„Zakładaj, że stracisz”. Borys Musielak o blaskach i cieniach bycia aniołem biznesu
Polski ekosystem startupowy dojrzewa. Jest więcej founderów, więcej produktów, więcej kapitału i więcej osób, które po własnym sukcesie chcą inwestować w kolejne firmy. Ale Borys Musielak, twórca Smok VC i Smok Angels, przestrzega przed opowieściami o łatwych pieniądzach.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego doświadczeni inwestorzy ostrzegają, że pierwsze inwestycje w startupy częściej kończą się ze stratą niż spektakularnym zyskiem.
- Jak Smok Angels chce odróżnić się od zwykłych list mailingowych z ofertami inwestycyjnymi i dlaczego do sieci nie trafiają przypadkowe projekty.
- Dlaczego narzędzia AI zmieniają reguły gry dla founderów, inwestorów i nawet jednoosobowych startupów.
Inwestowanie w startupy może przynieść ogromne zwroty, ale najczęściej zaczyna się od strat. I właśnie dlatego jak mówi Borys Musielak, nie zamierza nikogo do tego przekonywać na siłę. Mimo to projekt Smok Angels, czyli inicjatywa zrzeszająca osoby inwestująca w startupy, mocno się rozwija.
– Dziś Smok Angels skupia już ponad 220 osób, a aniołowie związani z tą siecią zainwestowali w 21 startupów. Jak na inicjatywę, która powstała „przez przypadek w weekend” to wynik więcej niż przyzwoity – mówi Borys Musielak.
Jak inwestować w startupy
Jeden z najbardziej rozpoznawalnych inwestorów na polskim rynku startupowym przestrzega jednak, że nie jest to klub dla osób, które dopiero zastanawiają się, czy wejść w świat inwestowania. Warunek jest prosty: trzeba mieć za sobą co najmniej jedną „inwestycję anielską”.
– Smok Angels ma być raczej siecią ludzi, którzy już podjęli decyzję o inwestowaniu i chcą robić to lepiej, w lepszym dostępie do projektów i w otoczeniu osób, które potrafią ocenić ryzyko – komentuje Borys Musielak.
Wśród członków sieci są trzy główne grupy. Pierwsza to przedsiębiorcy, często byli startupowcy, którzy sprzedali swoje firmy albo odnieśli sukces i chcą część zarobionego kapitału zainwestować w kolejne technologiczne przedsięwzięcia. Znają mechanikę venture capital, rozumieją ryzyko i często traktują inwestowanie także jako sposób oddania czegoś ekosystemowi.
Druga grupa jest mniej oczywista: inżynierowie pracujący w dużych spółkach technologicznych. Musielak wymienia tu osoby związane z firmami takimi jak ElevenLabs, Datadog, Snowflake czy OpenAI.
– To często Polacy lub Ukraińcy pracujący globalnie, bardzo techniczni, dobrze rozumiejący produkty i trendy technologiczne. Trzecią grupę stanowią menedżerowie z Polski, którzy już wcześniej inwestowali w startupy i chcą zobaczyć, jak działa nowa, bardziej selektywna sieć – wylicza Borys Musielak.
Szybki zysk? Nie zawsze w startupach
Musielak podkreśla, że nie zamierza nikogo uwodzić wizją szybkiego zysku. Przeciwnie, mówi wprost: „Jeżeli zaczniesz inwestować w startupy, to raczej zakładaj, że stracisz”. Potencjalny zysk może być bardzo duży, ale prawdopodobieństwo porażki pojedynczej inwestycji jest wysokie.
Dlatego dwie inwestycje to za mało, by mówić o realnej strategii. Przy dziesięciu można liczyć, że inwestor wyjdzie na swoje. Dopiero przy dwudziestu zaczyna powstawać portfel, który ma szansę pracować w sposób zbliżony do logiki venture capital.
To podejście pokazuje, czym Smok Angels chce różnić się od zwykłej listy mailingowej z ofertami inwestycyjnymi. Do sieci nie trafiają przypadkowe projekty z rynku. Startup może zostać pokazany innym aniołom wtedy, gdy przynajmniej jeden z członków sieci zdecydował się już sam zainwestować, albo gdy inwestuje w niego fundusz Borysa Musielaka. Innymi słowy, ktoś wcześniej wykonał due diligence, wziął ryzyko na siebie i potwierdził, że projekt zasługuje na uwagę.
– Nie mamy takich spadochroniarzy – mówi Borys Musielak, odnosząc się do startupów, które mogłyby szukać w sieci ratunku dla słabo idącej rundy.
Idea jest inna: polecać sobie nawzajem dobre projekty, których wielu inwestorów mogłoby samodzielnie nie zauważyć.
Polski anioł ma sens
Z perspektywy founderów pojawia się jednak zasadnicze pytanie: po co startup o dużych ambicjach miałby iść do polskich aniołów czy funduszy, skoro może próbować od razu w Stanach Zjednoczonych? Szczególnie dziś, gdy najbardziej medialne rundy AI potrafią osiągać gigantyczne wyceny w krótkim czasie.
Borys Musielak nie neguje atrakcyjności Doliny Krzemowej. Przyznaje, że jeśli founder ma tam sieć kontaktów, a jego projekt jest na światowym poziomie, fundraising w USA może być szybszy. Ale dotyczy to wąskiej grupy spółek. Większość startupów na bardzo wczesnym etapie powinna iść tam, gdzie ma największą szansę konwersji. A lokalny network, zaufanie i rekomendacja od kogoś, kto już zainwestował, mogą istotnie przyspieszyć rozmowy.
