Kategoria artykułu: Sport
Harmonia Harmonia Sezon 2 Odc. 9
Partner programu:

Julia Walczyk-Klimaszyk: droga po medal olimpijski po urodzeniu dziecka

Jak łączyć różne życiowe role, gdy pojawia się dziecko? Co jest najtrudniejsze w pierwszych miesiącach powrotu po porodzie do treningów: ciało, głowa czy logistyka życia? Jak wygląda droga do zdobycia upragnionego medalu po urodzeniu malucha. O tym w najnowszej „Harmonii" mówi Julia Walczyk-Klimaszyk, najlepsza polska florecistka, olimpijka z Paryża i świeżo upieczona mama.

Julia Walczyk-Klimaszyk

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego Julia Walczyk-Klimaszyk została zawodową floresistką.
  2. Co ją motywuje do treningów, odzyskania formy po ciąży i zdobycia medalu w igrzyskach olimpijskich w Los Angeles 2028.
  3. Jakie supermoce dało jej macierzyństwo.
Obejrzyj lub posłuchaj
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
00:00

Julia Walczyk-Klimaszyk jest olimpijką z Paryża, najlepszą polską florecistką i świeżo upieczoną mamą. Przed ciążą zajmowała 5. miejsce w światowych rankingach szermierki. W 2024 r. zdobyła drużynowe wicemistrzostwo Europy i brązowy medal indywidualnie. Do największych osiągnięć należy także złoty medal igrzysk europejskich 2023.

Aktualnie z determinacją wraca na szczyt, a jej głównym celem jest medal w igrzyskach olimpijskich w Los Angeles 2028.

Pierwszy start w kraju zaliczyła już po niecałych trzech miesiącach od porodu, na arenie międzynarodowej po około czterech miesiącach. Po pół roku od urodzenia dziecka wygrała Puchar Polski w Poznaniu.

Sport zawodowy po urodzeniu dziecka

Julia Walczyk-Klimaszyk trenowała w ciąży do około 37. tygodnia.

– Później moje ciało nie pozwalało już na dalszy wysiłek. Nie każdy trener podjąłby się prowadzenia zawodniczki w ciąży, zwłaszcza w tak wymagającym sporcie jak szermierka, gdzie wiele ruchów jest ograniczonych. Tym bardziej doceniam wsparcie i zaangażowanie. Obecnie pracujemy także nad przygotowaniem mojego ciała do powrotu do pełnej formy – zapewnia Julia Walczyk-Klimaszyk.

Jak wygląda powrót do treningów, zawodowego sportu po porodzie?

– Najtrudniejsze jest chyba zaakceptowanie zmian w ciele i pogodzenie się z tym, że na razie nie jestem w stanie wykonywać takich obciążeń treningowych jak przed porodem. Staram się zarządzać tą presją, tak, żeby czasem mnie motywowała, ale nie przytłaczała. Uczę się też rozpoznawać, na co aktualnie mogę sobie pozwolić. Jestem pod opieką fizjoterapeutki uroginekologicznej, więc moje ciało jest regularnie monitorowane pod kątem tego, jakie obciążenia treningowe mogę bezpiecznie podejmować – zapewnia Julia Walczyk-Klimaszyk.

Ciało to jedno, ale organizacja życia codziennego jest równie trudna.

– Nie zdawałam sobie sprawy z trudów macierzyństwa. Wiedziałam jednak, że chcę wrócić po porodzie do sportu. Miałam i mam świadomość, jak ogromne wsparcie otrzymuję od męża, teściowej, mojej mamy, od całej rodziny, która na co dzień pomaga mi tak, żebym mogła wyjść choćby na dwugodzinny trening. Zakończenie kariery w ogóle nie pojawiało się w mojej głowie. Natomiast łączenie tego wszystkiego jest naprawdę trudne. Obserwowałam koleżanki z kadry, bo nie jestem pierwszą mamą w zespole i widziałam, jak świetnie sobie radzą, jak przyjeżdżają z dziećmi na zgrupowania i jak można to wszystko pogodzić – dodaje Julia Walczyk-Klimaszyk.

