Ekspertka NASK: media społecznościowe rzadko reagują na zgłoszenia o szerzenie dezinformacji
Spośród ponad 65 tys. materiałów zgłoszonych jako dezinformacja, platformy społecznościowe usunęły lub zmoderowały 24 proc. z nich. Reszta zgłoszeń w I poł. 2026 r. została odrzucona – przekazała szefowa zespołu szybkiego reagowania i wykrywania dezinformacji NASK Izabela Jarka.

Drugiego dnia VIII Forum Cyberbezpieczeństwa eksperta NASK mówiła o incydentach dezinformacyjnych w Polsce i reakcjach platform społecznościowych na dotyczące ich zgłoszenia. Według przedstawionych przez nią statystyk za pierwsze półrocze br. platformy społecznościowe usunęły jedynie 6,7 proc. (4,4 tys.) treści zgłoszonych jako dezinformacja. Z kolei 17,3 proc. (11 tys.) zgłoszeń zostało poddanych moderacji – np. ograniczono ich zasięgi. Pozostałe 76 proc. zgłoszeń zostało odrzuconych.
Wśród głównych problemów we współpracy z platformami ekspertka NASK wskazała m.in. brak przejrzystych i spójnych zasad moderacji treści (np. kiedy zgłoszenia dotyczą tej samej reklamy wykorzystującej wizerunek osoby publicznej, ale znajdującej się pod dwoma różnymi linkami, zdarza się, że ta pod jednym linkiem jest usuwana, a ta pod drugim - nie) oraz brak informacji zwrotnej dla analityków zgłaszających treści.
– Kiedy próbujemy się odwoływać i powoływać się na to, że usunęli już podobne konto (...) jesteśmy zazwyczaj ignorowani i nic się nie dzieje - powiedziała Izabela Jarka.
Inne problemy to brak proaktywności platform (nie blokują kont tzw. botów, mimo że mają do tego narzędzia), niewystarczające środki ograniczające rozprzestrzenianie się dezinformacji oraz działanie algorytmów.
Polecamy: Meta odpowiedziała na raport ScamWatch. „Jest nierzetelny i jego celem jest zaognienie debaty”
Ekspertka wyjaśniła, że wyświetlane treści – zwykle emocjonalne i skrajne, mające wywołać polaryzację – różnią się w zależności od tego, czy konto należy do kobiety czy do mężczyzny, a także, czy korzysta z niego dziecko czy osoba dorosła. Dodała, że ich moderacja często jest zestawiana z ograniczaniem wolności słowa.
– Dezinformacja nie ma nic wspólnego z wolnością słowa. Platformy są firmami prywatnymi – wiadomo, że działają dla korzyści i będą nam w ramach algorytmów podkładały treści, które chcą, żebyśmy zobaczyli, a nie takie, które będą dla nas bezpieczne, użyteczne i informacyjne – oceniła Izabela Jarka.
Źródło: PAP