Kategorie artykułu: Newsy Świat

Ukraina szuka przełomu na froncie

W piątym roku konfliktu Ukraina próbuje wyrwać się z wojny pozycyjnej, a Rosja coraz mocniej odczuwa skutki uderzeń w swoje zaplecze.

Kobieta przed zniszczoną w wyniku ostrzału klatką schodową niskiego bloku

Słowiańsk i Kramatorsk (ok. 50 km na północny-zachód od Bachmutu) pozostają ostatnimi bastionami Ukrainy w rejonie Donbasu. Nie grozi im natychmiastowy upadek, ale Rosjanie są na tyle blisko, by regularnie uderzać bombami szybującymi i dronami wybuchowymi. Na zdjęciu budynek po rosyjskim ostrzale w Słowiańsku. Fot. Diego Herrera Carcedo/Anadolu via Getty Image

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Co kryje się za pozornie niewielkimi zmianami linii frontu.
  2. Dlaczego coraz więcej uwagi skupia się na rosyjskiej logistyce.
  3. Jakie procesy mogą dziś okazać się ważniejsze niż zdobywanie kolejnych miejscowości.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Rosyjska pełnoskalowa inwazja na Ukrainę weszła w piąty rok walk. Konflikt rozpoczęty 24 lutego 2022 r. trwa dłużej niż pierwsza wojna światowa. Nadal nie doszło do militarnego rozstrzygnięcia. Wojna pochłonęła setki tysięcy ofiar, zniszczyła całe miasta i doprowadziła do największego kryzysu bezpieczeństwa w Europie od zakończenia II wojny światowej.

Front przebiega od ujścia Dniepru do Morza Czarnego na południu aż po północny wschód kraju. Według najnowszych danych linia frontu rozciąga się na około 1200–1255 km – taką liczbę podał naczelny dowódca ukraińskiej armii gen. Ołeksandr Syrski. Ocenił, że stacjonuje przy niej ponad 710 tys. rosyjskich żołnierzy.

Mapa Ukrainy z linią frontu i terenami okupowanymi przez Rosję
Mapa przedstawia tereny Ukrainy zajęte przez Rosjan (w tym anektowany w 2014 r. Krym). Czerwony kolor to postęp Rosji przez rok do końca maja 2026. Fot. XYZ na podstawie BIQData

Jednocześnie coraz więcej sygnałów wskazuje, że konflikt wkracza w nową fazę, różniącą się od tej, którą obserwowano przez ostatnie dwa lata.

Zmiana strategii

Drony stały się narzędziem, które pozwala Kijowowi atakować setki kilometrów za linią frontu. Efekty są widoczne nie tylko na okupowanych terytoriach, ale także w samej Rosji. Pojawiają się tam niedobory paliwa, problemy transportowe i rosnące trudności z uzupełnianiem strat armii.

Przez długi czas wojna przypominała starcie na wyniszczenie. Obie strony budowały kolejne linie umocnień, pola minowe i systemy obronne, które skutecznie ograniczały możliwości prowadzenia klasycznych operacji manewrowych. Rosyjskie postępy były niewielkie, ale systematyczne. Moskwa wykorzystywała przewagę liczebną, ogromne zasoby artylerii oraz stały dopływ nowych żołnierzy – tak stopniowo przesuwała linię frontu. Ceną były jednak bardzo duże straty.

Ukraiński żołnierz w wąskim okopie
Przez długi czas wojna przypominała starcie na wyniszczenie. Obie strony budowały kolejne linie umocnień, pola minowe i systemy obronne, które skutecznie ograniczały możliwości prowadzenia klasycznych operacji manewrowych. Fot. Dmytro Smolienko/Ukrinform/NurPhoto via Getty Images

Według analiz przywoływanych przez ukraińskie dowództwo i zachodnich ekspertów rosyjska armia przez wiele miesięcy ponosiła straty sięgające nawet 35 tys. żołnierzy miesięcznie. Rosjanie zdobywali kolejne miejscowości, które często – po walkach – były opustoszałe i zrujnowane. Coraz częściej pojawiały się również sygnały, że tempo rekrutacji przestaje nadążać za skalą strat. Być może dlatego – i żeby uniknąć powszechnej mobilizacji – Rosjanie są gotowi na rozmowy o zamrożeniu konfliktu. W maju Władimir Putin w publicznym wystąpieniu zmienił ton wobec ukraińskich władz, a niedługo później szef rosyjskiej dyplomacji Sergiej Ławrow napomknął, że Moskwa jest gotowa do rozmów z Europą.

