Kategoria artykułu: Biznes

Złożyli połowę pozwów SKD w Polsce. „Banki nas nie zamęczą”

Helpfind z Ostrowa Wielkopolskiego, wspierany przez zagraniczne fundusze, wyrósł na wroga bankowego nr 1. Prezes Konrad Piechota opowiada o sporach z sektorem finansowym i o biznesie firmy, która analizuje 20 kolejnych produktów pod kątem możliwych naruszeń.

Konrad Piechota, prezes Helpfind
Konrad Piechota, prezes Helpfind, twierdzi, że jego firma mogłaby mieć w 2030 r. nawet 500 mln zł przychodów rocznie. Pomogą w tym nowe linie biznesowe, ale też potencjalna ekspansja zagraniczna, np. do Rumunii. Fot. HelpFind

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Ile Helpfind płaci klientom za cesję wierzytelności i jak dzieli się z nimi wygraną.
  2. Skąd wziął się problem z naliczaniem odsetek od kredytowanych prowizji.
  3. Czy ograniczenie sankcji kredytu darmowego uderzyłoby w biznes Helpfind.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Piotr Sobolewski, XYZ: Pozywacie na masową skalę banki, domagając się darmowych kredytów – najpierw frankowych, a teraz gotówkowych. Po co to panu?

Konrad Piechota, prezes Helpfind: Nie produkujemy ani nie wymyślamy niczego nowego. Nasza działalność to odpowiedź na praktyki widoczne na rynku. W wielu przypadkach to jedyne rozwiązanie dla klienta, który potrzebuje kogoś, kto stanie w jego narożniku i mu pomoże. W przypadku kredytów gotówkowych, których dotyczy sankcja kredytu darmowego (SKD), często mówimy o klientach mniej zamożnych, dla których pomoc prawna w Polsce nie była dostępna w odpowiednim zakresie. Dlatego od lat budujemy technologiczno-prawno-finansowy hub, który łączy dane, automatyzację, finansowanie wierzytelności, współpracę z renomowanymi kancelariami i masową obsługę klientów.

Warto wiedzieć

Budował biznesy online, teraz tworzy rynek masowych pozwów

Konrad Piechota rozwija Helpfind od 2018 r. Pod jego kierownictwem firma z siedzibą w Ostrowie Wielkopolskim rozwinęła działalność w sprawach frankowych, sankcji kredytu darmowego i roszczeń ubezpieczeniowych. Wcześniej, od 2009 r., Piechota budował biznesy online. Stworzył m.in. porównywarkę ubezpieczeniową.

Helpfind ma sposób na finansowanie sporów z bankami

Przecież prawników w Polsce nie brakuje...

Tak, ale konsument musi wykazać inicjatywę, mieć świadomość możliwości dochodzenia roszczeń i zwykle zapłacić za pomoc prawną z góry. Cesja wierzytelności i prowadzenie sprawy bez opłaty z góry [wynagrodzeniem kancelarii jest prowizja za wygranie sprawy – red.], które mamy w ofercie, to nierzadko jedyne rozwiązania dla mniej zamożnych kredytobiorców, pozwalające im dochodzić swoich praw.

Jesteśmy przy tym pierwszym w Polsce podmiotem, który wdrożył litigation finance – model dobrze znany za granicą [fundusze inwestycyjne finansują koszty procesu w zamian za część wygranej kwoty – red.]. Pierwsze zewnętrzne finansowanie pozyskaliśmy pod koniec 2022 r. Dotychczas współpracowaliśmy, w różnych konfiguracjach, z czterema funduszami.

Sam pan je znalazł?

Jesteśmy niewielką firmą z małego miasta, ale bardzo kreatywną. To branża, która za granicą działa z powodzeniem od wielu lat. Takie fundusze są trochę jak Dawid walczący z Goliatem. Jednocześnie to na tyle duże podmioty, że dzięki ich wsparciu stać nas na prowadzenie do końca procesów, którymi się zajmujemy. Banki mają tego świadomość. Nie zamęczą nas przeciąganiem procesów. Nie znikniemy z rynku jak firmy, które nie miały odpowiedniego zaplecza finansowego.

Skala SKD sprawiła, że temat stał się publiczny

I dlatego w oczach bankowców staliście się wrogiem nr 1.

