Kategorie artykułu: Społeczeństwo Technologia

Zakazy – recepta na ochronę dzieci w internecie? „Mam wrażenie, że to dorosłym powinno się ograniczać dostęp”

Zakaz to słowo klucz w debacie o bezpieczeństwie najmłodszych w internecie. W wielu krajach, w tym także w Polsce, toczy się dyskusja o twardym odcięciu dzieci od mediów społecznościowych. Tymczasem eksperci mówią wprost: nie tędy droga. Odpowiedzialność powinny ponieść platformy cyfrowe.

Smartfon w szkole
Nie wystarczy obciążać dzieci zakazami i odpowiedzialnością, rodziców czy szkoły.  To największe platformy powinny wziąć na siebie odpowiedzialność. Fot. PAP/Lech Muszyński

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Czy zakazy korzystania z mediów społecznościowych przez dzieci są skutecznym sposobem ochrony ich w internecie.
  2. Kto powinien ponosić główną odpowiedzialność za bezpieczeństwo dzieci w środowisku cyfrowym – dzieci i rodzice czy platformy internetowe.
  3. Jakie rozwiązania prawne i technologiczne mogą skuteczniej chronić dzieci przed szkodliwymi treściami i zagrożeniami online.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...


Ograniczenie dostępu do mediów społecznościowych jako pierwsza na świecie w grudniu 2025 r. wprowadziła Australia. Użytkownicy poniżej 16. roku życia mieli stracić dostęp do platform takich jak X, Facebook, Instagram czy TikTok. W efekcie zablokowano ponad 5 mln kont nastolatków – podał australijski regulator eSafety. Czy skutecznie? Z czerwcowego badania ekspertów Uniwersytetu w Newcastle wynika, że 85 proc. respondentów w wieku 12-15 lat wciąż korzysta z mediów społecznościowych. Już w kwietniu br. badacze z Uniwersytetu w Chicago doszli do podobnych wniosków. Wykazano wówczas, że 63,8 proc. Australijczyków w wieku 14-15 lat korzysta z mediów społecznościowych.

– Wniosek jest prosty: ban nie działa – mówi dr Martyna Gliniecka, analityczka ds. nauk społecznych z Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych (CASE).

Przekonuje, że nie wystarczy nakładać na dzieci zakazów ani przerzucać odpowiedzialności na nie, ich rodziców i szkoły. To największe platformy powinny wziąć na siebie odpowiedzialność za bezpieczeństwo użytkowników. W jaki sposób? Oto krótki przegląd już obowiązujących i planowanych reform.

Zakaz mediów społecznościowych po polsku

W Polsce pomysł zakazu korzystania z mediów społecznościowych przez osoby poniżej 15. roku życia został ogłoszony w Sejmie w lutym br. Od tamtego czasu jednak skończyło się na deklaracjach. Podczas późniejszych posiedzeń komisji sejmowych pojawiły się zapowiedzi wprowadzenia skuteczniejszej, a nie tylko deklaratywnej, weryfikacji wieku. Ta mogłaby się odbywać na podstawie europejskiego portfela tożsamości cyfrowej. Pojawiła się także zapowiedź, że mObywatel Junior mógłby służyć nie tylko do potwierdzania wieku przy kontroli biletów w autobusie, lecz także do logowania się na platformach internetowych.

W teorii z platform takich jak TikTok, Facebook i Snapchat mogą co do zasady korzystać osoby, które ukończyły 13. rok życia. W większości przypadków, by zarejestrować konto na platformie, wystarczy podać datę urodzenia. Jak wygląda polska praktyka? Warto sięgnąć do wniosków z badania Instytutu Cyfrowego Obywatelstwa pt. „Internet dzieci 2026. Raport z monitoringu obecności dzieci i młodzieży w internecie”. Z opracowania wynika, że ponad 58 proc. dzieci w wieku 7-12 lat aktywnie korzysta z tego typu serwisów. Wśród 10 najczęściej odwiedzanych przez nie stron, obok mediów społecznościowych, znajduje się również serwis pornograficzny.

Autorzy opracowania „Internet dzieci 2026” przypomnieli, że algorytmy mediów społecznościowych mają jeden cel: utrzymywać uwagę użytkowników i wzmacniać kompulsywne korzystanie z serwisów. Jednocześnie to właśnie algorytmy mogą decydować o tym, kto, co i dlaczego widzi najczęściej.

„Proste zakazy nie wystarczą”

„Dlatego ograniczanie ich szkodliwego wpływu wymaga działań na kilku poziomach, a nie tylko prostych zakazów” – czytamy w raporcie.

Fundacja Panoptykon, podzielając tę ocenę, dokonała obrazowego porównania zakazów w świecie offline i online.