– Jak już jesteś gwiazdą, to wiadomo, że idziesz do topowych aniołów, do Doliny Krzemowej i wszyscy ustawiają się w kolejce – mówi Borys Musielak.
Tyle że takich startupów jest w Polsce tylko kilka. Dla reszty lokalna walidacja może być etapem, który zwiększa szanse na kolejne rundy i buduje wiarygodność.
Polskie startupy nabrały rozmachu
Borys Musielak ocenił także obecną jakość polskich startupów. Jego zdaniem jest wyraźnie lepiej niż dawniej. Fala AI i narzędzia wspierające tworzenie oprogramowania skróciły czas potrzebny na przejście od pomysłu do działającego produktu. Kiedyś founder potrzebował pół roku albo roku, by coś zbudować i pokazać rynkowi. Dziś wiele osób pracujących w korporacjach jest w stanie po godzinach przygotować produkt, przetestować go z klientami i przyjść do inwestora już nie z prezentacją, lecz z pierwszą walidacją.
To nie znaczy, że łatwiej zdobyć pieniądze. Przeciwnie, skoro łatwiej zacząć, konkurencja jest większa. Fundusze i aniołowie mają więcej projektów do wyboru, ale też wyżej ustawiają poprzeczkę.
– Na kartkę papieru bardzo trudno zdobyć finansowanie – przyznaje Borys Musielak.
Wyjątkiem mogą być seryjni twórcy startupów z udanymi wyjściami z inwestycji, czyli osoby, przy których inwestorzy mają podstawy wierzyć, że wiedzą, co robią. Pozostali powinni pokazać produkt, klientów, pierwsze płatności albo przynajmniej mocne sygnały popytu.
Jednoosobowy startup staje się hitem
Zmienia się również podejście do jednoosobowych startupów. Jeszcze niedawno taki model budziłby dużo większy sceptycyzm. Dziś Borys Musielak przyznaje, że inwestował już w takie firmy kilkukrotnie. Nie jest to dla niego idealny układ, bo ryzyko związane z koncentracją wszystkiego w jednej osobie nadal jest wysokie. Ale narzędzia AI i agenci pozwalają jednostce zrobić więcej: budować produkt, prowadzić marketing, automatyzować część procesów i szybciej testować hipotezy.
Największy problem polskiego i europejskiego rynku nie leży jednak wyłącznie w kapitale. Pieniędzy na wczesnym etapie jest coraz więcej, a dobre spółki z trakcją są w stanie zdobywać finansowanie także od funduszy amerykańskich czy brytyjskich. Poważniejszy kłopot polega na tym, że najambitniejsi founderzy często zakładają spółki w Stanach, a nie w Europie.
– Jeżeli najbardziej obiecujące firmy od początku wybierają Delaware, Kalifornię i amerykański system finansowania, to Europa traci. Dlatego istotne jest budowanie spółek, które zostaną tutaj – mówi Borys Musielak.
To, zdaniem Musielaka, „duży fail Europy”.
– To będzie trudna rzecz do zmiany, ale wydaje mi się, że to jest wielka potrzeba dla Polski i Europy. Najlepsi nie powinni wyjeżdżać, tylko żeby robili biznes stąd. Żeby wierzyli, że da się tutaj zrobić duży, globalny biznes – przekonuje Borys Musielak.
Główne wnioski
- Smok Angels wyrasta na selektywną sieć dla osób, które mają już doświadczenie w inwestowaniu w startupy, a nie na miejsce dla początkujących inwestorów. Borys Musielak podkreśla, że warunkiem wejścia jest co najmniej jedna wcześniejsza tzw. inwestycja anielska. Sieć liczy ponad 220 osób, a jej członkowie zainwestowali już w 21 startupów. Jej przewagą ma być nie tylko dostęp do projektów, ale też filtrowanie okazji przez inwestorów, którzy sami wcześniej podjęli ryzyko i wykonali analizę projektu.
- Artykuł akcentuje, że inwestowanie w startupy wiąże się z wysokim ryzykiem i nie powinno być przedstawiane jako szybka droga do zysku. Borys Musielak mówi wprost, że początkujący inwestor powinien raczej zakładać stratę niż pewny zwrot. Sensowna strategia zaczyna się dopiero przy większym portfelu, ponieważ pojedyncze inwestycje bardzo często kończą się niepowodzeniem. Dlatego Smok Angels stawia na osoby świadome mechaniki venture capital, ryzyka oraz potrzeby dywersyfikacji.
- Polski rynek startupowy, według Borysa Musielaka, jest dziś dojrzalszy niż wcześniej, ale jednocześnie bardziej konkurencyjny. Narzędzia AI pozwalają szybciej budować produkty, testować pomysły i nawet prowadzić jednoosobowe startupy, co jeszcze niedawno budziło sceptycyzm. Nie oznacza to jednak łatwiejszego dostępu do pieniędzy. Inwestorzy oczekują produktu, klientów, płatności albo wyraźnych sygnałów popytu. Największym problemem pozostaje odpływ najambitniejszych founderów do USA, co Borys Musielak uznaje za poważne wyzwanie dla Polski i Europy.