Jednocześnie wyczerpują się inne zasoby, które przez lata dawały Rosji przewagę. Dotyczy to przede wszystkim ogromnych magazynów sprzętu odziedziczonego po Związku Radzieckim. Czołgi, bojowe wozy piechoty i transportery opancerzone wyciągane z baz rezerw coraz częściej trafiają na front po prowizorycznych remontach. Według ukraińskich danych Rosja nadal traci średnio od trzech do czterech czołgów dziennie oraz dwa razy więcej transporterów opancerzonych. Rosyjski przemysł zbrojeniowy zwiększył produkcję, jednak nie jest w stanie całkowicie zastąpić sprzętu niszczonego podczas walk.

W takich warunkach Ukraina zaczęła szukać sposobu na przełamanie wojennego impasu. Według najnowszych ocen Instytutu Studiów nad Wojną (ISW) od początku 2026 r. można zaobserwować zmianę w sposobie prowadzenia działań przez ukraińskie siły zbrojne. Coraz większą rolę odgrywa nie obrona poszczególnych pozycji, lecz systematyczne osłabianie rosyjskiego zaplecza logistycznego. Celem jest pozbawienie przeciwnika możliwości prowadzenia skutecznych operacji ofensywnych jeszcze zanim jego żołnierze dotrą na linię frontu.

Widać już pierwsze efekty tej strategii. Według danych przedstawionych przez ukraińskiego ministra obrony Mychajła Fiedorowa w maju 2026 r. Ukraina odzyskała netto około 100 km kw. więcej terytorium, niż utraciła. To pierwszy dodatni bilans miesięczny od 2023 r. i sygnał, że sytuacja na froncie przestała rozwijać się wyłącznie na korzyść Rosji. Z kolei naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy gen. Ołeksandr Syrski poinformował, że od początku roku ukraińska armia odzyskała łącznie ponad 600 km kw. terenu. I to mimo trwających rosyjskich ataków.

Dla ukraińskiego dowództwa równie ważne jak same zdobycze terytorialne są jednak zmiany zachodzące po stronie przeciwnika. Rosyjskie postępy wyraźnie wyhamowały, a koszty kolejnych ofensyw rosną. Według danych przedstawianych przez Kijów liczba zabitych i rannych Rosjan przypadająca na każdy zdobyty kilometr kwadratowy jest obecnie wyższa niż jeszcze kilka miesięcy temu. Oznacza to, że armia rosyjska musi płacić coraz większą cenę za coraz mniejsze efekty.

Wojna dronów staje się najważniejszym frontem

Kluczowym narzędziem ukraińskiej strategii stały się bezzałogowce. Jeszcze dwa lata temu drony były przede wszystkim wsparciem dla jednostek walczących bezpośrednio na froncie. Dziś stały się samodzielnym środkiem prowadzenia wojny. Ukraińskie konstrukcje obserwują przeciwnika, naprowadzają artylerię oraz samodzielnie niszczą sprzęt, magazyny, systemy przeciwlotnicze i infrastrukturę znajdującą się daleko poza linią walk. Do tego dochodzą drony lądowe i morskie.

Skala tych działań jest bezprecedensowa. Według ministra Fiedorowa od początku 2026 r. ukraińskie drony zaatakowały ponad 800 tys. rosyjskich celów. Wśród nich znalazły się stanowiska artylerii, wyrzutnie rakietowe, magazyny amunicji, pojazdy opancerzone, stanowiska dowodzenia oraz systemy obrony przeciwlotniczej. Tylko w maju ukraińskie bezzałogowce miały uderzyć w ponad 181 tys. celów. W tym samym miesiącu rosyjskie straty osobowe miały wynieść ponad 31,5 tys. zabitych i rannych.

Rosnące znaczenie dronów zmienia również sposób prowadzenia walk na samym froncie. Eksperci zwracają uwagę, że wokół linii kontaktu powstała rozległa „strefa śmierci”, obejmująca nawet około 20 km w głąb pozycji obu stron. Każdy większy ruch wojsk jest natychmiast wykrywany przez bezzałogowce i narażony na atak. To właśnie dlatego zarówno Rosjanie, jak i Ukraińcy przez długi czas mieli ogromne trudności z przeprowadzaniem klasycznych operacji zmechanizowanych.

