Wełna, która nie gryzie z metką Made in Poland. Twórcy Paterns zbudowali biznes warty miliony
Polacy kochają ubrania z wełny. A jeszcze bardziej z wełny merino. Ta właśnie stała się inspiracją do założenia rodzinnej firmy Paterns. O wyjątkowym pomyśle na biznes, wyzwaniach, rozwoju i planach na przyszłość mówią nam twórcy firmy Katarzyna Lamik i Maciej Mikołajczak.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak powstawała marka Paterns.
- Jakie właściwości ma wełna merino, dlaczego sprawdza się zarówno zimą, jak i latem.
- Jakie przychody osiąga Paterns i jakie są dalsze plany rozwoju firmy.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Firma Paterns powstała ponad 10 lat temu. Twórcami marki są Katarzyna Lamik, jej siostra Iza i Maciej Mikołajczak, który był inicjatorem projektu.
– Kasia to siostra mojej żony, czyli szwagierka. Kiedy się poznaliśmy, była studentką 2 roku malarstwa na ASP w Katowicach. Poza obrazami byłem też pod wrażeniem jej przebojowości i talentu organizacyjnego. Potem Kasia rozwijała się jako projektantka w IKEA, aż w końcu zaproponowałem, żebyśmy zrobili coś wspólnie. Pośród kilku zupełnie różnych pomysłów, pojawił się też ten związany z marką odzieżową i 100-procentową wełną merino – wspomina Maciej Mikołajczak.
Paterns anagramem słowa Parents
I chociaż po drodze było kilka innych pomysłów, to jednak mało popularna wówczas wełna merino zwyciężyła.
– Moja siostra Iza, żona Maćka, została mamą kilka lat wcześniej. Nigdy szczególnie nie interesowała się modą ani ubraniami, ale zaczęła nosić córkę w chustach wykonanych z różnych naturalnych materiałów, takich jak: len, wełna czy jedwab. Okazało się, że zarówno podczas upałów, jak i zimą najlepiej sprawdzają się chusty z wełny merino. Zaczęłyśmy razem zgłębiać temat. Dużo czytałyśmy o tym materiale i poznawałyśmy jego właściwości.
Dostrzegłyśmy jednak jeden minus – ubrania z wełny merino były po prostu nudne, zarówno pod względem wzornictwa, jak i dostępnych kolorów. Zaproponowałam więc, żebyśmy weszły właśnie w tę lukę i stworzyły markę oferującą wzorzyste ubrania z merino dla całej rodziny – tłumaczy Katarzyna Lamik.
Rodzinność stała się inspiracją do powstania nazwy marki.
– Paterns to anagram słowa „Parents”. Rodzinność była dla nas ważna, ale nazwa miała też nawiązywać do „patterns”, czyli wzorów, które od początku były jednym z wyróżników marki. Długo próbowaliśmy wymyślić nazwę sami. Ostatecznie zwróciliśmy się do Michała Janicy, specjalisty od brandingu. To on zaproponował nazwę Paterns, a my od razu ją przyjęliśmy – mówi współzałożycielka marki.

Trudne początki
Zanim jednak pierwsze produkty trafiły do sprzedaży, minął ponad rok pracy nad całą koncepcją projektu.
– Pierwsze trzy, cztery lata były jednym wielkim wyzwaniem. Działaliśmy niemal jak w laboratorium: testowaliśmy materiały, szukaliśmy najlepszych dostawców i szwalni, które uszyją dla nas kolekcję. Nie chcieliśmy robić grubych swetrów, lecz cienkie koszulki z wełny merino, a ich wykonanie okazało się znacznie trudniejsze, niż zakładaliśmy. Wydawało nam się, że branża modowa działa dużo prościej – mówi Maciej Mikołajczak.
– Znalezienie podwykonawców było dużym wyzwaniem. Firmy mówiły nam, że nie chcą przestawiać maszyn i ryzykować pracy z tak drogim surowcem. Materiały były i wciąż są drukowane w nasze autorskie wzory, a uzyskanie pożądanych kolorów wymagało wielomiesięcznych prób i testów. Początki były więc bardzo trudne. Pamiętam, że cała pierwsza partia naszych koszulek wymagała poprawek – dodaje Katarzyna Lamik.
