Kategorie artykułu: Świat Technologia

Czy Indie wyprzedzą Chiny? Szykują się do skoku cywilizacyjnego

Indie gonią Chiny w wydatkach na infrastrukturę. Nad Gangesem powstają nowe autostrady, porty, lotniska, koleje i elektrownie. Delhi mocno inwestuje także w technologie. Czy najludniejsze państwo świata może powtórzyć chiński sukces?

Długi pociąg na stacji kolejowej. Na lokomotywie pismem dewanagari napisano: "Vande Bharat"
Nowoczesny ekspres Vande Bharat wjeżdża na stację w Kalkucie. Vande Bharat to najszybszy obecnie pociąg w Indiach, osiągający prędkość 130 km/h. Dopiero w 2029 r. ma zostać ukończona pierwsza linia dużych prędkości, po której składy pojadą z maksymalną szybkością 350 km/h. Fot. Debarchan Chatterjee/NurPhoto/Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak dużą skalę osiągnęła indyjska ofensywa infrastrukturalna i technologiczna.
  2. Dlaczego mimo rekordowych wydatków i wysokiego wzrostu gospodarczego Indie wciąż przyciągają zaskakująco mało inwestycji zagranicznych.
  3. Czy Indie mają szansę powtórzyć sukces Chin sprzed dekad czy przygniotą je problemy strukturalne.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Na placu budowy pod wsią Dholera w stanie Gudźarat dźwigi pracują dzień i noc. To tu, na dotąd pustynnym terenie, Tata Electronics wspólnie z tajwańskim Powerchip Semiconductor Manufacturing Corporation wznosi fabrykę chipów. Pierwsze układy scalone zakład ma wyprodukować w grudniu. Ale ta fabryka to początek czegoś znacznie większego.

Docelowo na obszarze 920 km kw. – większym niż Singapur – ma tu powstać całe miasto przemysłowe, zamieszkane przez 2 mln osób. Według deklaracji będzie w całości gotowe za kilkanaście lat. Sam tylko kompleks półprzewodnikowy Tata-Powerchip to inwestycja rzędu 11 mld dolarów. Ogólna wartość planowanych inwestycji, zarówno publicznych jak i prywatnych, to 3,5 bln rupii – w przeliczeniu 42 mld dolarów. Poza podstawową infrastrukturą obejmują one także m.in. budowę lotniska, autostrady, linii kolejowej i farmy solarnej.

Na tym jednym placu budowy logikę indyjskiej strategii gospodarczej widać jak na dłoni: masowe wydatki publiczne, dążenie do suwerenności technologicznej i próba wykorzystania geopolitycznej szansy.

Rekordy w infrastrukturze

Od 2019 r. w Indiach oddano do użytku dziesiątki tysięcy kilometrów autostrad. Podwoiła się liczba czynnych lotnisk, a przepustowość największych portów wzrosła niemal dwukrotnie. Sieć kolejowa przeszła w tym czasie masową elektryfikację, a kilkanaście miast doczekało się nowoczesnych sieci metra. Rząd Narendry Modiego uczynił fizyczną infrastrukturę jednym z głównych motorów wzrostu prawie półtoramiliardowego kraju.

W budżecie na trwający rok fiskalny władze w Delhi przeznaczyły rekordowe 12,2 bln rupii, czyli około 128 mld dolarów, na inwestycje kapitałowe. Pieniądze mają zostać wydane przede wszystkim na infrastrukturę transportową i przemysłową. Część trafi na obronność, rozwój miast średniej wielkości oraz nowe technologie, w tym magazynowanie energii i wychwytywanie dwutlenku węgla.

W tegorocznym budżecie rząd w Delhi przeznaczył rekordowe 128 mld dolarów na inwestycje kapitałowe. To ogromny skok z poziomu ok. 2 bln rupii w 2015 r.

To ogromny skok wydatków z poziomu ok. 2 bln rupii w 2015 r. Obecne nakłady są ponad sześciokrotnie wyższe. Indie przeznaczą w tym roku na infrastrukturę więcej niż 3 proc. PKB. To wciąż nieco mniej niż Chiny, które przeznaczają na ten cel ok. 4 proc., ale jakościowa zmiana jest bezdyskusyjna.

Priorytetem jest rozbudowa sieci kolejowej i autostrad. W lutym rząd ogłosił też, że powstanie siedem dodatkowych korytarzy kolei dużych prędkości, łączących największe ośrodki gospodarcze, w tym Mumbaj z Pune, Delhi z Waranasi oraz Ćennaj z Bengalurem. Prace przy pierwszym, z Mumbaju do Ahmedabadu, trwają od 2021 r.

