Po co Europie kolejne 66 satelitów? Bruksela buduje własną tarczę wobec zależności od Muska
Europa nie chce już sytuacji, w której o działaniu kluczowej dla bezpieczeństwa łączności decyduje jeden amerykański przedsiębiorca. Dlatego Bruksela dorzuca do projektu IRIS² kolejne 66 satelitów. Będzie ich 348, a Polska właśnie wpisała się w ten projekt kwotą 656 mln euro. Jednocześnie w tle rozpoczyna się znacznie większy wyścig o kontrolę nad infrastrukturą na orbicie – z USA, Chinami i coraz bardziej aktywną Rosją.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Po co Europie kolejne satelity?
- Ile Polska wyda na satelity.
- Na czym polega konflikt Sikorski-Musk.
Europa przez lata traktowała przestrzeń kosmiczną trochę jak infrastrukturę gdzieś daleko ponad polityką. Wojna w Ukrainie zmieniła tę perspektywę. Satelita przestał być wyłącznie narzędziem do obserwowania pogody, nawigacji czy transmisji telewizyjnej. Stał się elementem pola walki.
Najbardziej spektakularnym przykładem jest Starlink należący do SpaceX. System, który miał być przede wszystkim komercyjną usługą szerokopasmowego internetu, stał się dla Ukrainy jednym z elementów infrastruktury wojennej. A wraz z tym pojawiło się pytanie, które dla europejskich rządów jest dziś znacznie ważniejsze niż cena abonamentu: co się stanie, jeśli właściciel prywatnej sieci pewnego dnia zdecyduje, że jej nie udostępni?
Przedsmak takiej sytuacji już mamy. Od 17 sierpnia 2026 r. Polacy, którzy korzystają z usługi Roam, dostaną gorsze warunki niż reszta Europy. Chodzi o dodatkowe formalności, obowiązek zgłaszania podróży i weryfikację dokumentów. Szef MSZ Radosław Sikorski zwrócił się w środę do Elona Muska, by przestał dyskryminować polskich użytkowników Starlinka. Dodał, że inaczej Polska może „przemyśleć kwestię płacenia Muskowi 50 mln dolarów rocznie za jego usługi”. Sikorskiemu odpowiedział sekretarz stanu USA Marco Rubio. Powiedział, że nikt nie groził Ukrainie blokadą dostępu do systemu. Sikorskiemu, zarzucił, że „zmyśla”. Dodał, że minister Sikorski powinien docenić, że bez Starlinków Ukraina „już dawno przegrałaby wojnę, a Rosjanie byliby teraz przy polskiej granicy”.
„Nie możemy być zależni od jednego człowieka”
Spór o Starlinka wybuchł z dużą siłą w marcu 2025 r. Polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zasugerował wówczas, że Ukraina powinna mieć możliwość korzystania z alternatywnego systemu. Elon Musk odpowiedział mu publicznie, a sekretarz stanu USA Marco Rubio stanął po stronie Muska.
To nie był zwykły konflikt na platformie społecznościowej. Pokazał bowiem problem, który wcześniej był przede wszystkim teoretyczny: znaczna część strategicznej infrastruktury komunikacyjnej może znajdować się pod kontrolą prywatnej firmy spoza Europy.
Reuters przypominał później, że podczas wojny w Ukrainie Starlink stał się kluczowym narzędziem komunikacji wojskowej, a w 2022 r. doszło do sytuacji, w której Musk polecił ograniczyć działanie usługi w części terenów objętych ukraińską kontrofensywą. Według źródeł Reutersa wyłączenie dotknęło co najmniej 100 terminali.
Polska jest zresztą jednym z państw, które bardzo dobrze znają tę zależność. Warszawa dostarczyła Ukrainie tysiące terminali Starlink i finansowała ich funkcjonowanie. W lutym 2025 r. polski rząd informował, że przekazał Ukrainie 20 tys. urządzeń i płaci za ich utrzymanie.
W marcu Sikorski mówił więc o problemie nie abstrakcyjnym, lecz praktycznym: co zrobić, jeśli amerykańska usługa, od której zależy część komunikacji Ukrainy, przestanie być dostępna? I właśnie tutaj zaczyna się historia IRIS².
66 satelitów więcej. Ale nie chodzi tylko o internet
7 sierpnia Komisja Europejska i konsorcjum SpaceRISE zakończyły negocjacje dotyczące wdrażania IRIS² (Infrastructure for Resilience, Interconnectivity & Security by Satellite). Projekt został przesunięty z fazy przygotowawczej do pełnoskalowej realizacji. Najważniejsza informacja: do wcześniejszych planów dodano 66 satelitów.
Cała konstelacja ma liczyć teraz 348 satelitów: 330 na niskiej orbicie okołoziemskiej (LEO) oraz 18 na średniej orbicie (MEO). Pierwsze starty mają rozpocząć się w 2029 r.
