Kategorie artykułu: Społeczeństwo Świat

Bezsenność w Delhi. Jak żyć w Indiach i nie ogłuchnąć

Szybki rozwój cywilizacyjny Indii ma wysokie koszty. Jednym z nich jest powszechny w największych miastach hałas. Korespondent XYZ opisuje swoje osobiste doświadczenia z życia w indyjskiej stolicy.

Sznur riksz i samochodów na indyjskim targowisku
Kupujący tłoczą się na głównym targowisku Lajpat Nagar w Delhi przez świętami Diwali. Fot. Mohd Zakir / Hindustan Times / Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak huczne celebrowanie świąt, rosnąca liczba ludności, pojazdów i miejscowa kultura drogowa powodują chroniczne problemy zdrowotne u mieszkańców Indii.
  2. Jak bardzo w Delhi, Kalkucie i Bombaju przekroczone są normy hałasu i w jaki sposób władze starają się walczyć z tym zjawiskiem.
  3. Co w sprawie zagrażającego zdrowiu ulicznego zgiełku robią organizacje obywatelskie i jakie przynosi to skutki.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Codzienne życie w indyjskich miastach bywa intensywne. W tutejszych metropoliach naprawdę da się odczuć, że jest się w kraju, w którym żyje grubo ponad miliard ludzi. Najludniejsze indyjskie molochy mają od 20 do ponad 30 mln mieszkańców, ale ponieważ są rozrzucone po różnych częściach subkontynentu, różnią się klimatem, językiem i stylem życia. Jego największe miasta łączy jedno: kulturowa aprobata dla tworzenia hałasu.

Przez pierwsze trzy miesiące po przeprowadzce do Indii mieszkałem, razem z amerykańskim współlokatorem na osiedlu Lajpat Nagar. To zakątek w południowej części miasta, uważany za dość zamożny, choć daleko mu do rezerwatu bogactwa. Osiedle było dobrze zaopatrzone i skomunikowane, z własną stacją metra i dużym bazarem. Do biura łatwo i szybko można się było dostać pociągiem, autobusem albo autorikszą. Na targowisku – wszelkie potrzebne sklepy, apteki, kliniki, oddziały banków, parę sieciowych kawiarni, niedrogie restauracje i niezliczone uliczne stragany. Nawet bez wielkiego talentu do targowania dało się tam kupić prawie wszystko, za rozsądną cenę.

Przy wszystkich swoich niewątpliwych zaletach okolica miała jeden przykry defekt: była nieznośnie hałaśliwa. 

W ciągu dnia z ulicznych szczekaczek płynęła muzyka i reklamy. Riksze dzwoniły, handlarze głośno zachwalali swój towar, a kierowcy aut, z trudem przeciskający się przez tłumy kupujących, prawie nie zdejmowali dłoni z klaksonów. Szybko okazało się też, że mieszkańcy kilka razy w miesiącu coś świętowali. Od chwili naszej przeprowadzki w pobliżu ciągle odbywały się jakieś uroczystości. Jako indyjskich świeżaków, za każdym razem nas zaskakiwały.

Wizerunki bogów i orkiestry dęte

Na początku września zaskoczyło nas święto Ganeś Ćaturthi obchodzone ku czci Ganeśy – przynoszącego powodzenie i usuwającego przeszkody bóstwa o głowie słonia. Na bazarze pojawiło się więcej budek z jedzeniem. W bocznych uliczkach wzniesiono tymczasowe kapliczki. Świętowanie obejmowało dziesiątki parad i procesji. Główną ulicą maszerowały orkiestry dęte w galowych strojach, muzycy na platformach i kolorowo zdobione wozy ciągnięte przez konie albo wielbłądy.

Gapie wyglądali na zachwyconych przebijającymi się przez zwykły gwar targowiska melodiami płynącymi z potężnych głośników. A że trudno było przy tym zasnąć? Nie szkodzi! Widok tej ulicznej fety był wart zarwania nocy.

Codzienne modły zaczynały się o trzeciej rano od procesji – rzecz jasna ze śpiewami i waleniem w bębny.

W tym samym miesiącu przez dziesięć dni sen z powiek spędzało nam święto Nawaratri. Jedną z jego tradycji jest budowanie podobizn Rawany – króla-demona znanego z eposu „Ramajana”. Przedstawiające go monstrualne kukły widowiskowo pali się przy akompaniamencie petard.

