USA naciskały na sojuszników. Afera wokół konferencji w Wilnie

Administracja Donalda Trumpa wywierała presję na europejskich i kanadyjskich dyplomatów, aby wycofali poparcie dla konferencji poświęconej dezinformacji w Wilnie. Powodem była debata o Stanach Zjednoczonych jako potencjalnym źródle manipulacji informacyjnej w Europie. Litwa, Kanada i unijna dyplomacja ograniczyły zaangażowanie. Francja je utrzymała

Administracja Donalda Trumpa próbowała skłonić sojuszników do wycofania poparcia dla międzynarodowej konferencji #Disinfo2026, zorganizowanej 7–8 października w Wilnie przez brukselską organizację EU DisinfoLab. Jak ustalili dziennikarze Reutersa i „The Guardian”, przedstawiciele Departamentu Stanu USA przez kilka dni kontaktowali się z dyplomatami Litwy, Kanady i Francji. Waszyngtonowi nie spodobała się część programu wydarzenia, w której przewidziano dyskusję o Stanach Zjednoczonych jako potencjalnym zagrożeniu dla europejskiej przestrzeni informacyjnej.

Interwencja przyniosła rezultaty. Litewskie i kanadyjskie ministerstwa spraw zagranicznych ograniczyły swoje zaangażowanie, a Europejska Służba Działań Zewnętrznych (ESDZ), odpowiadająca za unijną dyplomację, wycofała oficjalne poparcie. Kilka dni przed rozpoczęciem konferencji logotypy trzech instytucji zniknęły ze strony internetowej wydarzenia. Na wydrukowanych już materiałach konferencyjnych zostały zaklejone białymi naklejkami, co udokumentowali dziennikarze „The Guardian” i litewskiego nadawcy publicznego LRT.

Konferencja odbyła się jednak zgodnie z planem. EU DisinfoLab, niezależna organizacja zajmująca się badaniem i przeciwdziałaniem dezinformacji, zaprosiła do Wilna kilkuset badaczy, dziennikarzy, przedstawicieli instytucji publicznych i ekspertów od bezpieczeństwa informacyjnego. Jest to jedno z ważniejszych europejskich spotkań środowisk zajmujących się tym zagadnieniem. Mimo wycofania oficjalnego poparcia ESDZ wydarzenie nadal korzystało z finansowania unijnego.

Czytaj również: Polska i Litwa zacieśniają energetyczne więzi. Harmony Link wzmocni bezpieczeństwo regionu

Bezpośrednim powodem sporu był panel zatytułowany „USA as a FIMI threat: acknowledge, adapt, push back”, czyli „USA jako zagrożenie FIMI: uznać, dostosować się, przeciwdziałać”. Skrót FIMI oznacza zagraniczną manipulację informacyjną i ingerencję. W języku instytucji unijnych termin ten jest wykorzystywany przede wszystkim do opisywania działań Rosji, Chin i innych państw prowadzących operacje wpływu. Organizatorzy konferencji postanowili jednak postawić pytanie, czy podobne zagrożenia mogą pochodzić również ze Stanów Zjednoczonych.

Waszyngton interweniował u sojuszników

Według Reutersa, który powołuje się na trzech amerykańskich urzędników zaznajomionych ze sprawą oraz korespondencję dyplomatyczną, Departament Stanu naciskał na przedstawicieli Litwy, Kanady i Francji, aby zdystansowali się od konferencji. W rozmowy z litewskimi władzami miała być zaangażowana również ambasador USA w Wilnie Kara McDonald. Agencja ustaliła, że dyplomatom amerykańskim udało się przekonać resorty spraw zagranicznych Litwy i Kanady do ograniczenia udziału.

„The Guardian” dotarł natomiast do wewnętrznych dokumentów Departamentu Stanu. Z opisanej przez dziennik korespondencji wynika, że amerykańska administracja pozytywnie przyjęła decyzję litewskich władz i podziękowała im za potraktowanie jej zastrzeżeń poważnie. Według brytyjskiej gazety część działań mogła być związana z biurem Sarah B. Rogers, podsekretarz stanu odpowiedzialnej za dyplomację publiczną. Publicznie nie wyjaśniono jednak, kto dokładnie zdecydował o rozpoczęciu interwencji i na jakim szczeblu ją koordynowano.

Departament Stanu nie przedstawił szczegółów swoich kontaktów z europejskimi i kanadyjskimi partnerami. W stanowisku przekazanym mediom amerykańska dyplomacja skrytykowała jednak sposób przedstawienia USA podczas konferencji. Jej zdaniem określanie Stanów Zjednoczonych jako zagrożenia FIMI, a więc stosowanie wobec Waszyngtonu pojęcia kojarzonego z wrogimi operacjami wpływu, podważa wspólne wysiłki sojuszników w przeciwdziałaniu manipulacji informacyjnej.

Kontrowersje wzbudził także udział Kimberly Prost, sędzi Międzynarodowego Trybunału Karnego objętej amerykańskimi sankcjami w związku z postępowaniami dotyczącymi zarzutów zbrodni wojennych popełnionych przez amerykańskich żołnierzy w Afganistanie. Jej wystąpienie zaplanowano przed panelem dotyczącym Stanów Zjednoczonych. Obecność sędzi w programie była publicznie zapowiadana przez organizatorów od początku września, a więc na kilka tygodni przed rozpoczęciem wydarzenia.