Skala inwestycji również rośnie. Według najnowszych informacji całkowita wartość programu przekracza 15,6 mld euro, podczas gdy przy podpisaniu umowy w 2024 r. mówiono o około 10,55 mld euro.
Bruksela twierdzi, że zwiększenie konstelacji zwiększy możliwości bezpiecznej łączności rządowej o 60 proc. w UE i 54 proc. globalnie.
To jednak nie jest europejski odpowiednik Starlinka w dosłownym znaczeniu. Starlink został zaprojektowany przede wszystkim jako gigantyczna komercyjna sieć szerokopasmowego internetu. IRIS² ma natomiast od początku spełniać funkcję strategicznej infrastruktury państwowej: zapewnić bezpieczną łączność rządom, wojsku, służbom ratunkowym i operatorom infrastruktury krytycznej.
Europejska Agencja Kosmiczna podkreśla, że połączenie orbit LEO i MEO ma umożliwić uzyskanie niskich opóźnień, dużego zasięgu oraz odporności systemu bez konieczności budowania konstelacji liczącej tysiące satelitów. To właśnie dlatego tych 348 nie należy porównywać bezpośrednio z ponad 10 tys. satelitów Starlinka. Starlink to inna liga – i właśnie dlatego Europa się niepokoi. Różnica w skali jest ogromna.
Według analizy Carnegie z połowy kwietnia 2026 r. na orbicie znajdowało się około 15 454 aktywnych satelitów. Do USA przypisanych było aż 11 671, do Chin 1305, a do Rosji 357. Z amerykańskiej liczby 10 243 należały do Starlinka.
To prowadzi do ważnego zastrzeżenia: „amerykańskie satelity” nie oznaczają wyłącznie satelitów należących do amerykańskiego rządu. Dominacja USA wynika w ogromnym stopniu z potęgi prywatnego sektora. Amerykańska przewaga jest więc jednocześnie przewagą państwa i biznesu. I właśnie to jest dla Europy problemem.
Waszyngton może dysponować ogromnymi możliwościami wojskowymi w kosmosie, ale jednocześnie prywatna firma może zbudować konstelację większą niż wszystkie pozostałe systemy razem wzięte.
Do czego właściwie służą te wszystkie satelity
Liczba satelitów sama w sobie niewiele mówi o potędze kosmicznej. Jedne służą do internetu. Inne do nawigacji GPS, obserwacji Ziemi, rozpoznania wojskowego, wykrywania startów rakiet, meteorologii, telekomunikacji, synchronizacji czasu czy wywiadu elektronicznego.
Wojskowe systemy kosmiczne pozwalają między innymi:
- obserwować ruchy wojsk i sprzętu,
- przekazywać dane rozpoznawcze,
- utrzymywać łączność między jednostkami,
- wspierać naprowadzanie i nawigację,
- wykrywać starty rakiet,
- monitorować morza i granice,
- przekazywać obrazy satelitarne w czasie rzeczywistym lub niemal rzeczywistym,
- utrzymywać komunikację po zniszczeniu infrastruktury naziemnej.
Dlatego satelity stały się jednym z fundamentów nowoczesnej wojny. Raport Parlamentu Europejskiego zwraca uwagę, że USA dominują w sektorze właśnie dzięki Starlinkowi, który odpowiada za około dwie trzecie aktywnych satelitów na niskiej orbicie. Jednocześnie Chiny rozwijają własne megakonstelacje, a Rosja przygotowuje Rassvet.
Chiny nie zamierzają czekać
Jeśli Europa chce 348 satelitów, Chiny planują znacznie większą skalę. Pekin rozwija dwie duże konstelacje: Guowang oraz Qianfan, których docelowa liczba może wynieść odpowiednio około 13 tys. i 15 tys. satelitów. Carnegie ocenia, że razem oznacza to plany dotyczące około 28 tys. satelitów.
To już nie jest tradycyjny wyścig kosmiczny znany z czasów zimnej wojny. Nie chodzi przede wszystkim o to, kto pierwszy wyśle człowieka na Księżyc. Nowy wyścig dotyczy gęstości infrastruktury na orbicie. Kto ma więcej satelitów, ten może mieć większą odporność systemu, większą przepustowość, większy zasięg obserwacji i większą zdolność do zastępowania uszkodzonych elementów. A także – co jest szczególnie istotne – większą zdolność do prowadzenia wojny, bez konieczności uniezależniania się od infrastruktury przeciwnika.
Rosja też buduje swojego „Starlinka”
Rosja jest dziś znacznie słabsza od USA i Chin, ale próbuje nadrobić dystans. W sierpniu 2026 r. Reuters informował, że rosyjski system Rassvet ma obecnie 16 satelitów na orbicie, a Moskwa chce zwiększyć ich liczbę do 292 w 2027 r. i 924 w 2035 r. System ma być rosyjskim odpowiednikiem Starlinka. To ważne także dla Europy. Jeżeli Rosja będzie posiadała własną, niezależną sieć komunikacji satelitarnej, w czasie konfliktu będzie znacznie mniej podatna na odcięcie od zachodniej infrastruktury. Jednocześnie może próbować zakłócać systemy przeciwnika. Przestrzeń kosmiczna staje się więc kolejnym obszarem rywalizacji między NATO a Rosją.
