Europa dokręca śrubę Putinowi. Na celowniku 1600 osób i firm
UE przygotowuje kolejny, znacznie szerszy pakiet sankcji przeciwko Rosji. Chce nimi objąć m.in. „flotę cieni”, banki oraz przedsiębiorstwa pomagające omijać restrykcje. Na stół wraca także wykorzystanie zamrożonych rosyjskich aktywów.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie działania planuje UE względem Rosji w najbliższych tygodniach.
- O czym obecnie rozmawiają ministrowie obrony i spraw zagranicznych UE.
- Czy zdaniem ekspertów sankcje wobec Rosji są skuteczne.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
W Irlandii rozpoczęto właśnie polityczną układankę, która może zdecydować o kolejnym etapie europejskiej presji na Moskwę. W Wicklow spotkali się ministrowie obrony państw UE, a 1 i 2 września dołączają do nich ministrowie spraw zagranicznych w formule Gymnich. Nazwa pochodzi od zamku Gymnich w Niemczech, w którym w 1974 r. odbyło się jedno z pierwszych takich spotkań. Nie jest to jeszcze formalne posiedzenie, na którym zostanie przyjęty nowy pakiet sankcji. To jednak tutaj państwa członkowskie mają określić kierunek. Będą też rozmawiać o dalszym wsparciu dla Ukrainy i bezpieczeństwie Europy.
Na spotkaniu ministrów obrony jednym z głównych tematów jest europejska obronność. Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas zapowiedziała również powołanie grupy byłych przywódców politycznych i wojskowych z Europy, Wielkiej Brytanii i Ukrainy. Ma ona zastanowić się, jak Europa powinna się bronić w sytuacji, gdy Stany Zjednoczone coraz mocniej oczekują od europejskich sojuszników przejęcia większej odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo.
1600 nazwisk i firm na celowniku
Najbardziej konkretny element obecnych rozmów dotyczy kolejnego pakietu sankcji dla Rosji. Bruksela analizuje około 1600 wpisów: 800 osób i 800 rosyjskich przedsiębiorstw. Pakiet ma być czymś znacznie więcej niż wpisaniem kolejnych nazwisk rosyjskich urzędników na czarną listę. Według unijnych dyplomatów może zostać przyjęty w październiku.
To ważne, ponieważ UE ma już za sobą 21 rund sankcji. Ostatnia, przyjęta w lipcu, objęła 218 osób i podmiotów, ponad 100 banków i operatorów kryptowalutowych oraz ponad 40 statków rosyjskiej „floty cieni”. Restrykcjami objęto również rafinerie w Rosji i na Białorusi oraz ponad 50 podmiotów przemysłu wojskowego, w tym producentów dronów dalekiego zasięgu.
Nowy pakiet ma więc być przede wszystkim próbą zatkania luk, przez które rosyjska gospodarka nadal uzyskuje dostęp do pieniędzy, technologii i usług.
Jednym z głównych celów pozostaje rosyjska „flota cieni”. To setki tankowców operujących często pod zmiennymi banderami i poprzez skomplikowane struktury właścicielskie. Statki te pozwalają Rosji omijać część zachodnich ograniczeń dotyczących eksportu ropy. UE już wcześniej objęła sankcjami setki takich jednostek. Teraz presja może zostać jeszcze zwiększona, podobnie jak działania przeciwko pośrednikom w państwach trzecich.
Zamrożone rosyjskie miliardy wracają na stół
Najbardziej politycznie wybuchowym tematem pozostają zamrożone aktywa rosyjskiego banku centralnego. W UE znajduje się około 210 mld euro rosyjskich aktywów, z czego około 185 mld euro przechowywanych jest w Euroclear, instytucji finansowej z siedzibą w Belgii. Polska, Holandia, Hiszpania i Szwecja ponownie zaapelowały o rozpoczęcie dyskusji nad wykorzystaniem tych pieniędzy dla Ukrainy. Sprzeciwia się temu Belgia.
Belgijski rząd od dawna sprzeciwia się rozwiązaniu, które mogłoby narazić kraj na konsekwencje rosyjskiej kontrakcji. Według unijnych dyplomatów kwestia aktywów ponownie pojawi się w rozmowach ministrów w Irlandii, ale decyzja w tej sprawie nie jest spodziewana w tym tygodniu. To raczej kolejna próba przełamania politycznego impasu.
Czy sankcje działają?
Bruksela przekonuje, że sankcje działają. Kaja Kallas mówiła w czerwcu, że zachodnie restrykcje kosztowały Rosję szacunkowo 1–1,3 bln euro. Ich celem jest ograniczenie dochodów Kremla, utrudnienie dostępu do technologii oraz stopniowe osłabianie zdolności rosyjskiej gospodarki do prowadzenia wojny.
Rosja rzeczywiście ponosi koszty sankcji. Jej przemysł naftowy jest pod presją, a prognozy rosyjskiej produkcji ropy na 2026 r. zostały obniżone do około 494,2 mln ton – najniższego poziomu od 2009 r. Na sytuację wpływają m.in. zachodnie ograniczenia, problemy eksportowe oraz ukraińskie ataki na rosyjską infrastrukturę rafineryjną.
