Raporty, protesty i porównania do małp. Chiny walczą na słowa z sąsiadami
Rocznica wyroku międzynarodowego trybunału, który obalił roszczenia terytorialne Pekinu do niemal całego Morza Południowochińskiego, minęła niespokojnie. Czternaście państw i Unia Europejska wyraziły poparcie dla orzeczenia sędziów. Chiny odpowiedziały krytycznym raportem i akcją propagandową wymierzoną w sąsiadów.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Które państwa podpisały wspólne oświadczenie w dziesiątą rocznicę wyroku Stałego Trybunału Arbitrażowego i co w nim zapisano.
- Jak Chiny odpierają zarzuty na temat swoich roszczeń do niemal całego Morza Południowochińskiego.
- Jaka jest strategia Filipin wobec pretensji terytorialnych większego sąsiada i co zalecają eksperci.
Mimo ulewnego deszczu tysiące Filipińczyków świętowało w Manili dziesięciolecie symbolicznego zwycięstwa swojego kraju. Ludzie wzięli udział w Narodowym Marszu Pokoju, aby uczcić przypadającą w połowie lipca rocznicę orzeczenia międzynarodowego sądu, który obalił roszczenia terytorialne, jakie wobec Filipin wysuwają władze Chin.
W 2016 r. Stały Trybunał Arbitrażowy w Hadze wydał wyrok zawstydzający Państwo Środka. Sędziowie orzekli, że azjatyckie mocarstwo nie ma historycznych podstaw, aby twierdzić, że niemal całe Morze Południowochińskie – wody sięgające od Wietnamu aż po wybrzeża Indonezji – miałyby być chińskim terytorium. W odpowiedzi Pekin oświadczył, że nie uznaje jurysdykcji trybunału.
Na zgromadzeniu w Manili obecni byli szef sztabu generalnego, generał Romeo Brawner Jr. oraz przedstawiciele straży przybrzeżnej. Oskarżyli Chińczyków o nieustanne prześladowanie filipińskich jednostek na spornych wodach. Na jednym z transparentów przedstawiono karykaturę przywódcy Xi Jinpinga. Wypisany na nim slogan mówił o trwającym dziesięć lat oporze wobec „chińskiej agresji i prześladowań”. Równolegle ponad 500 osób protestowało przed chińską ambasadą w dzielnicy Makati.
W rocznicę historycznego wyroku do Filipin dołączyło czternaście innych państw i Unia Europejska. We wspólnym oświadczeniu wyraziły poparcie dla orzeczenia i uznały je za ostateczne.
Na odpowiedź Pekinu nie trzeba było długo czekać.
Chiny zaprezentowały raport krytykujący międzynarodowy arbitraż.

Warto wiedzieć
Strategiczne morze, globalny spór
Strategicznie położone Morze Południowochińskie jest jednym z najważniejszych punktów zapalnych na geopolitycznej mapie świata. Przez jego tropikalne wody przepływa od jednej czwartej do ponad jednej trzeciej globalnego handlu morskiego. Akwen ten kryje także bogate łowiska, złoża ropy naftowej i gazu ziemnego, a po jego dnie biegną dziesiątki światłowodów, zapewniających dostęp do szerokopasmowego internetu całemu regionowi.
Chiny od kilkudziesięciu lat roszczą sobie prawa do niemal całej powierzchni tego morza. Granice ich roszczeń sięgają 1,8 tys. kilometrów od wybrzeży Chin kontynentalnych.
Po drugiej stronie sporu stoją mniejsi sąsiedzi Państwa Środka, którzy bronią swoich praw do przybrzeżnych wód i zgłaszają własne pretensje terytorialne do wysp, skał i atoli. Wśród tych państw są Filipiny, Malezja, Brunei oraz Wietnam. Indonezja również patrzy z niepokojem na działania Chin, zwłaszcza po przypadkach wtargnięć chińskich jednostek na wody leżące w jej wyłącznej strefie ekonomicznej.
Główny rywal Chin – Stany Zjednoczone – wraz z sojusznikami chcą zapobiec chińskiej dominacji nad szlakami morskimi i regularnie prowadzą w regionie tzw. ćwiczenia swobody żeglugi.