Ta narracja nie może dziwić. Zamiast 1-2 tys. spraw o SKD rocznie na rynku pojawił się podmiot, który zebrał kilkanaście tysięcy klientów i skierował ich sprawy do sądów. Przepisy dotyczące SKD obowiązywały już wcześniej, ale dopiero rosnąca skala sprawiła, że zaczęto o tym mówić publicznie, a banki zaczęły tworzyć rezerwy związane z tymi kwestiami.

Oliwy do ognia dodają wyniki Helpfind. W 2025 r. mieliście 122 mln zł przychodów. To oznacza niemal ośmiokrotny wzrost w ciągu pięciu lat. Firma ma się jak nigdy wcześniej?

Tak, ale proszę pamiętać, że wciąż jesteśmy małym przedsiębiorstwem. Nasza rentowność jest niższa niż rentowność banków.

Zyski Helpfind rosną? Bankowcy: „Kosztem klientów”

Wie pan, że obecnie większość rozmów z bankowcami o ryzyku prawnym prędzej czy później schodzi na temat działalności firm takich jak Helpfind? Zarzucają wam, że zarabiacie kosztem klientów. Niewiele płacicie, a wygrana jest w całości dla was.

Nie można nam tego zarzucić. Dajemy klientom wybór. Mogą skorzystać z dwóch możliwości: albo prowadzimy sprawę i wtedy pobieramy niską opłatę na początku oraz 10-15 proc. prowizji od ewentualnej wygranej w sądzie, albo przenoszą na nas prawa do wierzytelności – wówczas część kwoty wypłacamy od razu, a kolejną po wygraniu sprawy.

W zależności od wybranego pakietu może to być 10 proc. z góry i 30 proc. po wygranej, 15 proc. z góry i 20 proc. po wygranej albo 20 proc. z góry i 10 proc. po wygranej. Ważne jest to, że cesja obejmuje tylko poniesione już koszty kredytu – nie obejmuje kosztów przyszłych.

Jeżeli sprawa zostanie wygrana, 100 proc. przyszłych oszczędności zostaje po stronie klienta i jest zwracane lub rozliczane przez bank na jego rzecz. To z kolei znacznie obniża raty, a klient nie musi w tym celu wszczynać odrębnego postępowania. Jeżeli sprawa zostanie przegrana [sprawy prowadzą współpracujące z Helpfind kancelarie adwokackie i radcowskie – przyp. red.], klient zachowuje wypłaconą mu wcześniej kwotę, a my zostajemy ze stratą.

Moglibyście zapłacić więcej?

Widzimy, że cena cesji jest przedmiotem kontrowersji. Proszę jednak pamiętać, że to na nas przechodzą ryzyko i koszty postępowania. Nie mamy gwarancji, że uda nam się wygrać sprawę, a wartość pieniądza zmienia się w czasie. Efektywnie zarabiamy na takiej sprawie 30-40 proc., czasami mniej. Na tle rynku to konkurencyjna oferta.

Klauzule abuzywne w umowach z klientami? „Nie mamy”

Pewnie umowy też są prawidłowe? Zdaniem bankowców macie w nich klauzule abuzywne, choćby dotyczące niejasnego sposobu ustalania wynagrodzenia dla klienta.

Klient dokładnie wie, ile dostanie. Przedstawiamy mu jasną ofertę, w której wskazujemy wartość roszczenia oraz cenę cesji. Nasze umowy tworzą doświadczeni prawnicy i nie wydaje mi się, by zawierały jakiekolwiek klauzule abuzywne. Jesteśmy poddawani audytom, m.in. UOKiK i zewnętrznych kancelarii, pod kątem prawa konsumenckiego. Z tego, co wiem, w sektorze nie było żadnych kar, a jeden z naszych konkurentów otrzymał jedynie zalecenia w tym zakresie.

W Helpfind skupiamy się na budowaniu świadomości konsumentów, tak jak robiliśmy to przy kredytach frankowych. Dziś wciąż wiele osób nie ma wystarczającej wiedzy na ten temat, a część nie ma środków na prowadzenie postępowań. A przecież źródłem całego problemu są toksyczne produkty oferowane na rynku finansowym.

Temat SKD w Polsce ruszył za sprawą Helpfind i Lexitora

To konkretnie: skąd wziął się problem z pobieraniem odsetek od kredytowanych prowizji? To teraz główny obszar, w którym klienci domagają się zastosowania sankcji kredytu darmowego, czyli możliwości zwrotu bankowi wyłącznie pożyczonego kapitału, bez odsetek i innych kosztów.