Z publicznej kasy finansowana jest też budowa metra w kolejnych miastach, program elektryfikacji oraz wsparcie zakupu krajowego sprzętu budowlanego.

Postać pracownika ubranego w żółtą kamizelkę odblaskową na tle placu budowy z dźwigami
Plac budowy otwartego pod koniec 2025 r. nowego międzynarodowego lotniska w Mumbaju. Za rządów Narendry Modiego Indie podwoiły liczbę swoich portów lotniczych. Fot. Dhiraj Singh / Bloomberg / Getty Images

Pociąg-pocisk pojedzie za rok?

Flagowym projektem i symbolem indyjskich ambicji pozostaje 508-kilometrowy korytarz kolei dużych prędkości Mumbaj–Ahmedabad. Budowany jest przy wsparciu technologicznym i finansowym Japonii. Według rządowych danych pod koniec ub. roku poziom zaawansowania budowy wynosił ok. 56 proc. Do stycznia powstało ok. 334 km wiaduktów, po których ma pojechać przyszły „pociąg-pocisk”. Pierwszy, ok. 50-kilometrowy odcinek ma zostać otwarty za rok, a cała linia ma być gotowa do 2029 r.

Projekt jest jednak opóźniony – początkowo jego ukończenie planowano na 2023 r. – a koszty rosną. Według doniesień indyjskich mediów, potwierdzonych przez branżowy „International Railway Journal”, rachunek wzrósł już o ok. 83 proc. – z pierwotnie szacowanych 108 mld rupii do niemal 198 mld rupii. Wynika to głównie z opóźnień w wykupie ziemi, wzrostu jej cen, a także z wahań kursu jena i podatku od towarów i usług. Japońska pomoc rozwojowa finansuje 81 proc. pierwotnie zakładanych kosztów w formie taniego kredytu. Nieprzewidziane wydatki ma pokryć indyjskie państwo.

Czipy kwestią bezpieczeństwa

Indie przechodzą jednocześnie nie jedną, a dwie transformacje: fizyczną i technologiczną. Delhi stawia nie tylko na stal i beton, ale także na krzem. Drugim filarem strategii jest krajowy ekosystem półprzewodników. Indusi chcą zmniejszyć swoją zależność od dostaw chipów z Chin i Tajwanu.

Program India Semiconductor Mission (ISM), uruchomiony w 2021 r., ma budżet w wysokości 760 mld rupii. Najważniejszą inwestycją w jego ramach jest wspomniana fabryka Tata Electronics-PSMC w Dholerze. Docelowo zakład ma wytwarzać do 50 tys. płytek krzemowych miesięcznie.

Nie są to co prawda najbardziej zaawansowane technologicznie rozwiązania, ale są wystarczą do produkcji chipów na potrzeby motoryzacji, elektroniki przemysłowej i urządzeń IoT.

W lutym premier Modi otworzył pierwszy działający obiekt nowej fazy programu – fabrykę montażu i pakowania Micron Technology. Miesiąc później ruszyła komercyjna produkcja w nowym zakładzie Kaynes Semicon. Dalsze inwestycje mają się koncentrować już nie tylko na samych fabrykach, lecz także na sprzęcie produkcyjnym, wykorzystaniu krajowych materiałów i rozwoju własności intelektualnej.

Choć Indiom wciąż daleko do Tajwanu, Korei Południowej czy Chin, kraj szybko rozbudowuje własne zaplecze półprzewodnikowe.

Autostrady, lotniska i mniej biedy

Skala przemiany infrastrukturalnej i społecznej w ciągu ostatniej dekady jest widoczna zarówno gołym okiem, jak i w statystykach.

Poziom skrajnego ubóstwa spadł z 16,2 proc. w 2011 r. do zaledwie 2,3 proc. w 2023 r. W skali ponad miliardowego kraju oznacza to, że ze skrajnej biedy wydostało się ponad 170 mln osób. Łącznie z szerzej rozumianego ubóstwa – aż 345 mln osób. Do szeroko definiowanej klasy średniej zalicza się z kolei około 432 mln Indusów i Indusek.