Dodatkowym wyzwaniem był ograniczony dostęp do odpowiednich materiałów. W Polsce nikt nie produkował wełny merino.
– Tkaniny importowaliśmy m.in. z Włoch, Danii i Finlandii. Szczególnie istotnym kierunkiem były dla nas Włochy, skąd pozyskiwaliśmy przędzę wykorzystywaną później w produkcji – wylicza Maciej Mikołajczak.
Przełomowy moment
Twórcy Paterns nie zniechęcali się trudnymi początkami i w kolejnych latach konsekwentnie stawiali na rozwój własnej marki. Porzucili swoje dotychczasowe prace zawodowe, aby w pełni skupić się na swoim biznesie. Przez pierwsze 4 lata Katarzyna Lamik robiła praktycznie wszystko sama. Później dopiero w spółce pojawili się kolejni pracownicy, którzy wspierali ją w codziennych obowiązkach.
– Zaczęliśmy zatrudniać m.in. koordynatorów produkcji i osoby od social mediów. Wtedy przyszedł ten moment, gdzie już wiedzieliśmy, że biznes działa. Mogliśmy pozyskać dodatkowe środki na rozwój i sprzedać część udziałów. Taki ruch pozwolił nam dokapitalizować spółkę i jeszcze bardziej zainwestować w rozbudowę asortymentu – zaznacza Maciej Mikołajczak.
Inwestycja opłaciła się. Rozwojowi marki sprzyjały również zmiany zachowań konsumentów podczas pandemii.
– Ludzie byli zmęczeni i coraz częściej szukali okazji, by wyrwać się z domu i spędzić czas na świeżym powietrzu. Popularność zyskiwały trekking, aktywności outdoorowe i styl gorpcore, który łączył wygodę odzieży turystycznej z codziennym ubiorem. Nasze ubrania pasowały do tego, czego ludzie wtedy potrzebowali – sprawdzały się podczas wycieczek, ale można było je nosić także na co dzień.
To był moment, w którym Paterns zaczęło nabierać wyraźnej tożsamości. Zainteresowanie rosło tak szybko, że mieliśmy więcej zamówień, niż byliśmy w stanie na bieżąco uszyć – wspomina Katarzyna Lamik.
– W 2024 roku zrobiliśmy rekordowy wówczas obrót. Pozyskaliśmy półtora raza więcej klientów niż we wszystkich poprzednich latach, czyli od 2018 do 2023 roku. A w 2025 przychody i liczba nowych klientów była o ponad 30 proc. wyższa niż łącznie w latach 2018-2024 – dodaje Maciej Mikołajczak.
Wełna idealna na lato
Jak się okazało, popularność marki i edukacja społeczeństwa na temat wełny merino uregulowały równomierną sprzedaż w ciągu roku.
– Myśleliśmy, że nasze najlepsze miesiące to będą miesiące wiosenne i jesienno-zimowe, a w lecie powstanie dziura. Postanowiliśmy uzupełnić asortyment testową kolekcją lnianą. Stworzyliśmy piękne rzeczy, natomiast nasi klienci i tak głównie wybierali produkty wełniane. Tyle lat już edukowaliśmy ich na temat wełny merino. Mówiliśmy, o tym, że jest idealna również latem, w gorące miesiące, a nie tylko jak jest zimno.
I z czasem klienci rzeczywiście się do tego przekonali. Wtedy zdecydowaliśmy, że w Paterns stawiamy tylko na wełnę i chcemy być tylko z tym kojarzeni. Zresztą to było jedno z naszych pierwszych założeń, żeby Paterns było dla wełny merino, tym czym Adidas jest dla butów sportowych, czyli że wiele osób określa buty sportowe jako adidasy, nawet jak są innej marki – tłumaczy współzałożycielka marki.
Niepotrzebne wyprzedaże
Edukacja na temat materiałów, jakości, produkcji i fakt, że wszystkie produkty powstają w Polsce, przekonała kolejne osoby do kupna ubrań z oferty Paterns, mimo relatywnie wysokich cen.
