Kategoria artykułu: Lifestyle

Zarządzanie firmą przypomina wspinaczkę na Everest. Prezes Unilink o lekcjach z gór

Zdobycie Mount Everestu wzmacnia pewność siebie, ale uczy też pokory. Igor Rusinowski, prezes Grupy Unilink, opowiada, dlaczego w górach trzeba umieć odpuścić kontrolę, a w biznesie nie wolno uznawać, że jeden sukces daje receptę na wszystkie kolejne.

Igor Rusinowski, CEO Grupy Unilink, zdobył w ostatnich tygodniach Mount Everest

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Co jest podobnego w prowadzeniu biznesu i wyprawie na Mount Everest.
  2. Co się dzieje z ego i głową, kiedy już zdobędzie się wymarzony szczyt.
Obejrzyj lub posłuchaj
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
00:00

Co zarządzane dużą firmą ma wspólnego z wejściem na Mount Everest? Okazuje się, że więcej niż pozornie mogłaby się wydawać...

Biznes jest jak wspinaczka

O tym rozmawiam z Igorem Rusinowskim, CEO Grupy Unilink, zdobył w ostatnich tygodniach Mount Everest w ramach swojego wyzwania zdobycia Korony Ziemi. Jego zdaniem można dostrzec wiele analogii między biznesem a górami.

– Jeśli chcesz iść szybko, idź sam, a jeśli chcesz zajść daleko, idź w zespole. Mam cały zespół, który przez lata wokół siebie budowałem. To trenerzy, dietetycy i medycy, od których uczę się, jak funkcjonować w wysokich górach, ale też osoby, które po prostu pomagają mi się do nich przygotować. Otaczanie się ludźmi, którzy wspierają nas w realizacji celów, dzielą się wiedzą i od których możemy się uczyć, jest niezwykle ważne. Identycznie jest w biznesie – zapewnia Igor Rusinowski.

Odpuścić kontrolę

Co było trudniejsze: wejście na Mount Everest, czy odpuszczenie kontroli, bo w końcu trzeba zostawić biznes na kilka tygodni...

– Nauczyłem się odpuszczać kontrolę. Choć początkowo było mi bardzo trudno zaakceptować, że w górach, nawet jeśli wszystko dobrze zaplanujemy i przygotujemy, ostatecznie to przyroda często rozdaje karty. Nie można naginać rzeczywistości do własnych oczekiwań. Trzeba być pokornym wobec warunków pogodowych. Na początku bardzo mnie to denerwowało. Nie mogłem się z tym pogodzić, że kiedy po kilku dniach wędrówki, nagle pojawiało się zagrożenie lawinowe, trzeba było zawracać. Miałem poczucie, że wracam z niczym. Z czasem jednak zrozumiałem, jak ważna jest umiejętność odpuszczania – przyznaje Igor Rusinowski.

Dla niego było to szczególnie trudne, bo jak sam przyznaje, lubi mieć kontrolę.

– Nie przepadam za aktywnościami, w których człowiek po prostu leci jak pocisk i nie ma nad niczym kontroli. W górach trzeba częściowo oddać ją przyrodzie, a także zaufać bardziej doświadczonym osobom, z którymi się wspinamy. Wśród osób wspinających się często są ludzie silni, ambitni i przyzwyczajeni do osiągania celów. Nie zawsze łatwo im więc słuchać innych. Kiedy jednak jedziemy w góry, nie ma znaczenia, kim jesteśmy na co dzień. Dla góry nie liczy się to, czy ktoś ma rodzinę, prowadzi firmę, czy jest bezrobotny. Znaczenie ma to, co potrafimy, jak się przygotowaliśmy i jak radzimy sobie podczas wyprawy, zarówno fizycznie, jak i psychicznie – wylicza Igor Rusinowski.

Mount Everest - co się dzieje na szczycie

Co się dzieje, kiedy już się zdobędzie wymarzony szczyt?

– To jest niejednoznaczne. Ja pod koniec podejścia rozmawiałem z górą. To był mój sposób na odsunięcie myśli od tego, gdzie fizycznie jestem, co może się stać i od wszystkich historii, o których czytałem i które oglądałem. Wszedłem w taki dialog, że tyle na to czekałem, i w końcu się spotkamy. Miałem też coś w rodzaju fobii związanej z samym szczytem. Była też zwykła ciekawość. Chciałem na własne oczy zobaczyć to, o czym wcześniej czytałem i co oglądałem. Tego nie da się opisać. Minęły już ponad cztery miesiące od mojego powrotu, a właściwie codziennie, kiedy zasypiam, widzę ten szczyt – mówi Igor Rusinowski.