Litwa tłumaczy się interesem narodowym

Litewskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych potwierdziło 8 października, że wycofało się z konferencji i zażądało usunięcia wszelkich materiałów sugerujących związek wydarzenia z resortem. Jak przekazało agencji ELTA, powodem była niezgodność niektórych elementów programu ze stanowiskiem litewskiego rządu i interesami narodowymi państwa. Ministerstwo podkreśliło, że konferencję przygotowała niezależna organizacja pozarządowa, a jego przedstawiciele nie uczestniczyli w tworzeniu ani uzgadnianiu programu.

Stanowisko władz w Wilnie wywołało dyskusję w litewskich mediach. LRT opublikowała zdjęcia materiałów konferencyjnych z zaklejonymi logotypami instytucji, które wcześniej wspierały wydarzenie. Pojawiły się również pytania o to, czy wycofanie poparcia było samodzielną decyzją litewskiej dyplomacji, czy odpowiedzią na naciski najważniejszego sojusznika w dziedzinie bezpieczeństwa. Ministerstwo oficjalnie uzasadniało swoje działania treścią konferencji, nie wskazując amerykańskiej presji jako przyczyny.

Litewski publiczny nadawca LRT opublikował zdjęcia materiałów konferencyjnych z zaklejonymi logotypami instytucji, które wcześniej wspierały wydarzenie. Fot. LRT.lt

Sprawa rozgrywa się w szczególnym momencie dla stosunków litewsko-amerykańskich. Dwa dni przed rozpoczęciem konferencji Reuters poinformował, że premier Litwy Mindaugas Sinkevicius zadeklarował gotowość sfinansowania stałej amerykańskiej bazy wojskowej, gdyby Waszyngton zgodził się na jej utworzenie. Od 2019 r. na Litwie stacjonuje rotacyjnie amerykański batalion pancerny liczący około tysiąca żołnierzy. Wilno zabiega o trwałą obecność sił USA, uznając ją za ważny element odstraszania Rosji.

Oficjalne poparcie dla wydarzenia wycofała także Europejska Służba Działań Zewnętrznych. Jej rzecznik Christian Wigand potwierdził 8 października, że instytucja zażądała usunięcia swojego logotypu z materiałów konferencyjnych ze względu na treść programu. Wyjaśnił, że organizatorzy przedstawili niektóre dyskusje w sposób nieodpowiadający stanowiskom zajmowanym przez Unię Europejską. ESDZ nie wskazała jednak konkretnych fragmentów, które uznała za problematyczne.

Czytaj również: Litewski koncern energetyczny inwestuje w regionie i rozpycha się w Polsce

Jak napisał portal Euronews, decyzja o wycofaniu poparcia zapadła na bardzo wysokim szczeblu unijnych instytucji. Zaskoczyła nawet urzędników bezpośrednio zajmujących się zwalczaniem dezinformacji. Nie wiadomo, kto ostatecznie ją zatwierdził i czy była konsultowana z gabinetem szefowej unijnej dyplomacji Kai Kallas. Warto przy tym zauważyć, że w najnowszym raporcie ESDZ dotyczącym zagrożeń FIMI, opublikowanym w marcu, jako głównych sprawców wrogich operacji informacyjnych wskazano Rosję i Chiny, a nie Stany Zjednoczone.

Kanada ogranicza udział, Francja pozostaje

Kanadyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych również zmieniło zakres swojego zaangażowania. Rzeczniczka Global Affairs Canada Samantha Lafleur wyjaśniła, że powodem był sposób przedstawienia części tematów konferencji. Kanada wycofała oficjalne oznaczenia sponsorskie i zmodyfikowała uczestnictwo w niektórych panelach, ale jej urzędnicy nie zrezygnowali całkowicie z obecności na wydarzeniu.

Inne stanowisko zajęła Francja. Paryż utrzymał swoje poparcie dla #Disinfo2026, pozostając jedynym głównym partnerem wydarzenia po wycofaniu pozostałych instytucji. Francuskie źródło dyplomatyczne cytowane przez „The Guardian” wskazało, że nie ma powodu, aby zmieniać wcześniejsze zobowiązania. Francja podkreślała znaczenie niezależnych organizacji społeczeństwa obywatelskiego i ich roli w przeciwdziałaniu manipulacji informacyjnej.

Pytania o presję i autocenzurę

Euronews ujawnił również korespondencję wysłaną przed konferencją przez Michaela Shellenbergera, amerykańskiego komentatora politycznego. Kontaktował się on z kilkoma prelegentami, pytając m.in. o ich finansowanie ze środków publicznych, cele wystąpień i ocenę amerykańskiej polityki informacyjnej. Interesowało go także, czy eksperci uważają rząd USA za źródło FIMI w Europie oraz czy kontaktowali się w związku ze swoją działalnością lub konferencją z Departamentem Stanu albo inną amerykańską agencją. Nie ma jednak potwierdzenia, że korespondencja komentatora była koordynowana z działaniami amerykańskiej dyplomacji.

Istotne pytania rodzi również chronologia przygotowań do konferencji. Już w kwietniu EU DisinfoLab informował, że spośród ponad 350 zgłoszonych propozycji sesji stosunkowo niewiele dotyczyło zmian zachodzących w Stanach Zjednoczonych. Organizatorzy zwracali uwagę, że w żadnej z nich nie wymieniono Donalda Trumpa, mimo jego wpływu na światowy ekosystem informacyjny. Z kolei temat panelu dotyczącego USA oraz udział Kimberly Prost były publicznie zapowiadane we wrześniu. Nie wyjaśniono dotąd, dlaczego instytucje wspierające wydarzenie zdecydowały się wycofać dopiero bezpośrednio przed jego rozpoczęciem.

Autor: Michał Szcześniewski