Tenisowy układ polsko-czeski. „My zyskujemy więcej, ale oni nie widzą w nas zagrożenia”
Maja Chwalińska zagra w Gdańsku z Czeszką Lindą Noskovą, mistrzynią Wimbledonu 2026. – To ładne podkreślenie naszej współpracy z czeskim tenisem. Chodzi w niej przede wszystkim o wspólne turnieje dla najmłodszych – mówi Dariusz Łukaszewski, prezes Polskiego Związku Tenisowego.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Skąd wzięła się siła czeskiego tenisa.
- Jakie sukcesy odnosiły czeskie tenisistki na kortach Wimbledonu w ostatnich kilkunastu latach.
- Jak rozpoczęła się polsko-czeska współpraca tenisowa i co zyskują na niej oba kraje.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Przy okazji ogłoszenia meczu Mai Chwalińskiej z Lindą Noskovą, organizowanego pod szyldem Lotto Tennis Show, Polski Związek Tenisowy pochwalił się współpracą ze swoim czeskim odpowiednikiem. W 2027 r. oba kraje zorganizują sześć wspólnych turniejów dla zawodniczek i zawodników do lat 12.
– No tak, wszyscy myślą, że wspólne turnieje to nowa sprawa? W żadnym razie. Ba, Maja Chwalińska i Linda Nosková jako młode zawodniczki grywały w podobnych imprezach – zaczyna wyjaśniać Dariusz Łukaszewski, prezes Polskiego Związku Tenisowego.

Fot. AA/ABACA/PAP
Od Śląska i Moraw do współpracy dwóch krajów
W przeszłości Łukaszewski był szefem Śląskiego Związku Tenisowego. Wtedy polsko-czeska współpraca sprowadzała się do kontaktów Śląska z Morawami. Organizowano turnieje, rzecz jasna skromniejsze niż obecne. Ani Chwalińska, ani Nosková zapewne nie przypuszczały jeszcze, że kiedyś zagrają w finałach turniejów wielkoszlemowych.
A jednak obie dokonały tego w tym roku. Polka została wicemistrzynią Rolanda Garrosa, a 21-letnia Czeszka wygrała Wimbledon. Teraz, 11 grudnia, zmierzą się w meczu pokazowym w gdańsko-sopockiej Ergo Arenie.
– Prezesem PZT zostałem w 2022 r. i bardzo się cieszę, że udało mi się naszą współpracę regionów przenieść do formatu narodowego. Gdy teraz o niej przypominamy, to, mówiąc szczerze, do „treści” współpracy nie dodajemy właściwie nic względem ostatnich lat. Rok temu też odbyło się sześć polsko-czeskich turniejów, z czego cztery u nas. Teraz dzięki Mai i Lindzie wszystko nabrało rozgłosu, co jest oczywiście bardzo ważne dla naszego tenisa, my musimy go promować – mówi Dariusz Łukaszewski.

Fot. Jarek Praszkiewicz/PAP
Czesi, naród kochający tenis
Czeska kultura tenisowa ma znacznie dłuższą tradycję i silniejsze zaplecze niż polska. Wystarczy spojrzeć na ostatnie wyniki Wimbledonu. Linda Nosková pokonała w tegorocznym finale swoją rodaczkę Karolínę Muchovą. W 2024 r. triumfowała Barbora Krejčíková, rok wcześniej – Markéta Vondroušová. W 2021 r. do finału dotarła Karolína Plíšková, a w poprzedniej dekadzie dwukrotnie zwyciężała Petra Kvitová.
Gdy kilka miesięcy temu opisywaliśmy historię 12-letniej Polki Nataszy Łukaszewicz, jej rodzice tak tłumaczyli decyzję o przeprowadzce do Pragi: „Tam mamy dosłownie kilka razy więcej tenisistek w jej wieku”. A przecież Czechy liczą około 10,6 mln mieszkańców, znacznie mniej niż Polska.