Temat SKD na większą skalę zaczął się w Polsce za sprawą dwóch firm: Lexitora i naszej. Lexitor wraz z zespołem prawników wcześniej odpowiadał za sprawę zakończoną wyrokiem TSUE dotyczącym proporcjonalnego zwrotu prowizji [to tzw. małe TSUE, wyrok C-383/18 z 2019 r., wskutek którego banki zaczęły oddawać klientom proporcjonalnie opłaty i prowizje w razie spłaty kredytu przed terminem – przyp. red.]. My natomiast wnikliwie przeczytaliśmy unijne dyrektywy i przeanalizowaliśmy tysiące umów kredytowych.

Zacznijmy od tego, że prowizje przy sprzedaży kredytów zawsze istniały i nikogo nie dziwiły. Jednak w latach 2013-2016 banki, wskutek spadających stóp procentowych, rosnącej konkurencji i dużego popytu, zaczęły znacząco podnosić prowizje. Nie bez znaczenia była też rola zewnętrznych pośredników kredytowych. Są w Polsce banki, które właściwie wyrosły na pośrednictwie w udzielaniu kredytów konsumenckich. Przykładami są Getin Bank, Lukas Bank – obecnie Credit Agricole – oraz Alior Bank, który kupił Meritum Bank.

Problem zaczął się wtedy, gdy pośrednicy zaczęli dyktować warunki i żądać coraz wyższych prowizji. Dochodziło do sytuacji, w których przy kredycie na 120 tys. zł prowizja sięgała kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Widział pan takie produkty?

Oczywiście. Podam przykład kredytu z naszej bazy: 96 rat, prowizja w wysokości 74 898,49 zł i kwota kredytu 122 202,80 zł. Mamy w systemie kilkadziesiąt tysięcy umów kredytowych i w wielu z nich prowizje są nieracjonalnie wysokie. Dlatego banki zaczęły kredytować te prowizje, czyli udzielać klientom dodatkowego finansowania na ich pokrycie. Później naliczały odsetki od tej części kredytu.

Problemem jest m.in. jakość i cena pośrednictwa

Rzadko mówi się o takim ujęciu tematu. Dlaczego?

Dlatego że dotyczy to problemu systemowego, czyli jakości pośrednictwa finansowego w Polsce. Z klientem często nie rozmawia się o całkowitej kwocie do zapłaty ani nie mówi wprost o prowizjach pobieranych za udzielenie kredytu. Rozmowa koncentruje się na tym, jakiej kwoty potrzebuje oraz na tym, jaką ratę miesięczną chce płacić. Odnoszę przy tym wrażenie, że w sektorze finansowym tylko nielicznym zależy na tym, by klient był odpowiednio wyedukowany.

Banki znalazły się w klinczu. Prowizja rosła, a jednocześnie duża część sprzedaży była już realizowana przez zewnętrznych pośredników. Dlatego jeśli chcemy teraz rozmawiać o SKD, to trzeba też otworzyć dyskusję o pośrednictwie. Gdy wskutek tzw. małego TSUE zobaczyliśmy umowy klientów, zdaliśmy sobie sprawę, jak wysokie są w nich opłaty i jakie są dodatkowe koszty. Trudno mi uwierzyć, że na rynku nie było świadomości ryzyka prawnego związanego z naliczaniem odsetek od prowizji.

Przecież to była powszechna praktyka, a takie podejście podzielała też administracja.

Są banki i produkty finansowe, w których świadomie nie naliczano odsetek od prowizji. Nie mamy praktycznie żadnych takich umów np. ING czy wielu banków spółdzielczych. Mieli gorszych prawników, którzy nie wpadli na ten sam pomysł co konkurencja, czy może lepszą jakość sprzedaży? Moim zdaniem to drugie.

Co można byłoby zrobić, by tę sytuację na rynku pośrednictwa zmienić?

Odsetki od prowizji są problemem, ale nie możemy zapominać o jej wysokości. Gramy o to, by pośrednicy nie pobierali tak wysokich prowizji i by w efekcie kredyty dla konsumentów były tańsze. Kiedy brałem kredyt hipoteczny w 2012 r. w Nordei na 270 tys. zł, miałem do zapłacenia 2 tys. zł prowizji. Teraz normą są kredyty gotówkowe na 40 tys. zł z prowizją wynoszącą 6-7 tys. zł.