Ukraiński pojazd wojskowy zabezpieczony klatkami antydronowymi jedzie drogą zabezpieczoną siatką antydronową
Opancerzony pojazd wojskowy z dodatkowym zabezpieczeniem przed atakami dronów jedzie drogą osłoniętą siatkami antydronowymi w obwodzie donieckim na Ukrainie, 20 czerwca 2026 r. Fot. Nina Liashonok/Ukrinform/NurPhoto via Getty Images

Kijów próbuje jednak wykorzystać drony w nowy sposób. Coraz częściej służą one nie do atakowania okopów na pierwszej linii frontu, lecz do niszczenia logistyki przeciwnika. Właśnie ta strategia zaczyna dziś przynosić najbardziej widoczne efekty.

Kinetyczne sankcje Kijowa

Elementem nowej ukraińskiej strategii są ataki na rosyjskie linie zaopatrzeniowe. Rosyjska armia mogła do tej pory liczyć na względne bezpieczeństwo zaplecza znajdującego się kilkadziesiąt kilometrów od linii frontu. Magazyny paliwa, składy amunicji, centra logistyczne i drogi transportowe funkcjonowały bez większych zakłóceń.

W 2026 r. dzięki nowej generacji dronów średniego zasięgu Ukraina uzyskała możliwość systematycznego atakowania celów oddalonych nawet o 300 km od linii walk. Znaczna część rosyjskiego zaplecza przestała być bezpieczna.

Według analiz opublikowanych przez CNN tylko od początku maja udokumentowano około 150 skutecznych uderzeń na rosyjskie cysterny, ciężarówki, pojazdy transportowe i elementy infrastruktury logistycznej. Eksperci podkreślają, że rzeczywista liczba ataków może być znacznie większa, ponieważ nie wszystkie są rejestrowane i nie wszystkie materiały z ataków są publikowane.

Ukraińskie bezzałogowce regularnie pojawiają się nad drogami wykorzystywanymi przez rosyjskie wojsko, polując na transporty paliwa i amunicji. Część dróg na okupowanych terenach południowej Ukrainy zaczęła przypominać strefę ciągłego zagrożenia. Rosyjscy blogerzy wojskowi przyznają, że przejazd niektórymi trasami wiąże się dziś z bardzo wysokim ryzykiem.

Warto wiedzieć

Milblogerzy

Rosyjscy milblogerzy to prowojenni blogerzy wojskowi, którzy relacjonują wojnę Rosji z Ukrainą głównie na Telegramie. Publikują materiały z frontu, wzmacniają rosyjską propagandę i często zarabiają na reklamach. Do czołowych należą Aleksander Koc, Siemion Pegow (WarGonzo) oraz kanał Grey Zone powiązany z Grupą Wagnera.

XYZ

Szczególnie dotkliwie skutki tych działań odczuwa południowy front. To właśnie tam znajduje się tzw. lądowy korytarz łączący Rosję z Krymem i okupowanymi częściami obwodów zaporoskiego oraz chersońskiego. Od początku wojny korytarz ten miał kluczowe znaczenie dla utrzymania rosyjskiej obecności na południu Ukrainy. Tędy płynęły dostawy paliwa, amunicji, sprzętu oraz posiłków dla jednostek walczących na froncie. Dziś coraz więcej ekspertów uważa, że Ukraina zdołała objąć znaczną część tego obszaru kontrolą ogniową.

Rosyjskie kanały wojskowe alarmują, że od początku maja liczba ukraińskich ataków na transporty kierowane do Krymu i południowej Ukrainy gwałtownie wzrosła. Według jednego z najpopularniejszych rosyjskich blogerów wojskowych, Rybara, sytuacja zaczyna być niebezpieczna dla całego południowego zgrupowania wojsk rosyjskich. Szczególne obawy budzi możliwość dalszego ograniczenia dostaw na Krym. Półwysep już dziś zmaga się z niedoborami paliwa i problemami logistycznymi. Jeszcze kilka miesięcy temu podobne ostrzeżenia należały do rzadkości. Dziś pojawiają się regularnie nawet w mediach wspierających Kreml.

