11 takich etatów na świecie. Polak dostał jeden z nich. „Ma ekstremalnie trudne zadanie”
Marcin Budkowski stanął na czele ścigającego się w Formule 1 teamu Cadillac. To wielkie wyróżnienie, ale też ogromne wyzwanie. Zwłaszcza że zespół dopiero co dołączył do stawki F1 i jest w niej najsłabszy. Polski inżynier ma to zmienić, o czym rozmawiamy w podcaście „Sport to pieniądz”.
Z tego odcinka dowiesz się…
- Czym będzie zajmował się Marcin Budkowski, polski inżynier, który został szefem teamu Cadillac F1.
- Tymek Kucharczyk, Roman Biliński, Kacper Sztuka, Maciej Gładysz – czy któryś z młodych polskich kierowców ma szansę ścigać się w F1.
- Z jakimi wydatkami trzeba się liczyć w przypadku startów w mistrzostwach Polski kierowców wyścigowych.
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
Marcin Budkowski nie jest w F1 postacią przypadkową. Przez lata pracował jako inżynier, później także w Międzynarodowej Federacji Samochodowej (FIA). Poznał Formułę 1 nie tylko od strony technicznej, ale również regulacyjnej i organizacyjnej. Teraz przed nim jedno z najtrudniejszych zadań – zbudowanie od podstaw zespołu, który dopiero zaczyna funkcjonować w niezwykle konkurencyjnym środowisku.
– Spodziewałem się, że na jakimś etapie swojego życia Marcin wróci do padoku, bo jest po prostu świetnym specjalistą i ma fantastyczne CV, jeśli chodzi o pracę w motorsporcie. Patrzył na ten sport nie tylko od strony inżyniera pracującego w zespołach, ale też od strony człowieka, który tworzy regulacje, bo pracował przecież przez ładnych parę lat na bardzo wysokim stanowisku w FIA – mówi Maciej Jermakow, dziennikarz zajmujący się motorspotem.
Cadillac dołączył do F1 przed obecnym sezonem jako jedenasta ekipa w stawce. Projekt trzeba było zbudować niemal od zera. Marcin Budkowski będzie odpowiadał za znacznie więcej niż tylko wyniki na torze. W jego gestii znajdzie się między innymi organizacja zespołu, dobór ludzi, rozwój procesów i nadzorowanie pracy poszczególnych działów.
– Marcin ma ekstremalnie trudne zadanie, bo w tym momencie ekipa w Formule 1 jest zdecydowanie najgorsza i ma najmniejsze doświadczenie. To ekipa po prostu stworzona od zera, więc mnóstwo rzeczy jest tam do poukładania, ale z Marcinem ma iść do przodu. Będziemy patrzeć na Cadillaca, tylko trochę czasu zajmie, zanim ten zespół będzie w stanie walczyć o jakieś fajne rezultaty – tłumaczy Maciej Jermakow.
W oczekiwaniu na polskiego kierowcę
Polska ma swojego człowieka na szczycie najbardziej prestiżowej serii wyścigowej świata, ale na spełnienie największego marzenia kibiców wciąż trzeba poczekać. Chodzi oczywiście o kolejnego po Robercie Kubicy polskiego kierowcę, który ścigałby się w królowej motorsportu. Od kilku lat trwają poszukiwania takiego zawodnika. W tym kontekście najczęściej padały nazwiska Tymka Kuharczyka, Romana Bilińskiego, Macieja Gładysza i Kacpra Sztuki.
– Każdemu z nich będzie ekstremalnie trudno dostać się do Formuły 1. Mówię „ekstremalnie trudno” nie dlatego, że nie wierzę w ich talent czy ich prędkość. Jeśli jednak spojrzymy, ile jest miejsc w Formule 1 i jak mała jest rotacja, to najlepsze stanowisko pracy w F1, czyli kierowca, jest po prostu bardzo trudno dostępne – uważa Maciej Jermakow.
Obecnie Tymek Kucharczyk ściga się w USA w serii Indy NXT. Roman Biliński rywalizuje w Formule 2, Maciej Gładysz w Formule 3, a Kacper Sztuka w Eurocup-3. Na testach w F4 jest Klara Kowalczyk.