Jak wejście na Mount Everest wpływa na ego?

– Z jednej strony takie sukcesy wzmacniają i dają poczucie pewności siebie. Pokazują, że jeśli odpowiednio się przygotujesz, możesz osiągnąć cel. Z drugiej strony, kiedy widzisz tyle cierpienia, ludzi, którzy umierają, i tych, których trzeba transportować helikopterem, nabierasz pokory. Widzisz, że nawet ludzie dobrze przygotowani, czasem lepiej od ciebie, mogą nie wrócić. Trzeba więc mieć świadomość, że sukces nie jest nam dany na zawsze. Nie można pozwolić, żeby uderzył nam do głowy. Nie możemy uznać, że skoro udało nam się zdobyć szczyt, to teraz wszystko możemy i jesteśmy nieśmiertelni. Myślę, że w biznesie jest podobnie. Przedsiębiorcy, którzy osiągają sukces, nabierają pewności siebie. Zdarza się, że ktoś sprzedaje firmę działającą w jednej branży i uznaje, że ma już receptę na wszystko, więc każdy kolejny biznes również zakończy się sukcesem. Często okazuje się jednak, że tak nie jest. Inny rynek, inni ludzie, inne mechanizmy i okoliczności – dodaje Igor Rusinowski.

Od euforii do stoicyzmu

– To doświadczenie zaniosło mnie do stoicyzmu. Zrozumiałem, że nie należy przesadnie unosić się, kiedy wszystko idzie dobrze, ale też nie można się załamywać, kiedy jest źle. Te rzeczy się przeplatają i przemijają. Warto trzymać się gdzieś pośrodku. Cieszmy się sukcesami, ale nie traćmy przez nie kontaktu z rzeczywistością. Na szczycie pojawia się euforia. Chciałoby się zostać tam jak najdłużej, świętować, mieć poczucie, że pokonało się górę. Tymczasem to może być bardzo niebezpieczne. Jesteśmy już skrajnie zmęczeni, wysokość nadal nas wyniszcza, a trzeba wracać. Trzeba schodzić i zachować koncentrację – wylicza Igor Rusinowski.

To zresztą jeden z problemów we wspinaczce. Człowiek cieszy się, że zdobył szczyt, a potem zaczyna schodzić, rozluźnia się i traci czujność.

– Tymczasem właśnie wtedy powinien być szczególnie skupiony. Wiele wypadków zdarza się podczas zejścia. Samo schodzenie jest pod pewnymi względami trudniejsze niż wspinaczka. Kiedy się wspinam i się poślizgnę, mogę próbować zatrzymać się na rękach. Kiedy schodzę, mam przed sobą przepaść, mogę się osunąć i trudniej mi wyhamować. Dlatego muszę być jeszcze bardziej skoncentrowany. Podobnie jest w biznesie. Nie można uznać, że skoro coś się udało, to już wszystko jest za nami. Nie wolno spuszczać piłki z oczu. Trzeba pracować nad kolejnymi rzeczami i pamiętać, że w każdej chwili może przyjść cios – dodaje Igor Rusinowski.

Główne wnioski

  1. Otaczanie się ludźmi, którzy wspierają nas w realizacji celów, dzielą się wiedzą i od których możemy się uczyć, jest niezwykle ważne. Zarówno podczas wyprawy górskiej, jak i w biznesie
  2. Dla góry nie liczy się to, czy ktoś ma rodzinę, prowadzi firmę, czy jest bezrobotny. Znaczenie ma to, co potrafimy, jak się przygotowaliśmy i jak radzimy sobie podczas wyprawy, zarówno fizycznie, jak i psychicznie.
  3. Z jednej strony takie sukcesy jak zdobycie Mount Everest wzmacniają i dają poczucie pewności siebie. Pokazują, że jeśli odpowiednio się przygotujesz, możesz osiągnąć cel. Z drugiej strony, kiedy widzisz tyle cierpienia, ludzi, którzy umierają, i tych, których trzeba transportować helikopterem, nabierasz pokory. Widzisz, że nawet ludzie dobrze przygotowani, czasem lepiej od ciebie, mogą nie wrócić. Trzeba mieć świadomość, że sukces nie jest nam dany na zawsze. W biznesie jest podobnie. Przedsiębiorcy, którzy osiągają sukces, nabierają pewności siebie. Zdarza się, że ktoś sprzedaje firmę działającą w jednej branży i uznaje, że ma już receptę na wszystko, więc każdy kolejny biznes również zakończy się sukcesem.