Armenia wybiera: Zachód czy Rosja. A Putin jak zwykle mami i grozi
Niedzielne wybory parlamentarne w Armenii mogą zdecydować, czy kraj pójdzie dalej drogą ku UE, czy zwróci się w stronę Rosji. Sondażowa przewaga sił prozachodnich nie podoba się na Kremlu. Dlatego Putin swoim zwyczajem sięgnął po marchewkę i kij.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie ugrupowania startują w niedzielnych wyborach parlamentarnych w Armenii i kto ma największe szanse na zwycięstwo.
- Kiedy rząd w Erywaniu wyraźnie skierował się ku Zachodowi, jednocześnie dystansując się lekko od Moskwy.
- W jaki sposób Rosja reaguje na proeuropejskie aspiracje rządu Nikoli Paszyniana i co robi, aby je powstrzymać.
Obywatele Armenii wyłonią w tę niedzielę ponad stuosobowy, jednoizbowy parlament – Zgromadzenie Narodowe (musi liczyć co najmniej 101 deputowanych). W wyborach startuje 18 ugrupowań, ale szanse na przekroczenie czteroprocentowego progu (dla koalicji wyższego) ma tylko pięć z nich. To rządząca prozachodnia Umowa Społeczna (US) i kilka mniejszych, zwykle prorosyjskich partii opozycyjnych. Ostateczny rozkład sił w parlamencie będzie więc kluczowy dla kursu, jaki kraj obierze na najbliższe pięć lat.
Wszystkie sondaże przedwyborcze wskazują na wyraźne zwycięstwo Umowy Społecznej premiera Nikola Paszyniana. Prawdopodobnie nie będzie to jednak tak spektakularna wygrana jak w przyspieszonych wyborach w 2021 r., a tym bardziej jak w poprzednich w 2018 r. Trzy lata temu US otrzymała około 54 proc. głosów, a przed ośmioma laty – ponad 70 proc.
To oznacza, że US nie może być pewna, że uzyska samodzielną większość. W tej sytuacji rządy w kraju mogłaby przejąć ewentualna koalicja mniejszych prorosyjskich ugrupowań. O tym, że byłyby w stanie się porozumieć, świadczy przypadek miasta Giumri, gdzie te partie sprawują wspólnie władzę w miejskiej radzie.
Prozachodni centryści
US to założone w 2015 r. centrowe, proreformatorskie ugrupowanie. Do władzy doszło, głosząc hasła walki z korupcją i liberalizacji państwa. W swoim programie akcentuje m.in. rozwój gospodarczy, kwestie środowiskowe oraz ambitne cele demograficzne. Chce m.in. w ciągu dwóch dekad podwoić populację liczącej obecnie około 3 mln mieszkańców Armenii.
W tych wyborach ważniejsze niż sprawy wewnętrzne wydają się kwestie geopolityczne i polityka zagraniczna. Tu szczególną uwagę przykuwają dwa zagadnienia. Pierwszym jest utrata Górskiego Karabachu, który jesienią 2023 r. przeszedł pod pełną kontrolę Azerbejdżanu. Dla wielu Ormian było to bardzo traumatyczne wydarzenie, ponieważ region ten ma dla nich duże znaczenie historyczne i religijne. Część społeczeństwa dopatruje się w tym winy premiera Nikola Paszyniana, który dążył do uregulowania relacji z Azerbejdżanem. Politolodzy tym właśnie tłumaczą wspomniany spadek popularności US.
Drugą kwestią jest obrany przez władze prozachodni kurs, co oznacza ograniczanie wciąż silnych wpływów rosyjskich. Chodzi zarówno o dążenie do członkostwa w Unii Europejskiej – Armenia jest teraz członkiem Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej (EAUG), w której dominującą rolę odgrywa Rosja – jak i o zacieśnianie relacji ze Stanami Zjednoczonymi. Przypomnijmy, że Donald Trump zaprosił Armenię do swojej Rady Pokoju i premier Nikol Paszynian przyjechał na inaugurującą ceremonię.
Prorosyjscy prawicowcy
Najpoważniejszym konkurentem US – według wszystkich badań przedwyborczych – jest Silna Armenia, czyli nowy projekt polityczno-biznesowy oligarchy Samwela Karapetiana. Ugrupowanie ma profil konserwatywno-narodowy, odwołuje się do tradycyjnych wartości i chce utrzymania pragmatycznych, gospodarczych relacji z Rosją. Jego ambicją jest wejście w rolę „trzeciej siły” między obozem rządzącym a tradycyjną opozycją.
Tę ostatnią reprezentuje Sojusz Armenii Roberta Koczariana, prezydenta kraju w latach 1998–2008. To również prawicowa i nacjonalistyczna partia, która jednak – w odróżnieniu od Silnej Armenii – dąży do strategicznego sojuszu z Moskwą. Krytycznie odnosi się zatem do UE, NATO oraz prozachodniej polityki obecnych władz.