Helpfind ma niemal połowę rynku pozwów SKD

Według ZBP mamy na rynku 34 tys. pozwów SKD. Za jaki odsetek z nich odpowiada Helpfind?

Za prawie połowę pozwów SKD, ale rynek ten wciąż ma duży i rosnący potencjał. To biznesowo dobra wiadomość, ale jest też druga, gorsza – w wymiarze czysto osobistym wolelibyśmy, żeby na rynku finansowym nie było potrzeby działać w taki sposób jak nasza firma.

Jednocześnie widzimy, jak zmienia się orzecznictwo sądów. Nasze wewnętrzne dane pokazują, że banki wygrywają już tylko 60 proc. spraw na rynku, a w naszym przypadku – 50 proc. Mówimy o wyrokach sądów drugiej instancji.

W bankach mówi się, że 80 proc. wyroków zapada na ich korzyść. Jesteście skuteczniejsi niż konkurenci czy inaczej definiujecie „wygraną”?

Myślę, że wszystko sprowadza się do aktualności podanych danych. Orzecznictwo ewoluuje i dość wyraźnie się zmienia. Nie ma chyba sensu przerzucać się takimi cyframi – poczekajmy kilka miesięcy. Czas pokaże najwięcej.

Czego dotyczą te pozwy? Błędnego wyliczenia całkowitej kwoty kredytu i RRSO wskutek kredytowania prowizji? To właśnie w tym temacie wypowiedział się w kwietniu TSUE…

…A dodatkowo, jak w lipcu podkreślił Sąd Najwyższy, wystarczy jedno naruszenie, które kwalifikuje do zastosowania sankcji z art. 45 ustawy o kredycie konsumenckim, aby uruchomić SKD. Nie trzeba wykazywać wielu nieprawidłowości. Mogą to być różne elementy – błędnie podana RRSO lub całkowity koszt kredytu, naliczanie odsetek od kosztów, niejasne zasady zmiany oprocentowania czy niewłaściwe informacje dotyczące wcześniejszej spłaty. Nie są to „literówki ani przecinki”.

Czeka nas powtórka z historii? „Teraz będzie szybciej”

Kiedy będą państwo wygrywać 90 proc. spraw, tak jak przy kredytach frankowych?

Przy kredytach frankowych od momentu pierwszych pozwów rynek dość długo czekał, aż linia orzecznicza zacznie sprzyjać konsumentom. Pomógł w tym oczywiście wyrok TSUE z października 2019 r. w sprawie państwa Dziubaków. Słyszeliśmy wtedy od banków, że problem jest niszowy i dotyczy „jednego, może dwóch banków”.

Teraz też to słyszymy. To znaczy, że czeka nas powtórka z historii?

Tym razem będzie szybciej. System prawny szybciej uczy się tego rodzaju sporów niż w przypadku kredytów frankowych. Między rozpoczęciem programu SKD w Helpfind a pierwszymi pytaniami prejudycjalnymi skierowanymi do TSUE minęło dużo mniej czasu niż w przypadku sporów frankowych. Mamy już w zasadzie dwie odpowiedzi z TSUE. Do Trybunału skierowano też kolejne sześć–siedem pytań. Odpowiedzi będą stopniowo zapadać i wpływać na orzecznictwo.

Realny problem z odsetkowaniem prowizji ma 2 mln osób

Ale po wyroku TSUE z kwietnia (C-744/24) lawina pozwów już ruszyła?

To nie lawina. Dla banków to nadal mikroskala, bo wartość spraw nie przekracza nawet jednej dziesiątej wartości sporów frankowych. Banki jednak obawiają się, że klienci wspierani przez radców prawnych złożą pozwy. Z naszej perspektywy temat SKD jest niesłychanie prosty. To trochę tak jak z taryfikatorami mandatów. Jest lista naruszeń i obowiązków, których należy przestrzegać. To spór o to, czy bank przekroczył określone przepisami granice – podobnie jak kierowca przekraczający dozwoloną prędkość w terenie zabudowanym.

Ilu klientów ruszy do sądów, by domagać się SKD?