– Nie należymy ani do najdroższych, ani do najtańszych marek pracujących z wełną merino. Naszą przewagą są przede wszystkim charakterystyczne, kolorowe i wzorzyste produkty szyte w Polsce z dużą dbałością o jakość. Klienci to doceniają, dlatego nie opieramy sprzedaży na regularnych promocjach. W poprzednich latach organizowaliśmy letnie wyprzedaże wybranego asortymentu, żeby zadbać o dobrą kondycję magazynu. W tym roku jednak nie było takiej potrzeby i całkowicie zrezygnowaliśmy z sezonowej promocji – mówi Katarzyna Lamik.
– Staramy się prowadzić stabilną politykę cenową i nie opierać sprzedaży na regularnych przecenach. Okazjonalne promocje pojawiają się np. z okazji Black Friday czy urodzin marki, ale dotyczą wybranego asortymentu. Bestsellerów nie przeceniamy, bo zależy nam również na tym, żeby klienci, którzy kupują je w regularnej cenie, mieli poczucie jej stabilności – dodaje Maciej Mikołajczak.
Wśród bestsellerów obecnie możemy wskazać kobiecy longsleeve active we wszystkich wzorach i kolorach. Do tego dochodzą gładkie koszulki damskie i męskie oraz bielizna termoaktywna.
Drugie życie ubrań
Jeśli ktoś chciałby zaś kupić ubrania z wełny merino w niższych cenach, może skorzystać z platformy stworzonej przez twórców marki Paterns – Merino Freaks.
– W pracy nad kolejnymi kolekcjami powstają po drodze różne prototypy ubrań, które wykorzystujemy do sesji. To są ubrania używane, których nie możemy sprzedać jako nowe w sklepie, więc trafiają na platformę. Działamy w duchu zero waste, więc szkoda byłoby nam zutylizować tak cenny surowiec i w ogóle żadne marnotrawstwo nie wchodzi w grę. Dlatego sprzedajemy taniej. Ponadto użytkownicy naszej platformy mogą tam sprzedawać również swoje ubrania z wełny nie tylko naszej marki, ale także innych – tłumaczy Katarzyna Lamik.
Czesi również doceniają wełnę merino
W tym roku Paterns postawiło na ekspansję zagraniczną. Marka otworzyła swój sklep online w Czechach. Ponadto produkty z metką Made in Poland można również kupić w wybranych innych sklepach u naszych południowych sąsiadów.
– Czeski rynek jest bardzo mocno związany z outdoorem. A też świadomość na temat wełny merino i ubrań z niej wykonanych jest tam na wysokim poziomie. Duże znaczenie ma dla Czechów także nasz wyróżnik, czyli to, że jesteśmy kolorową marką. Z racji, że znają wełnę merino, wiedzą, jaki to materiał, to ubrania we wzory z tej tkaniny są dla nich wyjątkowe. Widać to po naszych wynikach sprzedaży. Ubrania we wzory sprzedają się tam jeszcze lepiej niż w Polsce – podkreśla Katarzyna Lamik.
Paterns jest obecne w Czechach od lutego 2026 roku.
– Lipiec był naszym najlepszym miesiącem do tej pory. Podobnie powinno być we wrześniu, gdzie będzie ponad 150 zamówień. Natomiast liczymy na około 300 zamówień w listopadzie, grudniu – dodaje Maciej Mikołajczak.
Milionowe przychody
Mocny rozwój Paterns dwa lata temu przełożył się na rosnące przychody spółki.
– Zeszły rok zamknęliśmy na poziomie 5 mln zł przychodów. Rok 2026 zaczynaliśmy z planem 7 mln zł na cały rok. Natomiast szybko zorientowaliśmy się, że ten wzrost będzie dużo większy i będziemy celować w wynik 11-12 mln zł. To jest obecnie nasz cel na ten rok i powinniśmy go osiągnąć. Natomiast robimy to spokojnie.
Na bieżąco analizujemy wyniki i planujemy wzrost miesiąc po miesiącu. Zależy nam na tym, żeby rozwijać się w sposób kontrolowany i nie przeinwestować. Dlatego w tym roku naszym priorytetem, obok wzrostu, jest uporządkowanie procesów – od obsługi klienta, przez wdrożenie systemu ERP i przejście na nowy serwis internetowy, aż po planowanie produkcji i zapasów. To fundamenty potrzebne do dalszego skalowania biznesu – tłumaczy współwłaściciel Paterns.