Sieć autostrad powiększyła się z 91 tys. km w 2014 r. do ponad 146 tys. km obecnie – o ponad 60 proc. Liczba czynnych lotnisk podwoiła się z 74 w 2014 r. do 165 w połowie 2026 r. Przepustowość głównych portów morskich pd 2014 r. niemal się podwoiła – z 873 mln ton rocznie do ok. 1,73 mld ton. Znacznie skrócił się też średni czas postoju statku w porcie. Do lipca 2026 r. zelektryfikowano 99,6 proc. torów szerokotorowych, wobec ok. 20 proc. przed 2014 r., a moc zainstalowana w elektrowniach wzrosła do ponad 530 GW. W 2014 r. wynosiła ok. 245 GW. Ten skok rozwojowy był możliwy w dużej mierze dzięki państwowym inwestycjom.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Gospodarka zaskakuje

Taka skala wydatków publicznych nie byłaby, rzecz jasna, możliwa bez wysokiego wzrostu gospodarczego. W roku fiskalnym 2025-26 gospodarka powiększyła się o 7,4 proc. To więcej, niż zakładały wcześniejsze prognozy rządowe, które mówiły o wzroście od 6,3 do 6,8 proc.

Komentując te dane, Madhavi Arora, ekonomistka z bombajskiej firmy Emkay Global, oceniła, że solidny wynik wynika częściowo z ograniczonego wpływu amerykańskich ceł na indyjski eksport. Pomogło to ustabilizować wzrost w przemyśle przetwórczym. Szybko rośnie też produkcja przemysłowa. Mimo globalnej niepewności Indie radzą sobie dobrze i pozostają najszybciej rosnącą dużą gospodarką świata.

Zarówno Bank Światowy, jak i Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozują, że w tym roku wzrost gospodarczy Indii przekroczy 6 proc. To ponad trzy razy więcej niż w większości gospodarek rozwiniętych i prawie dwukrotnie więcej niż w Polsce, która notuje tempo wzrostu przeszło 3-procentowe.

Analitycy podkreślają odporność systemu finansowego kraju. Styczniowy raport Deloitte wskazuje na cechy gospodarki, które zabezpieczają ją przed negatywnymi skutkami zewnętrznych wstrząsów. Na liście są znaczne rezerwy walutowe, niska inflacja, przewaga długu publicznego denominowanego w rupiach i zdrowy sektor finansowy. Autorzy raportu zaznaczają jednak, że utrzymanie dobrych wyników będzie wymagało reform po stronie podażowej gospodarki, w tym dalszych inwestycji infrastrukturalnych i przemysłowych.

Dróg nadal za mało

Na papierze osiągnięcia Indii w dziedzinie dróg czy portów lotniczych wydają się imponujące. Zaczynały jednak z niskiego pułapu.

Prof. Marcin Piątkowski, wykładowca Kozminski University, do lipca był głównym ekonomistą Banku Światowego ds. Azji Południowej. Jak podkreśla, nawet po prawie 20 latach systematycznego zwiększania inwestycji jakość infrastruktury nad Gangesem nadal jest daleka od poziomu sąsiednich Chin.

– Pod względem PKB na mieszkańca Indusi wydają prawie tyle samo co ich sąsiedzi zza Himalajów, ale mowa o znacznie niższych kwotach. Indie mają kilka razy mniej dróg szybkiego ruchu niż Chiny i dopiero teraz budują pierwszą linię kolejową dużych prędkości. To prawda, że liczba lotnisk za Modiego się podwoiła, ale także wskaźnik nasycenia nimi jest niższy niż we wszystkich krajach, do których poziomu Indie aspirują – mówi prof. Piątkowski.

Jak podkreśla, niewystarczająca infrastruktura sprawia, że koszty logistyczne w Indiach wciąż są wysokie. Utrudnia to dalszy rozwój.

Indie krajem rozwiniętym?

Najludniejszy kraj świata to miejsce pełne paradoksów. Jest niezwykle zasobny i dzięki swojej populacji należy do największych gospodarek świata. Jednocześnie pozostaje najbiedniejszym państwem G20 pod względem dochodu na mieszkańca.

Cztery lata temu, podczas przemówienia z okazji 75-lecia niepodległości, premier Modi przedstawił wizję przekształcenia Indii w kraj rozwinięty o wysokim dochodzie do 2047 r.