Jednym z najważniejszych celów ukraińskich operacji są mosty i przeprawy wykorzystywane przez rosyjskie transporty wojskowe. Dotyczy to przede wszystkim mostu w rejonie Czonharu, który stanowi jeden z głównych punktów łączących Krym z okupowaną częścią Ukrainy. Ukraińskie drony wielokrotnie atakowały tę przeprawę, powodując uszkodzenia nawierzchni i czasowe wstrzymanie ruchu. Rosjanie byli zmuszeni budować prowizoryczne przeprawy pontonowe i kierować transporty alternatywnymi trasami. To jednak nie rozwiązało problemu, ponieważ nowe drogi również znalazły się pod ostrzałem.

Warto wiedzieć

Dwa mosty

Most Krymski i Most Czonharski to dwa kluczowe elementy rosyjskiej logistyki na kierunku krymskim.

Most Krymski łączy Rosję z okupowanym Krymem przez Cieśninę Kerczeńską i ma znaczenie strategiczne oraz symboliczne. Jest główną arterią zaopatrzenia dla Rosji, bo umożliwia transport żołnierzy, sprzętu i paliwa na półwysep, a dalej na południe Ukrainy

Most Czonharski to jedno z najważniejszych przejść lądowych między Krymem a okupowaną południową Ukrainą. Stanowi jeden z głównych i najkrótszych szlaków logistycznych (wzdłuż trasy E105) wykorzystywanych przez rosyjskie wojska do transportu zaopatrzenia i żołnierzy.

XYZ

Według danych przedstawionych przez ukraińskie dowództwo ruch towarowy przez most w Czonharze spadł w ciągu dwóch tygodni aż o 71 proc. Mniej transportów to mniej paliwa, amunicji i części zamiennych dla jednostek walczących na froncie. W warunkach wojny na wyniszczenie takie ograniczenia mogą mieć znaczenie strategiczne. Tym bardziej że Ukraina nie ogranicza się do pojedynczych ataków, lecz prowadzi systematyczną kampanię, aby sparaliżować całe sieci zaopatrzeniowe.

Rosjanie próbowali przerzucić część transportów na inne trasy prowadzące przez Armiańsk i zachodnią część Krymu. Tam również pojawiły się jednak ukraińskie drony. Według relacji ukraińskich dowódców w niektórych punktach zaczęły gromadzić się dziesiątki ciężarówek oczekujących na możliwość dalszej jazdy. A skupiska pojazdów są idealnym celem dla bezzałogowców. W efekcie Rosjanie muszą wybierać między ryzykiem zniszczenia transportów a dalszym wydłużaniem tras zaopatrzeniowych.

Krym na celowniku

Przez wiele lat Krym był dla Rosji strategiczną twierdzą na Morzu Czarnym. Po aneksji półwyspu w 2014 r. Kreml zainwestował ogromne środki w rozbudowę infrastruktury wojskowej, portów i lotnisk. Po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Krym stał się ważnym elementem zaplecza logistycznego rosyjskiej armii. To właśnie stamtąd kierowano zaopatrzenie dla wojsk walczących w południowej Ukrainie. Obecnie półwysep znajduje się pod stałą presją.

W ostatnich miesiącach ukraińskie ataki objęły nie tylko drogi i mosty, ale również porty, składy paliw oraz obiekty wykorzystywane przez rosyjską marynarkę wojenną. Coraz częściej celem stają się również obiekty znajdujące się w bezpośrednim sąsiedztwie Mostu Krymskiego, który pozostaje najważniejszym połączeniem półwyspu z terytorium Rosji. Analitycy zwracają uwagę, że wraz z osłabieniem innych tras znaczenie tej przeprawy jeszcze bardziej wzrosło. To sprawia, że staje się jednym z najbardziej oczywistych celów dla ukraińskich operacji.

Rosyjskie władze na Krymie zaczynają podejmować decyzje świadczące o rosnącym poczuciu zagrożenia. Jedną z najbardziej symbolicznych było zawieszenie działalności obozów letnich dla dzieci na całym półwyspie. Decyzję uzasadniono względami bezpieczeństwa. Dotknęła ona również słynny Artek, który od czasów radzieckich był jednym z najbardziej prestiżowych ośrodków wypoczynkowych dla młodzieży. Rodzice relacjonowali, że dzieci, które zdążyły już dotrzeć na Krym, były zawracane lub kierowane do tymczasowych miejsc zakwaterowania przed powrotem do domów.

