Kryptowaluty w legislacyjnej próżni. Polska nie wdrożyła MiCA, firmy uciekają po zagraniczne licencje
1 lipca to ważna data dla branży kryptowalutowej. Szczególnie twardy orzech do zgryzienia mają firmy w Polsce. Ze względu na brak ustawy wdrażającej rozporządzenie MiCA, przedsiębiorcy zdani są na zagraniczne licencje.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Czy po 1 lipca 2026 r. firmy kryptowalutowe mogą legalnie działać w Polsce bez licencji CASP.
- Dlaczego Polska nie wdrożyła rozporządzenia MiCA i jakie skutki wywołał chaos legislacyjny.
- Jakie możliwości mają dziś polskie firmy kryptowalutowe i jakie konsekwencje może ponieść państwo za brak wdrożenia MiCA.
Sprawa wygląda następująco. 1 lipca kończy się okres przejściowy przewidziany obowiązującym w całej Unii Europejskiej rozporządzeniem MiCA. Rozporządzenia 2023/1114 (Markets in Crypto-Assets Regulation) ma na celu harmonizację zasad dotyczących obrotu kryptoaktywami w całej UE. W myśl tych przepisów kraje unijne do 1 lipca br. powinny ustanowić dla branży organ nadzoru, zaś firmy z branży powinny do tego czasu uzyskać od niego licencję na prowadzenie działalności. Tymczasem w Polsce przepisów wdrażających MiCA wciąż nie przyjęto. Nie ma zatem organu nadzoru ani wydanych licencji. Czy to oznacza, że odtąd firmy, które z „braku laku” nie zarejestrowały się w innym kraju, będą działały nielegalnie?
Krótka historia walki o wdrożenie MiCA
Historię wdrażania unijnego prawa dotyczącego kryptoaktywów w Polsce można sprowadzić do stwierdzenia: „chaos legislacyjny”. Najpierw, w 2025 roku pojawił się już wówczas spóźniony projekt rządowy. Ten jednak został oceniony przez branżę jako nadregulacja. Wskazywano wówczas na nadmierne obciążenia dla branży i zbyt dużą swobodę Komisji Nadzoru Finansowego, jako organu nadzoru. Projekt spotkał się z wetem prezydenta, po czym ku zaskoczeniu rynku wrócił pod obrady. Historia jednak potoczyła się tak samo. Karol Nawrocki ponownie zawetował ustawę. Twierdził wówczas, że: „tak jak kłamstwo powtórzone sto razy nie stanie się prawdą, tak samo złe prawo nie staje się dobre od tego, że zostanie przegłosowane sto razy”. W czerwcu br. poprawiony już tekst projektu znów trafił do prezydenta, jednak z takim samym skutkiem.
Warto nadmienić, że od kilku miesięcy na rozpatrzenie czekał także projekt Krzysztofa Piecha, który miał ukazać się pod szyldem Konfederacji. Na agendę trafił także projekt Polski 2050. Jednak z ostatnich doniesień medialnych wynika, że ugrupowanie to zamierza „dogadać” się z Pałacem Prezydenckim. Niewykluczone zatem, że niebawem politycy zajmą się aktem będącym pokłosiem negocjacji i swego rodzaju kompromisem – bezsprzecznie oczekiwanym przez rynek. Dlaczego? Przyjrzyjmy się temu, jak wygląda stan rzeczy 1 lipca.
MiCA w Polsce. Stan prawny 1 lipca 2026 roku
W Polsce nie ma przepisów, które zapewniałyby branży warunki do legalnego świadczenia usług związanych z kryptoaktywami w Polsce. Co za tym idzie, nie ma także dostatecznej ochrony inwestorów. Mec. Robert Nogacki z kancelarii prawnej Skarbiec przypomina, że rozporządzenia unijne obowiązują w krajach UE bezpośrednio. To jednak nie oznacza „samowystarczalności”. Konieczne są działania państwa.
– MiCA nakłada na państwo członkowskie obowiązki towarzyszące: wyznaczenie organu nadzoru, zapewnienie procedury udzielania zezwoleń CASP oraz ustanowienie sankcji za naruszenia. W Polsce organem tym miała być Komisja Nadzoru Finansowego. Bez krajowej ustawy KNF nie przyjmuje wniosków licencyjnych. Nie istnieje więc droga do uzyskania zezwolenia CASP w kraju – wyjaśnia ekspert.
