Kategoria artykułu: Analizy

Smartfony główną przyczyną kryzysu dzietności? To zbyt duże uproszczenie

Czy smartfony naprawdę odpowiadają za kryzys dzietności? Głośny artykuł w „Financial Times” sugeruje, że po upowszechnieniu się smartfonów współczynnik dzietności spadł nawet o 30 proc. Dokładna analiza danych i metodologii pokazuje, że rzeczywisty efekt jest znacznie mniejszy, a części krajów w ogóle nie dotyczy.

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Czy dane rzeczywiście potwierdzają, że smartfony obniżają dzietność.
  2. Jakie błędy metodologiczne sprawiają, że wpływ smartfonów na dzietność jest w analizie „Financial Times” przeszacowany.
  3. Które inne czynniki – poza smartfonami – mogą odpowiadać za spadek dzietności na świecie.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

W ubiegły weekend ukazał się artykuł w „Financial Times”, który wywołał szeroką dyskusję. Dotyczył globalnego problemu mniejszej dzietności, opisywanego również na naszych łamach.

Głównym wskaźnikiem, z którym mierzy się dzietność, jest tzw. współczynnik dzietności (TFR – total fertlity rate). Określa, ile dzieci urodziłaby średnio kobieta w okresie rozrodczym, gdyby rodziła z częstotliwością obserwowaną wśród kobiet w badanym roku. Przyjmuje się, że ten współczynnik powinien wynosić 2,1 w gospodarkach rozwiniętych, aby zachować zastępowalność pokoleń. Według ostatnich pełnych dostępnych danych aż 18 z 20 największych gospodarek świata miało wskaźnik dzietności poniżej tego poziomu.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Spadek współczynnika dzietności jest zjawiskiem długotrwałym, choć występują okresy przejściowego odbicia. W zaledwie czterech krajach UE współczynnik dzietności w 2023 r. był wyższy niż 30 lat wcześniej.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Największe poruszenie w artykule „Financial Times” wywołał jednak wykres, który sugeruje ogromny wpływ wprowadzenia smartfonów na współczynnik dzietności. Odwzorowaliśmy tę grafikę poniżej.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Warto pochylić się nad tym, co dokładnie pokazuje wykres. Najistotniejszym punktem jest „rok 0”, czyli moment wystartowania rewolucji związanej z użyciem smartfonów. Autor artykułu, John Burn-Murdoch, wskazuje, że do określenia masowej adaptacji smartfonów na rynkach lokalnych używa liczby wyszukiwań aplikacji mobilnych w Google. „Rok 0” jest zatem inny dla poszczególnych krajów – dla USA przypisano 2007 r., dla Indonezji 2012 r. a dla Iranu 2015 r.

Wykres wskazuje na zmianę całkowitego współczynnika dzietności w procentach w stosunku do trendu sprzed ery smartfonów, w poszczególnych latach przed i od czasu pojawienia się smartfonów. A zatem nie oznacza to, że po upowszechnieniu się smartfonów współczynnik dzietności spadł np. w USA o ok. 30 proc. względem poprzednich lat. Pokazuje zmianę względem trendu oszacowanego przez FT.

Przyjrzeliśmy się dokładnie danym, które odpowiadają za ten efektowny wykres w FT. I wzbudziły one u nas sceptycyzm, co do tak dużego wpływu smartfonów na dzietność. Oto one.

Kiedy naprawdę nastąpiła adaptacja smartfonów?

Pierwsze zastrzeżenie dotyczy roku pojawienia się smartfonów. W USA za ten rok uznano 2007 r. Wejście do sprzedaży na amerykańskim rynku iPhone’a, pierwszego telefonu z dotykowym wyświetlaczem, nastąpiło w czerwcu 2007 r. Jednak samo ich pojawienie się na rynku nie oznacza masowej adaptacji, która mogłaby oddziaływać na dzietność. To niemożliwe, by upowszechnienie się tej technologii nastąpiło w zaledwie pół roku.

Podobnie jest w innych państwach. Za rok adaptacji dla Australii przyjęto 2008 r., choć iPhone trafił do sprzedaży w połowie 2008 r. W Wielkiej Brytanii i Francji sprzedaż rozpoczęła się pod koniec 2007 r., a w Polsce w połowie 2008 r. Za rok adaptacji smartfonów dla tych trzech krajów przyjęto natomiast 2009 r., co również wydaje się zbyt wczesne.