Ideą przewodnią tej wizji stał się program „Viksit Bharat” („Rozwinięte Indie”), przygotowany przez rządowy think tank NITI Aayog. Zakłada on, że w setną rocznicę ogłoszenia niepodległości indyjska gospodarka będzie warta 30-35 bln dolarów, a dochód na mieszkańca wyniesie 18-20 tys. dolarów rocznie. Skalę wyzwania pokazuje fakt, że dziś wynosi on niespełna 3 tys. dolarów.

Premier Modi przedstawił wizję przekształcenia Indii w kraj rozwinięty o wysokim dochodzie do 2047 r.

Bank Światowy ocenił, że cel jest możliwy, ale trudny do osiągnięcia i wymaga bezprecedensowych reform strukturalnych. Instytucja wskazuje trzy silniki wzrostu. Pierwszym jest trwały wzrost inwestycji prywatnych. Drugim – zwiększenie zatrudnienia kobiet z około jednej trzeciej do 50 proc. Trzecim – wzrost produktywności dzięki lepszej jakości kapitału ludzkiego i nowym technologiom.

Indyjski program publicznych nakładów inwestycyjnych nie powinien być postrzegany tylko jako kolejny wzrost wydatków na drogi i koleje. Jest on próbą zbudowania wydajnej architektury dużej, zaawansowanej technologicznie gospodarki. Strategia opiera się na co najmniej czterech powiązanych ze sobą filarach. To kolejno transport i infrastruktura miejska, systemy energetyczne i logistyczne, zaawansowana produkcja oraz infrastruktura cyfrowa i wiedza - wylicza dr Nilanjan Ghosh, ekonomista i wiceprezes ds. badań w Observer Research Foundation.

Inwestycje jak w Meksyku

Prof. Marcin Piątkowski wskazuje, że na razie papierkiem lakmusowym kondycji indyjskiej gospodarki jest niski napływ kapitału zagranicznego.

– Wśród wielkich globalnych firm tylko Apple zdecydowała się na duże inwestycje na subkontynencie. Pozostałe konsekwentnie go unikają. Konieczne jest dalsze otwieranie gospodarki, bo wartość indyjskiego eksportu niewiele dziś przewyższa eksport Polski czy Wietnamu – mówi nasz rozmówca.

W 2025 r. napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych brutto wyniósł ok. 39 mld dolarów. To nieco mniej niż w Meksyku i poniżej 1 proc. PKB. W tej drugiej kategorii Indie zdecydowanie ustępują znacznie mniejszemu Wietnamowi, gdzie wskaźnik przekracza 5 proc. Najludniejszy kraj świata wypada gorzej nawet niż Meksyk, Korea Południowa i Polska. Dane pokazują ponadto, że realna kwota, jaka ostatecznie pozostała w gospodarce, wyniosła nieco poniżej 7 mld dolarów.

Dr Ghosh przyznaje, że Indie nie wykorzystują w pełni swojego potencjału inwestycyjnego.

– Rzeczywiście nie przyciągamy tylu inwestycji zagranicznych, ile powinniśmy. Standardem dla krajów rozwijających się jest wskaźnik przynajmniej 2 proc. PKB. Z pewnych powodów atrakcyjny rozmiar, poziom rozwoju i geopolityka nie przekładają się na zainteresowanie światowych inwestorów – mówi indyjski ekspert.

Jak zdobyć inwestorów?

Indiom doskwierają wysokie koszty finansowania, rozbudowana biurokracja i brak koordynacji między instytucjami. Przedsiębiorcy często wskazują na nieprzewidywalność regulacyjną, wysokie koszty oraz słabą koordynację między poszczególnymi stanami. Wszystko to, w połączeniu z powolnym i niesolidnym sądownictwem gospodarczym, zwiększa to ryzyko inwestycyjne.

– Inwestycje prywatne są dość silne w energetyce odnawialnej, telekomunikacji, na lotniskach, w centrach danych i wybranych segmentach produkcji, gdzie modele przychodów są przejrzyste. Trudniej jest w transporcie miejskim, gospodarce wodnej, konwencjonalnych kolejach i infrastrukturze społecznie niezbędnej, gdzie zwrot z inwestycji jest niepewny – mówi Ghosh.

Jak zaznacza, inwestorzy są gotowi płacić wysokie podatki, ale problemem pozostaje niepewność dotycząca regulacji, ceł i przepisów. Wśród priorytetów powinny znaleźć się, jego zdaniem, jednolite regulacje, sprawne egzekwowanie kontraktów i rozstrzyganie sporów oraz rozbudowa korytarzy transportowych, w tym szlaków żeglugowych.

