Kategorie artykułu: Biznes Technologia

AI wygrywa z klimatem. Jak big techy po cichu skończyły z zielonym

Boom na sztuczną inteligencję sprawia, że dawne klimatyczne obietnice największych firm technologicznych stają się coraz trudniejsze do utrzymania. Przesunięcie najczęściej dzieje się po cichu, ale zapłacą za nie wszyscy.

Wielkie centrum danych firmy Microsoft w Holandii. Amerykański gigant inwestuje kilkadziesiąt miliardów dolarów w nowe projekty. Wyzwaniem jest dostęp do energii - i koszty z tym związane
Wielkie centrum danych firmy Microsoft w Holandii. Amerykański gigant inwestuje kilkadziesiąt miliardów dolarów w nowe projekty. Wyzwaniem jest dostęp do energii i koszty z tym związane. Fot. Mouneb Taim/Anadolu via Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego boom na sztuczną inteligencję zmusza największe firmy technologiczne do ponownego przeliczenia kosztów ich ambitnych zobowiązań klimatycznych.
  2. Jak gwałtowny rozwój centrów danych zmienia zapotrzebowanie na energię i sprawia, że nawet poprawa efektywności infrastruktury nie wystarcza, by zatrzymać wzrost emisji.
  3. Czy obecne działania Google, Microsoftu, Amazona i Mety oznaczają trwały odwrót od zielonych celów, czy raczej początek bardziej pragmatycznej fazy transformacji energetycznej.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Po cichu, ale zdecydowanie. Amerykańskie firmy technologicznie jednomyślnie (choć wciąż nieoficjalnie) odchodzą od promowanych przez lata celów związanych z niskoemisyjnością. Nie bez przyczyny. Eksplozja AI a precyzyjniej – rozkręcający się biznes centrów danych – to okazja finansowa, której nie mogą – albo raczej nie chcą przegapić.

Przypomnijmy, jeszcze kilka lat temu największe firmy Doliny Krzemowej przedstawiały się jako awangarda korporacyjnej polityki klimatycznej. Google zapowiadał zerowe emisje netto i pracę na bezemisyjnej energii przez całą dobę do 2030 r. Microsoft obiecywał, że w tym samym terminie stanie się „carbon negative”, czyli będzie usuwać z atmosfery więcej dwutlenku węgla, niż emituje. Meta deklarowała net zero w całym łańcuchu wartości, a Amazon do 2040 r.

Formalnie większość tych deklaracji wciąż obowiązuje. Faktycznie dzieje się coś innego – w typowy dla big techów sposób. Przykład? Wspomniane już Google przez lata deklarowało, że zeroemisyjność do 2030 r. to cel. Teraz jest to już „moonshot”, czyli określenie opisujące wyjątkowo ambitny, niemal niemożliwy, plan.

Bo pieniądze leżą na ulicy.

Kosmiczny biznes

Firmy technologiczne wydają krocie, by móc się po nie schylić. W ostatnim kwartale roku finansowego 2026 Microsoft wydał 41 mld dolarów na nakłady inwestycyjne. Około dwóch trzecich tej kwoty przypadło na aktywa o krótkim cyklu życia, głównie procesory CPU i GPU. W tym samym kwartale przychody Azure i innych usług chmurowych wzrosły o 43 proc.

Alphabet, czyli właściciel Google, wydał w drugim kwartale 2026 r. 44,9 mld dolarów. Zdecydowana większość środków poszła na infrastrukturę techniczną dla AI: około 60 proc. na serwery, a 40 proc. na centra danych i sieci. Przychody Google Cloud wzrosły o 82 proc., a portfel zakontraktowanych usług chmurowych urósł do 514 mld dolarów.

To samo dzieje się w innych firmach technologicznych. W całym 2026 r. Meta wyda na inwestycje od 130 do 145 mld dolarów. Amazon od 200 do 220 mld dolarów – przy czym AWS, czyli chmurowy biznes Amazona, zwiększył przychody o 37 proc. w skali roku. A firma sama przyznała w raporcie kwartalnym, że mimo takiej skali wydatków nadal ma za mało mocy, by obsłużyć popyt.

Reuters policzył, że w tym roku pięć największych firm technologicznych wyda na inwestycje 730 mld dolarów. Na początku tego roku szacunki wskazywały na 485 mld dolarów.