Mniej niż się wydaje. Naszym zdaniem około 2 mln klientów miało bardzo wysokie prowizje i zapłaciło znaczące odsetki od kredytowania.

Cztery razy więcej niż liczba kredytobiorców frankowych. Dlaczego to mniej niż się wydaje?

Głównie dlatego, że umów na kredyty gotówkowe jest znacznie więcej niż umów frankowych. Często operuje się liczbą kilkunastu lub 20 mln aktywnych kredytów konsumenckich. Ale to nie znaczy, że SKD obejmie taką samą część rynku, jaką mieliśmy przy kredytach frankowych. Jako Helpfind patrzymy wyłącznie na te umowy, w których konsument ponosi wysokie koszty finansowe związane z kredytowaniem prowizji lub ubezpieczeń. Nie ma tu mowy o osobach, które wzięły wczoraj kredyt, dziś dostały środki, a pojutrze do nas przyjdą i powiedzą, że chcą darmowego kredytu.

Rozliczenie z klientem na etapie reklamacji? Dobry ruch

Banki mogą to jeszcze zahamować. Rzecznik Finansowy zachęca, by dogadywały się już na etapie reklamacji z klientami. W większości nie naliczają już odsetek od kredytowanych prowizji, a niektóre zwracają odsetki pobrane po wyroku TSUE.

To dobry ruch. Cieszymy się, że nasze działania również miały na to wpływ. Niech banki oddają zawyżone prowizje tam, gdzie spełnione są przesłanki SKD, ale niech robią to rzetelnie. Pytanie, czy banki w ogóle powinny czekać na reklamację klienta, zanim ją złożą.

Nie takiej odpowiedzi się spodziewałem. Przecież reklamacje pozwolą uniknąć sporów sądowych. To uderza w państwa model biznesowy.

Tak, to uderza w ten model biznesowy, ale mamy inne pomysły na rozwój. Mamy też taką długoterminową, trochę kontrowersyjną i przewrotną misję: przestać istnieć. To oznaczałoby, że problemy konsumentów zostały rozwiązane i odpowiednio uregulowane.

To uderza w ten model biznesowy, ale mamy inne pomysły na rozwój. Mamy też taką długoterminową, trochę kontrowersyjną i przewrotną misję: przestać istnieć.

Cieszymy się, że banki zmieniają umowy i część z nich już zwraca pieniądze pod wpływem rosnącej liczby spraw. Podobnie było przy kredytach frankowych. Sporów sądowych dało się uniknąć. Banki mogły zacząć rozliczać się z klientami znacznie wcześniej.

Odpowiem po bankowemu: wtedy byłoby to działanie na szkodę spółki, więc prezesi bali się oddawać pieniądze klientom, gdy linia orzecznicza dopiero się kształtowała.

To duża polityka. Nie znam się na tym. Zastanawiam się jednak, czy w przypadku franków, gdybyśmy policzyli koszty obsługi prawnej i zastępstwa procesowego, nie byłoby lepiej rozliczyć się z klientami na wcześniejszym etapie, zamiast pozwalać, by sprawy ciągnęły się latami w sądach.

„Franki nie zatrzymały akcji kredytowej, SKD też”

Czuje się pan odpowiedzialny za łącznie ponad 100 mld zł kosztów sektora związanych z frankami? Banki co rusz mówią, ile kredytów mogłyby sfinansować za te pieniądze.

Nie czuję się odpowiedzialny, bo ta teza jest nieprawdziwa. Franki nie zatrzymały akcji kredytowej, SKD też jej nie zatrzyma. To na pewno są tematy, które pomagają porządkować rynek bankowy.

Patologiczny?

Nie jest patologiczny. Banki w Polsce są bardzo dobrze scyfryzowane, mamy dostęp do różnych instrumentów finansowych. Banki nie wpędziły klientów w Polsce w problem z kartami kredytowymi, tak jak stało się to za granicą, np. w USA, ani w drogie kredyty samochodowe z niską wpłatą – i to warto docenić. Chodzi jednak o to, by nie nadużywać przewagi nad klientem i nie ukrywać niekorzystnych zapisów w umowach.

Ile mieliście spraw frankowych?

Łącznie od 2019 r. pozyskaliśmy 160 tys. klientów, czyli około jednej czwartej całego rynku. Byliśmy jednym z podmiotów, które znacząco przyczyniły się do rozwoju tego rynku w Polsce. Pracowaliśmy z ponad 30 kancelariami, a sprawy klientów trafiały później do nich.