Silna Armenia bywa też porównywana do Kwitnącej Armenii, ugrupowania innego oligarchy, Gagika Carukiana. Ta populistyczna partia, balansująca między Zachodem a Rosją, przez lata należała do głównych sił opozycyjnych. Dziś jednak jej znaczenie wyraźnie spadło. Ograniczoną rolę w wyborach może też odegrać niewielkie, antyestablishmentowe ugrupowanie Skrzydła Jedności, byłego Rzecznika Praw Obywatelskich Armana Tatojana. Jednak tylko niektóre sondaże dają tej sile szanse na przekroczenie progu wyborczego.
Warto wiedzieć
Karapetjan i Kabajewa na Lazurowym Wybrzeżu
Pod koniec maja niezależny od Kremla i krytyczny wobec niego rosyjskojęzyczny magazyn śledczy „The Insider” opisał nieznane wcześniej powiązania Samwela Karapetjana nie tylko z rosyjskim biznesem, ale i z rodziną samego Putina. Tytuł twierdzi, że lider Silnej Armenii otrzymał w 2016 r. od Gazprombanku – faktycznie niezabezpieczoną – pożyczkę w wysokości 115 mln euro. Z tych pieniędzy pokrył długi swojej firmy, do której należy luksusowa willa w Nicei na Lazurowym Wybrzeżu.
Właśnie w tej posiadłości we Francji spędzała czas Alina Kabajewa, która – jak się powszechnie uważa – od około 20 lat jest partnerką życiową Władimira Putina. To była rosyjska gimnastyczka, mistrzyni olimpijska z Aten w 2004 r. Po zakończeniu sportowej kariery była m.in. deputowaną do Dumy Państwowej z ramienia rządzącej partii Jedna Rosja. Później została przewodniczącą rady nadzorczej Narodowej Grupy Medialnej (do której należy kilka rosyjskich telewizji i gazet).
Alina Kabajewa jest też matką dwóch synów prezydenta Rosji – 11-letniego obecnie Iwana i 7-letniego Władimira juniora. To właśnie z nimi miała wypoczywać w nadmorskiej rezydencji Samwela Karapetjana.
Wobec założyciela Silnej Armenii toczy się śledztwo w związku z podejrzeniem prania pieniędzy, uchylania się od płacenia podatków, defraudacji oraz publicznego nawoływania do obalenia władzy siłą. Choć jego ugrupowanie startuje w wyborach, on sam – zgodnie z obowiązującymi przepisami – nie może ubiegać się o mandat, ponieważ oprócz armeńskiego ma również obywatelstwo rosyjskie i cypryjskie.
Z danych „The Insider” wynika też, że Samwel Karapetjan może być tajnym informatorem lub współpracownikiem rosyjskiej FSB.

Szef armeńskiego rządu nigdy nie był zwolennikiem zbliżenia z Moskwą, a wyraźnie dystansować się od niej zaczął po przegranej wojnie z Azerbejdżanem. Chodzi o to, że Rosja miała być gwarantem bezpieczeństwa dla mieszkających w Górskim Karabachu Ormian, ale nic nie zrobiła w ich sprawie.
Asertywny pragmatyk
Nikol Paszynian to pragmatyczny polityk, który deklaruje, że relacje armeńsko-rosyjskie są głębokie i ważne dla Erywania. Jednocześnie w kontaktach z Kremlem potrafi być zaskakująco twardy. Przykładem może być jego ostatnie spotkanie z Władimirem Putinem 1 kwietnia tego roku na Kremlu. Rosyjski przywódca dość bezceremonialnie naciskał wtedy na premiera Armenii, by ten zrezygnował z zacieśniania relacji z Unią Europejską. Powiedział też, że – choć Rosja oczywiście nie ingeruje w wewnętrzne sprawy Armenii – oczekuje, że w zbliżających się wyborach parlamentarnych wezmą udział wszystkie siły polityczne. Zdaniem analityków miał na myśli przede wszystkim ugrupowanie Samwela Karapetjana, który w związku z oskarżeniem o nawoływanie do zamachu stanu trafił do aresztu.
Nikol Paszynian okazał się wyjątkowo asertywny. Odparł, że Armenia jest państwem demokratycznym, w którym obywatele sami wybierają spośród przedstawicieli różnych partii politycznych. Jakby tego było mało, dodał, że w Armenii nie ma nie tylko więźniów politycznych, ale także listy zakazanych mediów społecznościowych. Działo się to w momencie, gdy w Rosji na „czarną listę” trafiały kolejne komunikatory, a wyłączanie mobilnego internetu stawało się coraz powszechniejsze.
