7 proc. deficytu stało się nową normą. Polska utrwala ekspansywną politykę fiskalną
Budżet na 2027 r. pokazuje, że Polska nie zamierza na razie ograniczać skali nierównowagi finansów publicznych. Deficyt sektora ma wynieść 7,1 proc. PKB, mimo że gospodarka nie znajduje się obecnie w kryzysie. Konsolidacja fiskalna została odsunięta w czasie.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego polski deficyt pozostanie na poziomie 7,1 proc. PKB i skąd wynika tak wysoka nierównowaga finansów publicznych.
- Jak duży wpływ na deficyt mają rosnące wydatki na obronność i dlaczego nie wyjaśniają one całej skali problemu.
- Jakie są powody utrzymywania wysokiego deficytu, a także potencjalne ryzyka dla gospodarki.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Rząd uchwalił projekt ustawy budżetowej na 2027 r. Zarówno w strukturze dochodów, jak i wydatków jest on bardzo zbliżony do tegorocznego budżetu.
Z punktu widzenia całej gospodarki kluczową liczbą jest deficyt sektora finansów publicznych (general government) zaplanowany przez rząd. Jest to łączna różnica pomiędzy dochodami a wydatkami wszystkich organów państwa, zarówno na poziomie centralnym, jak i samorządowym. To ważne, bo sam budżet państwa pokrywa około połowę wszystkich wydatków sektora publicznego, a za resztę odpowiadają samorządy, ZUS, NFZ i fundusze w BGK.
W 2027 r. deficyt ma wynieść 7,1 proc. w relacji do PKB. Według rządu ma to być poziom równy temu, ile ostatecznie wyniesie deficyt w 2026 r., choć pierwotnie był on planowany na poziomie 6,8 proc. PKB.
Ten deficyt na tle historycznym jest bardzo wysoki. Nieznacznie wyższy był jedynie w okresie kryzysu finansowego w 2010 r., a także w 2023 r. Niższy był nawet w trakcie pandemii. Będzie to również trzeci rok z rzędu, kiedy Polska będzie miał deficyt powyżej 7 proc. PKB.
Na wykresie widać też, że nietypowe jest utrzymywanie deficytu po jego silnym wzroście. Ostatnie takie przypadki mieliśmy w latach 1995-1998, kiedy deficyt przekraczał 4 proc. PKB. W pozostałych przypadkach, po szybkim wzroście deficytu, zwykle następowało jego ograniczanie.
Premier Donald Tusk powiedział kilka dni temu, że Polska ma skandynawskie wydatki i irlandzkie podatki. To nie do końca prawda, bo Irlandia nie ma niskich podatków, ale zawyżone PKB. Irlandia stanowi europejską siedzibę dla wielu amerykańskich firm, które tam księgują zyski, a następnie natychmiast transferują je zagranicę. Te zyski stanowią jednak ok. 1/4 tamtejszego PKB. W rzeczywistości relacja podatków do oczyszczonego PKB w Irlandii jest na poziomie unijnej średniej.
W Polsce dochody całego sektora publicznego w Polsce wyniosą w 2026 r. ok. 45 proc. w relacji do PKB wobec średniej w UE na poziomie ponad 46 proc. Z kolei wydatki sięgną prawie 52 proc. PKB, przy unijnej średniej rzędu 50 proc.
Przyczyny polityczne...
W polskiej polityce gospodarczej w ostatnich latach nastąpił przewrót w myśleniu o równowadze budżetowej. Przez wiele lat panowało przekonanie, że deficyt powinien być utrzymany w rozsądnych ryzach, które wielu ekonomistów widziało jako okolice 3 proc. w relacji do PKB. Wyższy deficyt był akceptowany jedynie w okresach kryzysów.
To jednak zupełnie się zmieniło. Obecny rząd nie podejmuje żadnych działań w kierunku konsolidacji fiskalnej, czyli ograniczenia skali deficytu. Dlaczego tak się dzieje? Przyczyn jest kilka.
Po pierwsze, polityka. W ciągu ostatnich kilkunastu lat większość kampanii wyborczych opierała się na postulatach dodatkowych transferów dla wybranych grup społecznych lub cięcia dla nich podatków. Zaczęło kiełkować przekonanie, że bez realizacji takich propozycji nie da się wygrać wyborów lub utrzymać władzy, zwłaszcza w warunkach polaryzacji.