W październiku nasze sąsiadki zaangażowały się w obchody ku czci miejscowego bóstwa domowego. Trwające przez tydzień obrządki ciągnęły się przez większość dnia i obejmowały całą masę przyjemności – na przykład częstowanie przechodniów słodyczami i sąsiedzkie pogawędki. Mniej przyjemny był fakt, że codzienne modły zaczynały się o trzeciej rano od procesji – rzecz jasna ze śpiewami i waleniem w bębny. Jeszcze przed świtem pochód kilkakrotnie zatrzymywał się tuż pod naszym oknem.

Narzędzie do mierzenia poziomu hałasu pokazuje 107,3 dB i mężczyźni w tradycyjnych strojach
Aktywiści mierzą poziom natężenia dźwięku w czasie święta Ganeś Ćaturhi w Bombaju. Wskaźnik pokazuje 107,3 dB. Dozwolony poziom hałasu w dzielnicach mieszkaniowych wynosi tam 55 dB. Chroniczne narażenie na natężenie dźwięku powyżej 125 dB może prowadzić do utraty słuchu. Fot. Karen Dias / Washington Post / Getty Images

Fajerwerki i petardy

Równolegle ruszyła kampania przed wyborami stanowymi. Do kakofonii śpiewów, odgłosów bębnów, straszliwie fałszujących amatorskich orkiestr i petard dołączyły polityczne slogany i piosenki puszczane z oklejonych plakatami pojazdów.

Kampania była ciekawa, zwłaszcza że wkrótce miały się odbyć przełomowe wybory parlamentarne, jak to bywa w Indiach – największe na świecie. Ale przemówienia przez megafony i uliczny chaos wplecione między wesołe uroczystości coraz częściej powodowały, że na dyżur do redakcji, gdzie pracowałem, jeździłem z bólem głowy.

Najtrudniejsze czekało tuż za rogiem. Święto Diwali – w praktyce przypominające połączenie Bożego Narodzenia i sylwestra – najbardziej dopiekło nam w sensie akustycznym. Wokół zaroiło się od wizerunków bogini Lakszmi i dobrze nam znanego Ganeśy. Liczba odbywających się imprez i zgromadzeń na ulicach i w świątyniach zachwycała. Girlandy kwiatów, słodkości na straganach, wejścia do domów ozdobione lampkami oliwnymi i kolorowymi, przypominającymi mandale dekoracjami rangoli tworzyły prawdziwie magiczny klimat. Ale odpalane fajerwerki i głośne jak granaty ładunki hukowe tworzyły gęsty smog i przyprawiały o mdłości.

Grupa kobiet przygląda się towarom na obwieszonym kolorowymi lampionami stoisku handlowym
Kolorowe lampiony i inne dekoracje sprzedawane w okresie Diwali na straganach w Bombaju. Fot. Divyakant Solanki / EPA/ PAP

Girlandy kwiatów, słodkości na straganach, wejścia do domów ozdobione lampkami oliwnymi i kolorowymi, przypominającymi mandale dekoracjami rangoli tworzyły prawdziwie magiczny klimat. Ale odpalane fajerwerki i głośne jak granaty ładunki hukowe tworzyły gęsty smog i przyprawiały o mdłości.

Jakby tego wszystkiego było mało, w listopadzie nadszedł sezon ślubów. W ciągu niespełna doby okazało się, że w okolicy mieści się kilka, dotąd ściśle zakonspirowanych domów weselnych. I tak do znanego już melanżu dźwięków dołączyły dyskotekowe kawałki z bollywoodzkich produkcji filmowych.

Uczciwość każe przyznać, że poza wszystkimi wymienionymi okazjami w naszej dzielnicy bywało jednak cicho i spokojnie. W każdym razie do około dziewiątej rano. Mniej więcej o tej porze sprzedawcy owoców i warzyw ustawiali pod oknami swoje wózki i zaczynali na cały głos zachwalać towar. Obwoźni handlarze i zamiataczki wdrapywali się tymczasem na pierwsze piętro i stukali do naszych drzwi, żeby zaoferować swoje usługi. Chociaż nigdy niczego nie kupowaliśmy ani nie dawaliśmy datków, przychodzili dzień w dzień. Być może z ciekawości, jak mieszkają ich egzotyczni sąsiedzi.

Kłopoty z trąbieniem

Nieprawdopodobny delhijski zgiełk i fakt, że ludziom wydawał się wcale nie przeszkadzać, zaczął mnie mocno interesować. Po krótkich poszukiwaniach okazało się, że spece w tej dziedzinie nie mają wątpliwości: Lajpat Nagar nawet poza sezonem świątecznym jest jednym z najgłośniejszych punktów w indyjskiej stolicy.