Co mówią Chiny
Chińskie ministerstwo spraw zagranicznych zareagowało natychmiast. Jego rzeczniczka Mao Ning oświadczyła, że jej kraj „ani nie akceptuje, ani nie uznaje” wyroku. Nie zaakceptuje także żadnych roszczeń na nim opartych. Rządowa agencja informacyjna Xinhua nazwała orzeczenie trybunału „zatrutym dziedzictwem”. Obwiniła przy tym Filipiny o eskalację napięć przez rzekome „wtargnięcia” na wody, które Chiny uznają za własne. Skrytykowała przy tym Manilę za współpracę wojskową z zagranicznymi siłami.
Jing Quan, chiński ambasador w Manili, opublikował w partyjnym „Dzienniku Ludowym” komentarz, w którym określił stanowisko haskiego sądu jako „toksyczne dziedzictwo”. Z kolei ambasada Chińskiej Republiki Ludowej w Tokio oprotestowała przemówienia szefa japońskiego MSZ na temat sporu. Wyraziła też niezadowolenie z dołączenia Japonii do wspólnego oświadczenia w tej sprawie.
Chiński raport wskazuje na rzekome poważne wady wyroku trybunału w Hadze, wliczając w to błędną interpretację prawa oraz dowodów.
W ubiegły poniedziałek w Hongkongu zorganizowano wydarzenie, na którym Chiny zaprezentowały raport krytykujący międzynarodowy arbitraż. Według państwowej stacji CCTV dokument wskazuje na rzekome poważne wady wyroku, wliczając w to błędną interpretację prawa oraz dowodów. Chińscy autorzy argumentują, że trybunał w istocie rozstrzygał spór o suwerenność terytorialną, a zapis w konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza (UNCLOS) wyłącza takie sprawy spod obowiązkowego arbitrażu.
Chiny konwencję ratyfikowały. Mimo to nie odnoszą się do zapisanych w niej praw sąsiadów do wyłącznych morskich stref ekonomicznych. Nie komentują też faktu, że ich własne roszczenia sięgają wód odległych o blisko 2 tys. km od Chin kontynentalnych.
Klaun, małpa i oskarżenia o rasizm
Jednocześnie z działaniami dyplomatów i badawczy w ruch poszła chińska machina propagandowa.
W oficjalnych kanałach propagandowego dziennika „China Daily” ukazało się animowane wideo wygenerowane przez AI. Filipiny przedstawiono w nim jako wystraszoną małpę, biorącą udział w karaoke na drewnianej łodzi. Zwierzę, ubrane w tradycyjną filipińską koszulę, zaczyna wykonywać utwór o oporze stawianym Chinom. Wtedy spoza kadru ktoś karci ją, krzycząc, że śpiewa nie tę piosenkę, którą powinna. Zirytowani mocodawcy – w kadrze pojawiają się dwie potężne ręce, jedna w rękawie z napisem „USA” a druga opisana jako „Japonia” – chwytają małpę. Z pomocą procy wyrzucają ją do morza. Tam główny bohater animacji trafia na okręt w barwach chińskiej straży przybrzeżnej, który strzela do niego z armatki wodnej.

17 lipca Filipiny skrytykowały wideo jako dehumanizujące i rasistowskie. Departament spraw międzynarodowych wystosował oficjalny protest i zażądał usunięcia materiału. Z kolei filipiński resort obrony nazwał go „godną pogardy propagandą”, stwierdzając, że „obnaża moralne i intelektualne bankructwo chińskiej machiny propagandowej”.
Filipiny przedstawiono jako wystraszoną małpę, biorącą udział w karaoke na drewnianej łodzi.
Mimo że „China Daily” jest oficjalnym organem centralnego departamentu propagandy Komunistycznej Partii Chin, chińskie MSZ stwierdziło, że animacja nie przedstawia oficjalnego stanowiska rządu. W chwili publikacji tego artykułu kontrowersyjny materiał nadal jest dostępny w sieci. Wcześniej partyjne kanały w mediach społecznościowych publikowały karykatury przedstawiające Filipiny jako klauna i węża.
W sobotę anglojęzyczny dziennik opublikował długi felieton, podpisany nazwiskiem profesora Fudan University. W tekście wyjaśniono, że wszystko to jedynie satyra i alegoria polityczna. Autor zastosował też klasyczny „whataboutism”, wskazując na dawny kolonialny dyskurs Stanów Zjednoczonych. Zdaniem autora w narracji USA „często przedstawiano Filipińczyków jako dzikich, dziecinnych lub potrzebujących opieki”.