Więcej wzorów, więcej kolorów
W 2027 roku Paterns planuje osiągnąć 20 mln zł przychodu. Ponadto w ofercie marki mają się pojawić nowe produkty, w tym m.in. nowe kroje damskich sukienek oraz męskie koszule, spodnie i kurtki.
– Chcemy jeszcze mocniej pracować z kolorem i wzorem. W przyszłym roku będziemy rozwijać asortyment o nowe produkty i kategorie. Pojawi się więcej sukienek i t-shirtów, w tym nowe kroje, a także męskie koszule, kurtki i spodnie. Do naszego zespołu dołączyła nowa dyrektorka kreatywna Basia Oramus, która pełni też rolę głównej projektantki. Planujemy kolejne dropy, które będą opowiadać konkretne historie i uzupełniać stałą kolekcję. To właśnie ona pozostaje fundamentem naszego biznesu i daje nam stabilność potrzebną do dalszego rozwoju – dodaje Katarzyna Lamik.
Zdaniem eksperta
Wełna merino i inne naturalne materiały idealne na jesień i zimę. Co warto mieć w szafie?
Dlatego na pytanie, czy polecam wełnę merino, odpowiadam: zdecydowanie tak, ale nie dlatego, że słowo „merino” samo w sobie jest magicznym zaklęciem. O jakości i komforcie konkretnego ubrania decyduje nie tylko rodzaj włókna, ale również jego średnica, długość, sposób przędzenia, konstrukcja tkaniny lub dzianiny, gramatura oraz wykończenie
Merino jest szczególnie interesujące dlatego, że jest bardzo cienką odmianą wełny owczej. Średnica włókien ma tu ogromne znaczenie. Włókna Merino stosowane w odzieży mogą mieć mniej niż 17,5 mikrona, a te przeznaczone do ubrań noszonych bezpośrednio na skórze często mają mniej niż 19,5 mikrona. Dla porównania średnica ludzkiego włosa wynosi przeciętnie około 50–100 mikronów. Tak cienkie włókno łatwiej ugina się pod naciskiem skóry, dlatego nie daje charakterystycznego „gryzienia”, które znamy z grubszej wełny.
Jedną z największych zalet merino jest to, że nie działa jak zwykły izolator, który po prostu zatrzymuje ciepło. Jej karbowana struktura tworzy przestrzenie powietrzne, a samo włókno ma zdolność pochłaniania i oddawania pary wodnej.
Dzięki temu wełna pomaga stabilizować mikroklimat przy ciele. Jest ciepła, kiedy jest zimno, ale jednocześnie potrafi odprowadzać wilgoć w postaci pary. Z tego powodu merino sprawdza się także w odzieży sportowej i warstwach noszonych bezpośrednio na skórze. Ma również naturalną odporność na zapachy, dzięki czemu nie każda koszulka czy cienki sweter zrobione z tej wełny wymagają prania po jednym założeniu. To ogromna zaleta jesienią i zimą, szczególnie w przypadku ubrań warstwowych.
Nie oznacza to jednak, że merino jest materiałem niezniszczalnym. Cienkie włókna są bardziej delikatne, a dzianiny mogą się mechacić, zwłaszcza w miejscach tarcia. Dlatego nie wrzucałabym automatycznie każdego merinosowego swetra do pralki razem z resztą garderoby.
Merino ma jeszcze jedną ważną zaletę: jest bardzo uniwersalne. Cienka dzianina sprawdzi się jako pierwsza warstwa pod marynarką czy garniturem, grubsza jako sweter, a odpowiednio skonstruowana wełniana tkanina może stać się materiałem na marynarkę, spodnie czy płaszcz. Ten sam surowiec może zachowywać się zupełnie inaczej w zależności od tego, co z nim zrobimy.
Czy merino jest w związku z tym najlepsze ze wszystkich naturalnych włókien? Nie. I całe szczęście, ponieważ garderoba nie powinna być konkursem piękności włókien. Wełna wielbłądzia jest niezwykle ciekawą alternatywą. Najcenniejsza jest miękka warstwa puchowa znajdująca się pod grubszą warstwą włosów okrywowych. Najdelikatniejsze włókna puchowe mają zwykle około 19–24 mikronów, więc mogą być zaskakująco miękkie.