Ma być szybciej i mocniej. A dawne ambicje klimatyczne przestały mieć znaczenie.

Zdaniem eksperta

Firmy nie zapomniały o emisyjności

Moim zdaniem nie ma już odwrotu od redukcji emisyjności. Pomimo być może wygórowanych celów, nadużyć na rynkach offsetów emisji oraz „kontrofensywy” denialistów klimatycznych i ich politycznych reprezentantów. Firmy technologiczne nie mają innego wyjścia i dobrze. Składając obietnice klientom i rynkom, stawiają się w pozycji, z której powrót do wcześniejszego status quo staje się bardzo trudny. Możemy mieć co najwyżej do czynienia z ponowną kalkulacją skali inwestycji w redukcję emisji oraz oceną ich skuteczności, ale sam kierunek pozostanie bez zmian.

Pamiętajmy, że zdecydowana większość nowych projektów zawiera element redukcji kosztów – energii, transportu itd. – a więc w ostatecznym rozrachunku prowadzi również do ograniczenia emisji.

Emisje rosną szybciej niż możliwości ich ograniczania

W 2025 r. zapotrzebowanie Google na energię elektryczną zwiększyło się o 37 proc. Był to największy roczny wzrost w historii spółki. Emisje liczone według metodologii przyjętej dla jej celu klimatycznego wzrosły o 18 proc. rok do roku i były o 81 proc. wyższe niż w bazowym 2019 r. Emisje operacyjne nieznacznie spadły, lecz ślad łańcucha dostaw wzrósł o 25 proc., przede wszystkim przez produkcję sprzętu i budowę infrastruktury AI.

Oficjalnie Google chwali się wielkimi inwestycjami także w zieloną energię. Firma zakontraktowała rekordowe 12 GW nowej czystej energii i szacuje, że dzięki efektywności sprzętu, oprogramowania oraz zakupom energii uniknął 58 mln ton CO₂e. „Uniknięte emisje” opisują jednak hipotetyczny scenariusz, w którym firma nie podjęłaby tych działań. Nie zmieniają faktu, że jej bezwzględny ślad węglowy rośnie.

Google nie jest wyjątkiem. Microsoft w roku finansowym 2025 r. (od początku lipca 2025 do końca czerwca 2026 r.) wyemitował 20,29 mln ton CO₂e. Rok wcześniej było to 16,22 mln ton. Zużycie energii elektrycznej zwiększyło się z 29,8 do 37,0 TWh. Największym źródłem pozostaje obszar produkcji chipów, serwerów, stali i cementu, transport oraz budowa centrów danych.

W Amazonie emisje bezwzględne wzrosły w 2025 r. o 16 proc. Emisje z zakupionej energii zwiększyły się o 34 proc., a emisje w łańcuchu wartości o 20 proc. Meta w najnowszym pełnym raporcie wykazała ponad 60-procentowy skok emisji, mimo że nadal deklaruje net zero w łańcuchu wartości do 2030 r. Przy czym trzeba pamiętać, że cele pomocnicze zakładają redukcję do 2031 r.

Wycofanie odbywa się po cichu

To wszystko dzieje się po cichu, z jednym wyjątkiem. Amazon w 2023 r. porzucił program „Shipment Zero”, w którego ramach połowa przesyłek miała być dostarczana bezemisyjnie do 2030 r. Firma argumentowała, że oddzielny cel przestał mieć sens, ponieważ cała organizacja zmierza do net zero w 2040 r.

A co się dzieje u innych graczy? Google w 2025 r. usunął eksponowaną obietnicę net zero do 2030 r. z głównej strony poświęconej zrównoważonemu rozwojowi. Spółka zapewniała, że cel nadal obowiązuje i pozostaje opisany w innych materiałach, lecz zobowiązanie zamieniło się „ambicją”.

Microsoft przestał raportować osobny wskaźnik „carbon neutral”. Zrezygnował także z części instrumentów polegających na zakupie certyfikatów energetycznych. Firma w 2024 r. została wykreślona z listy firm zobowiązanych do przedstawienia zatwierdzonego celu net zero w ramach Science Based Targets initiative.