Ryzyko zaostrzenia sporu
Z perspektywy Chin i ich polityki zagranicznej ważniejsze od doraźnej wojny komunikacyjnej z mniejszym sąsiadem może być skoordynowane stanowisko jego sojuszników. Wśród czternastu państw, które wsparły Filipiny, są USA, Wielka Brytania, Japonia, Australia i Kanada. Dołączyła do nich także Unia Europejska. Stało się to w czasie, gdy azjatyckie mocarstwo nasila aktywność swojej straży przybrzeżnej jednocześnie wobec Filipin, Tajwanu i Japonii.
Jak mówi w rozmowie z XYZ dr Ian Chong, politolog z National University of Singapore, szybka i asertywna odpowiedź Pekinu zapowiada jednak, że spór nadal będzie się zaostrzał.
– Zastanawia, choć nie zaskakuje, milczenie części państw regionu bezpośrednio zaangażowanych w spór o strategiczne morze, zwłaszcza Wietnamu i Malezji. Rocznica orzeczenia zbiegła się z filipińskim przewodnictwem w największej regionalnej organizacji, Stowarzyszeniu Narodów Azji Południowo-Wschodniej. Dzięki temu Manila jest w stanie lepiej nagłaśniać swoje racje w sporze z Chinami. Ale ten azjatycki blok od dekady nie potrafi uzgodnić wspólnego stanowiska wprost odwołującego się do wyroku. Częściowo wynika to z gospodarczego uzależnienia od Chin – wyjaśnia Chong.
Rocznica orzeczenia zbiegła się z filipińskim przewodnictwem w największej regionalnej organizacji, Stowarzyszeniu Narodów Azji Południowo-Wschodniej. Dzięki temu Manila jest w stanie lepiej nagłaśniać swoje racje w sporze z Chinami.
Chińczycy wykorzystują ten fakt w swojej narracji. Chen Xiangmiao, pracownik Narodowego Instytutu Studiów nad Morzem Południowochińskim, stwierdził, że coraz więcej państw dostrzega spustoszenie, jakie jego zdaniem poczynił wyrok międzynarodowego trybunału. Wedle badacza cytowanego przez tabloid „Global Times”, zamiast rozwiązywać spory na morzu, zaognił on napięcia w regionie.
„Podczas gdy Filipiny i niektóre inne strony wciąż rozdmuchują farsę arbitrażową, zdecydowana większość członków ASEAN priorytetowo traktuje stosunki dwustronne z Chinami i stabilność regionalną” – miał powiedzieć Chen.
Rządy kilkunastu państw oraz Bruksela sprzeciwiły się wykorzystywaniu jednostek chińskiej straży przybrzeżnej, wojska i milicji morskiej do „nękania, utrudniania działań lub zastraszania” innych państw.
Warto wiedzieć
Czternaście podpisów i kilka milczących stolic
12 lipca 2016 r. Stały Trybunał Arbitrażowy w Hadze jednomyślnie orzekł w sprawie wniesionej przez Filipiny przeciwko Chinom. Sędziowie stwierdzili, że żądania terytorialne Pekinu na spornych wodach Morza Południowochińskiego nie mają podstaw.
Dokładnie dekadę później rządy USA, Japonii, Australii, Kanady, Estonii, Niemiec, Włoch, Łotwy, Litwy, Nowej Zelandii, Filipin, Rumunii, Słowenii i Wielkiej Brytanii opublikowały wspólne oświadczenie. Sygnatariusze potwierdzili, że wyrok pozostaje „ostateczny, prawnie wiążący i rozstrzygający” i że nie ma podstawy prawnej dla rozległych chińskich roszczeń morskich. Sprzeciwili się wykorzystywaniu jednostek straży przybrzeżnej, wojska i milicji morskiej do „nękania, utrudniania działań lub zastraszania” innych państw.
Na temat sporu milczą rządy Wietnamu, Malezji, Brunei oraz Indonezji, mimo że chińskie okręty regularnie naruszają ich wyłączne morskie strefy ekonomiczne.