„W świecie offline to producent musi udowodnić, że jego produkt jest bezpieczny dla dzieci. A jeśli wiemy, że nie jest, jako obywatele i obywatelki narzucamy ograniczenia wiekowe. 15-latek nie powinien kupować alkoholu ani wchodzić do kasyna ani do klubu dla osób dorosłych. Platformy, żerujące na uwadze i wykorzystujące słabości dzieci można porównać do salonu gier z automatami czy nocnego klubu. Na wejściu stoi co prawda bramkarz, który udaje, że to klub dla osób 13+. W rzeczywistości wpuszcza każdego, kto podejdzie, bo to oznacza większy zysk” – czytamy w komentarzu Fundacji Panoptykon.

Ekspertka z CASE przyznaje, że za zakazem mediów społecznościowych często stoją dorośli, którym świat cyfrowy jest obcy.

– Albo się nie znają, albo zdają się na samodzielność dzieci, albo krytykują je za to, jak zachowują się w internecie. Nazywanie dzieci „cyfrowymi ćpunami” czy „bezmózgami na TikToku” nie jest rzadkością. Wielu dorosłych naprawdę tak o nich mówi. Uszanujmy to, co dzieci robią i kim są, a być może przyjdą do nas z problemem napotkanym w internecie i poproszą o wsparcie. Być może pora również, abyśmy my, dorośli, nauczyli się czegoś o internecie, bo czasami mam wrażenie, że to właśnie nam powinno się ograniczyć dostęp do niego – podsumowuje dr Martyna Gliniecka.

Czas, by giganci technologiczni wzięli na siebie odpowiedzialność

Nie ma wątpliwości, że bezpieczeństwo dzieci w sieci nie może zależeć wyłącznie od ich samokontroli ani od czujności rodziców. Jak dodaje, „jeśli cyfrowe środowisko jest projektowane tak, by maksymalizować uwagę, zaangażowanie i zysk, to odpowiedzialność za jego skutki musi wreszcie ponosić także ten, kto je projektuje”. Chodzi o gigantów technologicznych.

– Dane z Australii pokazują, że nawet po wprowadzeniu zakazu dla osób poniżej 16. roku życia dzieci nadal korzystają z tych platform. Obchodzą ograniczenia, zakładając fałszywe konta, podając nieprawdziwy wiek, posługując się cudzymi dokumentami albo korzystając z sieci VPN. Dla części dzieci brak dostępu do mediów społecznościowych może mieć także negatywne skutki społeczne. Ograniczenie relacji online może oznaczać większe poczucie samotności, szczególnie wtedy, gdy kontakty cyfrowe są ważnym elementem codziennego życia rówieśniczego – wyjaśnia ekspertka z CASE.

Jak dodaje, internet nie jest dodatkiem do życia społecznego, lecz jego integralną częścią. Zdaniem ekspertki warto ograniczać czas spędzany przed ekranem, lecz nie powinno się odcinać nastolatków od mediów społecznościowych. W tym kontekście warto wspomnieć o najnowszym projekcie procedowanym w Polsce. Już tylko na podpis prezydenta czeka ustawa wprowadzająca zakaz korzystania z telefonów komórkowych w szkołach. Nie jest to jednak jedyna zmiana w politycznej agendzie.


Platformy wezmą odpowiedzialność za „wybryki” AI

Adriana Zdanowicz-Leśniak, adwokatka i ekspertka ds. sztucznej inteligencji oraz ochrony danych osobowych w kancelarii CMS, mówi m.in. o zaletach unijnego rozporządzenia w sprawie sztucznej inteligencji. AI Act pomoże walczyć z treściami szkodliwymi społecznie, przenosząc część odpowiedzialności na dostawców systemów AI i platformy cyfrowe.

– Mowa o zjawiskach takich jak deepfake wykorzystujący niekonsensualne materiały intymne. Ofiarami są przede wszystkim kobiety oraz, niestety, coraz częściej także dzieci. Na szczęście, AI Act pomoże odróżnić deepfake od rzeczywistości. Już od 2 sierpnia treści wygenerowane przez AI należy bowiem odpowiednio oznaczać. Za sprawą AI Act będzie również obowiązywał bezpośredni zakaz wprowadzania do obrotu, udostępniania oraz używania narzędzi służących tzw. nudyfikacji – wyjaśnia nasza rozmówczyni.