Dla władz rosyjskich jest to problem nie tylko logistyczny, ale również wizerunkowy. Krym miał być symbolem rosyjskiej kontroli nad regionem i dowodem trwałości aneksji przeprowadzonej w 2014 r. Tymczasem coraz częstsze ataki powodują zakłócenia w transporcie, ograniczenia w dostawach paliwa i rosnące poczucie niepewności wśród mieszkańców. Ukraińskie dowództwo liczy na to, że presja wywierana na Krym przełoży się również na sytuację na froncie, zmuszając Rosję do przerzucania dodatkowych sił do ochrony zaplecza.

Jeszcze ważniejsze są jednak skutki gospodarcze. To właśnie one zaczynają dziś coraz mocniej uderzać w rosyjskie możliwości prowadzenia wojny.

Rafinerie pod ostrzałem

Rosyjskie problemy logistyczne nie kończą się na drogach i mostach prowadzących na Krym. Równolegle z kampanią wymierzoną w transport Ukraina prowadzi systematyczne ataki na rosyjski sektor paliwowy, który pozostaje jednym z fundamentów gospodarki wojennej Kremla. Przez pierwsze lata konfliktu rosyjski przemysł naftowy funkcjonował stosunkowo stabilnie mimo zachodnich sankcji. Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero wtedy, gdy ukraińskie drony uzyskały możliwość regularnego atakowania celów położonych setki kilometrów od granicy. Dziś skutki tych działań są coraz bardziej widoczne zarówno dla rosyjskiej armii, jak i dla zwykłych obywateli.

Według dostępnych danych częściowo lub całkowicie zatrzymano produkcję w trzynastu rosyjskich rafineriach. Zakłady, które nadal funkcjonują, przerabiają około czterech milionów baryłek ropy dziennie, czyli zaledwie dwie trzecie możliwości całego rosyjskiego sektora petrochemicznego. To najniższy poziom produkcji od ponad dwóch dekad. Dla państwa, którego budżet w ogromnym stopniu opiera się na eksporcie surowców energetycznych, oznacza to poważne wyzwanie. Tym bardziej że uszkodzone instalacje nie zawsze można szybko naprawić, a niektóre elementy technologiczne objęte są zachodnimi sankcjami.

Ukraińcy podkreślają, że nie chodzi wyłącznie o fizyczne niszczenie infrastruktury. Celem jest również zwiększanie kosztów funkcjonowania rosyjskiej gospodarki oraz zmuszanie Kremla do przeznaczania coraz większych środków na ochronę obiektów położonych daleko od frontu. Każda rafineria wymaga dodatkowych systemów przeciwlotniczych, ochrony i rozbudowanych procedur bezpieczeństwa. To zasoby, których nie można jednocześnie wykorzystać na froncie. W ten sposób nawet pojedyncze ataki wywołują skutki znacznie wykraczające poza bezpośrednie zniszczenia.

Według danych przedstawionych przez ukraińskie władze w maju przeprowadzono uderzenia na 111 rosyjskich obiektów wojskowo-przemysłowych i energetycznych. Szacowane straty gospodarcze miały przekroczyć miliard dolarów. Kijów twierdzi również, że kampania przeciwko sektorowi naftowemu doprowadziła do ograniczenia mocy przerobowych rosyjskiego przemysłu o około 40 proc. Jeśli te dane są, choć częściowo trafne, oznaczałoby to wielomiliardowe straty dla rosyjskiego budżetu państwa w kolejnych miesiącach.

Rosyjskie władze starają się minimalizować znaczenie tych informacji, jednak podejmowane przez nie działania wskazują, że problem jest realny. Jednym z najbardziej wymownych przykładów była decyzja o czasowym obniżeniu standardów jakości paliw dopuszczonych do sprzedaży na rynku krajowym. Rafineriom pozwolono między innymi na zwiększenie zawartości niektórych zanieczyszczeń, które wcześniej przekraczały obowiązujące normy. Tego rodzaju decyzje podejmuje się zwykle wtedy, gdy priorytetem staje się utrzymanie dostaw za wszelką cenę.

