Taniec smoka z jeżozwierzem. Tajwan przygotowuje się na chińską agresję
Największe dotąd manewry wojskowe na Tajwanie objęły ewakuację prezydenta, kontrolowane zakłócanie łączności i mobilizację bezprecedensowej liczby rezerwistów. Tajpej sprawdza, czy wojsko i społeczeństwo wytrzymałoby próbę zajęcia wyspy przez Chiny.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego manewry „Han Kuang” 2026 różnią się od poprzednich edycji i jak zmienia się tajwańska strategia obronna wobec Pekinu.
- Jak dziesięciodniowe ćwiczenia wpływają na codzienne życie mieszkańców.
- Dlaczego czystki w chińskiej armii, wnioski z wojen w Ukrainie oraz Iranie i kulturowe więzi łączące Tajwan z Chinami komplikują Pekinowi decyzję o siłowej aneksji demokratycznej wyspy.
W miastach na Tajwanie zawyły syreny, na ulice wyjechały czołgi, a przy autostradach pojawiły się mobilne wyrzutnie rakiet. To część zakrojonych na szeroką skalę 10-dniowych manewrów „Han Kuang”. Biorą w nich udział dziesiątki tysięcy żołnierzy zawodowych i ok. 20 tys. rezerwistów. Ćwiczenia odbywają się nie tylko na poligonach. Wojskowi prowadzą działania także na miejskich skrzyżowaniach i stacjach metra, a dla ludności organizowane są alarmy przeciwlotnicze. Demokratyczna wyspa ćwiczy w ten sposób odpieranie chińskiej agresji.
Jednym z najbardziej medialnych elementów tegorocznej edycji była nocna ewakuacja najwyższych władz. Prezydent William Lai został przewieziony transporterem opancerzonym z pałacu prezydenckiego do tajnego centrum dowodzenia. Lai, ubrany w hełm i kamizelkę kuloodporną, nadzorował z podziemnego bunkra prace sztabu, testując dowodzenie w sytuacji egzystencjalnego kryzysu.
To pierwszy przypadek, gdy urzędujący prezydent Tajwanu wziął udział w symulacji „uderzenia dekapitacyjnego” publicznie. Wcześniej w tajemnicy ewakuowano jednak poprzednie głowy państwa. Procedura sięga czasów zimnej wojny, gdy Czang Kaj-szek obawiał się chińskiej próby eliminacji przywództwa wyspy.
Koniec pokazówki, początek realizmu
Mające potrwać do piątku manewry różnią się od poprzednich edycji jeszcze kilkoma elementami. Chcąc zasymulować skutki przecięcia podmorskich światłowodów albo zagłuszania sygnału przez przeciwnika, władze celowo spowolniły prędkość mobilnego internetu. Drugą nowością jest odejście od ćwiczeń scenariuszowych na rzecz nieprzewidywalnych symulacji, w których dowódcy niższego szczebla muszą improwizować. Po raz pierwszy testowana jest zdolność dwóch brygad rezerwistów do osiągnięcia pełnej gotowości bojowej.
Do akcji włączono też dostarczone niedawno czołgi M1A2T Abrams oraz nowo utworzone Dowództwo Walki Przybrzeżnej, które integruje pociski przeciwokrętowe, radary mobilne i drony. Wszystko to element tzw. strategii jeżozwierza. Polega ona na odejściu od kosztownych okrętów i myśliwców na rzecz tanich, rozproszonych systemów, takich jak mobilne wyrzutnie rakiet, drony morskie i powietrzne. Zmiana doktryny ma uczynić ewentualną inwazję zbyt kosztowną politycznie i militarnie.
Strategia jeżozwierza polega na rozproszeniu tanich systemów obrony, takich jak mobilne wyrzutnie rakiet, drony morskie i powietrzne. Ma uczynić ewentualną inwazję zbyt kosztowną politycznie i militarnie
Analitycy wskazują, że Tajpej intensywnie czerpie przy tym z doświadczeń wojny w Ukrainie i w Iranie. Przyspiesza krajową produkcję dronów, powiększa wykorzystanie łączności satelitarnej i systematycznie usuwa chińskie komponenty z łańcuchów dostaw obronnych. Władze planują też budowę zapasów paliwa, leków i amunicji na wypadek długotrwałej blokady morskiej.
Marynarka wojenna i straż przybrzeżna trenowały eskortowanie statków zaopatrzeniowych w warunkach symulowanej blokady, a okręty wyszły z portów, by ćwiczyć rozproszone dowodzenie.