Jak wyjaśnia, wobec powyższego polski przedsiębiorca nie ma wyjścia. Nie uzyska krajowego zezwolenia, musi zatem starać się o rejestrację w innym państwie UE. W przeciwnym razie będzie musiał ograniczyć działalność na europejskim rynku.
Dom postawiono, lecz zapomniano o drzwiach, i każe się lokatorom tłumaczyć, dlaczego nie weszli oknem.
– Powstała sytuacja, w której rozporządzenie działa, a ustawa, której ono wymaga, nie istnieje. Mówiąc obrazowo: dom postawiono, lecz zapomniano o drzwiach, i każe się lokatorom tłumaczyć, dlaczego nie weszli oknem – podsumowuje ekspert.
Organy potwierdzają: firmy bez licencji będą działać nielegalnie
O dalsze losy polskich firm działających w branży pytamy Artura Pszczółkowskiego, CEO i współzałożyciela ARI10, polskiej spółki technologicznej działającej na rynku kryptoaktywów.
Nasz rozmówca potwierdził, że instytucje kontrolujące przekazały komunikat podmiotom działającym do 30 czerwca na podstawie licencji VASP (Virtual Asset Service Provider), oznajmiający że do 1 lipca nie będą mogły działać na dotychczasowych zasadach. Dopiero licencja CASP (Crypto Asset Service Provider) da im prawo do działalności w Polsce i innych krajach UE na zasadzie paszportowania usług.
- Organy dają wyraźny sygnał, że działanie w szarej strefie nie będzie możliwe. Niektórzy zakładają, że brak ustawy oznacza zielone światło, by działać bez wymaganych zezwoleń. Domniemają, że KNF nie ma możliwości karania. Jednak ESMA (Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych) wskazuje, że prawo wszędzie jest takie samo i będzie egzekwowane - wyjaśnia nasz rozmówca.
Niektórzy zakładają, że brak ustawy oznacza zielone światło, by działać bez wymaganych zezwoleń.
Przedstawiciele ARI10 już ponad 2 lata temu wystąpili o holenderską licencję. Otrzymali ją dopiero na koniec lutego tego roku
- Wybór holenderskiego regulatora wynikał z tego, że i tak planowaliśmy ekspansję międzynarodową. W Holandii można było składać wnioski o licencję 2 miesiące wcześniej niż w reszcie Europy, od 1 listopada 2024 . To - w przeciwieństwie m.in. do polskiego ustawodawcy - myślenie probiznesowe. Postrzeganie branży kryptoaktywów zmienia się, szczególnie w branży bankowej. Po okresie szaleństwa, spekulacje i ryzyko ustępują miejsca regulowanym aktywom takim jak stablecoiny. Dodatkowo regulacje wpływają na poziom bezpieczeństwa branży. Kluczowe jest to, by zapewnić polskim firmom i inwestorom jakiekolwiek przepisy. Bez nich, na tle innych krajów europejskich, stajemy się skansenem - dodaje nasz rozmówca.
ESMA: ograniczenia dla firm bez licencji
Sama Komisja Nadzoru Finansowego przyznaje, że „w związku z brakiem wejścia w życie w Polsce ustawy wdrażającej rozporządzenie MiCA, żaden krajowy organ administracji publicznej, w tym Komisja Nadzoru Finansowego, nie został dotychczas wyznaczony jako właściwy organ w odniesieniu do nadzoru nad ww. działalnością”.
19 czerwca 2026 roku Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Katowicach wydał komunikat, w którym potwierdził, że wpis do polskiego rejestru działalności z zakresu walut wirtualnych nie stanowi zezwolenia na prowadzenie działalności regulowanej przez MiCA i po 1 lipca nie będzie uprawniał do wykonywania działalności w zakresie walut wirtualnych ani w Polsce ani poza jej granicami.