Macierzyństwo i supermoce

Czy macierzyństwo dało Julii dodatkowe supermoce?

– Doceniam każdą mamę. Po porodzie czułam też ogromną dumę z siebie, że dałam radę. Jeśli chodzi o supermoce, to na pewno jedną z nich jest umiejętność funkcjonowania bez snu. Zwłaszcza w moim przypadku, bo sen zawsze był dla mnie bardzo ważny. Macierzyństwo dało mi też ogromną motywację. Trudno powiedzieć, skąd dokładnie się bierze, ale jestem świadoma, ile osób musi się zaangażować, żebym mogła wyjść na trening i ile czasu wszyscy na to poświęcamy. Dlatego kiedy już jestem na treningu, staram się wykorzystać ten czas w 100 proc. Gdy brakuje mi sił, myślę o tym, że ktoś poświęca swój czas, żebym mogła tu być, więc nie mogę tego zlekceważyć – zapewnia Julia Walczyk-Klimaszyk.

Zdarza się też, że Julia zmniejsza obciążenia treningowe i nie próbuje „wygrać” sama ze sobą za wszelką cenę.

–Jeśli jestem niewyspana i brakuje mi koncentracji, akceptuję to i cieszę się z drobnych rzeczy, na przykład z jednej dobrze wykonanej akcji. A nawet jeśli coś nie wyjdzie, doceniam sam kierunek i próbę.

Dlaczego szermierka

Dlaczego Julia Walczyk-Klimaszyk postawiła na szermierkę?

– U mnie zaczęło się, gdy miałam 9 lat. Zawsze byłam fanką „Gwiezdnych wojen”. Lubiłam oglądać rycerzy Jedi i na podwórku bić się z chłopakami na patyki. Miałam swoją kolekcję patyków i chyba w pewnym momencie rodzice uznali, że trzeba coś z tym zrobić. Mój dziadek wpadł na pomysł, żeby zaprowadzić mnie do klubu Zjednoczeni Pabianice, bo właśnie stamtąd pochodzę. Później przeprowadziłam się do Poznania i tam zaczęłam swoją przygodę z szermierką. I zostałam do dziś – wspomina Julia Walczyk-Klimaszyk.

Kiedy szła pierwszy raz na trening, nie wiedziała o szermierce w zasadzie nic.

– Zostałam, bo spodobała mi się atmosfera na treningach. Byliśmy jak jedna wielka rodzina, nazwa „Zjednoczeni” naprawdę oddawała to, jaką byliśmy drużyną. W Pabianicach nie było wtedy zbyt wielu klubów ani dyscyplin do wyboru. Byłam też na jednym treningu karate, więc ta potrzeba walki zawsze gdzieś we mnie była, ale to szermierka spodobała mi się najbardziej – dodaje.

Główne wnioski

  1. Julia Walczyk-Klimaszyk jest olimpijką z Paryża, najlepszą polską florecistką i świeżo upieczoną mamą. Aktualnie z determinacją wraca na szczyt, a jej głównym celem jest medal w igrzyskach olimpijskich w Los Angeles 2028.
  2. Najtrudniejsze po urodzeniu dziecka dla zawodowej florecistki jest zaakceptowanie zmian w ciele i pogodzenie się z tym, że na razie nie jest w stanie wykonywać takich obciążeń treningowych jak przed porodem. Stara się zarządzać tą presją w taki sposób, żeby motywowała, ale nie przytłaczała.
  3. Julia zawsze była fanką „Gwiezdnych wojen”. Lubiła oglądać rycerzy Jedi i na podwórku bić się z kolegami na patyki. Dziadek wpadł na pomysł, żeby zaprowadzić ją do klubu Zjednoczeni Pabianice i pokazał floret.