Polska kupuje nie tylko „satelity”, ale miejsce w systemie
Warszawa zdecydowała się przeznaczyć na IRIS² 656 mln euro. Umowę podpisano w lipcu. To szczególnie interesujący element całej układanki. Polska ma sfinansować sześć satelitów MEO i sześć LEO, które zostaną zintegrowane z europejską konstelacją. W Warszawie ma także powstać brama naziemna połączona z rządową siecią GovNet. To oznacza, że Polska nie kupuje po prostu dostępu do europejskiego internetu. Buduje własny element infrastruktury w ramach większego systemu.
Z punktu widzenia Warszawy ma to szczególne znaczenie. Polska jest państwem wschodniej flanki NATO, a jednocześnie jednym z największych europejskich użytkowników Starlinka w kontekście pomocy Ukrainie. Dla Warszawy IRIS² może być więc czymś w rodzaju ubezpieczenia strategicznego.
Europa nie próbuje wygrać z Muskiem liczbą satelitów
I tu jest najważniejszy paradoks. Jeżeli mierzyć sukces liczbą satelitów, Europa już przegrała. Nie ma możliwości, aby 348 europejskich satelitów konkurowało pod względem skali z ponad 10 tys. Starlinków. A Chiny dopiero rozpędzają swoje projekty. Ale Bruksela nie musi tego wyścigu wygrywać. Jej celem jest coś innego: posiadanie własnej, niezależnej warstwy strategicznej, która w wypadku kryzysu nie będzie zależeć od decyzji Waszyngtonu, Pekinu, Moskwy czy jednego przedsiębiorcy. To fundamentalna różnica.
Jak ujął to dyrektor generalny Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) Josef Aschbacher, w coraz bardziej skomplikowanym środowisku geopolitycznym odporna, bezpieczna i szybka łączność rządowa staje się niezbędna. ESA ma odgrywać kluczową rolę w technicznej realizacji IRIS².
Aschbacher nie przedstawia IRIS² jako zwykłego konkurenta Starlinka, lecz jako element europejskiej odporności i strategicznej autonomii.
„Kto kontroluje satelity, kontroluje łączność”
W tym sensie spór Sikorski-Musk był tylko zwiastunem większego problemu. Starlink pokazał, że prywatna infrastruktura może mieć znaczenie porównywalne z infrastrukturą państwową. Ukraina pokazała, że satelitarny internet może wpływać na przebieg wojny. A Chiny i Rosja pokazały, że nie zamierzają pozostawić tej technologii wyłącznie amerykańskim firmom.
Główne wnioski
- Bruksela twierdzi, że zwiększenie konstelacji podniesie możliwości bezpiecznej łączności rządowej o 60 proc. w UE i 54 proc. globalnie. Europejska Agencja Kosmiczna podkreśla, że połączenie orbit LEO i MEO ma umożliwić uzyskanie małych opóźnień, dużego zasięgu oraz odporności systemu bez konieczności budowania konstelacji liczącej tysiące satelitów.
- Warszawa zdecydowała się przeznaczyć na IRIS² 656 mln euro. Umowę podpisano w lipcu. Polska ma sfinansować sześć satelitów MEO i sześć LEO, które zostaną zintegrowane z europejską konstelacją. W Warszawie ma także powstać brama naziemna połączona z rządową siecią GovNet. To oznacza, że Polska nie kupuje po prostu dostępu do europejskiego internetu. Buduje własny element infrastruktury w ramach większego systemu. Z punktu widzenia Warszawy ma to szczególne znaczenie. Polska jest państwem wschodniej flanki NATO, a jednocześnie jednym z największych europejskich użytkowników Starlinka w kontekście pomocy Ukrainie. Dla Warszawy IRIS² może być więc czymś w rodzaju ubezpieczenia strategicznego.
- Spór o Starlinka wybuchł z dużą siłą w marcu 2025 r. Polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zasugerował wówczas, że Ukraina powinna mieć możliwość korzystania z alternatywnego systemu. Elon Musk odpowiedział mu publicznie, a sekretarz stanu USA Marco Rubio stanął po stronie Muska. To nie był zwykły konflikt na platformie społecznościowej. Pokazał bowiem problem, który wcześniej był przede wszystkim teoretyczny: znaczna część strategicznej infrastruktury komunikacyjnej może znajdować się pod kontrolą prywatnej firmy spoza Europy. Reuters przypominał później, że podczas wojny w Ukrainie Starlink stał się kluczowym narzędziem komunikacji wojskowej, a w 2022 r. doszło do sytuacji, w której Musk polecił ograniczyć działanie usługi w części terenów objętych ukraińską kontrofensywą. Według źródeł Reutersa wyłączenie dotknęło co najmniej 100 terminali.