– To nie jest odwrót w znaczeniu „zmienili zdanie”, tylko cichy demontaż celów. Google w czerwcu 2026 usunął hasło „net-zero by 2030” ze strony głównej i przeniósł do aneksu raportu. W tym samym raporcie emisje są o 81 proc. wyższe niż w 2019, a Scope 3 skoczył o 25 proc. w 2025 roku. Microsoft przyznał 25 procentowy skok emisji w samym 2025 r., częściowo, bo przestał liczyć słabsze certyfikaty energii jako redukcję. Meta jest najmniej transparentna, w dokumencie złożonym w SEC akcjonariusze zarzucają jej, że od dwóch lat nie ujawnia zakupionych certyfikatów energii, co uniemożliwia zweryfikowanie deklarowanych redukcji. Równolegle BlackRock, Vanguard i State Street wycofują się z popierania klimatycznych rezolucji akcjonariuszy – wylicza Daniel Moczydłowski, prezes Appstronauts.

Zdaniem eksperta

Zmiana narracji obecna też w Europie

To bardziej korekta niż odwrót. To nie oznacza, że rezygnujemy z transformacji klimatycznej. Raczej przechodzimy od deklaracji marketingowych do bardziej realistycznego podejścia. Firmy technologiczne nie działają w próżni. Jeżeli największa gospodarka świata wysyła sygnał, że priorytetem staje się bezpieczeństwo energetyczne i AI czy ogólnie przewaga technologiczna, a nie kolejne cele klimatyczne, to naturalnie zmienia to sposób myślenia zarządów firm. Nie dlatego, że nagle przestały wierzyć w dekarbonizację, ale dlatego, że zmieniły się bodźce ekonomiczne i geopolityczne.

Patrząc z perspektywy Europy, widzę, że w EIC (i szerzej Komisji Europejskiej) widać wyraźną zmianę narracji. Jeszcze 2-3 lata temu dominowało hasło „Green Deal”. Dzisiaj najczęściej padają trzy słowa: competitiveness, resilience i sovereignty (konkurencyjnośc, odporność i suwerenność). O tym też mówi sławetny raport Mario Draghiego – nie każe odpuszczać klimatu, a raczej nawołuje, że jeżeli Europa nie będzie konkurencyjna technologicznie, to nie będzie też liderem zielonej transformacji.

Co się dzieje w big techach

Fundamentalnym pytaniem jest to, czy mamy do czynienia z pełnym odwrotem, czy tylko z wymuszoną przez nowe wyzwania biznesowe korektą.

– Patrząc na jakość przywództwa wiodących firm technologicznych, poziom konformizmu, i na to, jak łatwo wycofują się pomimo swojej pozycji ekonomicznej z różnych deklarowanych wcześniej wartości np. podejścia do różnorodności, rodzi się pytanie, czy zeroemisyjność, gdyby nie była wymuszona globalną polityką, była rzeczywiście ich wewnętrznym celem – przekonuje Zofia Dzik, prezeska Humanities Institute, członki rady badawczej IDEAS Research Institute.

Jak zaznacza, w świetle obecnych geopolitycznych zmian, wojny surowcowej, zasadne oczywiście jest pytanie, w zależności od rodzaju branży, jej marżowości o to, czy cele ograniczenia emisji nie wymagają korekty.

– W przypadku jednak firm technologicznych zmiana podejścia nie jest bynajmniej korektą zbyt ambitnych celów, ale koniunkturalną reakcją biznesową, będącą wynikiem trwającego wyścigu technologicznego, powiązanego coraz bardziej z wyścigiem militarnym i obecnym procesem zmiany układu sił na świecie. Tempo tego wyścigu, rozwój centrów danych wymaga ogromnych nakładów energii. Zainicjowane przez big techy inwestycje np. w budowę SMR będą gotowe dopiero za dekadę. Długoterminowo inwestycje w odnawialne źródła energii, w tym dyskutowaną ostatnio energię kosmiczną będą miarą konkurencyjności – przekonuje Zofia Dzik.

Jak zmienia się rynek

Zdaniem Jarosława Sokolnickiego, CTO w exeAI, nie obserwujemy odwrotu od celów klimatycznych, lecz korektę planów tworzonych przed boomem na generatywną AI. Zwłaszcza jeśli spojrzymy na postępy w rozwoju centrów danych.