Barykady i alarmy przeciwlotnicze
Tajwańczycy podkreślają, że w ostatnich latach manewry stają się coraz większe. Co roku dodawane są do nich nowe elementy, takie jak ewakuacja do schronów czy więcej działań w przestrzeni miejskiej.
Mieszkańcy Kaohsiungu, drugiego co do wielkości miasta na Tajwanie, relacjonują, że w śródmieściu rozstawiono zasieki i betonowe zapory, chroniące infrastrukturę krytyczną. Wojsko ćwiczy działania miejskie, a ulicami przemieszczają się kolumny czołgów i transporterów opancerzonych. Żołnierze ćwiczą walkę w mieście, a przy autostradach rozlokowano mobilne wyrzutnie HIMARS.
Tajpej dysponuje ponad 4,6 tys. schronami. Mogą one pomieścić ok. 12 mln osób – to czterokrotnie więcej niż liczy miasto
Próbne alarmy przeciwlotnicze zaplanowano w różnych terminach zarówno w stolicy, jak i w mniejszych ośrodkach.
– Pół godziny przed alarmem przeciwlotniczym mieszkańcy otrzymują alert na telefony. Gdy wyją syreny, nie wolno wychodzić na ulice. Należy wtedy albo pozostać w domach, albo zejść do schronu, a jadące samochody muszą się zatrzymać – mówi XYZ mieszkaniec Tajpej.
Według pochodzących z 2022 r. danych stołecznej administracji Tajpej dysponuje ponad 4,6 tys. schronami. Mogą one pomieścić ok. 12 mln osób – to czterokrotnie więcej niż liczy stolica. W skali całej wyspy władze mówią nawet o blisko 100 tys. obiektów, choć w większości są to po prostu podziemne parkingi i piwnice budynków.
Wojna narracji
Ppłk Maciej Korowaj, analityk Wydziału Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu w Białymstoku oraz Instytutu Wschodniej Flanki, ocenia w rozmowie z XYZ, że w tegorocznych ćwiczeniach nie chodzi wyłącznie o wymiar wojskowy. Tajwańskie władze celowo je nagłaśniają.
– Dawniej manewry wojskowe organizowano tak, żeby jak najwięcej ukryć i aby przeciwnik nie mógł wykorzystać wiedzy z ćwiczeń. Dzisiaj w coraz większym stopniu są demonstracją siły oraz elementem wojny informacyjnej. Rząd w Tajpej zarówno do Chin, jak i do swoich własnych obywateli kieruje przekaz, że Tajwan posiada wystarczające środki i koncepcję obrony, a ChRL nie będzie w stanie z łatwością połknąć wyspy. Tym razem Tajwańczycy zademonstrowali swoją odporność na dekapitację państwa. Widoczność żołnierzy na skrzyżowaniach i symulacja zarządzania w sytuacji kryzysu daje obywatelom przeświadczenie, że są bezpieczni i utrudnia podkopywanie zaufania do władz. W ten sposób buduje się spójność państwa i społeczeństwa – mówi wojskowy.
Zdaniem analityka współczesne wojny w dużej mierze rozgrywają się w przestrzeni kognitywnej. Percepcja siły i możliwości może przesądzić o rezultacie konfliktu w realnym świecie.

Niełatwy kąsek
Między 2023 a 2026 rokiem Komunistyczna Partia Chin przeprowadziła bezprecedensowe czystki w armii. Z systemu dowodzenia usunięto ponad 30 generałów i wiceadmirałów. Byli wśród nich między innymi były minister obrony Li Shangfu, dowódca sił rakietowych Li Yuchao, a nawet wiceprzewodniczący Centralnej Komisji Wojskowej Zhang Youxia, uznawany za najbardziej zaufanego sojusznika Xi Jinpinga w wojsku. Wielu z usuniętych oficerów odpowiadało w przeszłości za planowanie operacyjne wobec Tajwanu.
– Na odtworzenie struktur dowodzenia potrzebna jest co najmniej dekada. Oznacza to, że Chiny nie będą gotowe do działań zbrojnych na dużą skalę przed połową lat trzydziestych. Pekin co prawda stara się wpływać na opinię publiczną Tajwanu, przekonując ją, że opór nie miałby sensu. Stąd działania Chin obliczone na zastraszenie sąsiadów, w tym intensyfikacja manewrów floty wojennej w Cieśninie Tajwańskiej. Jednak wojny Rosji z Ukrainą oraz Stanów Zjednoczonych z Iranem udowodniły, że nawet potężne państwo nie zawsze jest zdolne do osiągnięcia celów strategicznych środkami militarnymi. Asymetria pomiędzy Chinami i Tajwanem przypomina różnice potencjałów w wojnach w Europie i nad Zatoką Perską. Dodatkowo trzeba podkreślić, że chińskie wojsko jest w mniejszym stopniu gotowe do konfrontacji na dużą skalę niż rosyjskie czy amerykańskie. Armia Ludowo-Wyzwoleńcza na papierze i w internetowych filmach propagandowych wydaje się silna, ale ma kłopoty z przywództwem i nigdy nie walczyła we współczesnym konflikcie – mówi ppłk Maciej Korowaj.