Długa lista sankcyjna
Putin dał podczas tego spotkania do zrozumienia, że jeśli Erywań nie zmieni swojego prozachodniego kursu, Rosja może podnieść ceny eksportowanego do Armenii gazu. Wprawdzie na razie nic takiego się nie stało, ale zaraz po spotkaniu obu przywódców Moskwa rozpoczęła prawdziwą wojnę handlową. Zakazem importu objęła głównie te armeńskie towary, których zagraniczna sprzedaż ma duże znaczenie dla gospodarki kraju.
Kalendarium „wojny handlowej” Rosji z Armenią
- 3 czerwca 2025 r. Rosyjski nadzór weterynaryjno-fitosanitarny (Rosselchoznadzor) zapowiedział, że w związku w wykryciem szkodników może ograniczyć import kwiatów z Armenii.
- 27 czerwca 2025 r. Rosselchoznadzor zaostrzył zasady importu armeńskich kwiatów. Ponad 90 proc. kwiatów wywożonych z Armenii trafia właśnie na rosyjski rynek.
- 7 kwietnia 2026 r. Rosselchoznadzor ogłosił, że w próbkach armeńskiej brandy, którą nazywa się tu koniakiem, wykrył „alkohole niegronowe”. W związku z tym wszczął proces cofnięcia licencji dla dystrybutora. Rosja odpowiada za około 80 proc. eksportowanej z Armenii brandy.
- 28 kwietnia 2026 r. Rosja wstrzymała sprzedaż kilkuset tysięcy butelek armeńskiej wody mineralnej Jermuk. Powodem miało być „nadmierne stężenie jonów wodorowęglanowych, chlorków i siarczanów”. Rospotrebnadzor (odpowiednik polskiego UOKiK) uzasadnił swoją decyzję koniecznością podjęcia „pilnych działań w celu zapobieżenia ewentualnym zagrożeniom dla życia i zdrowia obywateli Rosji”.
- 30 kwietnia 2026 r. W Rosji wstrzymano sprzedaż kolejnych partii wody Jermuk. Jak podaje niezależne radio „Echo Moskwy”, zakaz objął łącznie aż 2,5 mln butelek. Według danych producenta do Rosji trafia około 60 proc. wysyłanej za granicę wody Jermuk.
- 22 maja 2026 r. Rosja wprowadziła zakaz importu kwiatów z Armenii.
- 28 maja 2026 r. Rosselchoznadzor zakazał importu pomidorów, ogórków, truskawek, papryki i zielonych warzyw z Armenii
- 29 maja 2026 r. Rosja ograniczyła import ryb z Armenii.
- 2 czerwca 2026 r. W związku ze „wzrostem liczby naruszeń” Rosselchoznadzor zakazał wwozu do Rosji winogron, wiśni, czereśni i moreli z Armenii. Ten krok uzasadnił „zagrożeniem dla dobrostanu fitosanitarnego terytorium Rosji” oraz wprowadzeniem „państwowych programów wsparcia dla ogrodnictwa przemysłowego, sadownictwa i uprawy winorośli”.
- Pojawiły się groźby podwyższenia cen rosyjskiego gazu ziemnego eksportowanego do Armenii oraz likwidacji połączeń lotniczych między oboma krajami.
Symboliczne gesty
Rosyjska lista sankcyjna wciąż się wydłuża, ale Kreml stosuje wobec Armenii nie tylko kij, ale także marchewkę. Choć jest ona raczej symboliczna. Komentatorzy mówią, że Władimir Putin gra z Armenią w dobrego i złego policjanta. Przy czym w obu tych rolach obsadził sam siebie.
1 czerwca przypadały 51. urodziny Nikol Paszynian. Rosyjski prezydent – jak informowały oficjalne media – w tym dniu nie tylko przesłał rano premierowi Armenii depeszę gratulacyjną, ale kilka godzin później zadzwonił także do Erywania. To z całą pewnością nie jest standardowe zachowanie lokatora Kremla.
Główne wnioski
- Wybory w Armenii to de facto wybór geopolityczny. Niedzielne głosowanie nie będzie dotyczyć tylko polityki wewnętrznej. Wynik zdecyduje przede wszystkim o dalszym zbliżeniu z Zachodem albo o silnych relacjach z Rosją.
- Rosja próbuje wpływać na sytuację głównie poprzez presję, a nie zachęty. Stosuje wobec Armenii przede wszystkim narzędzia nacisku (ograniczenia handlowe, groźby energetyczne), podczas gdy „marchewki” mają charakter ograniczony i wtórny.
- Pozycja Nikoli Paszyniana jest silna, ale słabsza niż wcześniej. Choć jego ugrupowanie pozostaje faworytem, rośnie niezadowolenie społeczne (m.in. po utracie Górskiego Karabachu) i siła opozycji, co sprawia, że wynik wyborów nie jest już tak jednoznaczny jak w poprzednich latach.