Kryzys paliwowy wychodzi poza Krym

Pierwszym regionem, który odczuł skutki ukraińskich ataków, był Krym. W ostatnich miesiącach mieszkańcy półwyspu coraz częściej informowali o problemach z zakupem benzyny i oleju napędowego. Na wielu stacjach zaczęły tworzyć się długie kolejki. Wprowadzano ograniczenia ilości paliwa sprzedawanego jednemu kierowcy. W niektórych miejscach można było zatankować jednorazowo zaledwie 20 litrów benzyny. Pojawiły się nawet specjalne talony oraz kody QR mające regulować dostęp do paliwa.

Początkowo rosyjskie media przedstawiały te problemy jako lokalne utrudnienia wynikające z przejściowych zakłóceń transportowych. Z czasem okazało się jednak, że sytuacja jest znacznie poważniejsza. Kryzys zaczął obejmować kolejne regiony Rosji. Ograniczenia w dostępie do paliwa odnotowywano już nie tylko na terenach okupowanych, ale również w regionach położonych daleko od linii frontu. Szczególnie wymownym przykładem stał się obwód omski na Syberii.

Gubernator regionu ogłosił ograniczenie sprzedaży benzyny do 40 litrów na samochód. Jednocześnie zakazano sprzedaży paliwa do kanistrów, argumentując to koniecznością zapobiegania panice i spekulacjom. Sama potrzeba wprowadzenia takich środków pokazała jednak, że problem przestał być lokalny. Omsk znajduje się ponad dwa tysiące kilometrów od Ukrainy. Jeżeli ograniczenia paliwowe docierają tak daleko, oznacza to, że zakłócenia w rosyjskim systemie energetycznym mają charakter ogólnokrajowy.

Ukraińskie ataki wywołały sytuację paradoksalną. Rosja pozostaje jednym z największych producentów ropy naftowej na świecie, a jednocześnie coraz częściej zmaga się z niedoborami paliw gotowych. Problem nie wynika bowiem z braku surowca, lecz z ograniczonej zdolności jego przetwarzania i transportu. Nawet ogromne zasoby ropy nie rozwiązują problemu, jeśli uszkodzone rafinerie nie są w stanie produkować odpowiedniej ilości benzyny, a infrastruktura logistyczna działa coraz mniej sprawnie.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Moskwa szuka paliwa w Azji

W tej sytuacji Kreml został zmuszony do podjęcia kroków, które jeszcze kilka lat temu wydawałyby się trudne do wyobrażenia. Według doniesień Reutersa Rosja zaczęła poszukiwać dostaw benzyny w krajach azjatyckich. Wśród potencjalnych dostawców wymieniane są Chiny, Korea Południowa oraz Singapur. Paliwo miałoby trafiać drogą morską do rosyjskich portów, a następnie być rozwożone koleją do poszczególnych regionów kraju. Sensowny plan, choć należy pamiętać o skuteczności ataków ukraińskich dronów na rosyjską infrastrukturę portową chociażby na Bałtyku.

Rosyjskie koleje otrzymały polecenie utworzenia specjalnych sztabów odpowiedzialnych za organizację nowych tras transportowych. Powstają również regionalne centra koordynujące ruch cystern. Sam fakt tworzenia nadzwyczajnych struktur świadczy o skali problemu. Rosja „od zawsze” eksportowała paliwa na ogromną skalę i była jednym z filarów światowego rynku energetycznego. Dziś musi organizować import benzyny, aby uniknąć pogłębiania kryzysu.

Władze starają się przy tym za wszelką cenę chronić Moskwę przed skutkami wojny. Rosyjscy komentatorzy od lat powtarzają, że problemy prowincji nie stają się problemami państwa, dopóki nie dotkną mieszkańców stolicy. Kreml doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Dlatego dostawy paliwa są kierowane przede wszystkim do Moskwy i największych ośrodków miejskich. W wielu regionach kolejki na stacjach benzynowych stają się codziennością, ale mieszkańcy stolicy wciąż mają ograniczony kontakt z realiami wojny.

Ale Ukraińcy starają się przypomnieć o wojnie również Moskwianom. Coraz częściej atakowane są obiekty położone w bezpośrednim sąsiedztwie rosyjskiej stolicy. Jednym z ostatnich przykładów było uderzenie na rafinerię w Kapotni, która odpowiada za znaczną część dostaw paliwa dla rosyjskiej stolicy. Ogień i kłęby dymu widoczne nad zakładem miały znaczenie militarne i psychologiczne. Kijów uznał, że należy konsekwentnie uzmysławiać Rosjanom, że wojna nie jest już czymś odległym i abstrakcyjnym.