– Potrzebne jest też przyciąganie inwestycji w sektorach o wysokiej wartości dodanej. To na przykład półprzewodniki, elektronika, czyste technologie, farmacja, produkty cyfrowe oraz przemysł kosmiczny – mówi ekspert.

Na pierwszym planie nowoczesny pomarańczowy pociąg, na horyzoncie zabudowania miejskie
Ekspres Vande Bharat indyjskich kolei państwowych przejeżdża przez stan Kerala. Fot. Dinesh Hukmani / Getty Images

W drodze na podium

Do około 2030 r. zostaną trzecią co do wielkości gospodarką świata – tak wynika z prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Pod względem nominalnego PKB wyprzedzą Niemcy i Japonię, ustępując jedynie Stanom Zjednoczonym i Chinom.

Dziś kraj zajmuje szóste miejsce w światowym rankingu, z nominalnym PKB na poziomie ok. 4,15 bln dolarów. Polityka inwestycyjna rządu w Delhi ma przyspieszyć proces awansu w tym zestawieniu, przesuwając środek ciężkości gospodarki z sektora usług w stronę przemysłu, produkcji masowej i zaawansowanych technologii.

– Indie ostatnich lat to kraj sukcesu. Są skazane na dalszy sukces przez co najmniej kolejną dekadę. To najszybciej rozwijająca się duża gospodarka. Awans na trzecią pozycję na świecie jest nieunikniony i będzie trwały. Wszystkie inne duże gospodarki mają kłopoty demograficzne, natomiast Indie są jedynym krajem spoza Afryki, który szybko rośnie, zarówno ludnościowo, jak i ekonomicznie – mówi prof. Marcin Piątkowski.

Indie ostatnich lat to kraj sukcesu. Są skazane na dalszy sukces przez co najmniej kolejną dekadę. To najszybciej rozwijająca się duża gospodarka na świecie. Awans na trzecią pozycję na świecie jest nieunikniony i będzie trwały.

prof. marcin piątkowski Kozminski University

Ten wzrost ograniczała dotąd izolacja od globalnych rynków. Wartość całego indyjskiego eksportu to ok. 460 mld dolarów, niewiele więcej niż eksport Polski. W tym roku Indie podpisały jednak umowę o wolnym handlu z Unią Europejską oraz zawarły kolejne porozumienia handlowe z partnerami zagranicznymi.

– Indie wreszcie otwierają się na świat, a to niezbędny warunek dla dalszego postępu – mówi ekonomista.

Decydujący wpływ na globalną pozycję indyjskiej gospodarki będzie miała jednak jej wielkość populacji.

– Indie czerpią korzyści z wysokiej dywidendy demograficznej. Siła robocza stale się powiększa, stopień digitalizacji gospodarki Indii jest znacznie wyższy, niż wskazywałby poziom ich rozwoju. Wszystko to wskazuje, że dzięki otwieraniu gospodarki utrzymają wzrost na poziomie 6-7 proc. Walka toczy się dziś o to, czy będą mogły rosnąć w prawdziwie chińskim tempie – mówi prof. Piątkowski.

Czy słoń dogoni smoka?

Gdy Chiny były w latach dziewięćdziesiątych na podobnym poziomie rozwoju jak dzisiejsze Indie, gospodarka Państwa Środka rosła o 10-12 proc. rocznie. To wtedy za Wielkim Murem wyrosła „fabryka świata”, a produkty „Made in China” zalały rynki. Czy Indusi mają szansę osiągnąć podobny status i tempo rozwoju?

– Musimy oddzielić to, co jest arytmetycznie możliwe, od tego, co jest praktycznie prawdopodobne. Wzrost gospodarczy na poziomie 10-12 proc. byłby trudny do utrzymania. W latach 90. Chiny przeżywały masową migrację ze wsi do miast i gwałtowne uprzemysłowienie. System światowego handlu ulegał szybkiej globalizacji, WTO zyskiwała kolejne państwa członkowskie. Dziś żyjemy w zupełnie innym świecie, w erze globalnego protekcjonizmu i geopolitycznej fragmentacji. Mamy do czynienia z przełomem technologicznym, a wszystkie państwa rozwinięte szybko się starzeją. W tych realiach możemy się rozwijać w tempie przekraczającym 6 proc. Wzrost na poziomie 8 proc. jest bardziej realistycznym celem niż tempo dwucyfrowe – ocenia dr Nilanjan Ghosh.