Europejski nadzorca (ESMA) 23 czerwca wezwał dostawców usług w zakresie kryptoaktywów do podjęcia działań w związku z zakończeniem okresu przejściowego, W komunikacie zaprezentował oczekiwania wobec nieautoryzowanych podmiotów, które nie uzyskały zezwolenia na prowadzenie działalności jako dostawcy usług w zakresie kryptoaktywów. Oczekiwania ESMA koncentrują się wokół kwestii likwidowania działalności (tzw. wind down) w zakresie kryptoaktywów ze szczególnym uwzględnieniem kwestii ochrony inwestora – w związku z końcem okresu przejściowego. Podmioty bez licencji nie będą mogły pozyskiwać nowych klientów z UE, zaś działalność operacyjna giełd będzie musiała być ograniczona do kroków niezbędnych do sprzedaży lub transferu aktywów.
Przedsiębiorcy z zagranicznymi licencjami
Przedstawiciele branży kryptowalutowej w Polsce nie czekali na polską ustawę implementującą rozporządzenie MiCA. SIA AlphaRoute, działająca jako Kanga Exchange EU (domena: kangaexchange.eu), otrzymała licencję MiCA wydaną przez Bank Łotwy. Dzięki dokumentom łotewskim firma może świadczyć usługi na terenie całej UE, co jest istotą unijnego rozporządzenia.
– Od początku wiedzieliśmy, że okres przejściowy przewidziany przez rozporządzenie MiCA musimy wykorzystać na przygotowanie organizacji do funkcjonowania w nowych realiach regulacyjnych. To nie był łatwy proces dla całej organizacji. Powstał specjalny zespół, który angażował ekspertów z wielu dziedzin – od finansów po IT – a także współpracujące z nami kancelarie prawne – mówi Dominik Tomczyk z SIA AlphaRoute.
Firmy nie czekały na polskie przepisy
Spółka ARI10 ogłosiła, że dostała licencję MICA od holenderskiego nadzoru, który jest jednym z najbardziej restrykcyjnych.
Kraken z kolei ma licencję MiCA wydaną przez Bank Centralny Irlandii.
Przed Binance z kolei nie lada wyzwanie. Jak czytamy w komunikacie, firma podjęła decyzję o wycofaniu wniosku o uzyskanie licencji MiCA złożonego do Greckiej Komisji Rynku Kapitałowego (Hellenic Capital Market Commission – HCMC). Binance ma starać się o licencję innego kraju UE, choć nie zdradza publicznie szczegółów.
„Europa pozostaje dla Binance jednym z kluczowych rynków, a nasze zobowiązanie do prowadzenia działalności w oparciu na jasnych, sprawiedliwych i zharmonizowanych ramach regulacyjnych MiCA pozostaje niezmienne. Nasze ambicje związane z rynkiem europejskim nie uległy zmianie i jesteśmy przekonani, że w nadchodzących miesiącach uzyskamy licencję MiCA” – czytamy w komunikacie.
Binance miał poinformować klientów o wymaganych działaniach. Niewykluczone jednak, że brak licencji uzyskanej na czas zmusi firmę do ograniczenia skali biznesu.
Odszkodowanie za brak możliwości rejestracji biznesu w Polsce?
Mec. Robert Nogacki zwraca uwagę na komplikowanie przedsiębiorcom życia w związku z chaosem legislacyjnym.
– Przedsiębiorca, który z końcem okresu przejściowego traci możliwość legalnego działania, zadaje pytanie – skoro szkodę wywołało zaniechanie państwa, czy jej naprawienia można dochodzić od Skarbu Państwa? Odpowiedź brzmi: roszczenie da się skonstruować, ale jego egzekucja przed sądem może być bardzo skomplikowana i obarczona dużym ryzykiem niepowodzenia – wyjaśnia ekspert.
Przedsiębiorca, który z końcem okresu przejściowego traci możliwość legalnego działania, zadaje pytanie – skoro szkodę wywołało zaniechanie państwa, czy jej naprawienia można dochodzić od Skarbu Państwa?
Mec. Robert Nogacki mówi o tzw. zaniechaniu legislacyjnym. Można bowiem domniemywać, że strata po stronie biznesu powstała na skutek zaniechania ze strony ustawodawcy. Ekspert dodaje, że w przeszłości orzecznictwo Sądu Najwyższego potwierdzało już tezę, jakoby w podobnych przypadkach to Skarb Państwa odpowiadał za działalność legislacyjną. Jej następstwem – jak czytamy – jest z kolei „faktyczne pozbawienie lub ograniczenie możliwości realizacji uprawnień wynikających z innego aktu prawnego, ponieważ czyni to system prawny dysfunkcjonalnym i wewnętrznie sprzecznym”.