Ale z tego nie wynika, że sankcje zmuszą Władimira Putina do zakończenia wojny. Rosja nadal finansuje działania wojenne, zwiększa produkcję wojskową, a znaczną część handlu przekierowała do państw, które nie uczestniczą w programie sankcyjnym. Badania CEPR (Centre for Economic Policy Research, Centrum Badań nad Polityką Gospodarczą ) wskazują, że po 2022 r. handel Rosji z krajami takimi jak Chiny, Indie czy Turcja gwałtownie wzrósł. Szczególnie wyraźny był wzrost wymiany z Indiami.
Podobny problem dotyczy sankcji eksportowych. Restrykcje gwałtownie ograniczyły bezpośredni import Rosji z państw zachodnich. Część handlu została jednak przekierowana przez państwa trzecie. Towary produkowane w krajach nakładających sankcje mogą więc ostatecznie trafiać do Rosji okrężną drogą.
Think tanki: sankcje działają, ale Europa nie wykorzystuje całej swojej siły
Eksperci są podzieleni, choć większość nie uważa sankcji za całkowicie nieskuteczne. Dr Maria Szagina z International Institute for Strategic Studies zwraca uwagę, że kolejne restrykcje mogą ograniczać rosyjską gospodarkę. Sama liczba pakietów nie powinna być jednak mylona ze skutecznością. Kluczowe pytanie brzmi: jaki konkretny cel polityczny mają osiągnąć sankcje i w jaki sposób mają zmienić kalkulacje Kremla?
Prof. Monika Sus z Polskiej Akademii Nauk i European University Institute wskazuje z kolei na polityczny koszt sankcji dla państw UE. Dlatego utrzymanie europejskiej jedności może być równie ważne jak maksymalizowanie presji na Rosję.
Znacznie ostrzej ocenia sytuację Jakub Janda z European Values Center for Security Policy. Jego zdaniem Europa wciąż nie sięga po najbardziej zdecydowane instrumenty. Ekspert ma na myśli wykorzystanie zamrożonych rosyjskich aktywów, zdecydowane działania przeciwko flocie cieni oraz większą presję na Chiny za ich rolę w rosyjskiej gospodarce wojennej.
Wniosek ekspertów jest więc stosunkowo prosty: sankcje mają znaczenie, ale ich skuteczność zależy od szczelności systemu i zdolności Europy do egzekwowania restrykcji poza własnym terytorium.
Rosyjska „wojna hybrydowa” wkracza do Europy
Rozmowy w Irlandii nie dotyczą jednak wyłącznie ropy, banków i tankowców. Kallas mówi, że Rosja prowadzi przeciwko Europie falę ataków hybrydowych, których skutki stają się coraz bardziej bezpośrednie. Jej zdaniem Moskwa chce zniechęcić Europejczyków do dalszego wspierania Ukrainy, ale nie osiągnie tego celu.
W Niemczech punktem zapalnym jest próba ataku dronem na lotnisko w Lipsku. Według przekazanych materiałów Berlin przygotowuje się do przypisania odpowiedzialności Rosji i rozważa „rozległe” sankcje wobec rosyjskich podmiotów. Amerykańskie służby miały również powiązać incydent z Rosją, choć Berlin podkreśla, że oficjalne przypisanie odpowiedzialności wymaga odpowiednio mocnych dowodów.
Do tego dochodzą inne incydenty. To podejrzany rosyjski ślad w ataku na estońską firmę obronną, udaremniony plan podpalenia fabryki dronów na Słowacji, eksplozje w zakładach amunicyjnych we Włoszech i Bułgarii oraz dron wyposażony w materiały wybuchowe znaleziony w Rumunii. Nie we wszystkich przypadkach istnieją jednak dowody pozwalające przypisać odpowiedzialność Moskwie. W Polsce ABW i policja prowadzą śledztwo w sprawie pożaru w WB Electronics z udziałem obcych służb, do którego doszło w poniedziałek.
Berlin mówi w tym kontekście o „Zeitenwende 2.0” – nowym zwrocie w polityce bezpieczeństwa, podobnym do tego, który Olaf Scholz ogłosił po rosyjskiej inwazji w 2022 r.
Francja i Niemcy chcą szybszej Europy
W tle rozmów o sankcjach pojawia się jeszcze jeden fundamentalny problem: jednomyślność. Decyzje dotyczące unijnej polityki zagranicznej wymagają zgody wszystkich 27 państw. Doświadczenia z blokowaniem decyzji przez Węgry Viktora Orbána pokazały, jak łatwo pojedynczy kraj może opóźniać wspólną politykę wobec Rosji i Ukrainy.
