Szybka wizyta w Moskwie i nagły alarm w armii. W co gra Łukaszenka?
Kontrola gotowości białoruskiej armii, a potem podróż Alaksandra Łukaszenki do Moskwy na rozmowy z Władimirem Putinem. Białoruś zachowuje formalną niezależność, ale jej polityczne, gospodarcze i wojskowe uzależnienie od Rosji jest coraz większe
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego Białoruś coraz trudniej oddzielić od rosyjskiej strategii bezpieczeństwa.
- Jak Moskwa zyskała wpływ na białoruską politykę, gospodarkę i wojsko.
- Ile przestrzeni do samodzielnych decyzji pozostało jeszcze Łukaszence.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Alaksandr Łukaszenka przyjechał do Moskwy pod koniec sierpnia. Według białoruskich władz rozmawiał z Putinem o współpracy dwustronnej, bezpieczeństwie regionalnym i sytuacji międzynarodowej. Spotkanie z rosyjskim premierem Michaiłem Miszustinem dotyczyło z kolei handlu, inwestycji i współpracy przemysłowej.
Znaczenie wizyty zwiększył jej moment. Kilka dni wcześniej w Moskwie pojawił się dyrektor CIA John Ratcliffe. Spotkał się z szefem rosyjskiego wywiadu zagranicznego Siergiejem Naryszkinem. Szczegółów rozmów nie ujawniono, ale według medialnych doniesień dotyczyły one wojny w Ukrainie i możliwości utrzymania kanałów kontaktu między Waszyngtonem a Moskwą.
Bezpośrednio po informacji o wizycie Ratcliffe’a Łukaszenka zarządził nagłą kontrolę gotowości bojowej białoruskich sił zbrojnych. Część jednostek miała zostać postawiona w stan pełnej gotowości i uzupełniona do etatów wojennych. Białoruska Rada Bezpieczeństwa tłumaczyła tę decyzję napiętą sytuacją w regionie oraz doświadczeniami wojny rosyjsko-ukraińskiej.
Kreml zaprzeczał, że wizyta Łukaszenki była bezpośrednią reakcją na rozmowy Ratcliffe’a. Dmitrij Pieskow podkreślał, że kontakty rosyjsko-białoruskie mają charakter strategiczny i nie zależą od pojedynczych spotkań Moskwy z Amerykanami.
Eksperci zwracają jednak uwagę na zbieg okoliczności. Najostrożniejsza interpretacja jest taka, że misja CIA nie musiała być przyczyną podróży Łukaszenki, ale mogła stać się jej katalizatorem. Białoruski przywódca, którego bezpieczeństwo polityczne w coraz większym stopniu zależy od Rosji, miał powód, by szybko poznać rosyjską ocenę sytuacji.
Rosja gwarantuje przetrwanie reżimu
Zależność Białorusi od Rosji wyraźnie pogłębiła się po wyborach prezydenckich w 2020 r. i masowych protestach. Zachód nie uznał wyników wyborów i nałożył kolejne sankcje, a Łukaszenka stracił możliwość prowadzenia wcześniejszej polityki balansowania między Moskwą a Zachodem.
Według Chatham House od 2020 r. Białoruś coraz mocniej uzależniała się od rosyjskiego wsparcia politycznego, finansowego i wojskowego. Rosja nie musiała formalnie anektować sąsiada. Budowała wpływy poprzez gospodarkę, energetykę, współpracę wojskową i politykę.
Jeszcze ważniejszym momentem była pełnoskalowa rosyjska inwazja na Ukrainę. Rosja wykorzystała terytorium Białorusi jako jeden z kierunków ataku na Kijów, a Mińsk udostępnił jej lotniska, drogi, kolej, magazyny i zaplecze logistyczne. Białoruska armia nie weszła formalnie do wojny, ale kraj stał się istotnym zapleczem operacyjnym rosyjskich sił.
Europejska Rada Spraw Zagranicznych ocenia, że Białoruś coraz wyraźniej przechodzi od roli rosyjskiego „zaplecza” do roli wysuniętego elementu strategii wojskowej Moskwy wobec NATO. Rosja korzysta z białoruskiej infrastruktury, prowadzi wspólne ćwiczenia i pogłębia integrację systemów bezpieczeństwa obu państw.