W przypadku firm z branży krypto sprawa wydaje się analogiczna. MiCA przyznaje prawo do wnioskowania o licencję CASP, ale nie ma organu, który mógłby ją wydać. I choć można wysunąć kontrargument, że przecież polskie firmy mogą na zasadzie paszportowania działać także w Polsce na zagranicznej licencji, to sprawa nie jest czarno-biała.
– Po pierwsze, paszportyzacja do Polski jest prawnie niepewna właśnie wskutek zaniechania państwa. Mechanizm z art. 65 MiCA zakłada, że organ macierzysty zawiadamia organ przyjmujący. Skoro w Polsce organu przyjmującego nie ma, zawiadomienie nie ma adresata. Po drugie, nawet skuteczna paszportyzacja kosztuje. Wymaga uzyskania zezwolenia i z reguły obecności (siedziby lub oddziału) w innym państwie, poniesienia opłat, reorganizacji struktury oraz upływu miesięcy procesu licencyjnego. Te koszty są samodzielnym składnikiem szkody i zarazem dowodem, że zaniechanie generuje realny uszczerbek. Po trzecie, dla podmiotu działającego wyłącznie na rynku polskim licencja zagraniczna bywa gospodarczo nieracjonalna: brak klienteli i infrastruktury transgranicznej czyni z niej środek nieadekwatny – podsumowuje mec. Robert Nogacki.
Co na to Bruksela?
Wiceminister finansów Jurand Drop w odpowiedzi na interpelację nr 16605 przyznał, że sprawą polskiej legislacji w przedmiocie krytoaktywów interesuje się Komisja Europejska. Już w maju miała wezwać polski rząd do wyjaśnień w związku z „potencjalnym uchybieniem” przez Polskę zobowiązań wynikających z unijnego rozporządzenia. Państwa członkowskie miały bowiem przyjąć przepisy ustawowe do 30 grudnia 2024 roku.
„Ministerstwo Finansów wskazuje, że uwzględnione w harmonogramie założenia realizacji prac legislacyjnych zakładające wejście w życie ustawy o rynku kryptoaktywów do końca 2025 r. był realne. Nie uwzględniały one jednak zawetowania ustawy przez Prezydenta RP” – czytamy w odpowiedzi wiceministra Dropa na interpelację poselską.
Niewykluczone zatem, że bez przyjęcia przepisów wykonujących rozporządzenie MiCA Polsce grozi nie tylko odpływ inwestorów. To także dalsze działania Komisji Europejskiej w związku z niewypełnieniem obowiązków wynikających z prawa unijnego. Jednocześnie na krajowej scenie politycznej pojawiają się różne propozycje dotyczące przyszłości rynku kryptoaktywów. Wśród nich znajduje się również projekt ustawy zgłoszony przez grupę posłów Prawa i Sprawiedliwości, zakładający ograniczenia działalności kryptowalutowej w Polsce. Ostateczny kierunek regulacji pozostaje więc przedmiotem politycznej debaty.
Główne wnioski
- Choć rozporządzenie MiCA obowiązuje bezpośrednio w całej Unii Europejskiej, Polska nie stworzyła mechanizmów umożliwiających jego stosowanie. Nie wyznaczono organu nadzoru ani nie uruchomiono procedury wydawania licencji CASP. W efekcie przedsiębiorcy nie mogą uzyskać zezwolenia w swoim kraju, mimo że wymagają tego obowiązujące przepisy unijne.
- Największe podmioty nie czekały na polskiego ustawodawcę i uzyskały licencje w takich państwach jak Holandia, Łotwa, Irlandia czy Luksemburg. „Ucieczka” przedsiębiorców może osłabić konkurencyjność polskiego rynku, nie mówiąc już o wpływach podatkowych.
- Brak implementacji przepisów wykonawczych naraża Polskę na postępowanie Komisji Europejskiej, możliwe sankcje oraz dalszy odpływ inwestycji z sektora nowych technologii. Jednocześnie eksperci mówią o możliwości dochodzenia odszkodowań od Skarbu Państwa za szkody wynikające z niewykonania obowiązków legislacyjnych, choć powodzenie takich roszczeń pozostaje niepewne.