– W latach 2006-2022 najbardziej efektywne centra danych hiperskalerów realnie poprawiały efektywność energetyczną. Wskaźnik PUE [stosunek całkowitej energii zużytej przez centrum danych do energii wykorzystanej faktycznie przez serwery; im bliżej 1,0, tym mniej energii ginie na chłodzenie i infrastrukturę pomocniczą – red.] spadł z poziomu ok. 2,0 do ok. 1,09-1,1. Osiągnięto to głównie dzięki chłodzeniu adiabatycznemu, zaprojektowanemu dla klasycznych serwerów CPU o gęstości do 20-30 kW na rack. Trzeba jasno powiedzieć: to wynik najlepszych, flagowych instalacji Google czy Microsoftu, nie średnia dla całego globalnego rynku dekada inżynieryjnej pracy, poparta realnym przekonaniem, że zeroemisyjność jest osiągalna – zauważa Jarosław Sokolnicki.

AI wywróciło tę grę do góry nogami.

– Rack NVIDIA GB200 NVL72 pobiera około 120 kW i wymaga chłodzenia cieczą, bo powietrze fizycznie nie nadąża. Branża musiała zacząć od nowa, a to właśnie na infrastrukturze hiperskalerów, nie samych labów jak OpenAI, księgowany jest główny ciężar emisyjny treningu i inferencji modeli, co oznacza, że poprawa efektywności infrastruktury nie kompensuje dziś tempa wzrostu zapotrzebowania na moc obliczeniową i energię – dodaje ekspert.

Dlaczego zielone plany przegrywają

Przyczyną numer jeden jest sztuczna inteligencja, a dokładniej trening dużych modeli AI. Wymaga on wielkich centrów danych. Co więcej, miliardy użytkowników korzystających na co dzień z dobrodziejstw GenAI dokłada firmom technologicznym kolejne wyzwania. Każde zapytania, każdy nowy model, kosztuje pieniądze i potrzebuje energii.

W 2025 r. MIT Technology Review policzyło, że w 2028 r. sztuczna inteligencja w USA będzie wymagała tyle energii, ile 22 proc. wszystkich amerykańskich gospodarstw domowych. Mowa o skali całego kraju, ale szokujące są także małe liczby. Wygenerowanie średniej wielkości obrazka przy użyciu przeciętnego modelu „kosztuje” około 4,4 tys. J energii. To mniej więcej tyle, ile sześć sekund używania kuchenki mikrofalowej. Stworzenie kilkunastosekundowego, ale dobrej jakości filmu przy użyciu AI, wymaga już milionów J energii, czyli kuchenka pozostaje włączona na ponad godzinę.

A to tylko jedno oblicze kosztów. Budowa centrów danych, które pozwalają na generowanie treści, wymaga nie tylko surowców niezbędnych do powstania samego budynku, ale także serwerów i całego sprzętu.

Przyszłość pełna wyzwań

Lawrence Berkeley National Laboratory w swoim badaniu oszacował, że centra danych zużywały 4,4 proc. energii elektrycznej w USA w 2023 r., a do 2030 r. ich udział może sięgnąć około 11,8 proc., z przedziałem scenariuszy od 9,5 do 15,3 proc. EIA nazywa centra danych dominującym motorem długoterminowego wzrostu popytu na prąd w Stanach Zjednoczonych.

Firmy technologiczne zdają sobie sprawę z problemu, jakim jest brak tej energii. Stąd wielkie inwestycje w energetykę jądrową, geotermię, magazyny energii i technologie usuwania CO2. I wciąż mówimy tylko o biznesach amerykańskich. To, co się dzieje w Chinach, pozostaje dużą niewiadomą.

Światło w tunelu?

Zdaniem Zofii Dzik, teoretycznie możliwy jest taki scenariusz, gdzie efektem inwestycji w AI są innowacje istotnie zmieniające procesy produkcyjne, gospodarkę materiałową, zarządzanie wytwarzaniem, przesyłem i konsumpcją energii, etc.