Frankowicze wciąż się do państwa zgłaszają? Czy już się z tego segmentu wycofujecie?

Nowe sprawy wciąż się pojawiają, ale jest to już schyłek tego problemu. Chciałbym zaznaczyć, że narracja banków o tym, że frankowicze są wygrani, nie jest do końca prawdziwa. Być może wygrali finansowo, ale pamiętajmy, że musieli wytoczyć proces sądowy. To Polska, nie Stany Zjednoczone. My, jako Polacy, nie jesteśmy społeczeństwem szczególnie skłonnym do procesowania się. Mamy wielu klientów, którzy naprawdę żyją tymi sprawami. Przeżywają każdy etap, denerwują się, bo wygrywalność nadal nie wynosi 100 proc. To dla nich ogromne obciążenie, nieraz trwające latami.

Helpfind widzi potencjał m.in. w pomocy emerytom

Zaczynaliście jednak od zupełnie innej branży: ubezpieczeń. Skąd to się wzięło?

Z własnych obserwacji i doświadczeń. Pochodzę z branży ubezpieczeniowej, bo zajmowałem się budową porównywarek ubezpieczeniowych. Widziałem, jak traktowano klientów i zaniżano wypłaty odszkodowań z polis OC i AC. I to właśnie na tym polu jesteśmy nr 1 na rynku. Podobnie działamy przy ubezpieczeniach nieruchomości, gdzie pomagamy poszkodowanym, np. po zalaniu mieszkania. Są też polisolokaty, które wciąż funkcjonują, choć coraz rzadziej się o nich mówi. Tych pozwów jest bardzo dużo, znacznie więcej niż na rynku kredytowym. Warto zajrzeć np. do raportów PZU i sprawdzić, w ilu sprawach toczących się przed sądami, organami arbitrażowymi czy organami administracji publicznej uczestniczą podmioty należące wyłącznie do tej grupy.

Czyli głównie banki i ubezpieczenia?

Nie tylko. Kolejnym obszarem jest pomoc emerytom w walce o ponowne przeliczenie emerytur i uzyskanie wyrównań. Opiera się to na wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który wskazał, że zasady, według których ZUS przez lata obliczał część emerytur, były niezgodne z Konstytucją. Sprawy wytaczamy przeciwko Skarbowi Państwa. Przyglądamy się też rynkowi służebności przesyłu.

Jaki tu jest potencjał?

Duży. Szacunkowo ponad 20 mln działek w Polsce jest w różnym stopniu wykorzystywanych pod infrastrukturę przesyłową. Mowa o infrastrukturze energetycznej, gazowej, wodociągowej czy telekomunikacyjnej, która przez dekady była budowana często bez uregulowania stanu prawnego. Takie sprawy mogą oznaczać roszczenia rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych, a czasami nawet większe.

„Dzięki frankom klienci nie boją się już spraw sądowych”

Jak szukacie klientów?

Działamy online i w ten sposób pozyskujemy klientów. Budujemy świadomość konsumentów poprzez kampanie internetowe, pozyskujemy dane i dokumenty za pośrednictwem naszej platformy oraz przy wsparciu zespołu call center, w którym pracuje ponad 150 osób. Mamy różnorodne reklamy, jesteśmy też obecni w mediach. Posiadamy wiele serwisów internetowych i nie wszystkie działają pod marką Helpfind, bo tworzymy osobne strony poświęcone konkretnym problemom konsumenckim. Osoby zainteresowane ofertą zawsze mogą z nami porozmawiać, wgrać umowy do naszych systemów i przejść cały proces online.

Nie dzwonicie na oślep?

Nie robimy tego. Spójrzmy na franki – pierwsze materiały i kampanie dotyczące kredytów frankowych przygotowywaliśmy głównie my i Votum. Edukowaliśmy klientów. Teraz, po doświadczeniach z kredytami frankowymi, klienci wiedzą już, że mogą współpracować z takimi firmami jak nasza. Nie boją się sprawy sądowej. Nie boją się też walki z większym przeciwnikiem, czyli instytucją finansową. Latami brakowało świadomości, w których produktach klienci są niewłaściwie rozliczani i kiedy mogą dochodzić swoich praw. Teraz mówimy klientom, żeby sprawdzili, jakie mają produkty i czy gdzieś nie przepłacają. Pokazujemy im, że dochodzenie roszczeń nie musi być kosztowne, a z większym przeciwnikiem można wygrać.