– Jeśli dziewczyna chce być szybką kierowczynią, musi ścigać się z chłopakami. W kartingu nie ma przecież podziału na wyścigi dla dziewczyn i chłopaków. Wszyscy rywalizują razem i dziewczyny niejednokrotnie świetnie sobie radzą. Klara jest dużym talentem, ale prawdziwym sprawdzianem będą F4 i kolejne serie. Tam wszystkie rzeczy wypracowane w kartingu zostają mocno zweryfikowane – mówi Maciej Jermakow.
Pieniądze ważne jak paliwo
W piłce nożnej wciąż można trafić na historie o chłopaku z blokowiska albo niewielkiego miasteczka, który dzięki talentowi zostaje zauważony przez trenera i krok po kroku, klub po klubie przebija się na najwyższy poziom. W motorsporcie ścieżka kariery tak nie wygląda. Tutaj już na początku drogi potrzebne są pieniądze – i to często niemałe.
– Pod tym kątem motorsport jest bardzo niewdzięczny. Trudno jest przekonać sponsora, aby dawał gigantyczne pieniądze np. na zawodnika, który wchodzi do Formuły 3. Sponsor może pomyśleć: skoro jest utalentowany, to od razu będzie wygrywał. Ale to tak nie działa. Sponsor musi być więc cierpliwy – tłumaczy Maciej Jermakow w podcaście „Sport to pieniądz”.
Konieczność posiadania wysokiego budżetu dotyczy zawodników już na poziomie juniorskich serii. Każdy kolejny szczebel oznacza nie tylko większe wymagania sportowe, ale również coraz wyższy rachunek. W Formule 2 budżet potrzebny na sezon może być wielokrotnie wyższy niż kwoty, które dla przeciętnego sponsora i tak wydają się ogromne. W firmie pojawia się więc pytanie, czy inwestowanie w młodego kierowcę ma sens w sytuacji, gdy za podobne pieniądze można uzyskać znacznie większą ekspozycję w innych dyscyplinach.
– Praktycznie nie ma historii, że ktoś przyjdzie, kogoś zauważy i powie: „ty jesteś taki szybki, że kładę milion złotych na sezon i sobie jeździsz, gdzie chcesz”. Niestety, muszą się pojawić tata, mama, bogaty wujek czy ciocia, bo bez tego bardzo często się nie da. Jest taka dykteryjka w motorsporcie, że żeby zostać milionerem w motorsporcie, trzeba być wcześniej miliarderem. I to jest jedyny sposób – tłumaczy Maciej Jermakow.
Dlatego droga do Formuły 1 jest tak trudna. Maciej Jermakow wskazuje, że szansa młodego zawodnika rozpoczynającego przygodę w kartingu na dotarcie do F1 jest liczona w ułamkach procenta.
Ścigać się każdy może?
Pieniądze nie są problemem wyłącznie najmłodszych zawodników, marzących o wielkim ściganiu. Doskonale wie o tym sam Maciej Jermakow. Od dwóch sezonów startuje w mistrzostwach Polski w rywalizacji Mini Cooperów.
– Adrenalina w wyścigach jest kosmicznie duża i to jest, niestety, uzależniające. Pierwszy sezon zakończyłem na piątym miejscu. Pierwsze podium zdobyłem w wyścigu na Łotwie. Jechałem czwarty wyścig w życiu i nagle pojawiła się szansa na podium. Dowiozłem i popłynęły mi łzy, bo ja całe życie o tym marzyłem – opowiada Maciej Jermakow.
Nawet w rywalizacji Mini Cooperów trzeba mieć solidny budżet.
– Mówimy o jednej z najtańszych opcji na ściganie, ale jeśli myślimy o sezonie w mistrzostwach Polski, to trzeba założyć co najmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych. Jeśli ma się umiejętności, żeby samemu serwisować samochód, jest dużo taniej. Jeśli jednak wszystko się zleca, koszty cały czas rosną. Opony, wpisowe, serwis – wylicza Maciej Jermakow.
Jeszcze większe kwoty pojawiają się, gdy zawodnik chce zrobić kolejny krok. Przejście z krajowych zawodów do międzynarodowego Pucharu Clio oznacza już koszt rzędu setek tysięcy złotych rocznie.