Do tzw. zanieczyszczenia hałasem najbardziej przyczynia się ruch uliczny, a ten jest niemiłosierny. Nie tylko dlatego, że samochodów stale przybywa i że raczej nie miewają tłumików. Ważną częścią indyjskiej kultury drogowej jest trąbienie.

Szydercy mawiają, że przeciętny kierowca znad Gangesu jest przekonany, że jego auto nie ruszy z miejsca bez wciśniętego do oporu klaksonu.

Szydercy mawiają, że przeciętny kierowca znad Gangesu jest przekonany, że jego auto nie ruszy z miejsca bez wciśniętego do oporu klaksonu. Później naciska go na każdym, nawet najmniejszym skrzyżowaniu, żeby uniknąć stłuczki. Montowane tu klaksony elektromechaniczne są głośniejsze i o dłużej trwającym dźwięku niż te znane w Europie. Ci, którym i to nie wystarcza, instalują jeszcze potężniejsze klaksony pneumatyczne, wygrywające krótkie melodie. Za każdym razem, kiedy po wyjściu ze stacji metra słyszałem, jak taki kierowca trąbił bez żadnej widocznej przyczyny tuż za moimi plecami, z ust wymykały mi się paskudne przekleństwa.

Nie tylko Delhi

Kilka lat temu naukowcy z jednej z delhijskich uczelni medycznych zmierzyli natężenie dźwięku w najważniejszych punktach miasta. Następnie porównali je z normami zdrowotnymi. W najgłośniejszych punktach odczyty wahały się od 80 do 93 decybeli. W skrajnych wypadkach sięgały 125 dB – to tyle, co podczas startu odrzutowca. Miejska norma wynosi 55 dB, ale w całej blisko 30-milionowej metropolii nie udało się znaleźć ani jednego miejsca, w którym hałas mieściłby się w bezpiecznym przedziale. W innych indyjskich megamiastach, Bombaju i Kalkucie, niektóre osiedla i dzielnice handlowe spełniały co prawda wytyczne, tyle tylko, że te wyznaczone dla terenów przemysłowych.

Warto wiedzieć

Kryzys zdrowia publicznego

Zanieczyszczenie hałasem prowadzi do chorób cywilizacyjnych. Mieszkańcy wielkich indyjskich miast masowo głuchną – co pokazują badania. Według lekarzy, którzy przeanalizowali dane z dziesięciu lat, Delhijczycy na pierwsze problemy ze słuchem skarżą się tuż po sześćdziesiątce – o 15 lat wcześniej niż ich równolatkowie w krajach Zachodu. Z powodu nadmiernej dawki decybeli mają zaburzenia snu i stany lękowe.

Badanie opublikowane w czerwcu w brytyjskim „Discover Public Health” dowodzi bezpośredniego powiązania chronicznego hałasu z obniżeniem jakości życia. Jak po raz kolejny potwierdzili naukowcy, powoduje stały wyrzut hormonów stresu, prowadzi do epidemii nadciśnienia, bezsenności, zaburzeń lękowych i chorób układu krążenia. Może prowadzić do problemów z sercem i cukrzycy. Lekarze z Delhi i Bengaluru zgłaszają masowy napływ pacjentów cierpiących na chroniczne dzwonienie w uszach. Lawinowo rośnie liczba przypadków ubytków słuchu wywołanych hałasem, szczególnie u młodych kierowców i pasażerów. Na liście dolegliwości spowodowanych uporczywym wielkomiejskim zgiełkiem są też depresja, rozdrażnienie i napady paniki, często uzupełnione zaburzeniami pamięci. Zamyka ją całkowita utrata słuchu.

XYZ

Hałas kontra obywatele

Seria medialnych publikacji i realna frustracja doprowadziła do powstania inicjatyw obywateli, którzy chcieli choć trochę uciszyć Indie. W akcje w Bombaju, Kalkucie i Bangalurze zaangażowały się organizacje pozarządowe i celebryci. Publikowali dźwiękowe mapy miast i organizowali kampanie informacyjne. Przekonywali, że trzeba inaczej budować miejskie drogi, zakazać zbyt głośnych klaksonów, a nade wszystko przekonać ludzi, że hałas nie jest wydumanym problemem.