Zdaniem analityka pochopna inwazja mogłaby związać Pekin na wiele lat, jak to się przydarzyło Rosji w wojnie z Ukrainą. To z kolei mogłoby zdestabilizować władze w Pekinie i wzmocnić utajoną opozycję wobec Xi Jinpinga.
Wojny Rosji z Ukrainą oraz Stanów Zjednoczonych z Iranem udowodniły, że nawet potężne państwo nie zawsze jest zdolne do osiągnięcia celów strategicznych środkami militarnymi
Nie bez znaczenia jest fakt, że Tajwańczycy są blisko kulturowo powiązani z Chińczykami. Oprócz mandaryńskiego mówi się tam dialektem hokkien, wywodzącym się z chińskiej prowincji Fujian. Wielu mieszkańców wyspy to potomkowie fujiańskich osadników przybywających na Tajwan od XVII wieku. Ta bliskość językowa i genealogiczna sprawia, że Pekin od dekad odwołuje się do narracji o „jednej rodzinie” i wspólnych korzeniach, licząc na miękkie przyciąganie zamiast przymusu. Ta sama bliskość czyni ewentualną wojnę kosztowną wizerunkowo dla Komunistycznej Partii Chin. Obrazy chińskich żołnierzy walczących z ludnością mówiącą tym samym dialektem i o podobnych tradycjach byłby trudny do pogodzenia z propagandą o „wyzwoleniu rodaków”. Dlatego niektórzy analitycy sugerują, że Pekin wolałby długotrwałą presję gospodarczą i blokadę zamiast bezpośredniej inwazji.
Dalej od Pekinu
W latach 2008-2016 prezydentem Tajwanu był uważany za propekińskiego Ma Ying-jeou. Choć jego partia, Kuomintang, formalnie nigdy nie wzywała do jednostronnego zjednoczenia z ChRL, to uznawała istnienie „jednych Chin” w swojej własnej interpretacji. Tajwan zbliżył się wówczas gospodarczo z Pekinem.
Dziesięć lat temu wybory wygrała Demokratyczna Partia Postępowa (DPP). Wywodzący się z niej prezydenci, Tsai Ing-wen i obecny Lai Ching-te, konsekwentnie opowiadają się za „tajwańskim”, a nie „chińskim” Tajwanem. Oboje podkreślają, że przyszłość wyspy musi zależeć wyłącznie od woli jej mieszkańców.
Przejęcie przez Chiny pełnej kontroli nad Hongkongiem i zdławienie prodemokratycznych protestów w latach 2019-2020 sprawiło, że zaufanie tajwańskiej opinii publicznej do Pekinu gwałtownie spadło. Sondaże Rady ds. Spraw Kontynentalnych (MAC) pokazują wzrost liczby respondentów odrzucających promowaną przez Pekin formułę „jeden kraj, dwa systemy”. Na początku 2019 r. nie zgadzało się z nią 75 proc. Tajwanek i Tajwańczyków. Jesienią tego samego roku ten odsetek wynosił już blisko 90 proc. i od tamtej pory stale utrzymuje się na wysokim, ponad 80-proc. poziomie.
Powrót służby wojskowej
W 2013 r., za rządów prochińskiego Kuomintangu, obowiązkową służbę wojskową skrócono z roku do czterech miesięcy. Od 2024 r. ponownie przedłużono ją do roku, wraz z niemal czterokrotną podwyżką żołdu poborowych. Polityczna zmiana warty przyniosła też zwrot ku odstraszaniu opartemu na sile ognia i odporności całego społeczeństwa.
Wyspa ma dziś ok. 2 mln zarejestrowanych rezerwistów, choć liczba realnie zdolnych do szybkiej mobilizacji oscyluje wokół 700 tys. Niemal każdy mężczyzna przechodził zasadniczą służbę wojskową albo służbę zastępczą. Kłopotem nadal jest jednak nierówny poziom treningu rezerwistów. Wielu młodych Tajwańczyków uważa służbę za fikcję, nie zaś za okazję do nauki prawdziwych umiejętności.