Wełna wielbłądzia daje bardzo dobre właściwości izolacyjne i ma charakterystyczny, naturalny kolor, od kremowego po ciepłe odcienie brązu. To materiał, który szczególnie lubię w płaszczach, kurtkach, pelerynach i grubych dzianinach. Ma w sobie coś bardzo szlachetnego, ale niekoniecznie krzyczy „luksus” i to jest jego ogromny atut stylistyczny. Ciepły camelowy odcień, miękka powierzchnia i naturalna faktura potrafią zrobić dla stylizacji więcej niż kolejna efektowna ozdoba.
Kaszmir jest jeszcze delikatniejszy. To włókno pozyskiwane z miękkiego podszycia kóz kaszmirskich. Jego wyjątkowość wynika m.in. z bardzo małej średnicy włókien, miękkości i ograniczonej dostępności surowca. Kaszmir jest fantastyczny na swetry, kardigany, szale czy cienkie warstwy noszone blisko ciała. Nie oczekiwałabym jednak od niego odporności grubego płaszcza. To włókno luksusowe, ale luksus nie oznacza niezniszczalności. Dlatego kaszmir wymaga rozsądnego użytkowania i delikatnej pielęgnacji. Jeśli ktoś nosi kaszmirowy sweter codziennie, pod ciężką torbą, ocierając go o pas samochodowy, a potem dziwi się pillingowi, niekoniecznie kupił zły kaszmir, może po prostu oczekiwał od bardzo delikatnego włókna odporności, do której nie zostało stworzone.
Mohair to zupełnie inna historia. Pochodzi z kozy angorskiej, co warto podkreślić, ponieważ nazwy potrafią w modzie urządzić niezły bałagan. Mohair to długie, gładkie, połyskujące, wytrzymałe i odporne na zużycie włókna. Jego charakterystyczny połysk wynika między innymi z budowy ich powierzchni i sposobu odbijania światła. To materiał znakomity na swetry, kardigany, szale, ale również tkaniny garniturowe i płaszczowe.
W mieszance z wełną może zwiększyć lekkość, trwałość i wizualną głębię materiału. Jego wadą może być natomiast charakterystyczna włochata powierzchnia. Nie każdemu odpowiada i nie każdy fason jej potrzebuje. Jeśli chcemy uzyskać bardzo gładki, minimalistyczny efekt, lepiej sprawdzi się gładka wełna niż mocno puszysty mohair.
Angora, czyli włókno z królika angorskiego, jest jeszcze lżejsza i bardzo dobrze izoluje cieplnie. Jej wyjątkowość wiąże się między innymi z wysokim stopniem medulacji włókna, czyli obecnością pustej przestrzeni w jego wnętrzu. Dzięki temu materiał może być niezwykle lekki przy jednoczesnym bardzo dobrym zatrzymywaniu ciepła.
Włókno działa trochę jak termos. Jest jednak materiałem wymagającym. Włókna angory mają stosunkowo niską wytrzymałość i mogą wypadać z powierzchni dzianiny, dlatego angora często jest mieszana z innymi włóknami. Jeżeli więc ktoś marzy o bardzo lekkim, puszystym swetrze, angora może być interesującym wyborem. Jeżeli natomiast potrzebuje ubrania do intensywnego, codziennego użytkowania, wybrałabym konstrukcję bardziej odporną mechanicznie.
Na tym nie kończy się lista naturalnych materiałów, które warto mieć zimą. Bardzo interesująca jest alpaka, szczególnie w płaszczach, grubych swetrach i dzianinach. Jest lekka, ciepła i ma charakterystyczną, miękką powierzchnię. Warto również zwrócić uwagę na jaka, który daje bardzo ciepłe i miękkie włókno, a także na wełnę z różnych ras owiec. Nie każda wełna musi być merino. W płaszczu czy garniturze czasami bardziej liczy się odporność i stabilność materiału niż ekstremalna delikatność włókna.
