralnej. Natomiast sytuacja międzynarodowa, związana m.in. z konfliktem na Bliskim Wschodzie, jest bardzo istotnym czynnikiem ryzyka dla tej branży. Z naszych symulacji wynika, że przy utrzymaniu się rosnących cen surowców energetycznych w dłuższym terminie, inflacja w Polsce może wzrosnąć do blisko 5 proc. w 2026 r. i ponad 6 proc. w 2027 r. wobec bazowych 3 proc. Rosnące ceny energii to rosnące koszty działalności. W konsekwencji przełoży się to też na spadek inwestycji – wyjaśnia Szymon Jungiewicz, ekspert PMR Market Experts.

Polski cement to nie krajowy komponent?

Okazuje się ponadto, że zakłady cementowe działające w Polsce nie spełniają wszystkich kryteriów rządowej definicji krajowego komponentu w inwestycjach. W większości należą bowiem do wielkich zagranicznych koncernów.

– W dwóch punktach nie spełniamy definicji krajowego komponentu. Właścicielami cementowni w Polsce są zagraniczne firmy, które mają swoje siedziby w innych krajach. A ten czynnik waży aż 25 proc. w całej definicji. Po drugie, spółka powinna ponad 50 proc. rocznych obrotów osiągać w Polsce, a przecież wielkie koncerny mają zakłady na całym świecie. Ale czy jest alternatywa? Czy jest cementownia, która spełnia 100 proc. kryteriów tej definicji? Dla nas kluczowe jest to, że zakłady działają w Polsce, tutaj płacą podatki i tutaj zatrudniają pracowników. Bez polskiego cementu inwestorzy będą skazani na łaskę producentów zagranicznych – podkreśla Krzysztof Kieres, przewodniczący Stowarzyszenia Producentów Cementu.

Główne wnioski

  1. W 2025 r. produkcja cementu w Polsce spadła o 3,2 proc. rok do roku, do 17,1 mln ton. Stowarzyszenie Producentów Cementu szacuje, że w 2026 r. produkcja znów się skurczy – o 2 proc., do 16,8 mln ton. Przyczyną jest rosnący import tego materiału budowlanego, zwłaszcza spoza UE. W minionym roku import sięgnął 1,73 mln ton, czyli ponad 10 proc. krajowej produkcji cementu. SPC przewiduje, że w tym roku przebije on rekordowe 2 mln ton. Z tego około 1 mln ton ma pochodzić z Ukrainy.
  2. Cementownie funkcjonujące w Polsce liczą na zamówienia płynące m.in. z zapowiadanych dużych inwestycji energetycznych, infrastrukturalnych, a także z przemysłu obronnego. Okazuje się jednak, że polskie cementownie nie spełniają wszystkich kryteriów rządowej definicji komponentu krajowego, który ma być promowany w inwestycjach. Cementownie w Polsce należą bowiem do wielkich koncernów zagranicznych. – Dla nas kluczowe jest to, że zakłady działają w Polsce, tutaj płacą podatki i tutaj zatrudniają pracowników. Bez polskiego cementu inwestorzy będą skazani na łaskę producentów zagranicznych – podkreśla Krzysztof Kieres, przewodniczący Stowarzyszenia Producentów Cementu.
  3. Branża apeluje o złagodzenie obciążeń wynikających z emisji CO2 oraz uszczelnienie tzw. podatku węglowego, który ma wyrównać konkurencję z tanimi produktami spoza UE. Producenci cementu domagają się także obniżenia cen energii elektrycznej i rekompensat podobnych do tych, jakie mają inne branże energochłonne. Chcą też zwiększenia wolumenu obrotu energią na giełdzie. Tego pomysłu nie popierają jednak wytwórcy energii.