Warto wiedzieć
Współpraca polsko-tajwańska
Wymiana handlowa między Polską a Tajwanem osiągnęła w 2025 r. rekordowy poziom 2,54 mld dolarów, urosła o 22 proc. rok do roku. Jej głównym filarem są półprzewodniki, komponenty elektroniczne i motoryzacja. Współpraca polskiego i tajwańskiego sektora zbrojeniowego skupia się na technologiach podwójnego zastosowania, zwłaszcza na dronach, optoelektronice, mikrokontrolerach i łączności. Polska stała się dla Tajwanu ważną bramą do Europy. Jak podał tajwański minister gospodarki Kung Ming-hsin, w 2025 r. Polska była największym rynkiem eksportowym dla tajwańskich dronów. Do Polski i Czech miało trafić łącznie około 130 tys. bezzałogowców. Większość przerzucono na front ukraiński. Tajwańska branża rozważa uruchomienie produkcji i spółek joint venture w Polsce. Fabryki nad Wisłą byłyby ważnym zabezpieczeniem na wypadek blokady Cieśniny Tajwańskiej.
Obrona jeszcze nie totalna
William Yang, analityk z think tanku International Crisis Group w Tajpej, podkreśla w rozmowie z XYZ, że tajwańskie społeczeństwo nadal nie ma pełnej gotowości na realny konflikt z sąsiednim mocarstwem.
– Ludzie obserwują manewry i wiedzą, na czym one polegają, ale do tej pory ćwiczenia nie miały dużego wpływu na ich życie. Większość mieszkańców Tajpej odnosi się do nich z obojętnym spokojem, który równie dobrze można interpretować jako pasywność. Obywatele czują, że mają niewiele wspólnego z obronnością i nie wiedzą, jaką rolę mogą w niej odegrać. Rząd powinien unikać straszenia ludzi pełnoskalową chińską inwazją, bo zamiast do mobilizacji może to prowadzić do apatii społecznej. Zamiast tego powinien pokazać, że jest gotowy na odpieranie działań poniżej progu wojny i skuteczniej angażować obywateli w obronność – ocenia Yang.
Władze stopniowo idą w tym właśnie kierunku. Armia pracuje nad polepszeniem swojego wizerunku. Poprawia przejrzystość ćwiczeń, podnosi żołd i prowadzi kampanie rekrutacyjne kierowane do młodych Tajwańczyków, dotąd sceptycznych wobec sensu służby. Wyspa przygotowuje się też na wypadek blokady morskiej i rozwija alternatywne kanały łączności satelitarnej. Działa już ograniczony serwis Starlinka, a Amazon planuje uruchomić własną usługę w 2027 r.
– Władzom zależy, aby społeczność międzynarodowa widziała Tajwan jako kraj dobrze przygotowany na każdą ewentualność i dostosowuje swoje możliwości do współczesnego pola walki. Wojskowi w Tajpej aktywnie analizują konflikty w Europie Wschodniej i na Bliskim Wschodzie. Większy nacisk kładzie się na działania z użyciem dronów oraz scenariusze walk miejskich, choć rząd być może zawyża znaczenie elementów wojny partyzanckiej, które wciąż są stosunkowo nowe. Skala zmian nadal jest relatywnie niewielka – mówi tajwański analityk.
Główne wnioski
- Dziesięciodniowe manewry „Han Kuang” 2026 to najbardziej realistyczna, najmniej dotąd wyreżyserowana i najchętniej pokazywana edycja tajwańskich ćwiczeń wojskowych. Po raz pierwszy publicznie ewakuowano prezydenta, wprowadzono kontrolowane zaciemnienie łączności komórkowej i zaangażowano bezprecedensową liczbę rezerwistów.
- Tajwan wdraża strategię jeżozwierza opartą na tanich, rozproszonych systemach uzbrojenia oraz doświadczeniach z wojny na Ukrainie. Ma to przekonać Chiny, że agresja na demokratyczną wyspę byłaby dla nich zbyt kosztowna. Tajpej wprowadza jednak innowacje w powolnym tempie, a społeczeństwo nie jest jeszcze przygotowane na realny konflikt.
- Głębokie czystki w chińskiej armii oraz kulturowa bliskość Tajwanu i chińskiej prowincji Fujian spowalniają kalkulacje Pekinu dotyczące siłowej aneksji wyspy. Chiny mogłyby być gotowe do konfrontacji na dużą skalę dopiero po 2030 r. Chińska Arma Ludowo-Wyzwoleńcza nie ma jednak doświadczenia bojowego we współczesnych konfliktach, a działania zbrojne Rosji wobec Ukrainy oraz Stanów Zjednoczonych wobec Iranu pokazują, że konflikty asymetryczne mogą być dużym wyzwaniem nawet dla mocarstw.