Zaskakująco dobrze sprawdza się również jedwab, choć wiele osób kojarzy go wyłącznie z latem. Jedwab w zimowych mieszankach może poprawić gładkość, połysk, układanie się materiału i komfort kontaktu ze skórą. W połączeniu z wełną otrzymujemy materiał cieplejszy niż sam jedwab, ale jednocześnie bardziej miękki i elegancki w dotyku. Taka mieszanka świetnie sprawdza się w cienkich swetrach, bluzkach noszonych pod marynarką czy bieliźnie termicznej.
Nie skreślałabym również bawełny. Sama bawełna nie jest moim pierwszym wyborem na bardzo zimną, wilgotną pogodę, ponieważ łatwo chłonie wodę, a mokra traci część swoich właściwości izolacyjnych. Za to gruba bawełniana dzianina może być świetna na jesień, szczególnie w warstwach zewnętrznych. W mieszance z wełną może dawać bardziej stabilny, mniej „wełniany” chwyt i być dobrym rozwiązaniem dla osób, które nie lubią charakterystycznej powierzchni wełny.
Właśnie mieszanki są zresztą często najbardziej rozsądnym rozwiązaniem. Wełna i jedwab mogą połączyć ciepło, miękkość i elegancki chwyt. Wełna i kaszmir dają miękkość oraz luksusowy charakter, ale przy odpowiedniej proporcji mogą być bardziej użytkowe niż czysty kaszmir.
Wełna i mohair mogą zwiększyć trwałość i nadać powierzchni charakterystyczny połysk. Wełna i alpaka pozwalają uzyskać miękką, puszystą strukturę i dobrą izolację. Wełna z niewielkim dodatkiem poliamidu może natomiast poprawić odporność mechaniczną dzianiny, co ma znaczenie szczególnie w skarpetach czy ubraniach intensywnie użytkowanych.
Tutaj pojawia się jednak ważna zasada: nie patrzmy wyłącznie na procenty włókien. „70 proc. wełna” nie jest automatycznie lepsze od „50 proc. wełna + 30 proc. jedwab + 20 proc. czegoś innego”. Trzeba wiedzieć, dlaczego producent zastosował konkretną mieszankę i jak skonstruowany został materiał. Procent włókna mówi nam, co znajduje się w środku, ale nie opowiada całej historii.
Przy zakupie zimowych ubrań patrzyłabym więc przede wszystkim na przeznaczenie. Do pierwszej warstwy świetnie sprawdzi się cienkie merino. Do codziennego swetra warto rozważyć merino, wełnę, kaszmir lub mieszankę wełnianą. Na bardzo ciepły i efektowny kardigan interesujący będzie mohair albo alpaka. Na elegancki płaszcz szukałabym przede wszystkim dobrej jakości wełnianej tkaniny, ewentualnie z dodatkiem kaszmiru, alpaki czy wielbłądziej sierści. Na garnitur świetnie sprawdzają się wełny o odpowiedniej konstrukcji, a mohair może nadać im lekkość, połysk i większą odporność na zagniecenia.
Główne wnioski
- Rozwój rodzinnej marki Paterns pokazuje, że budowanie rozpoznawalnej marki wymaga czasu, cierpliwości i gotowości do pokonywania trudności. Początkowe problemy produkcyjne nie powstrzymały założycieli przed realizacją ich wizji, a późniejsze inwestycje, edukacja klientów i stabilna polityka cenowa stworzyły podstawy do dalszego wzrostu firmy.
- Ubrania z wełny merino we wzory, jakich wcześniej nie było na rynku, stały się wizytówką marki Paterns. Postawienie na ten konkretny materiał, który świetnie sprawdza się prze cały rok pozwala marce działać stabilnie nie tylko sezonowo.
- Jesienno-zimowa garderoba nie musi jednak opierać się na jednym rodzaju wełny. Oprócz wełny merino, która będzie świetnym wyborem, w chłodne dni warto postawić na takie tkaniny jak: kaszmir, mohair, angora, wełna wielbłądzia ale też jedwab czy bawełna. Dobre będą także połączenia tych surowców. Warto jednak pamiętać o tym, żeby nie kierować się wyłącznie popularnością materiału czy jego ceną, a wybierać takie produkty i materiały, które odpowiadają konkretnym potrzebom i będą komfortowe w codziennym użytkowaniu.