Manila: egzekwować, nie czekać
Filipiny i ich sojusznicy wykorzystali rocznicę także do ogłoszenia nowej współpracy militarnej. Na konferencji Stratbase Institute ambasador Francji Marie Fontanel podkreśliła, że prawo musi iść w parze z praktyczną współpracą wojskową. Australia ogłosiła, że przekaże Manili dodatkowych 18 mln dolarów pomocy. Prezes manilskiego think tanku Stratbase Dindo Manhit powołał się na sondaż, według którego 86 proc. Filipińczyków popiera wzmocnienie obrony morza we współpracy z sojusznikami.
Filipińska szefowa dyplomacji Maria Theresa Lazaro, cytowana przez „Manila Times”, podkreśliła, że to Filipiny same muszą egzekwować wyrok sprzed dekady. Kraj prowadzi kampanię „asertywnej transparentności”, polegającej na publicznym nagłaśnianiu incydentów z chińską strażą przybrzeżną.
Dr Wu Shicun, szef chińskiego Narodowego Instytutu Studiów nad Morzem Południowochińskim, stwierdził, że Pekin może wznieść nowe instalacje na spornych rafach. W wywiadzie dla „South China Morning Post” ocenił, że może do tego dojść, „jeśli zewnętrzne siły nie pozostawią nam wyboru”.
Już w marcu 2026 r. chińska straż przybrzeżna ogłosiła tzw. operację oczyszczania wokół atolu Scarborough, wypierając stamtąd filipińskie kutry. W rejon wysłano sześć okrętów straży przybrzeżnej, kilkanaście jednostek milicji morskiej oraz okręt chińskiej marynarki wojennej.
Prawo czy pięść?
Dindo Manhit, szef manilskiego think tanku Stratbase, mówi w rozmowie z XYZ, że wspólne skoordynowane stanowisko sojuszników Filipin to dla Chin kłopot.
– Filipińczycy pokazali już światu, że prawo może przeważyć nad potęgą światowego mocarstwa. Naszym celem musi być teraz udowodnienie, że szacunek dla prawa międzynarodowego może przyczynić się do pokoju i dostatku dla wszystkich. Nie możemy jednak zapominać, że od czasu ogłoszenia wyroku międzynarodowego trybunału, Chińczycy stosują taktykę wymuszeń i agresywnych manewrów morskich. Starają się zastraszyć Filipiny i inne kraje, w tym marynarzy i rybaków, demonstrując swoją niekwestionowaną potęgę militarną. Chiny nasilają też internetowe kampanie dezinformacyjne. Mają na celu dezorientację obywateli i przedstawienie całej sytuacji w krzywym zwierciadle – podkreśla Manhit.
Główne wnioski
- Kilkanaście państw oraz Unia Europejska poparły wyrok sprzed dekady, który obala roszczenia terytorialne Pekinu na Morzu Południowochińskim. Orzeczenie trybunału z Hagi pozostaje formalnie wiążące, ale bez mechanizmu przymusowego wykonania. Stąd rosnący nacisk głównego adwersarza Chin, Filipin oraz ich sojuszników na rozbudowę potencjału obronnego.
- W 2016 r. trybunał uznał, że chińskie roszczenia do „historycznych praw” w obrębie tzw. linii dziewięciu kresek nie mają podstawy prawnej, a sporne rafy leżą w filipińskiej wyłącznej strefie ekonomicznej. Chiny nie zgadzają się z niesprzyjającym im wyrokiem i nadal wysuwają żądania terytorialne wobec swoich sąsiadów. Pekin przeszedł jednak od milczenia w sprawie wyroku do aktywnej kampanii komunikacyjnej. Nowy raport think tanków w Hongkongu i wypowiedzi powiązanych z rządem Chin ekspertów budują tezę o „politycznej farsie” zainicjowanej przez zewnętrzne mocarstwa.
- Sąsiedzi Chin są podzieleni. Mimo że wyrok trybunału w Hadze dotyczy kilku państw regionu, od dekady nie potrafią one uzgodnić wspólnego stanowiska, co osłabia ich pozycję wobec Pekinu. Działania chińskiego aparatu propagandy uznawane za rasistowskie oraz otwarta polityka komunikacyjna Filipin sprawiają jednak, że kraj ten zyskuje większe międzynarodowe poparcie.