W Delhi akcję „Nie trąb” przez wiele lat prowadziła organizacja Earth Saviours Foundation. Jej założyciel, zmarły w 2021 r. Ravi Kalra, uważał, że wszechobecna uliczna wrzawa powoduje straty w handlu, inwestycjach zagranicznych i w turystyce. Razem z wolontariuszami uwrażliwiał na to kierowców, przyklejał kampanijne naklejki do szyb i tylnych zderzaków pojazdów i zamalowywał hasła wzywające do trąbienia. Przy okazji Diwali i Nowego Roku walczył też z petardami i fajerwerkami. Mieszkańcy osiedla Panchsheel Park leżącego tuż przy jednej z obwodnic wygrali z miastem w sądzie, który nakazał sprawniejsze regulowanie ruchu ciężkich pojazdów i instalację na pobliskim wiadukcie ekranów akustycznych.

Seria medialnych publikacji i realna frustracja doprowadziła do powstania inicjatyw obywateli, którzy chcieli choć trochę uciszyć Indie. W akcje w Bombaju, Kalkucie i Bangalurze zaangażowały się organizacje pozarządowe i celebryci.

Wreszcie w 2022 r. indyjska stolica zdelegalizowała klaksony pneumatyczne. Ale egzekwowanie zakazu nie jest łatwe. Policja tylko wyrywkowo i nieregularnie wyłapuje łamiących przepisy kierowców – i na pokaz odwiedza zbyt hałaśliwe place budowy i używające głośników świątynie i meczety.

Kilka małych zwycięstw nie zmienia zasadniczo obrazu sytuacji.

Głośno aż do bólu

Chociaż od mojej przeprowadzki do Delhi minęło kilkanaście lat, to zmagania Indii z ekstremalnym hałasem nadal trwają. Przy czym Indie nadal tę rozgrywkę przegrywają – być może dlatego, że walczą bez większego przekonania. Miasta najludniejszego kraju świata rosną w historycznie szybkim tempie, ruch uliczny się powiększa. Kampanie społeczne i wyroki sądów nie zmieniły kulturowego przyzwolenia na zakłócanie spokoju sąsiadom ani upodobania do hucznego świętowania.

Kampanie społeczne i wyroki sądów nie zmieniły kulturowego przyzwolenia na zakłócanie spokoju sąsiadom ani upodobania do hucznego świętowania.

W 2024 r. indyjski sąd najwyższy potwierdził wcześniejsze orzeczenia, według których narażenie ludzi na niebezpiecznie głośne dźwięki narusza konstytucję. Ale ostatnie badania nie pokazują poprawy. Strefy ciszy wokół szkół i szpitali pozostają całkowitą fikcją, a podczas świąt, wesel i wieców wyborczych natężenie dźwięku nadal często przekracza granicę bólu.

Wszystko wskazuje na to, że imponujący rozwój Indii, wiążący się z coraz większą gęstością zaludnienia, będzie oznaczał jeszcze więcej hałasu. Według prognoz ONZ w 2035 r. w miastach nad Gangesem ma mieszkać 675 mln osób – o ponad 170 mln więcej niż dzisiaj. Aby ich wszystkich pomieścić, mają powstać nowe metropolie, w których prawdopodobnie trudno będzie zasnąć.

Główne wnioski

  1. Indie nie radzą sobie z problemem groźnego dla zdrowia tzw. zanieczyszczenia hałasem. Przyczynia się do niego nagminne stosowanie głośników, petard, fajerwerków i megafonów w czasie obchodów uroczystości. Problem pogłębiają nasilający się ruch uliczny, specyficzna kultura jazdy i montowanie w pojazdach nielegalnych klaksonów pneumatycznych, a także przemysł i nieprzestrzeganie przepisów budowlanych.
  2. Chroniczne narażenie na dźwięk o wysokim natężeniu prowadzi do tego, że Indusi wcześniej niż mieszkańcy innych krajów mają kłopoty ze słuchem. Powoduje też epidemię nadciśnienia, bezsenności, zaburzeń lękowych i chorób układu krążenia, a także problemów z sercem i cukrzycy. Na liście dolegliwości spowodowanych uporczywym zgiełkiem są też depresja, rozdrażnienie, napady paniki, zaburzenia pamięci i całkowita utrata słuchu.
  3. Indyjskie sądy, w tym sąd najwyższy, stale przyznają rację obywatelom skarżącym się na uciążliwe dźwięki. W poszczególnych miastach trwają kampanie społeczne, a władze wprowadzają kolejne przepisy i normy. Mimo to problem od ponad dwudziestu lat pozostaje nierozwiązany, ponieważ prawo jest rzadko egzekwowane.