– Tylko że tam za komuny tenis był dotowany, a u nas wręcz przeciwnie. Powstała kultura tenisowa. I jeśli pyta pan, dlaczego Czesi wchodzą we współpracę z nami, chociaż to my zyskujemy więcej, to mówię krótko: nie widzą zagrożenia. Dają temu wyraz w naszych rozmowach. Są pewni swojej tenisowej wyższości, tego, że ich nie dogonimy. Mówią, że tak szybko nie nadrobimy tego, co straciliśmy w PRL-u. Nie widzą zagrożenia, a jednocześnie zyskują miejsce położone bardzo blisko, które zapewnia dodatkowe starty – mówi Dariusz Łukaszewski.
Prezes PZT podkreśla, że dla polskich zawodniczek i zawodników do lat 12 szczególnie ważna jest możliwość regularnej rywalizacji z mocniejszymi przeciwnikami. Nie powinni przejmować się porażkami, lecz traktować je jako cenne lekcje.
Jak rósł czeski tenis
Tenis od wielu dziesięcioleci zajmuje w Czechach wyjątkowe miejsce. Jaroslav Drobný wygrywał Rolanda Garrosa i Wimbledon już w połowie ubiegłego wieku. Jan Kodeš powtórzył te osiągnięcia w latach 70., a w kolejnej dekadzie triumfy święcił Ivan Lendl, który wygrał osiem turniejów wielkoszlemowych (choć akurat Wimbledonu nie wygrał). Z kolei urodzona w Pradze Martina Navratilova w latach 70. i 80. zdominowała kobiecy tenis. W całej karierze wygrała 18 turniejów wielkoszlemowych w singlu, dokładając do tego 31 triumfów w deblu.
Kolejne sukcesy napędzały popularność tenisa. Przybywało zawodników, trenerzy zdobywali doświadczenie, a infrastruktura stawała się coraz lepsza. Powstawały nowe korty i ośrodki szkoleniowe. Gdy do państwowych pieniędzy, nadal istotnych dla czeskiego tenisa, dołączył kapitał prywatny, inwestycje nabrały tempa. Przedsiębiorcy wiedzieli, że na brak miłośników tej dyscypliny nie będą narzekać, a prowadzenie szkółek tenisowych może być dobrym biznesem.
Ważną rolę odegrał też słynny menedżer Miroslav Černošek, związany z silnym ośrodkiem tenisowym w Prostějovie. Wspierał finansowo młodych zawodników, organizując im warunki do szkolenia i rozwoju. Elementem tego modelu miało być również odzyskiwanie części zainwestowanych środków z późniejszych zarobków tenisistów, tak aby pieniądze mogły ponownie służyć kolejnym talentom.
Może właśnie to ostatnie rozwiązanie mogłaby skopiować Polska?
Główne wnioski
- Polsko-czeska współpraca tenisowa koncentruje się na turniejach dla zawodniczek i zawodników do lat 12. W 2027 r. zaplanowano sześć wspólnych imprez. Jak przyznaje prezes PZT Dariusz Łukaszewski, Polska korzysta na tej współpracy bardziej niż Czechy. Nasi południowi sąsiedzi nie obawiają się jednak rosnącej konkurencji, a w zamian zyskują możliwość organizowania dodatkowych startów blisko własnych ośrodków szkoleniowych.
- Zdaniem prezesa PZT jednym ze źródeł czeskiej przewagi było państwowe wsparcie tenisa w czasach komunizmu. W przeciwieństwie do Polski w Czechosłowacji rozwijano tę dyscyplinę przy znaczącym udziale środków publicznych. Dzięki temu powstały tradycje szkoleniowe, infrastruktura i zaplecze, które procentują do dziś.
- Czeska potęga tenisowa budowała się przez dziesięciolecia. Sukcesy kolejnych pokoleń zawodników zwiększały popularność dyscypliny, przyciągały prywatny kapitał i sprzyjały rozwojowi szkolenia. Jednym z rozwiązań było finansowanie młodych talentów przez menedżerów i kluby, z założeniem odzyskiwania części środków w późniejszym okresie kariery zawodników.