Czarny dym z ostrzelanej rafinerii a na jego tle rosyjska flaga i ludzie
Czarny dym unosi się nad moskiewską rafinerią ropy naftowej GazpromNieft, położoną na południowo-wschodnich obrzeżach stolicy, 18 czerwca 2026 r., po ataku dronów, który mer Moskwy określił jako „zakrojony na szeroką skalę”. Fot. Sefa Karacan/Anadolu via Getty Images

I to właśnie psychologiczny wymiar konfliktu staje się dziś jednym z najważniejszych pól walki. W Rosji skutki wojny coraz częściej odczuwają nie tylko rosyjscy żołnierze, lecz także mieszkańcy kraju, którzy przez lata mogli funkcjonować z dala od „specjalnej operacji wojskowej”.

Z kolei Ukraina robi co może, aby presja wywierana na Rosję była na tyle silna i skuteczna, żeby zmusić Putina przede wszystkim do zawieszenia broni. Kijów obawia się kolejnej trudnej zimy, która mogłaby poważnie osłabić morale ukraińskiego społeczeństwa, a co za tym idzie podkopać fundamenty państwa i jego oporu. Kyryło Budanow, szef Kancelarii Prezydenta Ukrainy, otwarcie mówi, że prezydent Zełenski pragnie zakończyć działania wojenne przed zimą. „Cel jest słuszny i realistyczny” – oświadczył 1 czerwca szef biura głowy państwa.

Główne wnioski

  1. Wojna weszła w etap, w którym o sukcesie decyduje zdolność do niszczenia zaplecza przeciwnika, a nie zdobywania kolejnych kilometrów kwadratowych. Przez ostatnie dwa lata konflikt przypominał klasyczną wojnę na wyniszczenie, w której obie strony walczyły o kolejne pozycje, ponosząc ogromne straty przy niewielkich zmianach linii frontu. Obecnie Ukraina coraz wyraźniej odchodzi od tego modelu. Zamiast koncentrować się wyłącznie na bezpośrednich starciach, stara się ograniczać rosyjskie możliwości prowadzenia działań ofensywnych przez ataki na logistykę, transport, magazyny oraz infrastrukturę wojskową. Taka strategia ma sprawić, że Rosja będzie stopniowo tracić zdolność do utrzymywania dotychczasowego tempa działań wojennych.
  2. Drony zmieniły charakter wojny bardziej niż jakikolwiek inny system uzbrojenia od początku konfliktu. Bezzałogowce przestały być jedynie wsparciem dla artylerii czy narzędziem rozpoznania. Stały się samodzielnym środkiem prowadzenia wojny, zdolnym do oddziaływania na sytuację setki kilometrów od linii frontu. Dzięki nim Ukraina może atakować cele logistyczne, przemysłowe i energetyczne znajdujące się głęboko na terytorium kontrolowanym przez Rosję. Powoduje to, że granica między frontem a zapleczem zaczyna się zacierać, a wojna obejmuje coraz większy obszar. Jednocześnie drony utrudniają prowadzenie klasycznych operacji lądowych, tworząc wokół frontu strefę stałego zagrożenia.
  3. Rosja coraz częściej mierzy się ze skutkami wojny we własnym kraju, co może mieć znaczenie strategiczne i polityczne. Ukraińskie ataki nie ograniczają się do celów wojskowych. Coraz mocniej oddziałują również na rosyjską gospodarkę i codzienne życie Rosjan. Problemy z transportem, zakłócenia w funkcjonowaniu rafinerii, niedobory paliwa czy konieczność wzmacniania ochrony obiektów strategicznych generują dodatkowe koszty dla państwa i szybciej zużywają jego zasoby. Wojna przestaje być dla wielu Rosjan odległym wydarzeniem rozgrywającym się na froncie za granicą. Ukraina próbuje w ten sposób zwiększać presję na Kreml i przekonać rosyjskie władze, że dalsze prowadzenie wojny będzie coraz trudniejsze zarówno militarnie, jak i gospodarczo.