– Łukaszenka jest w rosyjskim obozie z własnej woli – to rezultat prowadzonej przez niego polityki. Przez lata miał wiele alternatyw: w różnych okresach zbliżał się do Zachodu, a następnie ponownie się izolował. W 2020 r. wyraźne próby nawiązania dialogu z Białorusią podejmowali m.in. Mike Pompeo, ówczesny sekretarz stanu USA, i państwa europejskie. Jednak w obliczu presji Łukaszenka wybrał Rosję – mówi XYZ Hanna Liubakowa, starszy ekspert Centrum Eurazji w Atlantic Council.
Dla Polski i państw bałtyckich oznacza to, że zagrożeniem nie musi być formalne wchłonięcie Białorusi przez Rosję. Bardziej prawdopodobnym scenariuszem jest postępująca militaryzacja Białorusi oraz wykorzystywanie jej terytorium do wywierania presji na wschodniej flance NATO.
Zdaniem eksperta
Czy da się „odciągnąć” Białoruś od Rosji?
Chodzi nie tylko o to, że Rosja jest największym partnerem handlowym i inwestycyjnym oraz głównym pożyczkodawcą. Problem polega również na tym, że model białoruskiej gospodarki, oparty na braku prywatnych praw własności, dominacji krótkoterminowej polityki makroekonomicznej i relacjach nieformalnych, jest niekompatybilny z gospodarką UE.
Nie ma więc takiej oferty gospodarczej ze strony UE, którą Łukaszenka przyjąłby „w zamian za” odejście od Rosji. Zmiana tego wektora byłaby możliwa dopiero po upadku obecnego systemu, pod warunkiem, że doprowadziłoby to również do transformacji gospodarczej. Nie chodzi jednak o transformację w kierunku anglosaskiego modelu gospodarki rynkowej, lecz raczej o coś bliższego modelowi skandynawskiemu, z dużą rolą własności kolektywnej. Transformacja w stronę anglosaskiego kapitalizmu skończy się po prostu tym, że Rosja wykupi Białoruś.
Podobnie nie należy oczekiwać systemowej zmiany w zakresie praw człowieka. Wymiana osób skazanych w sprawach politycznych na łagodzenie przez USA sankcji nie zmniejsza liczby osób w więzieniach, bo na ich miejsce trafiają kolejne. Wykorzystywanie migracji jako broni również się nie skończyło: po prostu czasem Mińsk przykręca kurek, a czasem go odkręca.
Polska polityka w UE powinna koncentrować się na kampanii informacyjnej podkreślającej, że Białorusinki i Białorusini to nie Rosjanie i Rosjanki, a społeczeństwo białoruskie to nie reżim w Mińsku. Pozwoliłoby to budować poparcie dla kilku działań:
– utrzymania i pogłębiania reżimu sankcji, który utrudnia funkcjonowanie systemu, a tym samym sprzyja jego destabilizacji;
– wspierania społeczeństwa obywatelskiego na Białorusi – emigracja niestety jest głęboko podzielona, a jak pokazał 2020 r., potencjał zmiany kryje się przede wszystkim w społeczeństwie, a nie w liderach politycznych;
– stworzenia na tej podstawie wspólnej strategii UE, zawierającej także plan „co po Łukaszence”, wypracowany na podstawie analiz niezależnego białoruskiego środowiska eksperckiego.
Moskwa ma także gospodarczy uchwyt
Rosyjski wpływ nie ogranicza się do wojska. Po wprowadzeniu zachodnich sankcji białoruska gospodarka została jeszcze bardziej związana z Rosją. Moskwa stała się głównym rynkiem zbytu dla białoruskiego eksportu, dostawcą energii oraz najważniejszym kierunkiem tranzytu towarów, które wcześniej trafiały na Zachód przez Litwę i Łotwę.
Według think tanku Chatham House około dwóch trzecich białoruskiego eksportu trafia na rynek rosyjski. Atlantic Council ocenia ten udział na około 70 proc. Zależność jest jeszcze większa, jeśli uwzględnić towary przewożone przez rosyjskie porty i sieci transportowe.
To daje Kremlowi dodatkowe narzędzie nacisku. Rosja pomaga Mińskowi łagodzić część skutków zachodnich sankcji, zapewniając rynki zbytu, energię i logistykę. Jednocześnie pogłębianie tych powiązań ogranicza możliwości prowadzenia przez Białoruś samodzielnej polityki.
Perspektywy gospodarcze pozostają słabe. Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju obniżył prognozę wzrostu białoruskiej gospodarki w 2026 r. do 1,1 proc. Wśród problemów wymienia sankcje, słabszą produkcję przemysłową, stagnację rolnictwa i uzależnienie od rosyjskiej koniunktury. Analitycy Free Policy Briefs przewidują wzrost rzędu 1-2 proc. rocznie w latach 2026-2027.