Francja i Niemcy wraz z dziewięcioma innymi państwami chcą zwiększenia efektywności unijnego procesu decyzyjnego. W liście skierowanym do Kallas zaproponowały m.in. szersze stosowanie głosowania większością kwalifikowaną, konstruktywnego wstrzymania się od głosu oraz ograniczenie możliwości blokowania jednej decyzji w zamian za ustępstwa w zupełnie innej sprawie. Chcą również, aby Kallas przeanalizowała możliwość wykorzystania tzw. klauzuli passerelle (pomostowej). Pozwala ona w określonych obszarach zmienić sposób podejmowania decyzji bez formalnej zmiany traktatów. To być może jedna z najważniejszych dyskusji podczas Gymnich.
Jeśli bowiem Europa ma reagować na rosyjską presję szybciej, 27 państw nie może tygodniami lub miesiącami uzgadniać każdego kolejnego kroku. Paryż i Berlin proponują również reformę Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych (europejskiej dyplomacji). Jednym z pomysłów jest wzmocnienie pozycji Kallas poprzez uczynienie jej jedną z wiceprzewodniczących wykonawczych Komisji Europejskiej, z większym wpływem na politykę handlową, pomoc rozwojową i obronność.
To już nie jest techniczny spór o strukturę unijnych instytucji. Europa musi jednocześnie prowadzić politykę sankcyjną, finansować Ukrainę, zwiększać wydatki obronne i odpowiadać na rosyjskie cyberataki, sabotaż oraz dezinformację.
Co wydarzy się teraz?
1–2 września – ministrowie spraw zagranicznych w Irlandii.
Gymnich jest forum nieformalnym, więc nie należy oczekiwać formalnego przyjęcia całego pakietu sankcji. Najważniejsze będą rozmowy o Rosji, Ukrainie, wojnie hybrydowej, sankcjach, zamrożonych aktywach i reformie procesu decyzyjnego.
Wrzesień – negocjacje nad pakietem.
Bruksela będzie pracować nad szczegółami nowej listy. Szczególny nacisk ma zostać położony na flotę cieni, rosyjskie banki, przemysł wojskowy, pośredników w państwach trzecich i kanały obchodzenia sankcji.
28 września – ministrowie obrony UE.
Kolejne formalne spotkanie ministrów będzie poświęcone m.in. europejskiej obronności i dalszemu wsparciu Ukrainy.
15–16 października – szczyt przywódców UE.
To właśnie wtedy liderzy państw UE mają powrócić do kwestii europejskiej obronności i bezpieczeństwa. Październik może być również momentem politycznego rozstrzygnięcia dotyczącego dalszej presji na Rosję.
Europa musi zdecydować, jak daleko chce pójść
Historia sankcji wobec Rosji wchodzi w kolejną fazę. Pierwsze pakiety miały odciąć kraj od zachodniego kapitału, technologii i rynków. Kolejne próbowały uszczelniać system. Teraz Bruksela chce uderzać w całe sieci obchodzenia sankcji. Problem w tym, że Rosja również wyciąga wnioski. Przekierowała handel na Chiny, Indie i Turcję, rozwinęła alternatywne kanały płatności, flotę cieni i przestawiła gospodarkę na potrzeby wojny. Jesienią UE będzie więc musiała zdecydować, czy chce po prostu kolejnego pakietu sankcji, czy też znacznie bardziej agresywnej i szczelnej strategii ekonomicznego nacisku. Miałaby obejmować flotę cieni, pośredników w państwach trzecich, banki, technologie, a być może również zamrożone rosyjskie aktywa.
Właśnie dlatego spotkanie ministrów w Wicklow, choć nieformalne, jest ważniejsze, niż sugeruje jego nazwa. Nie zapadnie tam zapewne decyzja o całym nowym pakiecie. Może jednak zostać wyznaczony kierunek, który jesienią zdecyduje o odpowiedzi Europy na działania Rosji.
Główne wnioski
- Najbardziej konkretny element obecnych rozmów dotyczy kolejnego pakietu sankcji, Bruksela analizuje około 1600 wpisów: 800 osób i 800 rosyjskich przedsiębiorstw. Pakiet – według unijnych dyplomatów – może zostać przyjęty w październiku.
- Najbardziej politycznie wybuchowym tematem pozostają zamrożone aktywa rosyjskiego banku centralnego. Francja i Niemcy wraz z dziewięcioma innymi państwami chcą zwiększenia efektywności unijnego procesu decyzyjnego. W liście skierowanym do Kallas zaproponowano m.in. szersze stosowanie głosowania większością kwalifikowaną, konstruktywnego wstrzymania się od głosu oraz ograniczenie możliwości blokowania jednej decyzji w zamian za ustępstwa w zupełnie innej sprawie.
- Bruksela przekonuje, że sankcje działają. Kaja Kallas mówiła w czerwcu, że zachodnie restrykcje kosztowały Rosję szacunkowo 1–1,3 bln euro. Ich celem jest ograniczenie dochodów Kremla, utrudnienie dostępu do technologii oraz stopniowe osłabianie zdolności rosyjskiej gospodarki do prowadzenia wojny. Rosja nadal finansuje działania wojenne, zwiększa produkcję wojskową i przekierowała znaczną część handlu do państw, które nie uczestniczą w sankcjach.