– Nie znam jednak takich analiz, które całościowo badałoby taki kierunek. I nie mam poczucia, że w takich kategoriach długoterminowej troski, myślą dziś liderzy firm technologicznych. Ponadto takie analizy powinny obejmować wiele innych ryzyk i kosztów gospodarczych i społecznych związanych z wpływem tych zmian na ludzi, co często jest pomijane w analizach wielkich firm konsultingowych pokazujących np. przełożenie rozwoju AI na wzrost GDP. Do zdefiniowania jest także termin „krótkoterminowo”. Fala protestów towarzysząca budowie nowych centrów pokazuje, że ten rozwój będzie się mierzył z presją społeczną i może się zmieniać pod wpływem kalendarza wyborczego – przekonuje ekspertka.

Jej zdaniem realny jest inny scenariusz, biorący pod uwagę energochłonność i surowcochłonność obecnego modelu rozwoju AI.

– Taki poziom wymaganych nakładów wymusi globalnie innowacje w rozwoju tej technologii. A wówczas obecna infrastruktura może okazać się „przestarzała”, zanim osiągnie pełną moc wytwórczą. Bo długoterminowo patrząc na wiele alarmujących wskaźników, kierunek zrównoważonego rozwoju i bardziej racjonalnej konsumpcji wydaje się nieuchronny społecznie i ekonomicznie – zauważa Zofia Dzik.

O tym samym mówi raport Międzynarodowej Agencji Atomowej „AI and climate change”. Paradoksalnie rozwój AI w średnim terminie może doprowadzić do efektu odbicia i drastycznego zużycia energii elektrycznej. Czego wszyscy powinniśmy sobie życzyć.

– Paradoksalnie AI może zrobić dla energetyki to, czego przez lata nie zrobiła polityka klimatyczna. W momencie, gdy największe firmy świata zaczynają potrzebować ogromnych ilości stabilnej energii, inwestycje w atom przestają być wyłącznie projektem politycznym, a stają się projektem biznesowym z bardzo silnym uzasadnieniem ekonomicznym – podsumowuje Daniel Moczydłowski.

Główne wnioski

  1. Boom na sztuczną inteligencję radykalnie zmienił priorytety największych firm technologicznych. Microsoft, Alphabet, Meta i Amazon przeznaczają setki miliardów dolarów na serwery, układy GPU, sieci i nowe centra danych. Dlatego, bo popyt na usługi AI i chmurowe rośnie szybciej, niż firmy są w stanie rozbudowywać infrastrukturę. Wraz z tym przyspieszeniem coraz trudniejsze staje się pogodzenie ekspansji z deklarowanymi wcześniej celami klimatycznymi. Formalnie wiele z nich nadal obowiązuje, ale ich język jest łagodzony. Część wskaźników znika także z raportów, a wcześniejsze zobowiązania coraz częściej przedstawiane są jako ambicje zamiast konkretnych terminów.
  2. Dane o emisjach pokazują, że poprawa efektywności energetycznej nie rekompensuje dziś tempa rozwoju infrastruktury AI. Google odnotował w 2025 r. rekordowy wzrost zużycia energii elektrycznej. Ponadto emisje liczone według metodologii jego celu klimatycznego były o 81 proc. wyższe niż w 2019 r. Wzrost emisji raportowały także Microsoft, Amazon i Meta. Szczególnie istotne są emisje związane z produkcją chipów i serwerów, budową centrów danych, stalą, cementem oraz transportem. Oznacza to, że problemem nie jest wyłącznie energia potrzebna do działania modeli AI, lecz cały fizyczny łańcuch infrastruktury niezbędnej do ich rozwoju.
  3. Eksperci różnią się w ocenie skali zmiany. Część mówi o korekcie planów przygotowanych przed boomem generatywnej AI i wskazuje, że kierunek dekarbonizacji pozostanie aktualny. Inni widzą koniunkturalną reakcję firm na wyścig technologiczny i geopolityczny. Wspólnym mianownikiem jest jednak rosnące znaczenie dostępu do stabilnej i taniej energii. To właśnie potrzeby AI mogą przyspieszyć inwestycje w energetykę jądrową, geotermię, magazyny energii i nowe technologie wytwarzania. Jednocześnie pozostaje otwarte pytanie, czy innowacje przyniosą wystarczająco duże oszczędności energetyczne. Zanim skala zapotrzebowania na moc obliczeniową wzrośnie jeszcze bardziej.