Prawdopodobnie wynika to z przyjętego sposobu mierzenia adaptacji z pomocą wyszukań aplikacji mobilnych w Google. Gwałtowny wzrost tej liczby był spowodowany efektem nowości. Nowi posiadacze smartfonów pobierali dużo aplikacji po raz pierwszy na swój telefon. Te daty wyznaczają moment, kiedy rozpoczął się proces adaptacji, a nie kiedy stała się ona powszechna.

Lepszą metodą szacowania adaptacji smartfonów jest odsetek populacji, który deklaruje ich używanie. Kilka różnych instytucji prowadziło badania na ten temat, m.in. Google (badania Our Mobile Planet w 2012 i 2013 r.), Pew Research Centre (2015 r.) oraz Newzoo (Global Mobile Market Report od 2017 r. do 2021 r.). Ich metodologia jest nieco odmienna, ale wyniki są dosyć spójne.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Na podstawie tych badań oszacowaliśmy rok adaptacji dla kilkudziesięciu gospodarek rozwiniętych i rozwijających się. Założyliśmy, że możemy mówić o takim zjawisku, kiedy po raz pierwszy ok. 35 proc. populacji zadeklarowało używanie smartfonów. Pełne zestawienie z porównaniem szacowanego roku z rokiem przyjętym w analizie „Financial Times” zostało przedstawione w tabeli. Główny wniosek z niego jest taki, że w rzeczywistości adaptacja nastąpiła mniej więcej od dwóch do sześciu lat później.

Zmiana roku adaptacji znacznie zmienia wyniki

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Konsekwencje zmiany przyjmowanego roku początkowego są istotne. Widać to na powyższym wykresie, gdzie porównaliśmy dwa scenariusze adaptacji smartfonów – 2007 r. oraz 2011 r. Pierwszy jest zbieżny z analizą FT. Spadek współczynnika dzietności był w niej bardzo duży i wyniósł aż 24 proc. po 12 latach i 28 proc. po 16 latach. W drugim scenariuszu zakładającym masową adaptację w 2011 r., współczynnik spada, ale skala jest znaczenie mniejsza. Po 12 latach jest niższy o 12 proc., a więc o połowę mniej niż w pierwszym scenariuszu.

Znaczenie mają również długoterminowe trendy

J.B. Murdoch nie wskazuje w artykule, jak dokładnie wyznaczył oczekiwany trend kształtowania się dzietności, wobec którego porównuje ten faktycznie odnotowany przez dany kraj. Metoda prób i błędów sugeruje, że najprawdopodobniej chodzi o trend liniowy z okresu 10 lat przed rokiem „0”. Gdy zastosowaliśmy tę technikę, wyniki naszych projekcji były już bardzo bliskie tych, które zostały ukazane w FT. Np. dla USA zmiana w 16 roku po adaptacji współczynnika dzietności wynosi 30 proc., natomiast u nas 28 proc. Podobnie małe różnice są w innych krajach.

Co to oznacza w praktyce? Że dość krótki trend został przypisany do prognozy tego, jak miał kształtować się współczynnik dzietności w kolejnych latach. A to właśnie różnica między tym trendem a faktycznym współczynnikiem dzietności została ukazana jako potencjalny wpływ smartfonów na ten wskaźnik.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Jak rażące jest to uproszczenie, ukazuje powyższy wykres, który pokazuje współczynnik dzietności w Wielkiej Brytanii w latach 1950-2023. A także ten z alternatywnej rzeczywistości (przedłużający wcześniejszy krótkotrwały trend). Rokiem „0” dla Wielkiej Brytanii według FT był 2009 r. W 10 poprzedzających latach ten współczynnik rósł, co zostało przeniesione na oczekiwania względem współczynnika dzietności w kolejnych latach. Z tego względu np. w 2023 r. tak uzyskany trend wskazywałby na TFR wynoszący 2,31. Ten faktyczny z danych w 2023 r. wyniósł 1,56, co oznacza różnicę 33 proc. Na wykresie „Financial Times” różnica jest nawet większa (38 proc.), a zatem implikowany TFR to 2,5. Co oznaczałoby najwyższy poziom… od 1968 r.

Nie wydaje się, żeby krótkotrwały wzrost dzietności w pierwszej dekadzie XXI w. był czymś więcej niż chwilowym odbiciem w długotrwałym trendzie spadkowym. Ale jak pokazaliśmy powyżej, to właśnie przyjęcie założenia o jego utrzymaniu odpowiada za tak duży ukazany wpływ smartfonów na spadek dzietności. Należałoby też wykazać, że był jakiś czynnik, który spowodowałby w owym czasie tak długotrwały wzrost dzietności.