Indyjski ekonomista podkreśla, że Chiny mogą być inspiracją, ale nie modelem dla Indii.

– Indie nie muszą i wcale nie powinny kopiować modelu chińskiego. Po pierwsze dlatego, że w systemie jednopartyjnym łatwiej jest zarządzać gospodarką o tej skali, a naszych instytucji nie da się ze sobą porównać. Indie to wieloreligijny, wielojęzyczny i wielokulturowy tygiel. To wszystko podnosi koszty rozwoju gospodarczego. Z drugiej strony Chiny pokazały, że inwestycje mogą być krytycznym czynnikiem napędzającym wzrost. Może być nim także tani kapitał ludzki o dużej skali, przewidywalność regulacyjna i integracja z globalnymi łańcuchami dostaw. Tego powinniśmy się od nich nauczyć – mówi indyjski ekonomista.

Wyścig na szczyt

Według długoterminowych prognoz banku inwestycyjnego Goldman Sachs Indie do 2075 r. wyprzedzą Stany Zjednoczone, stając się drugą co do wielkości gospodarką świata. PKB tego giganta sięgnęłoby 52,5 bln dolarów. Przyczyni się do tego korzystna struktura demograficzna i postępy w dziedzinie innowacji, technologii oraz wydajności pracy. Prognozy ONZ wskazują, że w 2100 r. liczba mieszkańców Indii ustabilizuje się na poziomie około 1,5 mld. Populacja Chin ma do tego czasu spaść do ok. 630 mln. Czy dla mocarstwa nad Gangesem to szansa, aby w przyszłości stać się numerem jeden?

Według długoterminowych prognoz banku inwestycyjnego Goldman Sachs Indie do 2075 r. wyprzedzą Stany Zjednoczone, stając się drugą co do wielkości gospodarką świata.

– Już dziś znacznie prześcigamy Stany Zjednoczone pod względem szybkości wzrostu i wyraźnie widać, że nawet przy wysokim wskaźniku ubóstwa da się stworzyć produktywną populację. W ostatnich kilkunastu latach wyraźnie widzimy korelację pomiędzy wzrostem konsumpcji prywatnej a wzrostem PKB. Jeśli konsumpcja w USA nadal będzie spadać z powodu inflacji, Indiom łatwiej będzie ostatecznie prześcignąć USA, znacznie mniejsze ludnościowo. To samo mogłoby dotyczyć Chin – mówi dr Ghosh.

Prognozowanie jak za kilkadziesiąt lat będzie wyglądała gospodarcza mapa globu jest oczywiście obarczone dużym ryzykiem. Na przeszkodzie może stanąć choćby geopolityka i zmiany klimatu. Prof. Marcin Piątkowski podkreśla jednak, że Indie osiągnęły masę krytyczną zmian, która sprawi, że wzrost gospodarczy pozostanie priorytetem kolejnych rządów w Delhi. Oczekiwania nowego pokolenia Indusów mają zmuszać polityków do rozliczania się z merytokracji, postępu gospodarczego i tworzenia miejsc pracy. To z kolei oznacza, że indyjska transformacja dopiero nabiera tempa.

Główne wnioski

  1. Indie prowadzą jedną z największych na świecie ofensyw infrastrukturalnych. W obecnym budżecie przeznaczają rekordowe 128 mld dolarów na inwestycje kapitałowe. Budują autostrady, kolej dużych prędkości i krajowy ekosystem produkcji półprzewodników. W ostatnich latach podwoiła się liczba lotnisk, a kolej została niemal całkowicie zelektryfikowana.
  2. Mimo wzrostu gospodarczego rzędu 6-7 proc. rocznie i radykalnego ograniczenia skrajnego ubóstwa Indie wciąż przyciągają stosunkowo mało bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Napływ kapitału jest niższy niż w Meksyku, a w relacji do PKB znacznie słabszy niż w Wietnamie. Zdaniem ekonomistów to właśnie zainteresowanie zagranicznych inwestorów będzie jednym z najważniejszych testów powodzenia reform.
  3. Indie nie muszą kopiować chińskiego modelu rozwoju sprzed trzech dekad. Bardziej realistycznym celem niż wzrost rzędu 10-12 proc. jest trwałe tempo 6-8 proc., oparte na większej integracji z globalnymi łańcuchami dostaw, inwestycjach i potencjale demograficznym. Do około 2030 r. Indie mają zostać trzecią gospodarką świata, a w dalszej perspektywie mogą awansować jeszcze wyżej.