Dział B+R Helpfind wytypował 20 produktów z potencjałem

Po tym, co pan mówi, wnoszę, że masowe pozwy konsumentów mają przed sobą świetlaną przyszłość.

Na pewno będą istnieć. Rozwijamy dział B+R i monitorujemy różne produkty i obszary rynku. Mamy obecnie zdiagnozowanych 20 rodzajów produktów masowych, w których – naszym zdaniem – doszło do niewłaściwej sprzedaży produktów finansowych (missellingu) lub klienci przepłacają za usługi. Puszką Pandory, którą próbujemy otworzyć, są umowy z firmami pożyczkowymi. Chodzi o sprzedaż wiązaną czy tzw. VAS, na które zwracał uwagę m.in. UOKiK. Na tym rynku również widzimy patologiczne sytuacje.

Jak to się przełoży na wyniki grupy? 500 mln zł przychodów w 2030 r. jest w zasięgu?

To dość daleki horyzont, ale mógłbym się podpisać pod taką liczbą. Najważniejsze jest to, że stawiamy na dywersyfikację, więc nie będziemy uzależnieni od jednej linii biznesowej.

I dzięki temu nie zaboli państwa, jeśli resort sprawiedliwości ograniczy SKD w ustawie, nad którą właśnie pracuje?

Na pewno byśmy to odczuli. Myślę jednak, że ustawodawcy i regulatorzy widzą, że takie mechanizmy i narzędzia są potrzebne konsumentom, jeśli chcemy zapewnić im odpowiedni poziom ochrony. Ten mechanizm w swoim założeniu miał zresztą pełnić również funkcję prewencyjną i odstraszającą oraz skłaniać kredytodawców do ścisłego przestrzegania wymogów ustawowych. Jesteśmy kreatywnymi przedsiębiorcami.

W ogóle nie dotknęliśmy jeszcze tematu ekspansji zagranicznej, a tam też jest potencjał. Interesująco wyglądają Stany Zjednoczone, a w Europie – Rumunia i Bułgaria. W tych dwóch ostatnich krajach często mamy do czynienia z tymi samymi grupami bankowymi co w Polsce. Podobnie jest z firmami ubezpieczeniowymi. Zbliżony bywa również sposób działania tych podmiotów. Przez osiem lat przez nasze systemy przewinęło się 1,7 mln klientów. To pokazuje, jak bardzo wzrosła świadomość, że instytucje zaufania publicznego nie zawsze traktowały swoich klientów należycie.

Główne wnioski

  1. Skala biznesu Helpfind rośnie dzięki wykorzystaniu międzynarodowego modelu litigation finance. Helpfind osiągnął 122 mln zł przychodów w 2025 r., a przez jego systemy przeszło 1,7 mln klientów. Według prezesa firma jako pierwsza w Polsce wdrożyła model litigation finance i dotychczas współpracowała z czterema zagranicznymi funduszami. „Banki nas nie zamęczą przeciąganiem spraw” – deklaruje Konrad Piechota.
  2. Helpfind odpowiada za niemal połowę pozwów dotyczących SKD. Spółka odpowiada za prawie połowę z 34 tys. pozwów o SKD w Polsce, a wcześniej pozyskała klientów odpowiadających około jednej czwartej rynku spraw frankowych. Szacuje, że problem wysokich prowizji i odsetek od ich kredytowania może dotyczyć około 2 mln osób. Prezes przekonuje, że w sprawach prowadzonych przez Helpfind banki obecnie wygrywają około 50 proc. postępowań w drugiej instancji.
  3. Dział B+R analizuje 20 rodzajów produktów, a firma planuje ekspansję na rynek zagraniczny. Według prezesa osiągnięcie 500 mln zł przychodów w 2030 r. jest realne. Pomóc mają dywersyfikacja, rozwój zagraniczny i analiza 20 obszarów pod kątem m.in. missellingu i nadmiernych kosztów ponoszonych przez klientów. Nową „puszką Pandory” mogą być umowy firm pożyczkowych. Spółka bada też roszczenia związane ze służebnością przesyłu.