Białoruś próbuje poszerzać pole manewru gospodarczego, rozwijając relacje z reżimami i władzami izolowanymi przez państwa demokratyczne: talibami w Afganistanie, Koreą Północną oraz juntą wojskową w Mjanmie.

Kontakty mają przede wszystkim wymiar pragmatyczny: Mińsk oferuje maszyny, technologię i dostęp do rynku, a w zamian zyskuje polityczne poparcie, możliwości obchodzenia części sankcji oraz argument, że reżim Alaksandra Łukaszenki nie pozostaje całkowicie osamotniony. Symbolem tego kierunku była wizyta delegacji talibów w zakładach BelAZ i fabryce serów w Słucku, a także zapowiedź wprowadzenia ruchu bezwizowego z Koreą Północną i otwarcia białoruskiej ambasady w Pjongjangu.
Łukaszenka wciąż może mówić „nie”
Mimo rosnącej zależności Białoruś nie stała się rosyjską prowincją. Łukaszenka zachował własny aparat państwowy, służby, armię i formalną kontrolę nad instytucjami. Nadal unika bezpośredniego zaangażowania białoruskich żołnierzy w wojnę przeciwko Ukrainie.
To jednak nie oznacza neutralności. Mińsk pozostaje bliskim sojusznikiem Rosji, udostępnia jej infrastrukturę i wspiera rosyjskie działania logistycznie oraz przemysłowo. Łukaszenka musi jednocześnie kalkulować ryzyko wysłania własnej armii na front. Taki krok mógłby zwiększyć sprzeciw społeczny i osłabić morale wojska.
Białoruś próbuje również utrzymywać ograniczone kanały komunikacji z Zachodem. Chatham House wskazuje na pojedyncze zwolnienia więźniów politycznych, sygnały dotyczące przejrzystości ćwiczeń wojskowych i doraźne rozmowy z zachodnimi państwami. Nie jest to jednak strategiczny zwrot, lecz próba odzyskania choć części pola manewru wobec Rosji.
W polityce wewnętrznej tego pola praktycznie nie ma. Freedom House przyznał Białorusi 7 punktów na 100 i określił ją jako państwo „niewolne”. Organizacja wskazuje na represje wobec opozycji, dziennikarzy i organizacji społecznych oraz na arbitralne zatrzymania. Według ECFR w białoruskich więzieniach wciąż przebywa 879 więźniów politycznych.
Co może zrobić Zachód?
– Priorytetem powinno być teraz zwiększenie kosztów represji. W ostatnich latach nie wprowadzono poważnych sankcji wymierzonych bezpośrednio w łamanie praw człowieka – mówi Hanna Liubakowa.
Ekspertka zwraca uwagę, że większość sankcji była reakcją na rolę Białorusi w rosyjskiej wojnie przeciwko Ukrainie.
– I było to uzasadnione, ale potrzebne są również znacznie silniejsze sankcje skoncentrowane na samych represjach. Reżim musi zrozumieć, że nie może kontynuować tej polityki bez konsekwencji. Sankcje są dla reżimu i lojalnych wobec niego urzędników źródłem realnego dyskomfortu, dlatego stanowią istotny instrument nacisku – tłumaczy analityczka Atlantic Council.
Zdaniem Hanny Liubakowej kolejnym ważnym krokiem jest wsparcie postępowania przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym dotyczącego sytuacji na Białorusi, zainicjowanego przez Litwę.
30 września 2024 r. Litwa zwróciła się do Prokuratury Międzynarodowego Trybunału Karnego (MTK) o zbadanie podejrzenia popełnienia na Białorusi zbrodni przeciwko ludzkości. Białoruś nie jest stroną Statutu Rzymskiego. Litwa wskazała jednak, że część zarzucanych czynów miała skutki na jej terytorium, co może uzasadniać jurysdykcję Trybunału.
Litewskie zawiadomienie obejmuje czyny popełniane od co najmniej 1 maja 2020 r. Wskazuje na deportacje, prześladowania oraz inne nieludzkie czyny wymierzone w cywilną ludność Białorusi. Miały być one inspirowane lub aprobowane przez najwyższe szczeble władz białoruskich.