Odróżnić deepfake od prawdy

Chodzi o takie narzędzia AI jak Grok, działający na platformie X, któremu internauci nierzadko wydają polecenie „rozebrania” osoby ze zdjęcia. Unijne prawo zdelegalizuje narzędzia umożliwiające generowanie obrazów lub filmów o charakterze seksualnym bez zgody przedstawionych osób. Ich ofiarami często padają nastolatki. W podobnych sprawach prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych już co najmniej kilkakrotnie interweniował. Jedna ze spraw dotyczyła uczniów szkoły podstawowej, którzy za pomocą aplikacji wygenerowali i udostępnili nagie zdjęcie koleżanki. Podobna sprawa dotyczyła wizerunku nauczycielki, który został w ten sam sposób „przerobiony” przez AI.

– Często nie zdajemy sobie sprawy z faktu, że wizerunek jest chroniony systemowo, zarówno przez RODO, jak i przez prawo autorskie. Z wizerunkiem jako daną osobową mamy do czynienia, nawet jeśli został znacząco zmodyfikowany przez sztuczną inteligencję. Wystarczy, że osoba na nim przedstawiona jest wciąż możliwa do zidentyfikowania. Deepfake, powstały przez połączenie twarzy określonej osoby z ciałem nienależącym do niej, wciąż może być uznany za wizerunek osoby, której twarz przedstawia – wyjaśnia ekspertka.

Za sprawą nowych przepisów ochronę, z jakiej korzysta wizerunek, uzupełnia dodatkowo AI Act. Zakazuje on nudyfikacji, w tym tworzenia niekonsensualnych treści intymnych z wykorzystaniem systemów AI. Dostawcy aplikacji czy narzędzi AI powinni m.in. tworzyć filtry wykluczające ich wykorzystywanie w sposób szkodliwy społecznie.

– Takie aplikacje należy poddawać regularnym testom, aby zakazu nie można było obejść na żadnym etapie. Jeśli platformy oraz inni dostawcy lub użytkownicy systemów AI nie dostosują się do nowego zakazu wynikającego z AI Act, muszą liczyć się z najwyższą karą w wysokości 35 mln euro lub równowartości 7 proc. rocznego światowego obrotu. Jednak to nie kary powinny być motywacją do zapewnienia odpowiedniego poziomu zgodności z prawem, lecz budowanie bezpiecznego środowiska cyfrowego – dodaje Adriana Zdanowicz-Leśniak.

W oczekiwaniu na DSA

Inna europejska regulacja, o której mówią nasze rozmówczynie, to DSA, czyli akt o usługach cyfrowych, którego przepisów Polska wciąż w pełni nie wdrożyła do krajowego porządku prawnego.

DSA nakłada na platformy obowiązek wprowadzenia rozwiązań, które ograniczą pokazywanie nieletnim użytkownikom treści pornograficznych lub związanych z hazardem. Mowa też o rozwiązaniach, które dostosują warunki korzystania z platform w taki sposób, aby były zrozumiałe dla dzieci. DSA wprowadza absolutny zakaz reklamy celowanej do dzieci. Wymaga także uproszczonych mechanizmów zgłaszania szkodliwych treści oraz stworzenia możliwości wpływania na algorytmy, np. poprzez wskazywanie treści, których użytkownik nie chce oglądać – wyjaśnia dr Martyna Gliniecka.

Ekspertka mówi także o wskazówkach dla platform, które mają pomóc we wdrożeniu wymogów DSA. To m.in. automatyczne ustawianie kont osób nieletnich jako prywatnych, zakaz dodawania ich do grup bez wyraźnej zgody oraz blokowanie możliwości wykonywania zrzutów ekranu z kont nieletnich. Procedowana nadal ustawa wdrażająca DSA została wcześniej zawetowana przez prezydenta. W toku są także prace nad dwoma innymi rozwiązaniami: ograniczeniem dostępu do pornografii oraz zakazem patostreamingu.

Prawo potrzebne od zaraz

– Przez ostatnie dwadzieścia lat przyglądaliśmy się już wielu projektom ograniczającym dostęp do szkodliwych treści w internecie. Nigdy wcześniej nie byliśmy w tym miejscu. Po raz pierwszy projekty ustaw zaszły tak daleko ponad podziałami partyjnymi. To duży sukces w kwestii ochrony dzieci w sieci – mówiła XYZ Martyna Różycka, kierowniczka zespołu Dyżurnet.pl w NASK.

Ekspertkę pytaliśmy wówczas o dwa inne projekty, których celem jest ochrona dzieci w internecie. Pierwszy z nich dotyczy zakazu patostreamingu i zakłada nowelizację kodeksu karnego. Patotwórcom publikującym treści przedstawiające przemoc lub nieobyczajne zachowania grozić będzie do 5 lat więzienia. W sejmowej dyskusji nie zabrakło jednak uwag, że to właśnie największe platformy powinny odpowiadać za treści, na które narażone są dzieci.