Cherry-picking

W swoim artykule J.B. Murdoch pisze tak: „W kraju za krajem wskaźnik urodzeń gwałtownie spadał po wprowadzeniu smartfonów, bez względu na to, jaki był wcześniejszy trend”. Na wykresie w FT ukazano zaś osiem wybranych krajów.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Postanowiliśmy sprawdzić, czy ta zależność – korzystając z metody FT – utrzymuje się dla Polski oraz innych krajów. W przypadku naszego kraju użyliśmy dwóch wersji roku „0” – jednego zaproponowanego przez FT (2009 r.) oraz drugiego zgodnego z naszymi szacunkami (2013 r.).

Nawet na tej małej próbie krajów widać, że tylko w przypadku Francji wnioski zgadzają się z tymi, które przedstawia John Burn-Murdoch. W przypadku Korei kierunek zależności zgadza się, ale już nie czas. Spadek dzietności następuje dopiero pięć-sześć lat po masowej adaptacji smartfonów. W przypadku Brazylii nie widać żadnego efektu a w Niemczech nawet lekki wzrost. Tempo spadku dzietności zdecydowanie zwolniło zaś w Arabii Saudyjskiej w drugiej dekadzie XXI w. w porównaniu z pierwszą. Stąd pokazany na wykresie wzrost współczynnika dzietności wobec trendu.

Oczywiście, to też tylko próbka krajów, ale już to pokazuje, że zależność między zmianą współczynnika dzietności a adaptacją telefonów nie jest oczywista. Do tego dochodzą specyficzne uwarunkowania w poszczególnych krajach, które mogą wpływać na wyniki. Takie jak np. restrykcyjna kultura muzułmańska w Arabii Saudyjskiej czy imigracja do Niemiec w okolicach 2014 r.

Smartfony mogą mieć znaczenie, ale są tylko jedną z przyczyn

Badania mikroekonomiczne pokazują, że używanie smartfonów może mieć skutki w postaci niższej dzietności. Głośne jest już badanie autorstwa N. Hudson oraz H. Moscoso Boedo, z którego wynika, że rozwój sieci 4G pociąga za sobą spadek dzietności wśród nastolatek. Z kolei badanie przeprowadzone przez F. Billari i in., wskazuje, że używanie telefonów komórkowych w Malawi doprowadziło do spadku dzietności. Bezpośrednią przyczyną była redukcja pożądanej liczby posiadanych dzieci.

Jednak istnieje też literatura pokazująca, że digitalizacja może działać w przeciwnym kierunku. Wyniki badania przeprowadzonego w Chinach przez Ch. Si i in., wskazują, że dostęp do szerokopasmowego internetu zwiększył dzietność. Pozwolił bowiem na bardziej elastyczne formy zatrudnienia, a także umożliwił lepszy dostęp do usług ochrony zdrowia.

Przyczyn spadającej dzietności można też poszukiwać wśród wielu innych czynników. Wśród nich jest choćby rosnący współczynnik kobiet z wyższym wykształceniem, zmianą norm kulturowych, opóźnianiem decyzji o posiadaniu dziecka, postępującą urbanizacją szczególnie w gospodarkach rozwijających się, czy wysokimi cenami nieruchomości i kryzysem mieszkaniowym w gospodarkach rozwiniętych.

Główne wnioski

  1. Artykuł „Financial Times” o smartfonach i dzietności ma słabe podstawy metodologiczne. FT sugeruje, że smartfony obniżyły dzietność nawet o 28-30 proc. wobec trendu. Jednak moment masowej adaptacji smartfonów został wyznaczony zbyt wcześnie – nawet od dwóch do sześciu lat. Korekta tego założenia zmniejsza szacowany efekt niemal o połowę, do ok. 12 proc. po 12 latach.
  2. Trend bazowy oparty na zbyt krótkim i przypadkowym okresie. FT porównuje faktyczną dzietność do trendu z zaledwie 10 lat przed adaptacją smartfonów. W przypadku Wielkiej Brytanii daje to absurdalny wynik – implikowany współczynnik dzietności na poziomie 2,5, najwyższy od 1968 r. Krótkotrwały wzrost dzietności w pierwszej dekadzie XXI w. był najprawdopodobniej jedynie chwilowym odbiciem w długofalowym trendzie spadkowym.
  3. Zależność nie jest uniwersalna, a przyczyn jest wiele. Dla Brazylii nie widać żadnego wpływu adaptacji smartfonów na dzietność, w Niemczech odnotowano nawet lekki wzrost. Badania wskazują na wiele innych czynników: urbanizację, wykształcenie kobiet czy kryzys mieszkaniowy. Smartfony mogą mieć pewien wpływ, ale przypisywanie im kluczowej roli jest daleko idącym uproszczeniem.