W przypadku obecnego rządu dodatkową motywacją może być specyficzna kalkulacja „kosztów alternatywnych”. Ponoć w koalicji rządzącej panuje przekonanie, że wysokie wydatki publiczne, zwłaszcza na cele socjalne, są uzasadnione, bo ponowne dojście do władzy prawicy będzie wiązało się z jeszcze większymi kosztami – zarówno finansowymi, jak i w sferze rządów prawa. To kontrowersyjna argumentacja, ale kolejne posunięcia w polityce gospodarce pokazują, że taki tok myślenia może przyświecać decydentom.
...i ekonomiczne
Drugim powodem utrzymywania wysokiego deficytu są oczywiście zbrojenia. Polska wydaje na ten cel, w stosunku do wielkości gospodarki, najwięcej spośród wszystkich państw NATO. Jest wśród 10-15 państw na świecie pod względem wojskowych wydatków. W 2027 r. rząd zaplanował przeznaczenie 4,51 proc. PKB na ten cel.
Mało kto kwestionuje potrzebę tych wydatków, jednak to nie jedyny powód wysokiego deficytu. W 2021 r., a więc przed wojną w Ukrainie, przeznaczaliśmy na ten cel 2,2 proc. PKB. Zwiększyliśmy je zatem o 2,3 proc. w relacji do PKB. Odpowiada to za jedynie 1/3 obecnej wysokości deficytu oraz za ok. 40 proc. zwiększonego deficytu względem 2021 r.
Trzecim powodem utrzymywania wysokiego deficytu jest wciąż relatywnie niskie zadłużenie publiczne. W relacji do PKB wynosiło ono 61,6 proc. na koniec I kw. 2026 r. W całej UE jest to 82,9 proc. PKB, a w takich państwach jak Włochy, Francja, Belgia, czy Hiszpania, przekracza ono 100 proc. PKB. Polska w tym zestawieniu plasuje się w środku stawki.
Jest też czwarty powód. Zmiana nastawienia do deficytu wśród ekonomistów na świecie. Stało się tak przede wszystkim dlatego, że kraje prowadzące bardzo restrykcyjną politykę fiskalną, jak np. Niemcy, radzą sobie gospodarczo dużo gorzej niż kraje z luźniejszą polityką, jak choćby USA.
Deficyt? Idziemy w ryzykownym kierunku
Silnie ekspansywna polityka fiskalna w Polsce ma swoje dobre strony. Na pewno w sporym stopniu odpowiada za dobrą kondycję polskiej gospodarki w ostatnich latach, zwłaszcza za wysoki wzrost gospodarczy.
Pojawia się jednak pytanie: jak długo można go utrzymywać na takim poziomie i to w warunkach, gdy nie ma żadnego kryzysu? Bo wciąż daleko nam do kryzysu fiskalnego. Powód jest prosty. Polska ma zrównoważony rachunek obrotów bieżących, a więc jako gospodarka nie zapożyczamy się za granicą.
Zdecydowana większość długu publicznego należy do krajowych banków oraz inwestorów. Udział inwestorów zagranicznych wynosi niecałe 30 proc. Stąd ryzyko odpływu kapitału, nawet gdyby się zmaterializowało, będzie miało ograniczone skutki.
W dłuższej perspektywie można się zastanawiać, co zrobimy w przypadku poważniejszego kryzysu w światowej gospodarce. Przy tak napiętym budżecie, mamy bardzo ograniczone pole manewru. Oprócz tego jest też kwestia racjonalności wielu wydatków. Wreszcie, ograniczenie deficytu będzie wymagane przez Komisję Europejską. Obecny rząd zostawia kolejnemu te dylematy.
Główne wnioski
- Deficyt sektora finansów publicznych w 2027 r. ma wynieść 7,1 proc. PKB, czyli tyle samo, ile według rządu wyniesie w 2026 r. To oznacza trzeci kolejny rok z deficytem przekraczającym 7 proc. PKB i jeden z najwyższych poziomów w ciągu ostatnich 30 lat.
- Wysoki deficyt nie wynika wyłącznie ze zwiększonych wydatków na obronność. Te mają sięgnąć w 2027 r. 4,51 proc. PKB wobec 2,2 proc. w 2021 r., a więc wzrosły o 2,3 pkt proc. PKB, co odpowiada jedynie za około 1/3 obecnego deficytu.
- Polska nadal ma przestrzeń do finansowania wysokiego deficytu dzięki relatywnie niskiemu zadłużeniu, które wyniosło 61,6 proc. PKB na koniec I kw. 2026 r. Problemem jest jednak brak konsolidacji fiskalnej – przy wydatkach sektora publicznego sięgających niemal 52 proc. PKB wobec ponad 46 proc. dochodów, pole manewru w razie kolejnego kryzysu będzie coraz mniejsze.