12 marca 2026 r. Biuro Prokuratora MTK zakończyło badanie wstępne i zdecydowało o wszczęciu śledztwa. Uznało, że istnieją uzasadnione podstawy, by sądzić, iż czyny prowadzące do deportacji stanowiły element polityki państwowej wymierzonej w rzeczywistych lub domniemanych przeciwników władz Białorusi. Zakres śledztwa obejmuje przestępstwa transgraniczne popełnione od 1 maja 2020 r. Mowa o podejrzeniu zbrodni przeciwko ludzkości w postaci deportacji oraz prześladowań z powodów politycznych.
– Inne państwa powinny przyłączyć się do tej inicjatywy albo przynajmniej publicznie ją poprzeć. Śledztwo już się rozpoczęło i potrzebuje szerszego wsparcia politycznego – przekonuje ekspertka.
Formalnie niezależna, strategicznie zależna
Wizyta Łukaszenki w Moskwie po podróży szefa CIA była przede wszystkim przypomnieniem, jak mocno bezpieczeństwo Białorusi jest dziś powiązane z bezpieczeństwem Rosji. Po 2020 r. i rozpoczęciu pełnoskalowej wojny w Ukrainie Mińsk stracił większość możliwości balansowania między Wschodem a Zachodem.
Rosja jest jednocześnie gwarantem przetrwania reżimu, dominującym partnerem handlowym, dostawcą energii i najważniejszym partnerem wojskowym Białorusi. Taka zależność nie musi prowadzić do formalnej aneksji. Państwo może zachować własną flagę, instytucje i formalną suwerenność. A przy tym mieć bardzo ograniczoną zdolność podejmowania strategicznych decyzji wbrew silniejszemu partnerowi.
Łukaszenka nadal może negocjować szczegóły, opóźniać niektóre decyzje czy wykorzystywać zainteresowanie Zachodu do uzyskiwania ustępstw. Nie może jednak łatwo zmienić kursu. Gospodarka, energetyka, logistyka i wojsko są zbyt silnie związane z Rosją, by gwałtowne zerwanie z Moskwą nie zagrażało stabilności jego reżimu.
Najtrafniej opisywać więc dzisiejszą Białoruś jako państwo zależne, ale nie całkowicie podporządkowane. Łukaszenka zachował pewną autonomię taktyczną, lecz w sprawach strategicznych jest związany z Rosją mocniej niż kiedykolwiek wcześniej.
– Unia Europejska i Polska powinny nadal wspierać białoruskie społeczeństwo obywatelskie oraz niezależne media. To jeden z najskuteczniejszych sposobów utrzymywania więzi z ludźmi wewnątrz Białorusi oraz podtrzymywania obecnych tam nastrojów sprzeciwu wobec reżimu i wojny. Są one wciąż bardzo istotne – przekonuje Hanna Liubakowa.
Główne wnioski
- Białoruś jest dziś strategicznie zależna od Rosji, nawet jeśli nie została przez nią całkowicie podporządkowana. Moskwa jest dla reżimu Łukaszenki gwarantem bezpieczeństwa i politycznego przetrwania, a jednocześnie najważniejszym partnerem gospodarczym, dostawcą energii i podstawą współpracy wojskowej. Mińsk zachował jednak własne instytucje, armię i możliwość podejmowania części decyzji taktycznych. Łukaszenka nadal potrafi negocjować z Kremlem i wykorzystywać ograniczone kontakty z Zachodem, aby poszerzyć pole manewru.
- Największym zagrożeniem dla niezależności Białorusi nie jest formalna aneksja, lecz pogłębiająca się zależność. Rosja zwiększała swoje wpływy dzięki powiązaniom gospodarczym, energetycznym, handlowym i logistycznym oraz integracji wojskowej. Po 2020 r. i rozpoczęciu pełnoskalowej wojny w Ukrainie możliwości Mińska do balansowania między Wschodem a Zachodem gwałtownie się skurczyły. Białoruś stała się ważnym elementem rosyjskiego systemu wojskowego wymierzonego w NATO, szczególnie istotnym z perspektywy Polski i państw bałtyckich.
- Ewentualne uniezależnienie Białorusi od Rosji wymagałoby zmiany nie tylko politycznej, ale również systemowej. Obecny model gospodarczy i polityczny jest trudny do pogodzenia z zasadami funkcjonowania UE, dlatego sama oferta gospodarcza Wspólnoty nie wystarczy, by Mińsk zmienił strategiczny kierunek. Z perspektywy Polski ważne są więc długofalowe wspieranie białoruskiego społeczeństwa obywatelskiego, utrzymywanie presji na reżim oraz przygotowanie przez UE wiarygodnej strategii na czas po Łukaszence.


