Dyktator Nikaragui kończy z wyborami w kraju. „Niech o tym zapomną"
Prezydent Nikaragui Daniel Ortega, który rządzi krajem wraz ze swoją żoną, zapowiedział koniec wyborów. Stwierdził, że nie da opozycji nawet cienia szansy na przejęcie rządów w Nikaragui.

– Niech o tym zapomną! Nie będzie już tu wyborów, w których oni mogliby próbować przejąć rząd i władzę – powiedział Ortega podczas obchodów 47. rocznicy rewolucji sandinistowskiej. Podczas niej pomógł obalić proamerykańską dyktaturę Anastasia Somozy Debaylego. Jego zdaniem opozycja jest bowiem wspierana przez USA, które chcą odzyskać wpływy w Nikaragui. Waszyngton na razie tych słów nie skomentował. Jednak wcześniej administracja Trumpa nałożyła sankcje na 2350 urzędników Nikaragui i ich rodziny.
Sama deklaracja niczego w kraju nie zmieni poza retoryką władz. W 2025 r. Ortega zmienił bowiem konstytucję. Zmienił ustrój na monopartyjny oraz powołał swoją żonę Rosario Murillo na współrządzącą krajem i wydłużył kadencję prezydenta z pięciu do sześciu lat. Razem z żoną ma pełną kontrolę nad wymiarem sprawiedliwości i wojskiem.
ONZ oskarża tę parę o systematyczne łamanie praw człowieka – jak choćby w 2018 r., gdy brutalnie stłumiono antyrządowe protesty. W starciach zginęło ponad 300 osób.
Jeden z liderów opozycji – Felix Maradiaga, który został zmuszony do ucieczki do USA – uznał jednak, że słowa dyktatora to oznaka strachu. – Ortega publicznie przyznał, co od dawna było jego prawdziwym zamiarem: sprawić, by jego tyrański projekt nie został poddany żadnej demokratycznej kontroli – powiedział agencji Reutera.
Źródło: PAP