Trump szykuje się na wyniki wyborów. W Białym Domu optymizm, a do wszystkich stanów rusza 1000 obserwatorów

W Białym Domu panuje „ostrożny optymizm” w dniu wyborów do Kongresu USA – informuje CNN. Donald Trump ma śledzić wyniki podczas wieczornego spotkania z przedstawicielami swojej administracji. Tymczasem amerykański resort sprawiedliwości skierował około 1000 obserwatorów wyborczych do wszystkich 50 stanów.

Jak relacjonuje CNN, powołując się na osoby z otoczenia prezydenta, w Białym Domu utrzymuje się umiarkowany optymizm co do wyniku wtorkowego głosowania.

Jeden z doradców Trumpa, który rozmawiał z nim w poniedziałek wieczorem, przekazał, że prezydent „jest wiecznym optymistą i był w doskonałym nastroju”.

We wtorek wieczorem Trump ma obserwować napływające wyniki podczas zamkniętego spotkania z przedstawicielami administracji w Białym Domu.

Wybory do Kongresu, odbywające się w połowie drugiej kadencji Trumpa, są postrzegane jako referendum w sprawie jego prezydentury. Amerykanie wybierają cały skład Izby Reprezentantów oraz jedną trzecią Senatu.

Prezydent wielokrotnie apelował do zwolenników, aby głosowanie na kandydatów Partii Republikańskiej traktowali tak, jakby oddawali głos bezpośrednio na niego.

Przedwyborcze sondaże i prognozy wskazywały na możliwość przejęcia kontroli nad Kongresem przez Demokratów. Taki scenariusz mógłby znacząco utrudnić Trumpowi realizację jego programu w drugiej połowie kadencji.

Trump zapowiada, że zostanie „panem weto”

Amerykański prezydent przygotowuje się również na ewentualną porażkę Republikanów. W wyemitowanym w poniedziałek podcaście „Pod Force One” zapowiedział, że w przypadku przejęcia Kongresu przez Demokratów zamierza blokować uchwalane przez nich ustawy.

Trump stwierdził, że może zostać „panem weto” (ang. Mr. Veto). Jego zdaniem po miesiącu lub dwóch wetowania kolejnych ustaw Demokraci mogliby zostać zmuszeni do negocjacji z Białym Domem. Prezydent podkreślił jednak, że liczy na zwycięstwo Republikanów.

Rekordowa liczba obserwatorów wyborczych. Resort sprawiedliwości wysyła 1000 osób

Tymczasem amerykański resort sprawiedliwości poinformował we wtorek o skierowaniu około 1000 obserwatorów wyborczych do wszystkich 50 stanów USA. Według ministerstwa to największa tego rodzaju operacja w historii kraju i pierwsza obejmująca jednocześnie wszystkie stany.

Obserwatorzy mają sprawdzać przestrzeganie federalnych przepisów dotyczących praw wyborczych. Działania koordynuje wydział praw obywatelskich Departamentu Sprawiedliwości.

Przedstawiciele resortu wskazali, że priorytetowo traktowane będą obszary, na których w przeszłości występowały problemy z dostępem do głosowania. Obserwatorzy mają być obecni również tam, gdzie odbywają się wyrównane pojedynki wyborcze i istnieje ryzyko zastraszania wyborców.

Według Reutersa liczba skierowanych do pracy obserwatorów jest około trzykrotnie większa niż podczas poprzednich wyborów do Kongresu w połowie kadencji prezydenckiej.

Kontrowersje wokół decyzji administracji Trumpa

Decyzja resortu sprawiedliwości wywołała jednak zastrzeżenia części lokalnych urzędników odpowiedzialnych za organizację wyborów.

Jak informuje Axios, obawiają się oni, że tak duża liczba federalnych obserwatorów może zastraszać wyborców lub w inny sposób zakłócać przebieg głosowania.

Portal zwraca uwagę, że działania ministerstwa wpisują się w kampanię administracji Trumpa wymierzoną w oszustwa wyborcze. Jednocześnie badania wskazują, że skala tego zjawiska jest znacznie mniejsza, niż sugerują przedstawiciele administracji.

Axios przypomina również, że decyzja o wysłaniu obserwatorów zapadła po tym, jak sądy wielokrotnie odrzucały próby wymuszenia przez resort sprawiedliwości ograniczeń w głosowaniu. Ministerstwo uzasadniało swoje działania obawami dotyczącymi udziału w wyborach osób nieposiadających amerykańskiego obywatelstwa.

Resort przekonuje natomiast, że celem rekordowej mobilizacji jest zapewnienie przejrzystości i uczciwości wyborów oraz ochrona praw wyborczych obywateli.

Federalni obserwatorzy nie mają uprawnień do samodzielnego prowadzenia dochodzeń na miejscu ani ingerowania w proces oddawania głosów.

Źródło: PAP/Reuters