Taką odpowiedzialność w pewnym stopniu nakłada na dostawców ustawa o ochronie małoletnich przed dostępem do treści pornograficznych w internecie. Ustawodawca mówi wprost: albo dostawca takich treści skutecznie zweryfikuje wiek użytkownika, albo domena trafi do rejestru stron zakazanych, a w konsekwencji zostanie zablokowana. Nie jest jednak jasne, czy taki sam los spotka media społecznościowe, na których nie brakuje treści tego typu.

Prawo w realnym świecie, prawo w sieci

– Mam wrażenie, że do dziś nie wypracowano w pełni skutecznych metod weryfikacji wieku użytkowników w internecie. Jedno kliknięcie przycisku „jestem pełnoletnia” czy podanie daty urodzenia często okazuje się niewystarczające, a deklaracje użytkowników – nieprawdziwe. Wykorzystanie rozwiązań z rządowych aplikacji, takich jak cyfrowe portfele tożsamości, jest obiecującym kierunkiem. Jednocześnie udostępnienie platformie danych takich jak data urodzenia nie wiąże się z przetwarzaniem danych szczególnej kategorii, czyli danych wrażliwych. Dlatego platforma może rozważyć ich przetwarzanie na podstawie prawnie uzasadnionego interesu. Niemniej mowa tu jedynie o informacjach niezbędnych do weryfikacji wieku użytkownika. Należy też zapobiec wykorzystywaniu takich danych do celów innych niż weryfikacja wieku – wyjaśnia Adriana Zdanowicz-Leśniak.

Wiceminister cyfryzacji również odniósł się do tego projektu. Jak mówił: „Jeżeli w świecie rzeczywistym nie wpuszczamy dzieci do sklepu z treściami przeznaczonymi wyłącznie dla dorosłych, to nie możemy udawać, że w internecie ten problem nie istnieje”.

Eksperci są bowiem zgodni, że odpowiedzialność dostawców treści, a niekoniecznie ich potencjalnych odbiorców, powinna być wspólnym mianownikiem reform zwiększających bezpieczeństwo dzieci w internecie.

Jak platformy chronią dzieci?

Meta (właściciel platform takich jak Facebook czy Instagram) ogłosiła nowe zabezpieczenia, które mają chronić nastolatków. System ma powiadomić rodziców sprawujących nadzór rodzicielski na Instagramie, jeśli czaty ich nastoletniego dziecka z Meta AI będą sugerować, że rozważa ono samobójstwo lub samookaleczenie. Jak czytamy w zapowiedzi, wraz z alertem rodzice otrzymają profesjonalne materiały, które pomogą im podjąć trudną rozmowę z nastolatkiem. 

Wiek ma znaczenie dla algorytmów Mety. Konta nastolatków są automatycznie ustawiane na „poziom treści 13 plus”. Co to oznacza? Meta AI nie będzie reagowała na zapytania wrażliwe. Nie wda się w dyskusje o charakterze seksualnym ani nie odpowie na pytania np. dotyczące alkoholu.

Z „poziomami treści” mamy do czynienia także na TikToku. O tym, jakie treści będą wyświetlane nieletnim odbiorcom, decyduje deklarowany przy zakładaniu konta wiek. Jak czytamy na stronie TikToka, tylko pełnoletni mogą mieć dostęp do treści z ograniczeniem wiekowym. Sama platforma przyznaje, że wówczas mogą pojawić się „niepokojące obrazy”, wulgaryzmy, elementy przemocy, niebezpieczne akrobacje, spożywanie alkoholu czy zachowania nacechowane erotycznie (choć – zgodnie z regulaminem – z wyłączeniem nagości).

Bez względu jednak na wiek odbiorcy w myśl regulaminu filmiki na TikToku nie mogą zawierać elementów mowy nienawiści, walk, aktów seksualnych czy zażywania narkotyków.

Główne wnioski

  1. Same zakazy nie rozwiązują problemu. Doświadczenia Australii pokazują, że mimo formalnego ograniczenia dostępu większość nastolatków nadal korzysta z mediów społecznościowych, obchodząc zabezpieczenia.
  2. Odpowiedzialność powinna spoczywać na platformach cyfrowych. Eksperci wskazują, że to dostawcy usług powinni projektować bezpieczniejsze środowisko, skutecznie weryfikować wiek użytkowników, ograniczać dostęp do szkodliwych treści oraz dostosowywać algorytmy i funkcje do potrzeb dzieci.
  3. Najskuteczniejsza ochrona wymaga połączenia regulacji, edukacji i wsparcia. Oprócz nowych przepisów, m.in. DSA i AI Act wymagają rozwijania kompetencji cyfrowych dzieci, zaangażowania rodziców i nauczycieli oraz traktowania młodych użytkowników jako partnerów, których warto słuchać, a nie wyłącznie ograniczać.